
{"id":206,"date":"2007-05-01T08:00:31","date_gmt":"2007-05-01T06:00:31","guid":{"rendered":"http:\/\/adamczewski.blog.polityka.pl\/?p=206"},"modified":"2007-04-23T14:13:44","modified_gmt":"2007-04-23T12:13:44","slug":"na-bazarze-w-santiago","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/2007\/05\/01\/na-bazarze-w-santiago\/","title":{"rendered":"Na bazarze w Santiago"},"content":{"rendered":"<p>Niewiele ju\u017c zosta\u0142o miejsc na naszym globie gdzie by mnie nie zanios\u0142o w poszukiwaniu nowych smak\u00f3w i wra\u017ce\u0144. Nie lubi\u0119 jednak wielogodzinnych lot\u00f3w. Prawd\u0119 m\u00f3wi\u0105c boj\u0119 si\u0119 ka\u017cdej podr\u00f3\u017cy samolotem, uwa\u017caj\u0105c nie bez racji, \u017ce fruwaj\u0105cy cz\u0142owiek to nie jest stan normalny. A jednak ponownie da\u0142em si\u0119 skusi\u0107 i&#8230; nie \u017ca\u0142uj\u0119 tego. By\u0142em w Chile, Peru i Argentynie. A co tam jad\u0142em opisz\u0119.<\/p>\n<p>Wylatywali\u015bmy z Warszawy pokrytej pierwszym \u015bniegiem, przedmuchiwanej lodowatym wiatrem i nasi\u0105kni\u0119tej obrzydliw\u0105 wilgoci\u0105. Po kr\u00f3tkiej przesiadce w Pary\u017cu i siedemnastogodzinnym locie wielkim Boeingiem 777 przebyli\u015bmy Atlantyk, przemkn\u0119li\u015bmy nad Andami ogl\u0105daj\u0105c o\u015bnie\u017cony szczyt Aconcagua (6960 m npm) i wyl\u0105dowali\u015bmy w\u00a0 Santiago de Chile. Tu za\u015b wiosna pe\u0142na soczystej zieleni, kwiat\u00f3w i ciep\u0142ego s\u0142o\u0144ca zwolna przechodzi\u0142a w lato. Upa\u0142 jeszcze nie dawa\u0142 si\u0119 we znaki, ale by\u0142o na tyle gor\u0105co, \u017ce codzienna k\u0105piel w przydomowym basenie okazywa\u0142a si\u0119 absolutnie niezb\u0119dna. Dlatego dok\u0142adnie precyzuj\u0119 miejsce k\u0105pieli, \u017ce mimo czterotysi\u0119cznego, liczonego w kilometrach, wybrze\u017ca nie uda\u0142o mi si\u0119 w Chile zanurzy\u0107 w Pacyfiku g\u0142\u0119biej ni\u017c do kolan. Tu mogliby p\u0142ywa\u0107 zahartowani cz\u0142onkowie klubu mors\u00f3w. Zimny pr\u0105d bowiem powoduje, \u017ce z parz\u0105cego\u00a0 stopy piasku wchodzi si\u0119 do wody, kt\u00f3rej temperatura nie przekracza 6 stopni Celsjusza.<br \/>\nOcean mo\u017ce jednak da\u0107 cz\u0142owiekowi wiele rozkoszy. Ryby i owoce morza s\u0105 tu tak wielkie i tak pyszne jak nigdzie indziej.<\/p>\n<p><em>Almejas, choritos, cholgas, machas, loco<\/em> &#8211; to wszystko mieszka w Pacyfiku chowaj\u0105c si\u0119 przed kucharzami w wi\u0119kszych b\u0105d\u017a mniejszych muszlach. Wy\u0142owione za\u015b mo\u017ce by\u0107 gotowane w winie z warzywami, pieczone, sma\u017cone lub przyrz\u0105dzane pil pil czyli wrzucane do wrz\u0105cej oliwy z ostrymi przyprawami.<\/p>\n<p>R\u00f3wnie pi\u0119knie brzmi\u0105 nazwy tutejszych ryb: <em>congrio, corvina, trucha, sierra, vieja, robalo<\/em>. I r\u0119cz\u0119 g\u0142ow\u0105, \u017ce wszystkie doskonale smakuj\u0105. Bez wzgl\u0119du na spos\u00f3b przyrz\u0105dzania. Nawet na surowo.<\/p>\n<p>Na targu bowiem lub w hali rybnej zatrzymanie si\u0119 przy stoisku z owocami morza powoduje natychmiastow\u0105 reakcj\u0119 kupca. W u\u0142amku sekundy le\u017c\u0105 przed tob\u0105 \u015bwie\u017co otwarte muszle r\u00f3\u017cnych gatunk\u00f3w ma\u0142\u017cy, kt\u00f3re wdzi\u0119cznie wyginaj\u0105 si\u0119 i pr\u0119\u017c\u0105, bo szczypie je sok z wyci\u015bni\u0119tej cytryny. Nie ma wyj\u015bcia &#8211; trzeba skr\u00f3ci\u0107 m\u0119ki stworzenia i po\u0142kn\u0105\u0107 rozsmakowuj\u0105c si\u0119 z ka\u017cdym k\u0119sem i ka\u017cd\u0105 now\u0105 muszl\u0105. Ten pocz\u0119stunek jest bezp\u0142atny. Niemal ka\u017cdy jednak, a zw\u0142aszcza cudzoziemiec, czuje si\u0119 w obowi\u0105zku kupienia czego\u015b u tak go\u015bcinnego i mi\u0142ego kupca. Mo\u017ce to by\u0107 wielki \u0142oso\u015b, znacznie mniejszy cho\u0107 nie mniej smaczny turbot czy tygrysie krewetki. Mo\u017cna wzi\u0105\u0107 te\u017c na po\u0142udniow\u0105 przek\u0105sk\u0119 ceviche czyli marynowane surowe ryby drobno pokrojone i obficie skropione sokiem cytrynowym, lub narybek w\u0119gorza doskonale nadaj\u0105cy si\u0119 na <em>pil pil<\/em>.<\/p>\n<p>Chilijskie knajpy, knajpki, knajpeczki zape\u0142niaj\u0105 si\u0119 oko\u0142o dziesi\u0105tej wieczorem. My, przyzwyczajeni do innego ni\u017c tutejszy rytmu posi\u0142k\u00f3w zjawiali\u015bmy si\u0119 w wybranej restauracji ju\u017c o dziewi\u0105tej wieczorem. Zawsze byli\u015bmy pierwszymi go\u015b\u0107mi. Mieli\u015bmy wi\u0119c czas na zwiedzenie lokalu, czasem nawet zaplecza, podziwianie wystroju i kontemplowanie\u00a0 piwniczki pe\u0142nej win.<\/p>\n<p>W\u0142a\u015bnie, wina. To jedno z bogactw Chile. Tutejsze winnice nale\u017c\u0105 do najlepszych na \u015bwiecie. Klimat bowiem, zw\u0142aszcza w okolicach Santiago, jest niemal\u017ce identyczny z klimatem po\u0142udniowej Francji i W\u0142och. Gor\u0105ce i suche lato, ciep\u0142a i bez\u015bnie\u017cna zima, wiosna i jesie\u0144 bezszelestnie przechodz\u0105ce w kolejne pory roku. Winoro\u015bl przywieziona tu przed wieloma laty z Hiszpanii i Francji znalaz\u0142a doskona\u0142e warunki wegetacji.<\/p>\n<p>Chilijskie wina robi\u0105 karier\u0119 i nad Wis\u0142\u0105. Bardzo mnie to cieszy. Cabernet sauvignon z winnicy Leon Macul albo merlot z Concha y Toro, kt\u00f3rymi popija\u0142em pieczony udziec jagni\u0119cy czy \u0107wiartk\u0119 m\u0142odego ko\u017alaka duszonego w warzywach by\u0142y najwy\u017cszej pr\u00f3by.<\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Niewiele ju\u017c zosta\u0142o miejsc na naszym globie gdzie by mnie nie zanios\u0142o w poszukiwaniu nowych smak\u00f3w i wra\u017ce\u0144. Nie lubi\u0119 jednak wielogodzinnych lot\u00f3w. Prawd\u0119 m\u00f3wi\u0105c boj\u0119 si\u0119 ka\u017cdej podr\u00f3\u017cy samolotem, uwa\u017caj\u0105c nie bez racji, \u017ce fruwaj\u0105cy cz\u0142owiek to nie jest stan normalny. A jednak ponownie da\u0142em si\u0119 skusi\u0107 i&#8230; nie \u017ca\u0142uj\u0119 tego. By\u0142em w Chile, [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":2,"featured_media":0,"comment_status":"open","ping_status":"open","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[1],"tags":[],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/206"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/users\/2"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=206"}],"version-history":[{"count":0,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/206\/revisions"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=206"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=206"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=206"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}