
{"id":4811,"date":"2012-06-26T08:00:20","date_gmt":"2012-06-26T06:00:20","guid":{"rendered":"http:\/\/adamczewski.blog.polityka.pl\/?p=4811"},"modified":"2012-06-26T08:21:39","modified_gmt":"2012-06-26T06:21:39","slug":"na-dworze-w-wisniczu","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/2012\/06\/26\/na-dworze-w-wisniczu\/","title":{"rendered":"Na dworze w Wi\u015bniczu"},"content":{"rendered":"<p>\u00a0<br \/>\nRodzina Lubomirskich gustowa\u0142a w dobrej kuchni. Kuchmistrzem w rodowym Wi\u015bniczu by\u0142 urodzony (jak sam o sobie m\u00f3wi\u0142, by podkre\u015bli\u0107 szlachecki rodow\u00f3d) Stanis\u0142aw Czerniecki. Zostawi\u0142 on po sobie wiekopomne dzie\u0142o czyli pierwsz\u0105 (ocala\u0142\u0105) ksi\u0105\u017ck\u0119 kucharsk\u0105 zatytu\u0142owan\u0105 &#8222;Compendium ferculorum albo Zebranie Potraw&#8221; zadedykowan\u0105 Helenie Tekli Lubomirskiej. We wst\u0119pie do kolejnego wydania dzie\u0142ka, Stanis\u0142aw Lubomirski wspomina swoje dzieci\u0144stwo w jednym z dwor\u00f3w rodziny:<br \/>\n&#8222;Najwi\u0119ksz\u0105 atrakcj\u0105 w\u015br\u00f3d smako\u0142yk\u00f3w by\u0142o tzw. &#8222;Baumkucheny&#8221; lub, jak je po polsku nazywano, s\u0119kacze. By\u0142o to ciasto przygotowywane na specjalnym otwartym palenisku. P\u0142ynne ciasto wylewano na wa\u0142ek, kt\u00f3ry obraca\u0142 si\u0119 jak ro\u017cen, ciasto wi\u0119c piek\u0142o si\u0119 warstwami. Do sporz\u0105dzenia jednego &#8222;Baumkuchena&#8221; trzeba by\u0142o zu\u017cy\u0107 co najmniej 120 jaj. By\u0142a to jedna ze specjalno\u015bci naszego kuchmistrza. Ciasto tak przygotowane by\u0142o niezwykle ci\u0119\u017ckie i niekiedy tak du\u017ce, \u017ce aby je przewie\u017a\u0107 do pa\u0142acu trzeba by\u0142o u\u017cy\u0107 taczek. Dzisiaj kupowane w niekt\u00f3rych cukierniach s\u0119kacze wygl\u0105da\u0142yby przy naszych Kruszy\u0144skich jak miniaturki. Maj\u0105 te\u017c zupe\u0142nie inne ciasto. Od razu wida\u0107, \u017ce do ich wyrobu nie u\u017cyto w\u0142a\u015bciwej ilo\u015bci jajek.<br \/>\n\u00a0W Kruszynie zawsze fascynowa\u0142a mnie lodownia. Oczywi\u015bcie, w tamtych czasach nie \u015bni\u0142o si\u0119 nam nawet o elektrycznych lod\u00f3wkach. A jednak przez ca\u0142y rok mieli\u015bmy l\u00f3d i w lecie zawsze serwowano lody lub tzw. &#8222;parfety&#8221;.<br \/>\n\u00a0Lodownia z zewn\u0105trz wygl\u0105da\u0142a jak wielki pag\u00f3rek poro\u015bni\u0119ty drzewami i krzewami. Z jednej strony przez ci\u0119\u017ckie pancerne drzwi schodzi\u0142o si\u0119 po schodach do ogromnej piwnicy z kilkoma mniejszymi salkami. Du\u017c\u0105 sal\u0119 wype\u0142niano blokami lodu, wrzucanymi do \u015brodka przez szyb w suficie. Bloki lodowe wycinane by\u0142y zim\u0105 z zamarzni\u0119tej Warty i przewo\u017cono saniami do Kruszyna. L\u00f3d utrzymywa\u0142 si\u0119 przez ca\u0142y rok i ch\u0142odzi\u0142 boczne salki, w kt\u00f3rych mo\u017cna by\u0142o przechowywa\u0107 produkty wymagaj\u0105ce sch\u0142odzenia, za\u015b mi\u0119siwa trzymano w sali wype\u0142nionej lodem.<br \/>\n\u00a0Inn\u0105 atrakcj\u0105 by\u0142a ogromna piwnica z winami, w kt\u00f3rej le\u017cakowa\u0142y stare wina, koniaki i starki przygotowywane z w\u0142asnego alkoholu produkowanego w Kruszy\u0144skiej gorzelni, Starki tradycyjnie nalewano w dniu narodzin dziecka i pierwszy raz pr\u00f3bowano w dniu jego \u015blubu lub osi\u0105gni\u0119cia pe\u0142noletnio\u015bci. W Kruszynie przechowywano te\u017c alkohole z datami z czas\u00f3w napoleo\u0144skich &#8211; takie butelki otwierano tylko przy specjalnych okazjach: \u015blubach, chrzcinach, czy wizytach Prezydenta Rzeczypospolitej. W 1939 r. piwnic\u0119 z winami m\u00f3j ojciec kaza\u0142 zamurowa\u0107. Zosta\u0142a ona, niestety, odkryta przez Niemc\u00f3w w czasie okupacji i doszcz\u0119tnie opr\u00f3\u017cniona. Jedyn\u0105 pociech\u0105 m\u00f3g\u0142 by\u0107 fakt, \u017ce po wojnie wszystkie wina i tak zosta\u0142yby wypite przez Rosjan.<br \/>\n(&#8230;)<br \/>\n\u00a0Jak si\u0119 wydaje Lubomirscy nie wyobra\u017cali sobie \u017cycia bez dobrej kuchni i przywi\u0105zywali ogromn\u0105 wag\u0119 do posiadania dobrego kucharza. \u015awiadczy o tym np. pami\u0119tnik Henriety B\u0142\u0119dowskiej, w kt\u00f3rym wspomina ona o kucharzu W\u0142ochu o nazwisku Degaz zapisanym w testamencie przez Kazimierza Lubomirskiego J\u00f3zefowi Lubomirskiemu, &#8222;z tym&#8230;, aby corocznie p\u0142aci\u0142 po 1000 dukat\u00f3w i co trzy lata do Pary\u017ca i Londynu wysy\u0142a\u0142 swoim kosztem, aby si\u0119 nowych uczy\u0142 przysmak\u00f3w i potraw&#8221;.&#8221;<\/p>\n<p>Te\u017c nie wyobra\u017cam sobie \u017cycia bez dobrej kuchni. Tylko nie widz\u0119 ch\u0119tnego do wyp\u0142acenia mi r\u00f3wnowarto\u015bci 1000 dukat\u00f3w na podr\u00f3\u017c do Pary\u017ca i Londynu bym m\u00f3g\u0142 pozna\u0107 nowe trendy w kuchniach Europy. Sam sobie wyp\u0142acam. Tylko odpowiednio mniej bom sk\u0105py!<\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>\u00a0 Rodzina Lubomirskich gustowa\u0142a w dobrej kuchni. Kuchmistrzem w rodowym Wi\u015bniczu by\u0142 urodzony (jak sam o sobie m\u00f3wi\u0142, by podkre\u015bli\u0107 szlachecki rodow\u00f3d) Stanis\u0142aw Czerniecki. Zostawi\u0142 on po sobie wiekopomne dzie\u0142o czyli pierwsz\u0105 (ocala\u0142\u0105) ksi\u0105\u017ck\u0119 kucharsk\u0105 zatytu\u0142owan\u0105 &#8222;Compendium ferculorum albo Zebranie Potraw&#8221; zadedykowan\u0105 Helenie Tekli Lubomirskiej. We wst\u0119pie do kolejnego wydania dzie\u0142ka, Stanis\u0142aw Lubomirski wspomina swoje [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":2,"featured_media":0,"comment_status":"open","ping_status":"open","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[1],"tags":[],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/4811"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/users\/2"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=4811"}],"version-history":[{"count":4,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/4811\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":4883,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/4811\/revisions\/4883"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=4811"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=4811"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=4811"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}