
{"id":2986,"date":"2011-08-30T08:00:35","date_gmt":"2011-08-30T06:00:35","guid":{"rendered":"http:\/\/adamczewski.blog.polityka.pl\/?p=2986"},"modified":"2011-08-23T16:34:42","modified_gmt":"2011-08-23T14:34:42","slug":"wielkie-zarcie-w-rpa","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/2011\/08\/30\/wielkie-zarcie-w-rpa\/","title":{"rendered":"Wielkie \u017carcie w RPA"},"content":{"rendered":"<p>W cz\u0119sto tu przywo\u0142ywanym magazynie winiarskim &#8222;Czas Wina&#8221; sporo miejsca po\u015bwi\u0119cono winnicom w RPA. A nie samym przecie\u017c winem cz\u0142ek \u017cyje wi\u0119c i o jedzeniu mo\u017cna tam sporo poczyta\u0107. I w\u0142a\u015bnie o jedzeniu tak pisze Wojciech Gogoli\u0144ski:<\/p>\n<p>&#8222;Jedzenie w Swartlandzie mo\u017ce zawr\u00f3ci\u0107 w g\u0142owie. Je si\u0119 bardzo skromnie, bo jednak Afrykanerzy to bardzo specyficzny gatunek ludzki. Surowe holenderskie pochodzenie sprawia, \u017ce tu, na prowincji, mimo oczywistego bogactwa ludzie \u017cyj\u0105 skromnie. Dominuje z\u0142ota zasada &#8211; po co mam co\u015b wyrzuca\u0107, skoro si\u0119 nie zepsu\u0142o i dobrze s\u0142u\u017cy?<br \/>\nW jednym z najbogatszych dom\u00f3w w Riebeek Kasteel zobaczy\u0142em kuchni\u0119 i salon wyposa\u017cony w stylu &#8211; powiedzmy- lat 60. Pewnie gdzie indziej dawno by go przebudowano co najmniej ze dwa razy, ale skoro nic si\u0119 nie zepsu\u0142o, nie poobija\u0142o &#8211; to po co? Skromno\u015b\u0107 jest tu z\u0142ot\u0105 dewiz\u0105, i to nie tylko w mowie, ale i w czynach.<br \/>\nJe si\u0119 zatem skromnie, ale niezwykle smacznie &#8211; holenderskie korzenie wyra\u017anie przemiesza\u0142y si\u0119 z tym, co mo\u017ce da\u0107 nowa ojczyzna.<br \/>\nZnienawidzone przeze mnie potwornie, niesmaczne, wr\u0119cz paskudne podeszwo\u017carcie znane mi \u015bwietnie i a\u017c do b\u00f3lu z Ameryki Po\u0142udniowej tutaj ma ca\u0142kiem inny wymiar. Niby je si\u0119 p\u0142aty mi\u0119sa i kie\u0142basy z rusztu stoj\u0105cego w ogrodzie lub na tarasie, ale w zupe\u0142nie innym stylu. I wcale nie chodzi o to, \u017ce s\u0105 to inne mi\u0119sa z nieznanych mi antylop i gu\u017ac\u00f3w, bo je si\u0119 te\u017c wieprzowin\u0119 i wo\u0142owin\u0119. Chodzi o smak.<br \/>\nNie tylko nie cieknie nam krew po brodzie, ale przede wszystkim ka\u017cda porcja jest wspaniale ozio\u0142owana i wy\u015bmienicie doprawiona. Mi\u0119sa za\u015b najcz\u0119\u015bciej s\u0105 wcze\u015bniej marynowane w r\u00f3\u017cnych zalewach, a nie wyci\u0119te z ty\u0142ka pi\u0119\u0107 minut wcze\u015bniej \u017cywego jeszcze wolu. Mi\u0119so przyjemnie chrupie, a kie\u0142baski s\u0105 soczyste i pachn\u0105ce. W dodatku podaje si\u0119 do tego gotowane lub pieczone ziemniaki! I na tym nie koniec! Dostaje si\u0119 te\u017c mas\u0119 ciep\u0142ych szparag\u00f3w i r\u00f3\u017cnych fasolek, sa\u0142atek oraz wiele innych dodatk\u00f3w. Pomidory na sa\u0142acie pachn\u0105 za\u015b zupe\u0142nie jak zbierane pod niebem Italii.<br \/>\nW ma\u0142ych restauracyjkach na lunch podaj\u0105 du\u017co hamburger\u00f3w i r\u00f3\u017cnych innych burger\u00f3w. Ale je\u015bli zwr\u00f3cimy uwag\u0119 na spos\u00f3b ich przyrz\u0105dzania, s\u0105 to rarytasy, kt\u00f3re rzadko mo\u017cna spotka\u0107 w najlepszych restauracjach kalifornijskich. Rozmiar porcji takiego dania te\u017c nie jest bez znaczenia. W Swartlandzie, cho\u0107 jada si\u0119 &#8222;skromnie&#8221;, porcje s\u0105 bycze &#8211; przewa\u017cnie wielko\u015bci r\u00f3wnej powierzchni co najmniej Luksemburga.<br \/>\nOwa skromno\u015b\u0107 kuchni bynajmniej nie \u015bwiadczy zatem o jej mizerii. Kr\u00f3lem wszystkich da\u0144 s\u0105 potrawy jednogarnkowe &#8211; rzecz, dla kt\u00f3rej w og\u00f3le warto \u017cy\u0107. Wymogi ci\u0105g\u0142ej ci\u0119\u017ckiej pracy w polu m\u0119\u017cczyzn i ca\u0142odzienne zajmowanie si\u0119 przez kobiety obs\u0142ug\u0105 rodzinnego biura oraz opiek\u0105 nad dzie\u0107mi sprawiaj\u0105, \u017ce nikt nie ma czasu, by sp\u0119dza\u0107 w kuchni wiele godzin na przyrz\u0105dzaniu rodzinnych obiad\u00f3w czy kolacji. Dlatego zanim ka\u017cdy zajmie si\u0119 swoimi obowi\u0105zkami, rano wstawia si\u0119 do piekarnik\u00a0 na wolny ogie\u0144 du\u017ce naczynia ceramiczne, a do nich wszystko, co na obiad. To co z tego wychodzi po kilku godzinach, mo\u017ce zniewoli\u0107 przybysza na zawsze, bo czego\u015b takiego nie dostaniemy w najlepszej nawet restauracji w Kapsztadzie. Nie ma po prostu technicznej mo\u017cliwo\u015bci, by w jakimkolwiek lokalu przyrz\u0105dzi\u0107 podobn\u0105 potraw\u0119.<br \/>\n(&#8230;)<br \/>\nW Swartlandzie niestety ma\u0142o jada si\u0119 zup, za to w domach &#8211; co bardzo wa\u017cne dla pisz\u0105cego te s\u0142owa &#8211; nie podaje si\u0119 ryb. Cho\u0107 &#8211; rzecz jasna &#8211; w okolicznych restauracjach i jednego, i drugiego jest pod dostatkiem. Tak\u017ce \u015blimak\u00f3w, je\u015bli kto jest w stanie to zje\u015b\u0107&#8230; Niestety, raz w Paarl musia\u0142em na to patrze\u0107.&#8221;<\/p>\n<p>No i te kilka zda\u0144 wprawi\u0142o mnie najpierw w zdumienie a potem oburzenie. Jak smakosz i znawca win mo\u017ce tak si\u0119 wyra\u017ca\u0107 o \u015blimakach. Ale przypomnia\u0142em te\u017c sobie co Wojciech Gogoli\u0144ski napisa\u0142 wcze\u015bniej o mi\u0119sie podawanym w Ameryce Po\u0142udniowej i zrozumia\u0142em, \u017ce musia\u0142 on jada\u0107 w najpodlejszych garkuchniach. Albo nawet w fast foodach. Bo, co jak co, ale mi\u0119so w Argentynie, Chile czy Urugwaju podawane jest znakomicie. I w Brazylii te\u017c!<\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>W cz\u0119sto tu przywo\u0142ywanym magazynie winiarskim &#8222;Czas Wina&#8221; sporo miejsca po\u015bwi\u0119cono winnicom w RPA. A nie samym przecie\u017c winem cz\u0142ek \u017cyje wi\u0119c i o jedzeniu mo\u017cna tam sporo poczyta\u0107. I w\u0142a\u015bnie o jedzeniu tak pisze Wojciech Gogoli\u0144ski: &#8222;Jedzenie w Swartlandzie mo\u017ce zawr\u00f3ci\u0107 w g\u0142owie. Je si\u0119 bardzo skromnie, bo jednak Afrykanerzy to bardzo specyficzny gatunek [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":2,"featured_media":0,"comment_status":"open","ping_status":"open","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[1],"tags":[],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/2986"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/users\/2"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=2986"}],"version-history":[{"count":3,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/2986\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":2988,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/2986\/revisions\/2988"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=2986"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=2986"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=2986"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}