
{"id":449,"date":"2008-03-10T08:00:15","date_gmt":"2008-03-10T07:00:15","guid":{"rendered":"http:\/\/adamczewski.blog.polityka.pl\/?p=449"},"modified":"2008-03-05T16:45:13","modified_gmt":"2008-03-05T15:45:13","slug":"swiateczny-obyczaj-ciekawy-jest-nadzwyczaj","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/2008\/03\/10\/swiateczny-obyczaj-ciekawy-jest-nadzwyczaj\/","title":{"rendered":"\u015awi\u0105teczny obyczaj ciekawy jest nadzwyczaj"},"content":{"rendered":"<p>Przed poprzednimi \u015bwi\u0119tami przytoczy\u0142em tu fragment \u015bwietnej ksi\u0105\u017cki Krystyny Bockenheim &#8222;Przy polskim stole&#8221;. Dzi\u015b znowu wespr\u0119 si\u0119 cudzym tekstem. Tym razem b\u0119dzie to arcyciekawy fragment ksi\u0105\u017cki prof. Anny Zadro\u017cy\u0144skiej &#8222;\u015awi\u0119towania polskie&#8221;. Warto przeczyta\u0107. Znalaz\u0142em w tej lekturze sporo przyjemno\u015bci:<\/p>\n<p>&#8222;Wielkanoc wyznaczaj\u0105 s\u0142o\u0144ce i ksi\u0119\u017cyc, podobnie jak przed wiekami ustala\u0142y termin hebrajskiego \u015bwi\u0119ta Pesach. O krakowskich zwyczajach tego \u015bwi\u0119towania pisa\u0142 Kolberg (t. 5): ?W niedziel\u0119 rano, zanim p\u00f3jd\u0105 do ko\u015bcio\u0142a, czasami przed resurekcj\u0105 jeszcze, siada gospodarz za sto\u0142em, a wy\u0142o\u017cywszy \u015bwi\u0119cone na st\u00f3\u0142, obdziela niem rodzin\u0119. Naprz\u00f3d pij\u0105 gorza\u0142k\u0119, potem jedz\u0105 chleb z mas\u0142em, w ko\u0144cu jaja i mi\u0119siwo &#8211; kosteczki za\u015b po mi\u0119sie \u015bwi\u0119conem zakopuj\u0105 w polu, \u017ceby im krety i myszy pola tego nie psu\u0142y. W dzie\u0144 wielkanocny raz tylko pal\u0105 w piecu lub na kominie, a to aby ugotowa\u0107 obiad, z\u0142o\u017cony powszechnie z barszczu na szynkowej wodzie (po szynce pozosta\u0142ej), z kaszy tajonej lub klusk\u00f3w palonych, a szczeg\u00f3lnie z makaronu z jakiejkolwiek, cho\u0107by najgrubszej, zrobionego m\u0105ki.&#8221; Na og\u00f3\u0142 jednak do wielkanocnej uczty zasiadano po powrocie z rezurekcji i zasiada\u0142a do niej tylko rodzina, niekiedy te\u017c krewni, rzadziej przyjaciele. Wszystkich cz\u0119stowano \u015bwi\u0119conym jajkiem, podzielonym na cz\u0119\u015bci. Ka\u017cdy bra\u0142 tylko jedn\u0105 cz\u0105stk\u0119 jaja, a jedz\u0105c sk\u0142adano sobie \u017cyczenia wszelkiej pomy\u015blno\u015bci, &#8222;aby w zdrowiu i pomy\u015blno\u015bci dozwoli\u0142 B\u00f3g doczeka\u0107 nast\u0119pnej Wielkanocy&#8221;.<\/p>\n<p>Prawdziwe \u017cycie towarzyskie rozpoczyna\u0142o si\u0119 w drugi dzie\u0144 \u015bwi\u0105t. Od tego dnia ju\u017c woda przede wszystkim dominowa\u0142a w zwyczajach, w rytua\u0142ach, we wr\u00f3\u017cbach. Od wielkanocnego poniedzia\u0142ku zaczyna\u0142o si\u0119 powszechne polewanie. Ch\u0142opaki, parobcy i zupe\u0142nie doro\u015bli m\u0119\u017cczy\u017ani od rana do wieczora wylewali wiadra wody na dziewczyny, baby i kobiety, kt\u00f3re w polu ich czatowania si\u0119 znalaz\u0142y. Najlepszym jednak celem, jak uwa\u017cano, by\u0142y niezam\u0119\u017cne panny, kt\u00f3re aczkolwiek przeciwko takim k\u0105pielom wrzaskliwie protestowa\u0142y, to przecie\u017c gdyby je w oblewaniu pomini\u0119to, uwa\u017ca\u0142yby si\u0119 za nieatrakcyjne, brzydkie, zapomniane, nawet obra\u017cone. Dzie\u0144 ten do\u015b\u0107 cz\u0119sto zwano te\u017c dniem \u015bwi\u0119tego Lejka, oblewank\u0105 albo polewank\u0105.<\/p>\n<p>W miastach czy dworach, siedzibach dystyngowanych kawaler\u00f3w i wymuskanych panien, oblewankowe swawole mia\u0142y nieco subtelniejszy przebieg: &#8222;Amanci dystyngowani &#8211; pisa\u0142 ksi\u0105dz Kitowicz (Opis obyczaj\u00f3w&#8230;) &#8211; chc\u0105c t\u0119 ceremoni\u0119 odprawi\u0107 na amantkach swoich bez ich przykro\u015bci, oblewali je lekko r\u00f3\u017can\u0105 lub inn\u0105 pachn\u0105c\u0105 wod\u0105 po r\u0119ce, a najwi\u0119cej po gorsie, ma\u0142\u0105 jak\u0105 sikawk\u0105 albo flaszeczk\u0105.&#8221; Ale najcz\u0119\u015bciej tak po wsiach, jak w miastach &#8222;m\u0142odzie\u017c obojej p\u0142ci &#8211; twierdzi ksi\u0105dz Kitowicz &#8211; czatowa\u0142a z sikawkami i garnkami na przechodz\u0105cych&#8230;&#8221;<\/p>\n<p>Cz\u0119sto w literaturze etnograficznej i pami\u0119tnikach spotka\u0107 mo\u017cna nazwanie \u015bmigusem-dyngusem wielkanocnego poniedzia\u0142ku. Wyr\u00f3\u017cni\u0107 jednak trzeba dyngowanie od \u015bmigusa. Oto XV-wiecznych materia\u0142ach synodu diececji pozna\u0144skiej znajduje si\u0119 wskazanie (cyt. za \u0141. Go\u0142\u0119biowskim, Lud polski&#8230;): &#8222;Zabraniajcie, aby w drugie i trzecie \u015bwi\u0119to wielkanocne m\u0119\u017cczy\u017ani kobiet, a kobiety m\u0119\u017cczyzn nie wa\u017cyli si\u0119 napastowa\u0107 o jaja i inne podarki, co pospolicie si\u0119 nazywa dyngowa\u0107, ani do wody ci\u0105gn\u0105\u0107.&#8221; A wi\u0119c owo dyngowanie, potem w dyngus przemienione, znaczy\u0142o tyle, co wykupywanie si\u0119 czy branie okupu. Natomiast sk\u0105pstwo w tej materii spotyka\u0142o si\u0119 z kar\u0105 w postaci przymusowej k\u0105pieli. Ten \u015blad dyngusu-wykupu zachowa\u0142 si\u0119 w niekt\u00f3rych ludowych przy\u015bpiewkach (np. spotykanych na Pomorzu).<\/p>\n<p>\u015amigus za\u015b w dawnej polszczy\u017anie oznacza\u0142 uderzanie ga\u0142\u0119ziami, r\u00f3zgami albo palm\u0105. Dawniej w wielkanocny poniedzia\u0142ek na wsiach by\u0142 zwyczaj smagania si\u0119 ja\u0142owcowymi ga\u0142\u0119ziami, ciernistymi \u0142odygami, wierzbowymi albo brzozowymi witkami. Najcz\u0119\u015bciej smagano nimi dziewczyny, i to dop\u00f3ty, dop\u00f3ki panna nie z\u0142o\u017cy\u0142a okupu. Z czasem te zwyczaje (zwi\u0105zane przecie\u017c jako\u015b z magi\u0105) po\u0142\u0105czy\u0142y si\u0119 w jeden, \u015bmigusem-dyngusem zwanym.<\/p>\n<p>Ale w ten\u017ce drugi dzie\u0144 \u015bwi\u0119towania, w Krakowskiem, znano inny ciekawy, cho\u0107 mo\u017ce tylko regionalny obyczaj. Oto wiejscy ch\u0142opcy obnosili po wsi drewnianego baranka umajonego choin\u0105 i bukszpanem. Baranka chowano w skrzynce na k\u00f3\u0142kach, na kt\u00f3rej dyszlu sta\u0142 drewniany tracz. Ci\u0105gn\u0105c w\u00f3zek, wprawiali w ruch jego k\u00f3\u0142ka, a te porusza\u0142y tracza, kt\u00f3ry porusza\u0142 si\u0119 tak, jakby ci\u0105\u0142 deski pi\u0142\u0105. I baranek, i w\u00f3zek bywa\u0142y obwieszane dzwonkami, a ch\u0142opaki \u015bpiewali pie\u015bni o narodzeniu i \u015bmierci Pana. Czasami, gdy zapraszano ich do dom\u00f3w, odgrywali dziwaczne widowiska, podobne do jase\u0142ek, mo\u017ce do szopek, tylko by\u0142o w nich bardzo wiele wiosennych symboli.<\/p>\n<p>W trzeci dzie\u0144 \u015bwi\u0105t &#8211; dawniej Wielkanoc \u015bwi\u0119towano d\u0142u\u017cej &#8211; w Krakowie, na prawym brzegu Wis\u0142y celebrowano r\u0119kawk\u0119. Przy mogile Krakusa na wzg\u00f3rzu krzemienieckim zbiera\u0142 si\u0119 lud ubogi. Kto z mieszczan m\u00f3g\u0142, przynosi\u0142 tam jedzenie i rozdawa\u0142 biedakom. Wie\u015b\u0107 niesie, \u017ce w bardzo dawnych czasach na tym wzg\u00f3rzu wyprawiano na wiosn\u0119 zaduszkowe uczty. Wtedy te\u017c jedzenie nie tylko rozdawano ubogim, ale tak\u017ce pozostawiano, jak powiadano, dla dusz zmar\u0142ych. I tam tak\u017ce pisanki by\u0142y niezb\u0119dne. W drugiej po\u0142owie XIX wieku r\u0119kawka (&#8222;na gr\u00f3b wodza [&#8230;] tysi\u0105ce r\u0105k &#8211; pisa\u0142 Kolberg o mogile Krakusa &#8211; znosi\u0142o po garstce ziemi z r\u00f3\u017cnych cz\u0119\u015bci krainy, czem kto m\u00f3g\u0142, i w r\u0119kawach od sukni czy koszul zwi\u0105zanych&#8221;) by\u0142a ju\u017c tylko wspomnieniem dawne?go wiosennego obyczaju czy mo\u017ce obrz\u0119du. Towarzyszy\u0142y mu jeszcze zabawy i konkursy, w kt\u00f3rych nagrod\u0105 bywa\u0142y \u0142akocie, owoce i jaja przechwytywane w locie, a rzucane przez ofiarodawc\u00f3w.&#8221;<\/p>\n<p>Pi\u0119knie rodacy \u015bwi\u0119tuj\u0105.<\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Przed poprzednimi \u015bwi\u0119tami przytoczy\u0142em tu fragment \u015bwietnej ksi\u0105\u017cki Krystyny Bockenheim &#8222;Przy polskim stole&#8221;. Dzi\u015b znowu wespr\u0119 si\u0119 cudzym tekstem. Tym razem b\u0119dzie to arcyciekawy fragment ksi\u0105\u017cki prof. Anny Zadro\u017cy\u0144skiej &#8222;\u015awi\u0119towania polskie&#8221;. Warto przeczyta\u0107. Znalaz\u0142em w tej lekturze sporo przyjemno\u015bci: &#8222;Wielkanoc wyznaczaj\u0105 s\u0142o\u0144ce i ksi\u0119\u017cyc, podobnie jak przed wiekami ustala\u0142y termin hebrajskiego \u015bwi\u0119ta Pesach. O krakowskich [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":2,"featured_media":0,"comment_status":"open","ping_status":"open","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[1],"tags":[],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/449"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/users\/2"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=449"}],"version-history":[{"count":0,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/449\/revisions"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=449"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=449"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=449"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}