
{"id":36,"date":"2006-09-15T10:37:43","date_gmt":"2006-09-15T08:37:43","guid":{"rendered":"http:\/\/adamczewski.blog.polityka.pl\/?p=36"},"modified":"2006-09-15T10:37:43","modified_gmt":"2006-09-15T08:37:43","slug":"ta-karczma-rzym-sie-nazywa","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/2006\/09\/15\/ta-karczma-rzym-sie-nazywa\/","title":{"rendered":"Ta karczma Rzym si\u0119 nazywa&#8230;"},"content":{"rendered":"<p>Tytu\u0142 oczywi\u015bcie ukradziony. Ale chocia\u017c dobremu Autorowi. I\u00a0 pasuje jak ula\u0142 do opowie\u015bci o rzymskich peregrynacjach kulinarnych. Cho\u0107 jak zwykle zaczn\u0119 od smrodku dydaktycznego (a to te\u017c ulubiony zwrot innego wielkiego polskiego pisarza).<\/p>\n<p>Do Rzymu pojechali\u015bmy g\u0142\u00f3wnie po to, by pierwsze kroki po Wiecznym Mie\u015bcie Zuzia i Kuba stawiali w naszym towarzystwie. To my, dziadkowie, chcieli\u015bmy naszym wnukom pokaza\u0107 Colosseum, Campo di Fiore, Fontana di Trevi, Watykan. Zara\u017camy ich systematycznie mi\u0142o\u015bci\u0105 do W\u0142och, ich kultury, historii no i oczywi\u015bcie kuchni. Nawiasem m\u00f3wi\u0105c takie wycieczki po Polsce (Krak\u00f3w, Gniezno, Gda\u0144sk) ju\u017c by\u0142y.<\/p>\n<p>Hotel wybra\u0142em celnie. Via dei Serpenti ci\u0105gnie si\u0119 od Via Nazionale do Via Cavour i ko\u0144czy si\u0119 na Colosseum. Blisko st\u0105d do wszystkich miejsc, kt\u00f3re postanowili\u015bmy odwiedzi\u0107. No, prawd\u0119 m\u00f3wi\u0105c na Plac \u015bw. Piotra jest kawa\u0142 drogi, ale poranna w\u0119dr\u00f3wka w rze\u015bkim jeszcze powietrzu to sama przyjemno\u015b\u0107.<\/p>\n<p>Prawd\u0119 m\u00f3wi\u0105c, dzieci nie mog\u0142y si\u0119 zdecydowa\u0107, co im najbardziej si\u0119 podoba\u0142o. W ko\u0144cu orzek\u0142y zgodnie: za du\u017co tu zabytk\u00f3w. Na knajpki ju\u017c nie kr\u0119ci\u0142y nosem. Zdecydowanie wybra\u0142y Gli Angeletti. Ma\u0142\u0105 trattori\u0119 le\u017c\u0105c\u0105 w bocznej uliczce w pobli\u017cu naszego hotelu o d\u017awi\u0119cznej nazwie Anfiteatro Flavio. U Anio\u0142k\u00f3w ju\u017c od wczesnego wieczora t\u0142oczno. Za ka\u017cdym razem wybierali\u015bmy ten sam stolik\u00a0&#8211; na dworze, pod oknem, przez kt\u00f3re co jaki\u015b czas wygl\u0105dali kucharze, by z\u0142apa\u0107 nieco \u015bwie\u017cego luftu. Pierwszego dnia jeden z nich zagada\u0142 do nas \u015bpiewnym ruskim akcentem:<\/p>\n<p>&#8211; Dobryj wieczer panstwu. Smakui to co gotui? A dziewczynka zadowlona z kliuseczek z maslem?<\/p>\n<p>Nas zamurowa\u0142o. &#8211; Pan Rosjanin?\u00a0&#8211; zapytali\u015bmy.<\/p>\n<p>&#8211;\u00a0Nie, ja ze Lwowa. Po mamie Poliak, po tacie Ukrainiec. A mieszkam w Rzymu ju\u017c dziesi\u0119c liat i jestem tu kucharzem. Pozna\u0142 ja \u017ce Poliaki to si\u0119 i witam.<\/p>\n<p>Za ka\u017cdym razem Wiktor doradza\u0142 nam, co bra\u0107 na kolacj\u0119. Raz by\u0142a to kaczka w sosie cytrynowym, raz linguini puttanesca, raz\u00a0bruschetta con salumi, a zawsze na deser tiramisu i zabaglione. Wino rosso a casa, bo tanie, a jak zapewnia\u0142 Wiktor nie gorsze ni\u017c markowe w butelce. I prawda. (Tu musz\u0119 doda\u0107, \u017ce nasze najwy\u017csze zdumienie wzbudzi\u0142 sporych rozmiar\u00f3w koszyk przyniesiony wraz z bruschett\u0105, czyli grzank\u0105 z pomidorami, w kt\u00f3rym le\u017ca\u0142o 8 gatunk\u00f3w kie\u0142bas. Do tego deska i n\u00f3\u017c. Pogryzaj\u0105c grzank\u0119 nale\u017ca\u0142o kroi\u0107 kolejne plastry kie\u0142basy i zajada\u0107 si\u0119 do woli za te same ma\u0142e pieni\u0105dze.)<\/p>\n<p>Cho\u0107 nasze pogaduszki by\u0142y kr\u00f3tkie, bo Wiktora wzywa\u0142y obowi\u0105zki kuchenne, to polubili\u015bmy tego doskona\u0142ego rzymskiego\u00a0kucharza ze Lwowa. Pozdrawiamy go serdecznie, jak i jego siostr\u0119, kt\u00f3ra &#8222;zam\u0119\u017cna jest w Kozliu pod Opoliem&#8221;.<\/p>\n<p>Druga ristorante, do kt\u00f3rej wybrali\u015bmy w zapyzia\u0142y region miasta, a\u017c pod Stazione Termini, na Via Marghera, to\u00a0knajpka Gemma alla Lupa (czyli Gemma karmi\u0105ca go\u015bci, jak wilczyca Remusa i Romulusa). Nad drzwiami ristorante widnia\u0142 napis: Alla Lupa. Okaza\u0142o si\u0119, \u017ce Gemmmy ju\u017c nie ma. Karmi\u0105 jak wilczyca za\u0142o\u017cycieli Rzymu jej nast\u0119pcy.<\/p>\n<p>Zacz\u0119\u0142o si\u0119 niezbyt zach\u0119caj\u0105co. A\u017c trzy nasze propozycje spotka\u0142y si\u0119 z jednakow\u0105 odpowiedzi\u0105: &#8211; dzi\u015b nie ma. A by\u0142y to klasyczne rzymskie potrawy. Na szcz\u0119\u015bcie dalej ju\u017c posz\u0142o lepiej. Trippa alla Romana (flaki po rzymsku) by\u0142y. I to jakie: ho, ho! Dorada z grilla\u00a0&#8211; te\u017c. Ale najwspanialszym daniem by\u0142a rzymska klasyka, czyli coda alla vaccinaria. T\u0119 pi\u0119kn\u0105 nazw\u0119 ma zwyk\u0142y krowi ogon, gotowany i duszony w sosie pomidorowym z warzywami, rodzynkami, ga\u0142k\u0105 muszkato\u0142ow\u0105, orzeszkami pinii, cynamonem, odrobin\u0105 gorzkiej czekolady i bia\u0142ym winem. Dalece nie wszystkie ingrediencje zd\u0105\u017cy\u0142em wymieni\u0107, a ju\u017c zg\u0142odnia\u0142em.<\/p>\n<p>Aby zje\u015b\u0107 to cudo bez katastrofy wymagaj\u0105cej oddania ca\u0142ego ubrania do pralni, a klienta pod prysznic &#8211;\u00a0kelner owija go\u015bcia wielkim obrusem, stawia przed nim butelk\u0119 frascati i patrzy z rado\u015bci\u0105 jak smakosz pa\u0142aszuje chrz\u0105stki, resztki mi\u0119sa znajduj\u0105cego si\u0119 na kostkach ogona, a sos wymazuje \u015bwie\u017cym, gor\u0105cym chlebem.<\/p>\n<p>I tak to by\u0142o.<\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Tytu\u0142 oczywi\u015bcie ukradziony. Ale chocia\u017c dobremu Autorowi. I\u00a0 pasuje jak ula\u0142 do opowie\u015bci o rzymskich peregrynacjach kulinarnych. Cho\u0107 jak zwykle zaczn\u0119 od smrodku dydaktycznego (a to te\u017c ulubiony zwrot innego wielkiego polskiego pisarza). Do Rzymu pojechali\u015bmy g\u0142\u00f3wnie po to, by pierwsze kroki po Wiecznym Mie\u015bcie Zuzia i Kuba stawiali w naszym towarzystwie. To my, dziadkowie, [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":2,"featured_media":0,"comment_status":"open","ping_status":"open","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[1],"tags":[],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/36"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/users\/2"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=36"}],"version-history":[{"count":0,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/36\/revisions"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=36"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=36"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=36"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}