
{"id":484,"date":"2008-05-05T10:32:04","date_gmt":"2008-05-05T08:32:04","guid":{"rendered":"http:\/\/adamczewski.blog.polityka.pl\/?p=484"},"modified":"2008-05-05T10:34:05","modified_gmt":"2008-05-05T08:34:05","slug":"smak-morskiej-wody","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/2008\/05\/05\/smak-morskiej-wody\/","title":{"rendered":"Smak morskiej wody"},"content":{"rendered":"<p>Powr\u00f3t Marka czyli Misia2 z Pary\u017ca i jego fotorelacje przypomnia\u0142y mi pewna przygod\u0119 nad Sekwana i nieco dalej.<\/p>\n<p>Przez d\u0142ugie lata, gdy podr\u00f3\u017c do Francji by\u0142a tylko marzeniem, \u015bni\u0142em o potrawie, kt\u00f3rej sama nazwa brzmia\u0142a jak egzotyczny poemat: bouillabaisse. Ta marsylska zupa rybna, g\u0119sto wyst\u0119puj\u0105ca w literaturze francuskiej, sta\u0142a si\u0119 moj\u0105 obsesj\u0105 kulinarn\u0105.<\/p>\n<p>Gdy pierwszy raz znalaz\u0142em si\u0119 na francuskiej ziemi nic innego mnie nie interesowa\u0142o tylko bouillabaisse. Jako cz\u0142ek oczytany, zw\u0142aszcza w literaturze kulinarnej, wiedzia\u0142em, \u017ce i w Pary\u017cu mo\u017cna zje\u015b\u0107 zup\u0119 rodem z Marsylii. Poci\u0105gi z Marsylii przyje\u017cd\u017caj\u0105 na Gare du Lyon. Codziennie przywo\u017c\u0105 \u015bwie\u017ce ryby, homary, krewetki i wszelkie inne morskie robactwo niezb\u0119dne do ugotowania mojej zupy. Wok\u00f3\u0142 dworca &#8211; co opisano w wielu powie\u015bciach &#8211; rozlokowa\u0142y si\u0119 knajpki  specjalizuj\u0105ce si\u0119 w\u0142a\u015bnie w marsylskich potrawach.<\/p>\n<p>Pierwszej nocy &#8211; jak na Pary\u017c przysta\u0142o &#8211; wybra\u0142em si\u0119 z przyjaci\u00f3\u0142mi u kt\u00f3rych znalaz\u0142em przytulisko na marsylsk\u0105 uczt\u0119. Obeszli\u015bmy Dworzec Lyo\u0144ski dooko\u0142a i&#8230;nic. Restauracji by\u0142o tam wprawdzie kilkana\u015bcie ale na progu ka\u017cdej z nich sta\u0142 \u017c\u00f3\u0142ty, sko\u015bnooki pary\u017canin oferuj\u0105cy nam sushi, sukiyaki albo tempur\u0119. Gdy rozpoczynali\u015bmy drug\u0105 rundk\u0119, bo za nic nie chcia\u0142em zrezygnowa\u0107 z poszukiwa\u0144, jeden z japo\u0144skich restaurator\u00f3w zlitowa\u0142 si\u0119 nad zdeterminowanymi polskimi smakoszami i powiedzia\u0142: &#8211; Panowie, tu ju\u017c nie ma marsylczyk\u00f3w. My ich wykupili\u015bmy. Najbli\u017cszy poci\u0105g nad morze odchodzi rano. Mo\u017cecie zje\u015b\u0107 co\u015b u mnie i jutro pojecha\u0107 na bouillabaisse. To tylko 600 kilometr\u00f3w!<\/p>\n<p>Kilka lat p\u00f3\u017aniej opowiedzia\u0142em t\u0119 historyjk\u0119 wybitnemu francuskiemu historykowi specjalizuj\u0105cemu si\u0119 w dziejach gastronomii, prof. Jean Louis Flandrin. Ten rozpromieni\u0142 si\u0119 i zaproponowa\u0142 mi zrealizowanie kulinarnego marzenia. Postawi\u0142 tylko warunek: on zamawia stolik (co nie by\u0142o wcale takie proste) w jedynej paryskiej restauracji podaj\u0105cej najprawdziwsz\u0105 marsylsk\u0105 zup\u0119 rybn\u0105, a ja p\u0142ac\u0119 rachunek. C\u00f3\u017c by\u0142o robi\u0107? Jak mus, to mus!<\/p>\n<p>Male\u0144ka knajpka o dziwnej nazwie Keyrido mie\u015bci\u0142a si\u0119 w pobli\u017cu innej paryskiej stacji kolejowej &#8211; Gare du Nord. Przy kilkunastu zaledwie stolikach siedzieli ludzie poubierani w \u017c\u00f3\u0142te ceratowe fartuchy zakrywaj\u0105ce biesiadnik\u00f3w od st\u00f3p a\u017c po brod\u0119. Obok stolik\u00f3w w srebrzystych wiaderkach z lodem ch\u0142odzi\u0142y si\u0119 wysmuk\u0142e butelki z bia\u0142ym winem. Na ka\u017cdym stole pod wisz\u0105cymi na specjalnych rusztowaniach kocio\u0142kami ze z\u0142ocistym p\u0142ynem pali\u0142 si\u0119 ogie\u0144 utrzymuj\u0105cy zup\u0119 we w\u0142a\u015bciwej temperaturze. Obok na metalowej tacy le\u017ca\u0142y wyj\u0119te ju\u017c z zupy ryby, homary, langusty. W ma\u0142ych miseczkach czeka\u0142y kostki grzanek i &#8211; osobno &#8211; sos rouille sporz\u0105dzony z czerwonej papryki, czosnku, mi\u0105\u017cszu chleba, bulionu i oliwy.<\/p>\n<p>Zupa przyprawiona szafranem (najdro\u017csz\u0105 przypraw\u0105 \u015bwiata) mia\u0142a  kolor \u0142usek bajkowej z\u0142otej rybki. Jej aromat o\u017cywi\u0142by zapewne nawet martwego smakosza. O smaku morskich rak\u00f3w i ryb chyba nie trzeba wspomina\u0107. A wszystko to popijane ch\u0142odnym Sancerre Galinot. Nawet rachunek na do\u015b\u0107 zawrotn\u0105 sum\u0119 jak na kiesze\u0144 polskiego \u017curnalisty, nie by\u0142 w stanie popsu\u0107 mi humoru po takiej uczcie. Da\u0142em temu wyraz sutym napiwkiem. A prawd\u0119 powiedziawszy mia\u0142em nadziej\u0119, \u017ce macierzysta &#8222;Polityka&#8221;, dla kt\u00f3rej robi\u0142em wywiad z francuskim uczonym, zechce pokry\u0107 rozpustne wydatki \u0142akomego reportera.<\/p>\n<p>I tak te\u017c ta przygoda si\u0119 sko\u0144czy\u0142a.<\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Powr\u00f3t Marka czyli Misia2 z Pary\u017ca i jego fotorelacje przypomnia\u0142y mi pewna przygod\u0119 nad Sekwana i nieco dalej. Przez d\u0142ugie lata, gdy podr\u00f3\u017c do Francji by\u0142a tylko marzeniem, \u015bni\u0142em o potrawie, kt\u00f3rej sama nazwa brzmia\u0142a jak egzotyczny poemat: bouillabaisse. Ta marsylska zupa rybna, g\u0119sto wyst\u0119puj\u0105ca w literaturze francuskiej, sta\u0142a si\u0119 moj\u0105 obsesj\u0105 kulinarn\u0105. Gdy pierwszy [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":2,"featured_media":0,"comment_status":"open","ping_status":"open","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[1],"tags":[],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/484"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/users\/2"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=484"}],"version-history":[{"count":0,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/484\/revisions"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=484"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=484"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=484"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}