
{"id":1641,"date":"2010-04-09T08:00:27","date_gmt":"2010-04-09T06:00:27","guid":{"rendered":"http:\/\/adamczewski.blog.polityka.pl\/?p=1641"},"modified":"2010-04-09T08:10:34","modified_gmt":"2010-04-09T06:10:34","slug":"ja-tez-kocham-gruner-veltlinera","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/2010\/04\/09\/ja-tez-kocham-gruner-veltlinera\/","title":{"rendered":"Ja te\u017c kocham gruner veltlinera"},"content":{"rendered":"<p>\u00a0<\/p>\n<p>Nadszed\u0142 &#8222;Czas wina&#8221;. Ale w\u0142a\u015bnie z du\u017cej litery i w cudzys\u0142owie. Po prostu nadszed\u0142 zaprenumerowany kolejny numer winiarskiego pisma wydawanego w Krakowie. Numer bogaty i r\u00f3\u017cnorodny. A mnie szczeg\u00f3lnie mi\u0142y, bo zawieraj\u0105cy pochwa\u0142\u0119, ba niemal poemat, polskich miod\u00f3w pitnych. A trunek ten lansuje od lat gdzie mog\u0119 i kiedy mog\u0119. A tu takie wsparcie fachowego pisma.<\/p>\n<p>Nie b\u0119d\u0119 jednak cytowa\u0142 tego tekstu. Sami przeczytajcie.\u00a0 Przytocz\u0119 natomiast fragment artyku\u0142u Wojciecha Gogoli\u0144skiego o moim ulubionym austriackim gruner veltlinerze i przygodach autora z tym w\u0142a\u015bnie winem:<br \/>\n&#8222;Kiedy pracowa\u0142em u Lopka Auera w Tattendorf (Thermenregion) pod Wiedniem, co opisywa\u0142em dwa lata temu w &#8222;Czasie Wina&#8221;, opiekowa\u0142em si\u0119 m.in. Grunerem Veltlinerem 2006, kt\u00f3ry sobie dofermentowywa\u0142 w najwi\u0119kszym inoksie. W\u0142azi\u0142em na\u0144 trzy razy dziennie, mierzy\u0142em temperatur\u0119, bra\u0142em pr\u00f3bki, robi\u0142em analizy, pilnowa\u0142am, \u017ceby mu si\u0119 nie zachcia\u0142o jab\u0142kowo-mlekowa\u0107 itp. By\u0142em te\u017c \u015bwi\u0119cie przekonany, \u017ce to Tattendorfer GV Thermenregion<br \/>\nQualitatswein, bo tak mi wychodzi\u0142o z zapisk\u00f3w.<br \/>\nJednak pewnego dnia Lopek klepn\u0105\u0142 w zbiornik.<br \/>\n&#8211;\u00a0To p\u00f3jdzie jako landwein (wino sto\u0142owe, regionalne) &#8211; powiedzia\u0142 mi z u\u015bmiechem.<br \/>\n&#8211;\u00a0Lopek, jaki landwein &#8211; m\u00f3wi\u0119 &#8211; przecie\u017c to wino jako\u015bciowe!<br \/>\nNo i Lopek zacz\u0105\u0142 mi t\u0142umaczy\u0107. Od win jako\u015bciowych s\u0105 wy\u017csze op\u0142aty, a w dodatku nale\u017cy je rozla\u0107 do butelek 0,75 l oraz kupi\u0107 specjaln\u0105 banderol\u0119-kapsel, etykiety itp. Tymczasem pi\u0119\u0107 razy w roku w winiarni jest czynna jego knajpa (Heuriger) i landweina na karafki i kieliszki mo\u017ce sprzedawa\u0107 na miejscu ka\u017cd\u0105 niemal ilo\u015b\u0107. Ale nie mo\u017ce sprzedawa\u0107 tego jako wina jako\u015bciowego, bo by\u0142oby&#8230; zbyt drogie.<br \/>\nKr\u00f3tko &#8211; to musi by\u0107 landwein, \u017ceby by\u0142 tani, ale nie mo\u017ce by\u0107 de facto technologicznie landweinem, bo by\u0142by zbyt pod\u0142y. Dlatego musi by\u0107 winem jako\u015bciowym sprzedawanym w ni\u017cszej klasie landwein\u00f3w. Proste? Proste.&#8221;<\/p>\n<p><img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\"aligncenter size-medium wp-image-1652\" title=\"kuba-i-basia-w-poysdorf-p7090001\" src=\"\/wp-content\/uploads\/2010\/04\/kuba-i-basia-w-poysdorf-p7090001-300x225.jpg\" alt=\"\" width=\"300\" height=\"225\" srcset=\"\/adamczewski\/wp-content\/uploads\/2010\/04\/kuba-i-basia-w-poysdorf-p7090001-300x225.jpg 300w, \/adamczewski\/wp-content\/uploads\/2010\/04\/kuba-i-basia-w-poysdorf-p7090001.jpg 640w\" sizes=\"(max-width: 300px) 100vw, 300px\" \/><\/p>\n<p><em>Tu, w austriackim Poysdorf, mo\u017cna wypi\u0107 i kupi\u0107 to pyszne i aromatyczne wino Fot. P.Ad.<\/em><\/p>\n<p>I drugi fragment tego\u017c tekstu (specjalnie dla Pana Lulka):<br \/>\n&#8222;W Austrii &#8211; co smutne &#8211; nie zagnie\u017adzi\u0142 si\u0119 zwyczaj czynienia na szersz\u0105 skal\u0119 z winogron innych dobrodziejstw ni\u017c wino. Cho\u0107by grappy (tresterbrand). Szcz\u0119\u015bciem Austria, a zw\u0142aszcza jej dolna cz\u0119\u015b\u0107, jest zag\u0142\u0119biem owocowym, od \u015bliwek, jab\u0142ek, gruszek, czarnego bzu po morele (marillen). Te ostatnie uwa\u017cane za jedne z lepszych na \u015bwiecie, mnie szczeg\u00f3lnie s\u0105 mi\u0142e. W okresie ich kwitnienia ca\u0142e Wachau i Dolna Austria mieni\u0105 si\u0119 biel\u0105 i fioletem.<br \/>\nOczywi\u015bcie morele mo\u017cna je\u015b\u0107 na surowo, \u015bwie\u017ce i pachn\u0105ce &#8211; tylko po co? Znacznie ciekawiej zje\u015b\u0107 p\u0105czka z marmolad\u0105 morelow\u0105 (Krapfen mit Marillenmarmolade) lub knedle z morelami, czyli Marillenknodel -absolutny creme de tete austriackiej, ale tak\u017ce czeskiej kuchni.<br \/>\nWyka\u017cemy te\u017c najwy\u017cszy rozs\u0105dek, je\u015bli po obiedzie za\u017c\u0105damy kieliszka marillenbrand &#8211; morelowicy, kt\u00f3r\u0105 w\u0142a\u015bnie w Wachau robi\u0105 bezdyskusyjnie najlepsz\u0105 we wszech\u015bwiecie (przy ca\u0142ym szacunku dla w\u0119gierskiej barackpalinki). I jestem pewny,\u017ce gdyby Hans Kloss operowa\u0142 na terenie Dolnej Austrii, z pewno\u015bci\u0105 u\u017cywa\u0142by has\u0142a: &#8222;Najlepsze morele s\u0105 w Wachau&#8221;. Odzew: &#8222;Heidi lubi je tylko destylowane&#8221;. I ja te\u017c.&#8221;<\/p>\n<p>\u00a0\u00a0<br \/>\n\u00a0I co na to nasz przyjaciel mieszkaniec Po\u0142udniowej Burgenlandii?<\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>\u00a0 Nadszed\u0142 &#8222;Czas wina&#8221;. Ale w\u0142a\u015bnie z du\u017cej litery i w cudzys\u0142owie. Po prostu nadszed\u0142 zaprenumerowany kolejny numer winiarskiego pisma wydawanego w Krakowie. Numer bogaty i r\u00f3\u017cnorodny. A mnie szczeg\u00f3lnie mi\u0142y, bo zawieraj\u0105cy pochwa\u0142\u0119, ba niemal poemat, polskich miod\u00f3w pitnych. A trunek ten lansuje od lat gdzie mog\u0119 i kiedy mog\u0119. A tu takie wsparcie [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":2,"featured_media":0,"comment_status":"open","ping_status":"open","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[1],"tags":[],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/1641"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/users\/2"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=1641"}],"version-history":[{"count":0,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/1641\/revisions"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=1641"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=1641"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=1641"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}