
{"id":194,"date":"2007-04-17T07:00:56","date_gmt":"2007-04-17T06:00:56","guid":{"rendered":"http:\/\/adamczewski.blog.polityka.pl\/?p=194"},"modified":"2007-04-16T11:39:32","modified_gmt":"2007-04-16T10:39:32","slug":"przewodnik-dyplomatyczny","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/2007\/04\/17\/przewodnik-dyplomatyczny\/","title":{"rendered":"Przewodnik dyplomatyczny"},"content":{"rendered":"<p>Nigdy jeszcze w tym blogu nie opowiada\u0142em anegdot zwi\u0105zanych z przyj\u0119ciami dyplomatycznymi. To osobny lecz jak\u017ce ciekawy rozdzia\u0142 \u017cycia smakosza. Jako dziennikarz, od czasu do czasu, otrzymuje takie zaproszenia. Np. jeszcze w kwietniu b\u0119d\u0119 zajada\u0142 si\u0119 smako\u0142ykami w wytwornym towarzystwie zaproszony przez ambasadora Niemiec  na przyj\u0119cie z okazji udekorowania orderem mego redakcyjnego kolegi Mariana Turskiego. Nie omieszkam opisa\u0107 owo wydarzenie. Tymczasem gar\u015b\u0107 wspomnie\u0144.<\/p>\n<p>I w zamierzch\u0142ych czasach PRL i we wsp\u00f3\u0142czesnej dobie III RP biesiady w ambasadach zawsze gromadzi\u0142y rzesze polityk\u00f3w, artyst\u00f3w, uczonych i dziennikarzy. Profesor Andrzej Garlicki (m\u00f3j przyjaciel i partner w w\u0119dr\u00f3wkach opisywanych w rubryce &#8222;Za sto\u0142em&#8221;) przebiera\u0142 wr\u0119cz w licznych zaproszeniach. Mia\u0142 kilka ulubionych plac\u00f3wek dyplomatycznych, o kt\u00f3rych mawia\u0142 z czu\u0142o\u015bci\u0105: tam znaj\u0105 si\u0119 na jedzeniu!<\/p>\n<p>Spo\u015br\u00f3d kraj\u00f3w arabskich wyr\u00f3\u017cnia\u0142 ambasad\u0119 Tunezji. Zrozumia\u0142em t\u0119 sympati\u0119 po wsp\u00f3lnym pobycie na jednym z takich przyj\u0119\u0107. Profesor &#8211; bywalec postanowi\u0142 wprowadzi\u0107 mnie &#8211; prostaczka na salony. Po wymianie u\u015bcisk\u00f3w d\u0142oni z ambasadorem i wy\u017cszym personelem dyplomatycznym m\u00f3j cicerone wzi\u0105\u0142 w gar\u015b\u0107 sztu\u0107ce do ryb i dwa \u015bredniej wielko\u015bci talerzyki. Spojrza\u0142 na mnie surowo i nakaza\u0142 dok\u0142adnie powtarza\u0107 jego czynno\u015bci. Podeszli\u015bmy, w pustawej jeszcze sali, do jednego z ostatnich stolik\u00f3w, na kt\u00f3rym na olbrzymim p\u00f3\u0142misku le\u017ca\u0142a wielgachna ryba smakowicie wygl\u0105daj\u0105ca i pi\u0119knie pachn\u0105ca. Profesor, a za nim i ja, na\u0142o\u017cy\u0142 na sw\u00f3j talerz akuratn\u0105 porcj\u0119 ryby, wbi\u0142 w ni\u0105 widelce i talerz odstawi\u0142 na ma\u0142y stolik stoj\u0105cy pod oknem. Ustawi\u0142em wi\u0119c swoj\u0105, znacznie mniejsz\u0105 porcje obok. Widz\u0105c zdumienie w moich oczach uczony udzieli\u0142 mi pierwszej lekcji salonowej dyplomacji. Ryby, kt\u00f3ra jest najwspanialszym daniem ze wszystkich tu podanych, nie starczy dla wszystkich. Je\u015b\u0107 j\u0105 nale\u017cy na koniec przyj\u0119cia. Naszych porcji nikt nie ruszy, bo s\u0105 tu ludzie z dobrymi manierami. A teraz spokojnie mo\u017cemy kosztowa\u0107 pozosta\u0142e potrawy. Ruszyli\u015bmy wi\u0119c do boju. Po kilku daniach mi\u0119snych i innych dotarli\u015bmy do naszych od\u0142o\u017conych talerzy. I rzeczywi\u015bcie wielki tu\u0144czyk okaza\u0142 si\u0119 wspania\u0142ym ukoronowaniem przyj\u0119cia. \u017ba\u0142owa\u0142em tylko, \u017ce da\u0142em si\u0119 nam\u00f3wi\u0107 na tak wiele da\u0144. Nie by\u0142em bowiem w stanie zje\u015b\u0107 ca\u0142ej porcji. I wtedy w\u0142a\u015bnie po raz pierwszy Andrzej da\u0142 mi dow\u00f3d swojej przyja\u017ani: doko\u0144czy\u0142 to, czego nie by\u0142em w stanie sko\u0144czy\u0107 ja.<\/p>\n<p>Podczas tego samego przyj\u0119cia dawa\u0142 takie\u017c dowody i innym spotkanym znajomym. Spokojnie zjada\u0142 ich porcje deseru &#8211; jakiej\u015b aromatycznej i przes\u0142odzonej masy przypominaj\u0105cej nasz budy\u0144 a nazwanej ambrozj\u0105. Je\u015bli dobrze policzy\u0142em profesor obdzieli\u0142 tego wieczora sw\u0105 przyja\u017ani\u0105 kilku polityk\u00f3w i kilku swoich by\u0142ych student\u00f3w. Po sz\u00f3stym pucharze rozgl\u0105da\u0142 si\u0119 dalej po pustawej sali ale nie dostrzeg\u0142 ju\u017c \u017cadnego domagaj\u0105cego si\u0119 pomocy osobnika. Ruszyli\u015bmy wi\u0119c do wyj\u015bcia.<\/p>\n<p>Przy drzwiach sta\u0142y wielkie dzbany pe\u0142ne aromatyzowanych cukierk\u00f3w. Profesor zanurzy\u0142 w nich swe d\u0142onie po czym w\u0142o\u017cy\u0142 kilkana\u015bcie przes\u0142odkich cukierk\u00f3w do kieszeni marynarki. Wsiadaj\u0105c do auta powiedzia\u0142 usprawiedliwiaj\u0105c si\u0119: jad\u0119 do znajomych, ich dzieci tak lubi\u0105 s\u0142odycze.<\/p>\n<p>Nast\u0119pnego dnia gdy zapyta\u0142em owe dzieci o smak arabskich \u0142akocie by\u0142y zdumione pytaniem. Droga Andrzeja by\u0142a tak d\u0142uga i wyczerpuj\u0105ca. Okaza\u0142o si\u0119, \u017ce tunezyjskie cukierki uratowa\u0142y profesora od \u015bmierci g\u0142odowej.<\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Nigdy jeszcze w tym blogu nie opowiada\u0142em anegdot zwi\u0105zanych z przyj\u0119ciami dyplomatycznymi. To osobny lecz jak\u017ce ciekawy rozdzia\u0142 \u017cycia smakosza. Jako dziennikarz, od czasu do czasu, otrzymuje takie zaproszenia. Np. jeszcze w kwietniu b\u0119d\u0119 zajada\u0142 si\u0119 smako\u0142ykami w wytwornym towarzystwie zaproszony przez ambasadora Niemiec na przyj\u0119cie z okazji udekorowania orderem mego redakcyjnego kolegi Mariana Turskiego. [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":2,"featured_media":0,"comment_status":"open","ping_status":"open","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[1],"tags":[],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/194"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/users\/2"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=194"}],"version-history":[{"count":0,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/194\/revisions"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=194"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=194"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=194"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}