
{"id":13035,"date":"2014-08-20T07:00:25","date_gmt":"2014-08-20T05:00:25","guid":{"rendered":"http:\/\/adamczewski.blog.polityka.pl\/?p=13035"},"modified":"2014-08-20T08:27:54","modified_gmt":"2014-08-20T06:27:54","slug":"prawie-na-samym-koncu-buta","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/2014\/08\/20\/prawie-na-samym-koncu-buta\/","title":{"rendered":"Prawie na samym ko\u0144cu buta"},"content":{"rendered":"<p><a href=\"\/wp-content\/uploads\/2014\/08\/Lamezia-Terme.jpg\"><img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" src=\"\/wp-content\/uploads\/2014\/08\/Lamezia-Terme.jpg\" alt=\"Lamezia Terme\" width=\"584\" height=\"320\" class=\"aligncenter size-full wp-image-13039\" \/><\/a>Za kilka dni odfrun\u0119 na po\u0142udnie. Prawie na sam koniec w\u0142oskiego buta. Do tej pory zwykle tylko przeje\u017cd\u017ca\u0142em przez Kalabri\u0119 w drodze na Sycyli\u0119. Tym razem zatrzymam si\u0119 na osiem dni (to ca\u0142y tegoroczny urlop) w pi\u0119knie po\u0142o\u017conej Lamezia Terme (patrz foto). Obejrzawszy liczne zdj\u0119cia skalistego wybrze\u017ca, kamienistych pla\u017c i okolic samego pensjonatu, w kt\u00f3rym zamieszkamy, zainteresowa\u0142em si\u0119 troch\u0119 histori\u0105 tych okolic i znacznie bardziej tutejszymi obyczajami kulinarnymi. Baaardzo mi si\u0119 spodoba\u0142y. Oto kr\u00f3tkie streszczenie tego, co wyczyta\u0142em.<!--more--><\/p>\n<p>Strategicznie po\u0142o\u017cenie Kalabrii, zapewniaj\u0105ce jej dost\u0119p zar\u00f3wno do Morza Tyrre\u0144skiego, jak i do Jo\u0144skiego, zawsze stanowi\u0142o wyzwanie dla obcych w\u0142adc\u00f3w. W VIII wieku p.n.e. panowali tu Grecy, przy\u0142\u0105czaj\u0105c do swoich zachodnich kolonii &#8222;podeszw\u0119&#8221;, &#8222;stop\u0119&#8221; i &#8222;nos&#8221; w\u0142oskiego &#8222;buta&#8221;.<\/p>\n<p>Kalabryjczycy wykorzystywali nie tylko kulinarn\u0105 wiedz\u0119 swoich zdobywc\u00f3w, lecz przejmowali r\u00f3wnie\u017c ich zwyczaje i obrz\u0105dki. Niekt\u00f3re z nich przetrwa\u0142y nawet do dzi\u015b. I tak na przyk\u0142ad podczas \u015bwiniobicia &#8211; kt\u00f3re ju\u017c samo w sobie stanowi okazj\u0119 do \u015bwi\u0119towania &#8211; nadal z wn\u0119trzno\u015bci zwierz\u0119cia wyczytuje si\u0119 przysz\u0142o\u015b\u0107 domostwa lub p\u0142e\u0107 oczekiwanego potomka.<\/p>\n<p>500 lat po panowaniu Grek\u00f3w pojawili si\u0119 w Kalabrii Rzymianie, kt\u00f3rzy przede wszystkim docenili kultur\u0119 winn\u0105, upowszechnion\u0105 w tym regionie przez ich poprzednik\u00f3w. Po upadku cesarstwa rzymskiego Kalabria przechodzi\u0142a w coraz to nowe r\u0119ce: zawitali tu Germanie, Goci, Longobardowie, Frankowie, Sycylijczycy, Saraceni, Francuzi i Hiszpanie.<\/p>\n<p>Naturalnie wszyscy oni pozostawili swoje \u015blady w kalabryjskim menu. Arabowie sprowadzili pomara\u0144cze, cytryny, rodzynki, karczochy i bak\u0142a\u017cany &#8211; dzi\u015b niezwykle wa\u017cne elementy regionalnej sztuki kulinarnej. Cystersi, kt\u00f3rzy dysponowali wielkimi posiad\u0142o\u015bciami ziemskimi w okolicy Sibari, wprowadzili nowe techniki rolnicze i cenn\u0105 sztuk\u0119 przetwarzania mleka. Podczas panowania dynastii Andegawen\u00f3w, a p\u00f3\u017aniej Napoleona, asymilowano wp\u0142ywy francuskie. Tak\u017ce Hiszpanie pozostawili swoje \u015blady.<\/p>\n<p>Ale moje uwielbienie dla kalabryjskiego obyczaju rozpoczynania dnia prawdziwym posi\u0142kiem wzros\u0142o po lekturze takiego fragmentu:<\/p>\n<p>Wobec powszechnego we W\u0142oszech lekcewa\u017cenia \u015bniadania dziwne mo\u017ce si\u0119 wydawa\u0107, \u017ce dla Kalabryjczyka w\u0142a\u015bnie ono jest najwa\u017cniejszym posi\u0142kiem dnia. Przeci\u0119tny mieszkaniec P\u00f3\u0142wyspu Apeni\u0144skiego zadowala si\u0119 co najwy\u017cej fili\u017cank\u0105 kawy z mlekiem i k\u0119sem bia\u0142ego chleba lub herbatnikiem umaczanym w kawie. Tego rodzaju minimalizm nie ma jednak zwolennik\u00f3w w Kalabrii; zapewne w tym najbardziej na po\u0142udnie wysuni\u0119tym regionie, jako jedynym na mapie W\u0142och. Wierzy si\u0119 tu bowiem we wzmacniaj\u0105c\u0105 funkcj\u0119 solidnego posi\u0142ku na rozpocz\u0119cie dnia, a stare przys\u0142owie m\u00f3wi: <em>Chi mangia de bon&#8217;ura ecu nu pugno scascia nu muru<\/em>, co oznacza mniej wi\u0119cej: &#8222;Kto wcze\u015bnie jada, jednym ciosem mur rozbi\u0107 potrafi&#8221;.<\/p>\n<p>Ulubione danie \u015bniadaniowe, kt\u00f3re daje Kalabryjczykom niezb\u0119dne w ci\u0105gu dnia si\u0142y, nazywa si\u0119 marsieddu lub mursiellu. Nazwa bez w\u0105tpienia wywodzi si\u0119 od hiszpa\u0144skiego almuerzo, co oznacza tyle co \u015bniadanie. A chodzi tu o syc\u0105cy pasztet mi\u0119sny, zrobiony z drobno mielonego mi\u0119sa wieprzowego i\/lub podrob\u00f3w wieprzowych. Mi\u0119so mielone dusi si\u0119 wolno na ma\u0142ym ogniu w wytopionym boczku, nast\u0119pnie dodaje zio\u0142a i pomidory. Aby danie rozbudzi\u0142o nawet najwi\u0119kszych \u015bpioch\u00f3w, przyprawia sieje du\u017c\u0105 ilo\u015bci\u0105 pipazzu lub pipazellu, czyli czerwonych jak ogie\u0144 piekielny i diabelsko ostrych peperoncino. Gotowy farsz stanowi nadzienie do pity. Kalabryjczycy spo\u017cywaj\u0105 swoje murseddu najch\u0119tniej w najbli\u017cszej gospodzie, oczywi\u015bcie w kr\u0119gu przyjaci\u00f3\u0142 i rodziny.<\/p>\n<p>Wygl\u0105da na to, \u017ce ka\u017cdy dzie\u0144 b\u0119dzie mia\u0142 mi\u0142y pocz\u0105tek. Reszt\u0119 oceni\u0119 i opowiem m.in. o po\u0142owie miecznika, na kt\u00f3ry mam zamiar pop\u0142yn\u0105\u0107 (oczywi\u015bcie w charakterze obserwatora).<\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Za kilka dni odfrun\u0119 na po\u0142udnie. Prawie na sam koniec w\u0142oskiego buta. Do tej pory zwykle tylko przeje\u017cd\u017ca\u0142em przez Kalabri\u0119 w drodze na Sycyli\u0119. Tym razem zatrzymam si\u0119 na osiem dni (to ca\u0142y tegoroczny urlop) w pi\u0119knie po\u0142o\u017conej Lamezia Terme (patrz foto). Obejrzawszy liczne zdj\u0119cia skalistego wybrze\u017ca, kamienistych pla\u017c i okolic samego pensjonatu, w kt\u00f3rym [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":2,"featured_media":0,"comment_status":"open","ping_status":"closed","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[1],"tags":[],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/13035"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/users\/2"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=13035"}],"version-history":[{"count":6,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/13035\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":13046,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/13035\/revisions\/13046"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=13035"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=13035"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=13035"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}