
{"id":11772,"date":"2014-02-06T07:00:10","date_gmt":"2014-02-06T06:00:10","guid":{"rendered":"http:\/\/adamczewski.blog.polityka.pl\/?p=11772"},"modified":"2014-02-05T09:59:03","modified_gmt":"2014-02-05T08:59:03","slug":"w-drodze","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/2014\/02\/06\/w-drodze\/","title":{"rendered":"W drodze"},"content":{"rendered":"<div id=\"_mcePaste\">By\u0142em na wsi. To troch\u0119 ponad 50 kilometr\u00f3w od Warszawy ale w bok od szos pierwszej kategorii od\u015bnie\u017cania. Niekt\u00f3re by\u0142y wi\u0119c zawiane i musia\u0142em nak\u0142ada\u0107 drogi. W s\u0105siedztwie jednak wszystko by\u0142o oczyszczone i &#8211; cho\u0107 ostro\u017cnie, bo \u015blisko &#8211; da\u0142o si\u0119 dojecha\u0107 do mojego najbli\u017cszego s\u0105siada. Ostatnie sto metr\u00f3w trzeba by\u0142o jednak przekopa\u0107 si\u0119 przez zaspy. Jeszcze gorzej by\u0142o na moim terytorium, bo drzwi nie do\u015b\u0107, \u017ce zasypane, to jeszcze przymarzni\u0119te. Ale wszystkie przeszkody uda\u0142o si\u0119 pokona\u0107.<!--more--><\/div>\n<div id=\"_mcePaste\">Drog\u0119 przez najbli\u017csze wioski oczy\u015bcili sami s\u0105siedzi. Wszyscy maja przecie\u017c traktory, a niekt\u00f3rzy nawet p\u0142ugi \u015bnie\u017cne w\u0142asnej produkcji. I nikt z nich nie czeka na pomoc starosty, wojewody czy ministra. Nawet im to do g\u0142owy nie przychodzi. Jest zima, zapada\u0142o, trzeba ruszy\u0107 do sklepu czy do najbli\u017cszego miasta &#8211; to trzeba i od\u015bnie\u017cy\u0107. Normalne!<\/div>\n<div id=\"_mcePaste\">Te proste, banalne wr\u0119cz stwierdzenia nasun\u0119\u0142y mi si\u0119 po obejrzeniu kilku relacji reporter\u00f3w telewizyjnych ze szczeg\u00f3ln\u0105 rado\u015bci\u0105 wyszukuj\u0105cych rolnik\u00f3w w za\u015bnie\u017conych gospodarstwach, kt\u00f3rzy bohatersko pr\u0119\u017c\u0105c si\u0119 narzekali na w\u0142adze (i te bli\u017csze, i te centralne), \u017ce nie dowo\u017c\u0105 im chleba, nie od\u015bnie\u017caj\u0105 dr\u00f3g ani podw\u00f3rek. Wys\u0142ucha\u0142em nawet p\u0142aczu gospodyni, kt\u00f3ra narzeka\u0142a, \u017ce nawet wody nie mo\u017ce zaczerpn\u0105\u0107, bo ma zasypan\u0105 \u015bniegiem studni\u0119. I pokaza\u0142a cembrowin\u0119 obudowana dachem, na kt\u00f3rym le\u017ca\u0142a wielka \u015bniegowa czapa. No i prosz\u0119 &#8211; nikt kobiecie nie zrzuci\u0142 \u015bniegowej czapy ze studni. I jak ona ma \u017cy\u0107?<\/div>\n<div id=\"_mcePaste\"><a href=\"\/wp-content\/uploads\/2014\/02\/W-drodze.jpg\"><img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\"alignleft size-medium wp-image-11776\" title=\"OLYMPUS DIGITAL CAMERA\" src=\"\/wp-content\/uploads\/2014\/02\/W-drodze-300x225.jpg\" alt=\"\" width=\"300\" height=\"225\" \/><\/a>W przerwach pomi\u0119dzy ogl\u0105daniem relacji z zimowego frontu (nie na\u015bmiewam si\u0119 z losu mieszka\u0144c\u00f3w miejscowo\u015bci, w kt\u00f3rych nie obejdzie si\u0119 bez tzw. ci\u0119\u017ckiego sprz\u0119tu ale i tam niezb\u0119dny jest udzia\u0142 w od\u015bnie\u017caniu samych zainteresowanych) czytam kolejn\u0105 ksi\u0105\u017ck\u0119 moich ulubionych autor\u00f3w &#8211; Mai i Jana \u0141ozi\u0144skich &#8211; wybitnych znawc\u00f3w historii obyczaj\u00f3w sprzed lat. Tym razem mam w r\u0119ku &#8222;W przedwojennej Polsce \u017bycie codzienne i niecodzienne&#8221;. Dzie\u0142o jest bogato zilustrowane archiwalnymi zdj\u0119ciami (PWN dba wspaniale o ilustracje) i prezentuje polski krajobraz miejski i wiejski, opisuje obyczaje dworskie, ch\u0142opskie a tak\u017ce mieszka\u0144c\u00f3w miast. Zagl\u0105damy wi\u0119c do restauracji, kina, kabaretu. Je\u017adzimy poci\u0105gami, automobilami a nawet odbywamy pierwsze loty samolotami.<\/div>\n<div id=\"_mcePaste\">A \u017ce wst\u0119p do dzisiejszego tekstu dotyczy\u0142 polskich szos, to i cytat b\u0119dzie drogowy. I cho\u0107 nie zimowy, to r\u00f3wnie dramatyczny jak relacje telewizyjnych dziennikarzy: &#8222;W tych pierwszych latach rozwoju polskiego automobilizmu, wkr\u00f3tce po zako\u0144czeniu wojny z bolszewick\u0105 Rosj\u0105, w czasach wielkiej inflacji w powszechnym szale\u0144stwie lokowania pieni\u0119dzy w rozmaitych towarach zacz\u0119to r\u00f3wnie\u017c ku?powa\u0107 samochody. Jeszcze ci\u0105gle nieliczni w\u0142a\u015bciciele aut, przewa\u017cnie u\u017cywanych, z demobilu, mieli z nimi niema\u0142o k\u0142opot\u00f3w. Nowe by\u0142y niebotycznie drogie &#8211; przedstawicielstwa handlowe firm motoryzacyjnych dopiero zaczyna\u0142y organizowa\u0107 pierwsze salony sprzeda\u017cy. Jednak do po\u0142owy lat dwudziestych ka\u017cdy, nawet stary samoch\u00f3d uchodzi\u0142 w Polsce za przedmiot zbytku. Trudno by\u0142o o benzyn\u0119, kt\u00f3r\u0105 kupowa\u0142o si\u0119 w aptekach i sk\u0142adach chemicznych, wi\u0119c przed d\u0142u\u017csz\u0105 drog\u0105 nale\u017ca\u0142o zaopatrzy\u0107 si\u0119 w kanistry z zapasem paliwa. Pierwsze stacje benzynowe, tak zwane pompy, pojawi\u0142y \u00a0si\u0119 dopiero w 1924 roku, najpierw w Warszawie, a p\u00f3\u017aniej r\u00f3wnie\u017c w innych miastach Polski. Na wielkich, s\u0142abo zaludnionych obszarach Kres\u00f3w, rzadka sie\u0107 stacji benzynowych jeszcze w latach trzydziestych uniemo\u017cliwia\u0142a normalne korzystanie z samochodu. Julije Bene\u015bi\u0107, zaproszony na Polesie, do Mankiewicz Karola Radziwi\u0142\u0142a, wspomina\u0142 p\u00f3\u017aniej, jak na stacji kolejowej w Horyniu czeka\u0142 na\u0144 konny pow\u00f3z ksi\u0119cia: &#8222;Pytam stangreta J\u00f3zefa, czy ksi\u0105\u017c\u0119 nie ma automobilu? &#8211; Mamy dwa, ale nie mamy benzyny&#8221;.<\/div>\n<div id=\"_mcePaste\">Kolejnym utrapieniem \u00f3wczesnych automobilist\u00f3w by\u0142a jako\u015b\u0107 dr\u00f3g, po kt\u00f3rych przysz\u0142o im si\u0119 porusza\u0107 &#8211; tylko na \u015al\u0105sku, Pomorzu i w Wielkopolsce kierowcy mogli je\u017adzi\u0107 szybciej i wygodniej dzi\u0119ki d\u0142u\u017cszym odcinkom r\u00f3wnych, dobrze utwardzonych szos. W pozosta\u0142ych rejonach kraju, zw\u0142aszcza w dawnym zaborze rosyjskim, dziury, wyboje, py\u0142 i kurz pozostawa\u0142y nieod\u0142\u0105cznym elementem prawie ka\u017cdej samochodowej eskapady. &#8222;Za Radomiem, w Zwoleniu, mamy zawr\u00f3ci\u0107 na prawo &#8211; opowiada\u0142 Iwaszkiewicz o swojej automobilowej wycieczce &#8211; mapa nam wskazuje w\u0105sk\u0105 dro\u017cyn\u0119 czerwon\u0105 na O\u017car\u00f3w; czytamy znaki obja\u015bniaj\u0105ce: &#8222;drogi bite (szosy)&#8221;. Patrzymy, ani mowy! Zwyczajna droga i to jeszcze, jak na Ukrainie, po w\u0105skim pa\u015bmie grudy ci\u0105gnie si\u0119 jak wst\u0105\u017ceczka malutka dro\u017cyna. C\u00f3\u017c robi\u0107, kochany dod\u017cyk sapn\u0105\u0142, podskoczy\u0142 par\u0119 razy i jedzie! Smaruje! Kto m\u00f3wi\u0142 dot\u0105d o wybojach, ten m\u00f3wi\u0142 rzeczy \u015bmieszne, teraz dopiero jest co pokaza\u0107 ludziom; zapewne ca\u0142e hordy s\u0142oni zn\u0119ca\u0142y si\u0119 nad tym szlakiem przez ca\u0142\u0105 zim\u0119, wiosn\u0119 i lato (&#8230;). Ale nic, co tam jedziemy!&#8221;.<\/div>\n<div id=\"_mcePaste\">W 1925 roku, z my\u015bl\u0105 o owych siermi\u0119\u017cnych traktach \u00f3wczesnej Rzeczypospolitej &#8211; &#8222;automobilista polski je\u017adzi bowiem przewa\u017cnie po wybojach, po straszliwych kocich \u0142bach, a nierzadko przez piasek lub po grubym pok\u0142adzie b\u0142ota czy \u015bniegu&#8221; &#8211; powsta\u0142 pierwszy samoch\u00f3d polskiej konstrukcji, Ralf Stetysz. Jego tw\u00f3r?c\u0105 by\u0142 hrabia Stefan Tyszkiewicz, in\u017cynier, w\u0142a\u015bciciel niewielkiej Rolniczo-Automobilowo-Lotniczej Fabryki w Boulogne pod Pary\u017cem. W paryskim Salonie Motoryzacyjnym auto zyska\u0142o opini\u0119 dobrego &#8222;samochodu kolonialnego&#8221; o eleganckiej sylwetce. Na pocz\u0105tku 1928 roku uda\u0142o si\u0119 rozpocz\u0105\u0107 produkcj\u0119 w Warszawie i ju\u017c na kwietniowych Targach Pozna\u0144skich zwiedzaj\u0105cy jak donosi\u0142a prasa -podziwiali t\u0119 pi\u0119kn\u0105 maszyn\u0119 za jej solidne wykonanie i bij\u0105c\u0105 w oczy prostot\u0119. Przy tym ceny samochod\u00f3w Stetysz okaza\u0142y si\u0119 bardzo niskie, firma otrzymywa\u0142a szereg zam\u00f3wie\u0144&#8221;. Rok p\u00f3\u017aniej po\u017car fabryki przerwa\u0142 nigdy ju\u017c nie wznowion\u0105 produkcj\u0119 &#8211; do tego czasu powsta\u0142o niespe\u0142na dwie\u015bcie egzemplarzy s\u0142ynnego auta konstrukcji hrabiego Tyszkiewicza.&#8221;<\/div>\n<div id=\"_mcePaste\">Aby uzasadni\u0107 obecno\u015b\u0107 tego fragmentu w blogu b\u0105d\u017a co b\u0105d\u017a kulinarnym, dorzuc\u0119 jeszcze ma\u0142y akapit z rozdzia\u0142u &#8222;Czas zbaw i bankiet\u00f3w&#8221;: &#8222;Niemal ka\u017cdego dnia spotykano si\u0119 w restauracji Wr\u00f3bla, usytuowanej wygodnie tu\u017c obok &#8222;kwatery g\u0142\u00f3wnej&#8221; literat\u00f3w w Ziemia\u0144skiej. Do Wr\u00f3bla wpadano na w\u00f3dk\u0119 i \u015bledzie. Uwielbia\u0142 je Boy. &#8222;Maj\u0105 tylko jedn\u0105 wad\u0119. S\u0105 tanie&#8221; &#8211; mawia\u0142. W czwartki podawano tam s\u0142ynne warszawskie flaki &#8222;garnuszkowe&#8221;, przygotowywane wed\u0142ug tradycyjnej receptury: do kamiennego garnka wlewano porcj\u0119 flak\u00f3w z pulpetami, posypywano je obficie parmezanem, zalewano mas\u0142em sma\u017conym z tart\u0105 bu\u0142k\u0105 i zapiekano w piecu.&#8221;<\/div>\n<div id=\"_mcePaste\">To przecie\u017c wspaniale danie na czas od\u015bnie\u017cania!<\/div>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>By\u0142em na wsi. To troch\u0119 ponad 50 kilometr\u00f3w od Warszawy ale w bok od szos pierwszej kategorii od\u015bnie\u017cania. Niekt\u00f3re by\u0142y wi\u0119c zawiane i musia\u0142em nak\u0142ada\u0107 drogi. W s\u0105siedztwie jednak wszystko by\u0142o oczyszczone i &#8211; cho\u0107 ostro\u017cnie, bo \u015blisko &#8211; da\u0142o si\u0119 dojecha\u0107 do mojego najbli\u017cszego s\u0105siada. Ostatnie sto metr\u00f3w trzeba by\u0142o jednak przekopa\u0107 si\u0119 przez [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":2,"featured_media":0,"comment_status":"open","ping_status":"closed","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[1],"tags":[],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/11772"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/users\/2"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=11772"}],"version-history":[{"count":4,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/11772\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":11777,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/11772\/revisions\/11777"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=11772"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=11772"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=11772"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}