
{"id":12837,"date":"2014-07-18T07:00:02","date_gmt":"2014-07-18T05:00:02","guid":{"rendered":"http:\/\/adamczewski.blog.polityka.pl\/?p=12837"},"modified":"2014-07-16T12:28:20","modified_gmt":"2014-07-16T10:28:20","slug":"powrot-do-maremmy","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/2014\/07\/18\/powrot-do-maremmy\/","title":{"rendered":"Powr\u00f3t do Maremmy"},"content":{"rendered":"<p>By\u0142em tam kilka lat temu. To pi\u0119kny nadmorski region nale\u017c\u0105cy do Toskanii, le\u017c\u0105cy blisko Lazio i s\u0142ynny z etruskich zabytk\u00f3w oraz dzikich krajobraz\u00f3w le\u015bno-pag\u00f3rkowatych.<\/p>\n<p>Kuchnia tu bywa bardzo urozmaicona, bo nad samym morzem kr\u00f3luj\u0105 oczywi\u015bcie ryby i owoce morza, a w g\u0142\u0119bi l\u0105du &#8211; dzikie ptactwo i wszelka czworono\u017cna dziczyzna. Zebra\u0142o mi si\u0119 na te wspominki po wycieczkach przez wschodni\u0105 i po\u0142udniowo-wschodni\u0105 Polsk\u0119. Po nad wyraz silnej dawce da\u0144 z kaszy gryczanej zapachnia\u0142o mi Morzem \u015ar\u00f3dziemnym. I rybami w cartuccio (po polsku &#8211; w papilotach) czyli zawini\u0119tymi w papier do pieczenia, skropione tylko sokiem z cytryny i polane najlepsz\u0105 oliw\u0105.<br \/>\n<!--more--><br \/>\nKolejnym daniem podawanym we wszystkich tutejszych nadmorskich knajpkach jest cacciucco. To mieszanka wszystkich DZI\u015a z\u0142owionych ryb, m\u0105tw, o\u015bmiorniczek i skorupiak\u00f3w. Podaje si\u0119 je (wszystkie razem) w wielkiej misie. Duszone jednak s\u0105 te przysmaki osobno. Ka\u017cdy gatunek wymaga bowiem innego czasu, kt\u00f3ry winien sp\u0119dzi\u0107 w garnku na ogniu. Gdy wszystko znajdzie si\u0119 ju\u017c na stole, zalewa si\u0119 danie bulionem przygotowanym z ca\u0142ych najmniejszych rybek i z g\u0142\u00f3w tych wielkich. Do tego grzanki mocno natarte czosnkiem. Nie musz\u0119 chyba dodawa\u0107, \u017ce taki posi\u0142ek wymaga stosownego, mocno sch\u0142odzonego wina &#8211; mo\u017ce by\u0107 bia\u0142e, ale pyszne bywa te\u017c i rose.<\/p>\n<p>Oddalaj\u0105c si\u0119 od wybrze\u017ca, \u0142atwo oceni\u0107 odleg\u0142o\u015b\u0107 od piasku pla\u017c, zagl\u0105daj\u0105c do kart menu mijanych trattorii. Gdy antipasti stanowi\u0105 kie\u0142basy z cinghale przyprawione owocami ja\u0142owca, to mamy pewno\u015b\u0107, \u017ce jeste\u015bmy w krainie dzik\u00f3w, jeleni i zaj\u0119cy. Papardelle al cinghale to szerokie makaronowe wst\u0105\u017cki w sosie z dzika. Jest pachn\u0105ce lasem i niezwykle posilne. Te same kluchy bywaj\u0105 tak\u017ce <em>al lepre<\/em>, czyli z zaj\u0105ca.<\/p>\n<p>Jednym ze wspanialszych da\u0144 g\u0142\u00f3wnych jest te\u017c cinghale salsa, czyli dzik marynowany, a potem duszony w czerwonym (jak najlepszym) winie i pomidorach. Nie gorzej smakuje fagiano al diabolo, czyli ba\u017cant w sza\u0142wii duszony w bia\u0142ym winie. I doprawdy nie wiem, czemu nosi on nazw\u0119 diavolo zamiast angelo. Smakuje bowiem anielsko. Podobnie przyrz\u0105dzane s\u0105 tordi, czyli drozdy, na kt\u00f3re poluje si\u0119 tu powszechnie.<\/p>\n<p>Na koniec wspomn\u0119 beccaccia al crostone, czyli gulasz ze s\u0142onki, kt\u00f3remu obowi\u0105zkowo towarzysz\u0105 crostini &#8211; male\u0144kie grzaneczki.<\/p>\n<p>\u017beby nie by\u0142o a\u017c tak mi\u0119snie, dodam, \u017ce Maremma s\u0142ynie tak\u017ce z ma\u0142ych fioletowych karczoch\u00f3w, szparag\u00f3w i niezwykle s\u0142odkich pomidor\u00f3w. Po prostu kraina szcz\u0119\u015bcia dla ka\u017cdego \u0142asucha.<\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>By\u0142em tam kilka lat temu. To pi\u0119kny nadmorski region nale\u017c\u0105cy do Toskanii, le\u017c\u0105cy blisko Lazio i s\u0142ynny z etruskich zabytk\u00f3w oraz dzikich krajobraz\u00f3w le\u015bno-pag\u00f3rkowatych. Kuchnia tu bywa bardzo urozmaicona, bo nad samym morzem kr\u00f3luj\u0105 oczywi\u015bcie ryby i owoce morza, a w g\u0142\u0119bi l\u0105du &#8211; dzikie ptactwo i wszelka czworono\u017cna dziczyzna. Zebra\u0142o mi si\u0119 na te [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":2,"featured_media":0,"comment_status":"open","ping_status":"closed","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[1],"tags":[],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/12837"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/users\/2"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=12837"}],"version-history":[{"count":6,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/12837\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":12854,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/12837\/revisions\/12854"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=12837"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=12837"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=12837"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}