
{"id":3464,"date":"2011-12-09T08:00:35","date_gmt":"2011-12-09T07:00:35","guid":{"rendered":"http:\/\/adamczewski.blog.polityka.pl\/?p=3464"},"modified":"2011-12-08T18:35:45","modified_gmt":"2011-12-08T17:35:45","slug":"smak-luksusu-czyli-stoleczne-delikatesy","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/2011\/12\/09\/smak-luksusu-czyli-stoleczne-delikatesy\/","title":{"rendered":"Smak luksusu czyli sto\u0142eczne delikatesy"},"content":{"rendered":"<p>Dzi\u015b amatorzy luksusu w kuchni i na stole kupuj\u0105 w BOMI, Piotrze i Pawle czy Almie. W przedwojennej Warszawie te\u017c by\u0142y sklepy z towarami dla zamo\u017cnych spragnionych markowych win, ostryg czy ser\u00f3w z Normandii.<br \/>\nBogactwem luksusowych, najcz\u0119\u015bciej importowanych towar\u00f3w oszo\u0142amia\u0142y sklepy delikatesowe. W tej dziedzinie bezkonkurencyjna by\u0142a stolica &#8211; przechadzk\u0119 po traktach handlowych zachwalano przyjezdnym jako wyj\u0105tkow\u0105 atrakcj\u0119 turystyczn\u0105. &#8222;Zabytki i osobliwo\u015bci historyczne Warszawy maj\u0105 licznych mi\u0142o\u015bnik\u00f3w, ale \u017caden przeci\u0119tny turysta nie wyjedzie ze stolicy, zanim nie sp\u0119dzi co najmniej paru godzin przed wystawami sklep\u00f3w, cho\u0107by na Marsza\u0142kowskiej i Nowym \u015awiecie. Przybysze stoj\u0105 ol\u015bnieni przepychem sklep\u00f3w spo\u017cywczych, istnym rogiem obfito\u015bci wszelkich p\u0142od\u00f3w ziemi &#8211; z\u0142ocistej kr\u0105g\u0142o\u015bci owoc\u00f3w, krwistych p\u0142at\u00f3w mi\u0119siwa, l\u015bni\u0105cych pok\u0142ad\u00f3w ryb, brunatnych bry\u0142 i wie\u0144c\u00f3w w\u0119dlin, srebrnych piramid konserw&#8221; &#8211; pisa\u0142a Janina Oryn\u017cyna w szczeg\u00f3lnym, bo przygotowanym przez dziennikarzy i literat\u00f3w zwi\u0105zanych z &#8222;Wiadomo\u015bciami Literackimi&#8221;, przewodniku po Warszawie. &#8222;Nie mie\u015bci si\u0119 \u00f3w przepych w pe\u0142nych po brzegi sklepach, wylewa si\u0119 na ulic\u0119, zagarnia taczki i stragany, rozk\u0142ada si\u0119 u st\u00f3p przechodni. Starsi przyjezdni dziwi\u0105 si\u0119, nie spotykanej za czas\u00f3w ich m\u0142odo\u015bci, obfito\u015bci nowalii, kt\u00f3re robi\u0105 wiosn\u0119 w sklepach ju\u017c w grudniu, gospodynie (&#8230;) ucz\u0105 si\u0119 przyrz\u0105dzania ryb, kt\u00f3re wyrzuca do Warszawy polskie morze&#8221;.<!--more--><br \/>\nW prowadzeniu sklep\u00f3w kolonialnych, jak w\u00f3wczas nazywano delikatesy, specjalizowa\u0142y si\u0119, i konkurowa\u0142y ze sob\u0105, przede wszystkim dwie firmy. &#8222;Bracia Pakulscy&#8221; oraz &#8222;Bracia Hirszfeld&#8221;. Ka\u017cda z nich mia\u0142a swoich wiernych klient\u00f3w: Pakulskich wybierali tradycjonali\u015bci, pami\u0119taj\u0105cy o dziewi\u0119tnastowiecznych korzeniach handlowej rodziny, Hirszfeld\u00f3w &#8211; amatorzy eleganckiej nowoczesno\u015bci w sklepowym wn\u0119trzu. &#8222;Bracia Hirszfeld&#8221; mieli dwa sklepy w presti\u017cowej warszawskiej lokalizacji, na Nowym \u015awiecie i Marsza\u0142kowskiej; \u015bciany wy\u0142o\u017cone l\u015bni\u0105c\u0105 Bia\u0142\u0105 Mariann\u0105 &#8211; kamiennymi polerowanymi p\u0142ytami w kolorze bia\u0142ym z delikatnymi r\u00f3\u017cowymi \u017cy\u0142kami &#8211; dawa\u0142y wra\u017cenie luksusu i nieskazitelnej czysto\u015bci. U &#8222;Braci Pakulskich&#8221; nie by\u0142o a\u017c tak wytwornie. G\u0142\u00f3wny sklep, razem z siedzib\u0105 zarz\u0105du firmy, mie\u015bci\u0142 si\u0119 na rogu ulic Chmielnej i Brackiej. W letnie dni drzwi do sklepu pozostawiano szeroko otwarte, przed wej\u015bciem ustawiano kolorowe kompozycje drewnianych skrzy\u0144 z owocami i warzywami, na hakach zawieszano dziczyzn\u0119 &#8211; zaj\u0105ce i ba\u017canty. (&#8230;) Przez ca\u0142\u0105 d\u0142ugo\u015b\u0107 sklepu poprowadzono lad\u0119, za kt\u00f3r\u0105 uwijali si\u0119 sprzedawcy ubrani w jednakowe be\u017cowe fartuchy. &#8222;Ka\u017cdy wchodz\u0105cy klient by\u0142 natychmiast przechwytywany przez wolnego ekspedienta i za\u0142atwiany od pocz\u0105tku do ko\u0144ca w jednym miejscu z tym, \u017ce po rozstawione w r\u00f3\u017cnych miejscach towary biega\u0142 sprzedawca, a nie kupuj\u0105cy. Ciekawe, \u017ce si\u0119 tam mijali i nawzajem sobie nie przeszkadzali&#8221;. Klienci z zaciekawieniem podgl\u0105dali spos\u00f3b krojenia \u0142ososia &#8211; specjalno\u015bci tej firmy. Ogromnym, ostrym, ela?stycznym no\u017cem ekspedienci odkrawali cieniutkie plastry pod takim k\u0105tem, \u017ce uzyskiwali bardzo szeroki p\u0142at przypominaj\u0105cy szynk\u0119 krojon\u0105 maszyn\u0105. To by\u0142 ich firmowy &#8222;majstersztyk&#8221;. (&#8230;) Maszyny do krojenia w\u0119dlin by\u0142y jeszcze rzadko\u015bci\u0105. Podobno do cukierni &#8222;Henryka&#8221; w Alejach Ujazdowskich, w kt\u00f3rej sprzedawano tak\u017ce wyroby garma\u017ceryjne, regularnie raz w tygodniu przychodzi\u0142a mieszkaj\u0105ca w pobli\u017cu hrabina Branicka. Za ka\u017cdym razem kupowa\u0142a 10 dag szynki pokrojonej na cieniutkie plasterki. Nie by\u0142oby w tym mo\u017ce nic specjalnie dziwnego, gdyby nie to, \u017ce hrabina \u017c\u0105da\u0142a, aby plasterk\u00f3w by\u0142o dok\u0142adnie dwadzie\u015bcia!&#8221;<\/p>\n<p>Najwidoczniej w\u00a0u hrabiny\u00a0podejmowano zawsze po 20 go\u015bci.<\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Dzi\u015b amatorzy luksusu w kuchni i na stole kupuj\u0105 w BOMI, Piotrze i Pawle czy Almie. W przedwojennej Warszawie te\u017c by\u0142y sklepy z towarami dla zamo\u017cnych spragnionych markowych win, ostryg czy ser\u00f3w z Normandii. Bogactwem luksusowych, najcz\u0119\u015bciej importowanych towar\u00f3w oszo\u0142amia\u0142y sklepy delikatesowe. W tej dziedzinie bezkonkurencyjna by\u0142a stolica &#8211; przechadzk\u0119 po traktach handlowych zachwalano przyjezdnym [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":2,"featured_media":0,"comment_status":"open","ping_status":"open","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[1],"tags":[],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/3464"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/users\/2"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=3464"}],"version-history":[{"count":8,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/3464\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":3611,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/3464\/revisions\/3611"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=3464"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=3464"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=3464"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}