
{"id":2181,"date":"2011-01-07T08:00:55","date_gmt":"2011-01-07T07:00:55","guid":{"rendered":"http:\/\/adamczewski.blog.polityka.pl\/?p=2181"},"modified":"2011-01-06T15:40:25","modified_gmt":"2011-01-06T14:40:25","slug":"ucieczka-na-majorke","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/2011\/01\/07\/ucieczka-na-majorke\/","title":{"rendered":"Ucieczka na Majork\u0119"},"content":{"rendered":"<p><a href=\"\/wp-content\/uploads\/2011\/01\/p1060008.jpg\"><img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\"aligncenter size-medium wp-image-2182\" title=\"p1060008\" src=\"\/wp-content\/uploads\/2011\/01\/p1060008-225x300.jpg\" alt=\"\" width=\"225\" height=\"300\" srcset=\"\/adamczewski\/wp-content\/uploads\/2011\/01\/p1060008-225x300.jpg 225w, \/adamczewski\/wp-content\/uploads\/2011\/01\/p1060008.jpg 480w\" sizes=\"(max-width: 225px) 100vw, 225px\" \/><\/a><\/p>\n<p>Znam nie\u017ale t\u0119 wysp\u0119, tym ch\u0119tniej wi\u0119c si\u0119gn\u0105\u0142em po ksi\u0105\u017ck\u0119, w kt\u00f3rej autor\u00a0&#8211; Szkot, Peter Kerr &#8211; opisuje ucieczk\u0119 z krainy \u015bniegu, mrozu lub dla odmiany deszczu do s\u0142onecznego raju po\u0142o\u017conego na Morzu \u015ar\u00f3dziemnym. \u00d3w wymarzony raj wprawdzie powita\u0142 przybysz\u00f3w \u015bniegiem, kt\u00f3ry pokry\u0142 drzewa pomara\u0144czowe ale wkr\u00f3tce okaza\u0142o si\u0119, \u017ce to z\u0142o\u015bliwy \u017cart przyrody. I to chwilowy. Zanim bowiem zd\u0105\u017cyli na serio si\u0119 przerazi\u0107, \u017ce uciekli z deszczu pod rynn\u0119, po \u015bniegu nie zosta\u0142o \u015bladu. I tylko drogi z ich farmy do pobliskiego miasteczka sta\u0142y si\u0119 rozmi\u0119k\u0142e i b\u0142otniste. Uspokoili si\u0119 nieco i zacz\u0119li rozgl\u0105da\u0107 si\u0119 po domu, s\u0105siedztwie i okolicy. Wiedzieli zreszt\u0105, \u017ce drogi odwrotu nie ma. Swoj\u0105 szkock\u0105 farm\u0119 sprzedali. Dorastaj\u0105cym synom obiecali te\u017c, \u017ce powierzaj\u0105 ich w r\u0119ce dziadk\u00f3w tylko na par\u0119 tygodni, by potem zabra\u0107 do nowej siedziby. Musieli wi\u0119c zabra\u0107 si\u0119 do pracy w pomara\u0144czowym sadzie. No i do nauki hiszpa\u0144skiego a w\u0142a\u015bciwie jego majorka\u0144skiej odmiany. I jedno zadanie i drugie wcale nie by\u0142o takie \u0142atwe. Ale za to jako tworzywo literackie przeszkody w realizacji obu cel\u00f3w by\u0142y wprost wymarzone.<br \/>\nPeter Kerr za\u015b by\u0142 nie tylko szkockim hodowc\u0105 byd\u0142a. \u0141\u0105czy\u0142 on prac\u0119 rolnika z zawodem pisarza i&#8230; jazzmana. Podobno we wszystkich wcieleniach \u00f3w major ka\u0144ski Szkot by\u0142 r\u00f3wnie dobry. Nie jad\u0142em befsztyk\u00f3w z farmy Kerra, ani nie pi\u0142em \u015bwie\u017cego soku z jego pomara\u0144czy. Swoj\u0105 ocen\u0119 jego talentu ograniczam wi\u0119c si\u0142\u0105 rzeczy do literackich osi\u0105gni\u0119\u0107. A te s\u0105 nienajgorsze.<\/p>\n<p>Kerr napisa\u0142 ca\u0142y cykl opowie\u015bci z Majorki, z kt\u00f3rych pierwsza jest\u00a0 ksi\u0105\u017cka &#8222;Pomara\u0144cze w \u015bniegu&#8221;. Czyta si\u0119 j\u0105 doskonale, zw\u0142aszcza je\u015bli zna si\u0119 okolice, kt\u00f3rych autor si\u0119 obraca i opisuje z wielk\u0105 swad\u0105, wspania\u0142ym (chcia\u0142oby si\u0119 rzec angielskim, gdyby dla Szkota nie by\u0142o to obra\u017aliwe) humorem i du\u017c\u0105 doz\u0105 autoironii. I cho\u0107 dzie\u0142ko Kerra nie jest w \u017cadnym wypadku przewodnikiem wakacyjnym po wyspie, to mo\u017cna jednak\u00a0&#8211; zapewne wbrew autorowi\u00a0&#8211; wykorzysta\u0107 je tak\u017ce podczas pobytu na Majorce. Zw\u0142aszcza w dziedzinie doboru tutejszych da\u0144 i win. A tak\u017ce w sposobie unikania gaf, kt\u00f3re przybysze z kontynentu pope\u0142niaj\u0105 nagminnie.<\/p>\n<p>Swoich wpadek w dziedzinie obyczaj\u00f3w lub kontakt\u00f3w z tubylcami nie pami\u0119tam. Ale arroz brut czyli brudny ry\u017c (z malutkimi \u015blimaczkami i warzywami) i gazapo (m\u0142ody kr\u00f3lik z ro\u017cna) by\u0142y bez w\u0105tpienia r\u00f3wnie pyszne jak te, opisane w ksi\u0105\u017cce. Do dzi\u015b bowiem i to mimo up\u0142ywu czasu, pami\u0119tam doskonale.<br \/>\nPod koniec lektury, kt\u00f3ra wprawi\u0142a mnie w doskona\u0142y humor i pozwoli\u0142a zapomnie\u0107 o awanturach tocz\u0105cych si\u0119 w otaczaj\u0105cym nie \u015bwiecie (i rzeczywistym, i tym wirtualnym), nasun\u0119\u0142a mi si\u0119 my\u015bl chyba nieelegancka: czy Peter Kerr zanim siad\u0142 do pisania swego bestsellera czyta\u0142 dzie\u0142ko Anglika osiad\u0142ego w Prowansji czyli Petera Mayla. &#8222;Pomara\u0144cze w \u015bniegu&#8221; bowiem bardzo i w stylu, i w typie humoru, i w pi\u0119trzeniu niespodziewanych zakr\u0119t\u00f3w akcji bardzo przypominaj\u0105 &#8222;Rok w Prowansji&#8221;. Ale pewnie si\u0119 czepiam. Grunt, \u017ce to dobra lektura.<\/p>\n<p>\u00a0<\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Znam nie\u017ale t\u0119 wysp\u0119, tym ch\u0119tniej wi\u0119c si\u0119gn\u0105\u0142em po ksi\u0105\u017ck\u0119, w kt\u00f3rej autor\u00a0&#8211; Szkot, Peter Kerr &#8211; opisuje ucieczk\u0119 z krainy \u015bniegu, mrozu lub dla odmiany deszczu do s\u0142onecznego raju po\u0142o\u017conego na Morzu \u015ar\u00f3dziemnym. \u00d3w wymarzony raj wprawdzie powita\u0142 przybysz\u00f3w \u015bniegiem, kt\u00f3ry pokry\u0142 drzewa pomara\u0144czowe ale wkr\u00f3tce okaza\u0142o si\u0119, \u017ce to z\u0142o\u015bliwy \u017cart przyrody. I [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":2,"featured_media":0,"comment_status":"open","ping_status":"open","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[1],"tags":[],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/2181"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/users\/2"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=2181"}],"version-history":[{"count":0,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/2181\/revisions"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=2181"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=2181"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=2181"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}