
{"id":3668,"date":"2012-01-05T08:00:46","date_gmt":"2012-01-05T07:00:46","guid":{"rendered":"http:\/\/adamczewski.blog.polityka.pl\/?p=3668"},"modified":"2011-12-26T13:07:46","modified_gmt":"2011-12-26T12:07:46","slug":"nauka-dobrych-manier-wersja-gruzinska","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/2012\/01\/05\/nauka-dobrych-manier-wersja-gruzinska\/","title":{"rendered":"Nauka dobrych manier: wersja gruzi\u0144ska"},"content":{"rendered":"<p>Wybieram si\u0119 do Gruzji. B\u0119dzie to oczywi\u015bcie podr\u00f3\u017c w poszukiwaniu tamtejszych smak\u00f3w. Mam jeszcze czas, bo zima nie jest najlepsz\u0105 por\u0105 na w\u0119dr\u00f3wki po Kaukazie. Czekaj\u0105c wi\u0119c na wczesna wiosn\u0119 czytam o miejscach, kt\u00f3re mam zamiar odwiedzi\u0107. Pierwsz\u0105 lektur\u0105 jest wspaniala ksi\u0105\u017cka Wojciecha Materskiego &#8222;Gruzja&#8221;. Z niej ucz\u0119 si\u0119 d\u0142ugiej, burzliwej i fascynuj\u0105cej historii tego kraju. A druga, kt\u00f3r\u0105 wertuj\u0119 ju\u017c po raz kolejny to ksi\u0105\u017cka Anny i Marcina Meller\u00f3w &#8222;Gaumard\u017cos&#8221;. I to z rozdzia\u0142u napisanego przez Ani\u0119 zaczerpn\u0105\u0142em obfity cytat instruuj\u0105cy przysz\u0142ego biesiadnika o zasadach obowi\u0105zuj\u0105cych za gruzi\u0144skim sto\u0142em:<br \/>\nTo, jak wygl\u0105da gruzi\u0144ski st\u00f3\u0142, zale\u017cy od tego, w kt\u00f3rej cz\u0119\u015bci kraju si\u0119 znajduje lub te\u017c raczej z kt\u00f3rej cz\u0119\u015bci kraju pochodzi osoba przygotowuj\u0105ca st\u00f3\u0142. Marica jest z Megrelii, czyli z regionu, gdzie dba si\u0119 o wszystkie drobiazgi, gdzie obej\u015bcia dom\u00f3w przypominaj\u0105 bardziej te w Austrii czy Bawarii ni\u017c te w Tbilisi, gdzie podczas posi\u0142ku nie jest wa\u017cne jedynie to, co jemy, ale r\u00f3wnie\u017c to, jak jemy i z czego jemy. Wszystko bowiem musi by\u0107 przygotowane na sto procent normy. To r\u00f3wnie\u017c oznacza, \u017ce ci, kt\u00f3rzy przyb\u0119d\u0105 do domu megrelskiej gospodyni, od momentu wkroczenia na jej teren nie b\u0119d\u0105 mogli nic robi\u0107 poza siedzeniem i patrzeniem, jak ich kto\u015b obs\u0142uguje. Pr\u00f3ba wyniesienia brudnego talerza do kuchni mo\u017ce sko\u0144czy\u0107 si\u0119 obraz\u0105, a co najmniej g\u0142o\u015bnym ofukni\u0119ciem: &#8222;C\u00f3\u017c ty wyprawiasz, wracaj na miejsce!&#8221;.<br \/>\nDla Megrel\u00f3w st\u00f3\u0142 to sztuka podawania. W przeciwie\u0144stwie na przyk\u0142ad do Swan\u00f3w czy Ad\u017car\u00f3w, kt\u00f3rym jest wszystko jedno, jak zostanie podane chaczapuri, bo przecie\u017c i tak zaraz zniknie, Megrelowie dbaj\u0105 o to, jak st\u00f3\u0142 wygl\u0105da, o najdrobniejsze rzeczy, ot cho\u0107by o podstawki pod talerze, serwetki, r\u00f3wno u\u0142o\u017cone sztu\u0107ce. (&#8230;) Rol\u0105 go\u015bcia za\u015b jest w takiej sytuacji siedzie\u0107 cicho i nie wtr\u0105ca\u0107 si\u0119, jeste\u015bmy niczym ma\u0142e bezwolne dzieci i tak mamy si\u0119 zachowywa\u0107 zgodnie z niepisanym protoko\u0142em gruzi\u0144skiej go\u015bcinno\u015bci.<br \/>\nJednym z najlepszych pretekst\u00f3w do zrobienia supry jest dla Gruzin\u00f3w spotkanie z cz\u0142owiekiem, kt\u00f3ry przyjecha\u0142 odwiedzi\u0107 ich kraj, ich miasto, ich wie\u015b. By\u0107 gospodarzem to narodowe hobby i ulubiona rozrywka Gruzin\u00f3w. G\u00f3recki pisze: &#8222;Gruzini traktuj\u0105 go\u015bci jak dzieci&#8221;. Wspomniany ju\u017c socjolog gruzi\u0144ski Merab Paczulia ma na to swoj\u0105 teori\u0119, kt\u00f3r\u0105 zaprezentowa\u0142 nam podczas supry, jak\u0105 urz\u0105dzi\u0142 na nasz\u0105 cze\u015b\u0107 w jednej z tbiliskich restauracji: &#8222;Wszyscy my\u015blicie, \u017ce my, Gruzini, jeste\u015bmy tacy go\u015bcinni i wspaniali, bo chcemy wam, go\u015bciom, sprawi\u0107 przyjemno\u015b\u0107. A to nieprawda. My chcemy sprawi\u0107 przyjemno\u015b\u0107 przede wszystkim sobie samym. Nas to bawi, nas to cieszy, nam to poprawia humor. M\u00f3g\u0142bym u\u017cy\u0107 tu metafory pana, kt\u00f3ry prowadzi psa na smyczy. Wy, go\u015bcie, jeste\u015bcie tym psem, kt\u00f3ry biegnie przodem i cieszy si\u0119, hohoho, biegn\u0119 sobie z przodu, jestem taki wa\u017cny!, a my, gospodarze, jeste\u015bmy tym panem, kt\u00f3ry was prowadzi na smyczy i kieruje ka\u017cdym waszym krokiem&#8221;.<br \/>\n&#8222;Jedziecie do Gruzji? A czy tam nie jest niebezpiecznie?&#8221; &#8211; oto najcz\u0119\u015bciej zadawane pytanie o Gruzj\u0119. Oj, jest niebezpiecznie. Naprawd\u0119. Niebezpiecznie jest i\u015b\u0107 przez ten kraj i robi\u0107 pami\u0105tkowe fotografie przydro\u017cnych dom\u00f3w albo drzew. Zawsze bowiem mo\u017cna trafi\u0107 na go\u015bcinnego Gruzina, a wtedy sprawy mog\u0105 potoczy\u0107 si\u0119 w\u0142asnym niespodziewanym torem. Spotkali\u015bmy Wissariona, lat 50 z kawa\u0142kiem, g\u0142owa jak pi\u0142ka, brzuch jak pi\u0142ka lekarska. Wissarion mieszka\u0142 w jednym z tych prze\u015blicznych drewnianych tbiliskich dom\u00f3w, nadgryzionych z\u0119bem czasu i przez korniki. Dom ten postanowi\u0142 sfotografowa\u0107 Marcin i gdy przymierza\u0142 si\u0119 do zdj\u0119\u0107, zza w\u0119g\u0142a wynurzy\u0142 si\u0119 Wisssarion i na wie\u015b\u0107, \u017ce jeste\u015bmy z Polski, natychmiast zaproponowa\u0142, aby\u015bmy spr\u00f3bowali koniecznie wina, jakie ma w swojej marani, czyli piwnicy. I ju\u017c mia\u0142 nas na swojej smyczy. Weszli\u015bmy grzecznie po schodkach do wn\u0119trza drewnianej willi, Wissarion pogna\u0142 do marani, sk\u0105d przyni\u00f3s\u0142 zakurzone butelki. Przywo\u0142a\u0142 \u017con\u0119, na oko o po\u0142ow\u0119 od niego m\u0142odsz\u0105, kt\u00f3ra trzymaj\u0105c na jednej r\u0119ce niemowl\u0119, pocz\u0119\u0142a przygotowywa\u0107 st\u00f3\u0142, przy?nosz\u0105c orzechy, owoce, bak\u0142a\u017cany, ser, chleb, ukrai\u0144skie czekoladki z likierem wi\u015bniowym, a nawet smutno wygl\u0105daj\u0105cy \u015bwi\u0144ski ryjek. Mieszkanie sk\u0142adaj\u0105ce si\u0119 z kilku pokoi zaj\u0119te by\u0142o przez Wissarion\u00f3w, ich pomocnika, kt\u00f3ry mia\u0142 d\u0142ugi zagi\u0119ty pazur na ma\u0142ym palcu lewej r\u0119ki, jakby stworzony do tego, by nim sobie grzeba\u0107 a to w nosie, a to w uchu, dziecka domagaj\u0105cego si\u0119 banana ( &#8222;Dziecku banan szkodzi, nie dawa\u0107 mu banana&#8221;, zarz\u0105dzi\u0142 Wissarion), pojonego winkiem (&#8222;Patrzcie, jak ci\u0105gnie&#8221;, m\u00f3wi\u0142 z dum\u0105 ojciec) oraz jakiej\u015b le\u017c\u0105cej w s\u0105siednim pokoju na \u0142o\u017cu bli\u017cej niezidentyfikowanej m\u0142odej kobiety, kt\u00f3r\u0105 pocz\u0105tkowo wzi\u0119\u0142am za umieraj\u0105c\u0105 matk\u0119 naszego gospodarza. Widziany przez nas po raz pierwszy w \u017cyciu Wissarion nalewa\u0142 od serca, wino z zakurzonych butelek smakowa\u0142o \u015bwietnie, dziecko przew\u0119drowa\u0142o niepostrze\u017cenie z kolan ojca na moje i tam ju\u017c zosta\u0142o do ko\u0144ca wizyty, szponiasty \u0142upa\u0142 orzechy, \u017cona siedz\u0105ca przy \u0142\u00f3\u017cku chorej posy\u0142a\u0142a nam u\u015bmiechy, Wissarion obiera\u0142 wielkim no\u017cem jab\u0142ka i podawa\u0142 nam kawa\u0142ki, wznosi\u0142 d\u0142ugie toasty za &#8222;lubow&#8221; i za &#8222;dru\u017cbu&#8221;, &#8222;za Polszu i za Gruziju&#8221;. \u017bycie by\u0142o pi\u0119kne, widok coraz bardziej si\u0119 zamazywa\u0142, j\u0119zyk rosyjski, kt\u00f3rym m\u00f3wili\u015bmy, stawa\u0142 si\u0119 coraz bardziej poetycki, a opuszczenie tego domostwa wydawa\u0142o si\u0119 coraz bardziej niemo\u017cliwe. Du\u017co p\u00f3\u017aniej, po d\u0142ugich negocjacjach i wielu ostatnich kieliszkach, chwiej\u0105c si\u0119 na nogach, wyszli\u015bmy wyca\u0142owani przez ca\u0142\u0105 rodzin\u0119 ogo\u0142ocon\u0105 z zapas\u00f3w wina, dzier\u017c\u0105c w r\u0119kach ceramiczn\u0105 st\u0105giew &#8211; Wissarion bowiem hobbystycznie para\u0142 si\u0119 garncarstwem.<br \/>\nZwykle du\u017co \u0142atwiej idzie opanowanie sztuki bycia zapraszanym do sto\u0142u ni\u017c wychodzenia z supry. Z tym chyba trzeba si\u0119 urodzi\u0107. Id\u0105c przez miasto, za\u015bmiewaj\u0105c si\u0119 z siebie samych i naszego stanu, wpadli\u015bmy prosto na wielki plakat przedstawiaj\u0105cy najs\u0142ynniejszy obraz Pirosmaniego, malarza, kt\u00f3ry niczym nasz Nikifor, malowa\u0142 jak potrafi\u0142, a po \u015bmierci zyska\u0142 wielk\u0105 s\u0142aw\u0119. Uczta w pergoli to dzie\u0142o, kt\u00f3rego reprodukcje w Gruzji znajdziecie wsz\u0119dzie. Obraz, na kt\u00f3rym trzej m\u0119\u017cczy\u017ani siedz\u0105 za zastawionym sto\u0142em, to symbol tego kraju, taki jak naszego Bitwa pod Grunwaldem. Przyznajmy uczciwie, \u017ce wspania\u0142a jest kultura, kt\u00f3ra na swoich najwa\u017cniejszych obrazach umieszcza nie pola bitew, nie zw\u0142oki rycerskie i po\u0142amane chor\u0105gwie, ale uczt\u0119, ludzi, kt\u00f3rzy s\u0105 szcz\u0119\u015bliwi, wino i jedzenie. I psa. Tego popo\u0142udnia, wracaj\u0105c z uczty u nieznanego mi i nigdy wi\u0119cej ju\u017c niespotkanego Wissariona, czu\u0142am si\u0119, jakbym w\u0142a\u015bnie wysz\u0142a z tego p\u0142\u00f3tna. Wol\u0119 wychodzi\u0107 z Uczty w pergoli ni\u017c z Bitwy pod Grunwaldem.<br \/>\nI tyle by\u0142oby pierwszej, acz nie ostatniej, lekcji gruzi\u0144skiego savoir vivre&#8217;u.<\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Wybieram si\u0119 do Gruzji. B\u0119dzie to oczywi\u015bcie podr\u00f3\u017c w poszukiwaniu tamtejszych smak\u00f3w. Mam jeszcze czas, bo zima nie jest najlepsz\u0105 por\u0105 na w\u0119dr\u00f3wki po Kaukazie. Czekaj\u0105c wi\u0119c na wczesna wiosn\u0119 czytam o miejscach, kt\u00f3re mam zamiar odwiedzi\u0107. Pierwsz\u0105 lektur\u0105 jest wspaniala ksi\u0105\u017cka Wojciecha Materskiego &#8222;Gruzja&#8221;. Z niej ucz\u0119 si\u0119 d\u0142ugiej, burzliwej i fascynuj\u0105cej historii tego [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":2,"featured_media":0,"comment_status":"open","ping_status":"open","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[1],"tags":[],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/3668"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/users\/2"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=3668"}],"version-history":[{"count":4,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/3668\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":3672,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/3668\/revisions\/3672"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=3668"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=3668"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=3668"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}