
{"id":548,"date":"2008-07-30T08:00:29","date_gmt":"2008-07-30T06:00:29","guid":{"rendered":"http:\/\/adamczewski.blog.polityka.pl\/?p=548"},"modified":"2008-07-30T08:47:54","modified_gmt":"2008-07-30T06:47:54","slug":"kocham-cie-jak-irlandie","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/2008\/07\/30\/kocham-cie-jak-irlandie\/","title":{"rendered":"Kocham ci\u0119 jak Irlandi\u0119"},"content":{"rendered":"<p>Tak \u015bpiewa\u0142 mocno sepleni\u0105cy m\u0142ody gwiazdor polskiej piosenki a my pojechali\u015bmy na t\u0119 wysp\u0119, by sprawdzi\u0107 czy Irlandi\u0119 warto kocha\u0107. Sprawdzili\u015bmy &#8211; warto!<\/p>\n<p>Guinness i Kilkenny to dla mnie symbole Irlandii. Te dwa tak r\u00f3\u017cne piwa produkowane s\u0105 przez cz\u0142onk\u00f3w tej samej rodziny. Wprawdzie dzi\u015b w browarze przy St. James&#8217;s Gate cz\u0142owiek o nazwisku Guinness jest tylko jednym z kilku cz\u0142onk\u00f3w rady nadzorczej umi\u0119dzynarodowionego koncernu, a w Kilkenny browar nale\u017cy do E. Smithwick and Sons Ltd. (te\u017c cz\u0142onkowie rodziny za\u0142o\u017cyciela dubli\u0144skiego piwnego giganta), to i tak wszyscy smakosze ciemnego, mocnego, irlandzkiego piwa na \u015bwiecie wiedz\u0105 &#8211; ten smak zawdzi\u0119czamy Arturowi Guinnessowi. To on w 1759 roku kupi\u0142 ma\u0142y i dawno ju\u017c nieczynny browar, by po paru latach sta\u0107 si\u0119 potentatem na tym rynku. I tak jest do dzi\u015b. Przy St. James&#8217;s Gate produkuje si\u0119 2,6 miliona hektolitr\u00f3w piwa. I ka\u017cdy mi\u0142o\u015bnik tego napoju odwiedzaj\u0105c stolic\u0119 Irlandii powinien tu zawita\u0107. W Guinness Museum and Visitors Centre mo\u017cna prze\u015bledzi\u0107 ca\u0142\u0105 niezwykle ciekaw\u0105 histori\u0119 firmy, a tak\u017ce zapozna\u0107 si\u0119 z technologi\u0105 produkcji napoju, bez kt\u00f3rego trudno sobie wyobrazi\u0107 istnienie milion\u00f3w pub\u00f3w na ca\u0142ym \u015bwiecie. I to mimo istnienia setek innych gatunk\u00f3w piwa. Dla prawdziwych smakoszy liczy si\u0119 przede wszystkim ten ciemny, zwie\u0144czony u g\u00f3ry szklanki be\u017cow\u0105 piank\u0105, gorzkawy i mocny trunek. Gdy przeszli\u015bmy ju\u017c przez wszystkie pi\u0119tra i zakamarki, podziwiali\u015bmy stare beczki i maszyny, dotarli\u015bmy na najwy\u017csze pi\u0119tro budynku by zobaczy\u0107 panoram\u0119 Dublina i napi\u0107 si\u0119 prawdziwego piwa.<\/p>\n<p>Drugim symbolem kulinarnym zielonej wyspy jest danie jedzone przez wszystkich g\u0142\u00f3wnie na ulicy.<\/p>\n<p>Je\u015bli w\u0119druj\u0105c po starym Dublinie zauwa\u017cycie przy jakiej\u015b bramie lub przy niepozornym oknie wystawowym kolejk\u0119 cierpliwie stoj\u0105cych ludzi w r\u00f3\u017cnym wieku, to mo\u017cecie by\u0107 pewni: tam przyrz\u0105dzaj\u0105 i sprzedaj\u0105 fish and chips czyli sma\u017conego dorsza z frytkami. Porcja zaspokajaj\u0105ca g\u0142\u00f3d nawet cz\u0142owieka z du\u017cym apetytem kosztuje niewiele. A jak to smakuje! Zanim pierwszy raz spr\u00f3bowali\u015bmy tego specja\u0142u podejrzliwie przygl\u0105dali\u015bmy si\u0119 ludziom jedz\u0105cym z papierowej torebki lub tekturowej tacki z\u0142ociste frytki i r\u00f3wnie\u017c na z\u0142oto usma\u017cony kawa\u0142 ryby. T\u0142uste palce, zat\u0142uszczone policzki, a czasem i gorsy koszul dzia\u0142a\u0142y odstraszaj\u0105co. Ale zapach by\u0142 tak apetyczny, \u017ce w ko\u0144cu zdecydowali\u015bmy si\u0119 spr\u00f3bowa\u0107. By\u0107 mo\u017ce wp\u0142yw na nasz\u0105 decyzj\u0119 mia\u0142 duch\u00a0Molly Malone &#8211; handlarki ryb, kt\u00f3rej pomnik stoi na chodniku w \u015brodku miasta. By\u0142o warto. Ryba pi\u0119knie usma\u017cona mia\u0142a chrupk\u0105 sk\u00f3rk\u0119 i zaskakuj\u0105co soczyste wn\u0119trze. Frytki za\u015b w niczym nie przypomina\u0142y wodnistych, mi\u0119kkich kartofelk\u00f3w podawanych pod t\u0105 sam\u0105 nazw\u0105 w innych cz\u0119\u015bciach \u015bwiata (zw\u0142aszcza w Polsce). By\u0142y pachn\u0105ce, chrupi\u0105ce, lekko s\u0142one i gor\u0105ce. Razem &#8211; kartofle i ryba &#8211; stworzy\u0142y proste lecz jednocze\u015bnie wyrafinowane danie. Jedli\u015bmy fish and chips jeszcze wielokrotnie. Nigdy tego nie \u017ca\u0142owali\u015bmy.<\/p>\n<p>Poniewa\u017c ten pi\u0119kny kraj le\u017cy na wyspie to si\u0142\u0105 rzeczy w jego kuchni kr\u00f3luj\u0105 ryby, ma\u0142\u017ce, skorupiaki. Dania rybne mo\u017cna wi\u0119c zamawia\u0107 w ciemno niemal w ka\u017cdym lokalu. Dania z \u0142ososia, tu\u0144czyka, dorsza znale\u017a\u0107 mo\u017cna w karcie da\u0144 najmniejszej nawet knajpki. A ma\u0142\u017ce serc\u00f3wki czy \u015bwie\u017ce ostrygi z piwem z opisanego wy\u017cej browaru to wyrafinowana uczta.<\/p>\n<p>Tutejszym specja\u0142em raczej nie spotykanym w innych krajach s\u0105 morszczyny. Te ugotowane wodorosty podawane na gor\u0105cych chrupkich tostach s\u0105 przepyszne. A tzw. irlandzki mech &#8211; carrageen jest nie tylko doskona\u0142ym zag\u0119szczaczem sos\u00f3w czy galaretek lecz tak\u017ce &#8211; jak twierdz\u0105 tubylcy &#8211; doskona\u0142ym lekarstwem w przypadku ob\u017carstwa. No i przede wszystkim \u015brodkiem odchudzaj\u0105cym. S\u0105dz\u0105c jednak z obserwacji ulicznych Irlandczycy a zw\u0142aszcza Irlandki, zbyt ma\u0142o jadaj\u0105 potraw z tym morskim mchem.<\/p>\n<p>Jeszcze do niedawna g\u0142\u00f3wnym produktem w irlandzkiej kuchni by\u0142y kartofle. W XIX wieku statystyczny mieszkaniec wyspy zjada\u0142 codziennie (co wr\u0119cz nie do wiary) 3 kilogramy ziemniak\u00f3w. O Irlandczykach mo\u017cna powiedzie\u0107, i\u017c od stuleci byli uzale\u017cnienie od kartofli. W dawnych wiekach parokrotnie uratowa\u0142y one mieszka\u0144c\u00f3w kraju od \u015bmierci g\u0142odowej. Na prze\u0142omie XVIII i XIX wieku ludno\u015b\u0107 wyspy podwoi\u0142a si\u0119. A w 1845 roku gdy zaraza ziemniaczana zdziesi\u0105tkowa\u0142a plantacje kartofli ludzie marli z g\u0142odu lub emigrowali pospiesznie za ocean. I w\u00f3wczas liczba ludno\u015bci w ci\u0105gu kilku zaledwie lat spad\u0142a o po\u0142ow\u0119. Dzi\u015b kartofli jest pod dostatkiem. Ka\u017cda gospodyni traktuje je jednak z szacunkiem i ka\u017cda ma sw\u00f3j spos\u00f3b na ich przyrz\u0105dzenie. W wi\u0119kszo\u015bci dom\u00f3w gotuje si\u0119 je nie obieraj\u0105c. Sk\u00f3rk\u0119 zdejmuje si\u0119 ju\u017c na talerzu, co dziwi cz\u0119sto cudzoziemc\u00f3w.<\/p>\n<p>Kartofle w mundurkach to nie jedyny irlandzki spos\u00f3b gotowania upodabniaj\u0105cy ich do nas. Dotyczy to r\u00f3wnie\u017c alkoholu. Irlandczycy jak i Polacy pij\u0105 sporo. A w\u0142a\u015bciwie nadmiernie. Opr\u00f3cz piwa, o kt\u00f3rym\u00a0opowiada\u0142em &#8211; narodowym trunkiem jest whiskey. To nie b\u0142\u0105d w pisowni. To mieszka\u0144cy Irlandii podkre\u015blaj\u0105 swoj\u0105 odr\u0119bno\u015b\u0107 i na tym polu. A receptur\u0119 p\u0119dzenia whiskey znaj\u0105 tu ju\u017c od XII wieku. Dwie najstarsze i najs\u0142ynniejsze gorzelnie to Old Bushmills (powsta\u0142a w 1608 roku) w Irlandii P\u00f3\u0142nocnej dzi\u015b nale\u017c\u0105cej do Wielkiej Brytanii i destylarnia Johna Jamesona powsta\u0142a w Dublinie w 1780 roku.<\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Tak \u015bpiewa\u0142 mocno sepleni\u0105cy m\u0142ody gwiazdor polskiej piosenki a my pojechali\u015bmy na t\u0119 wysp\u0119, by sprawdzi\u0107 czy Irlandi\u0119 warto kocha\u0107. Sprawdzili\u015bmy &#8211; warto! Guinness i Kilkenny to dla mnie symbole Irlandii. Te dwa tak r\u00f3\u017cne piwa produkowane s\u0105 przez cz\u0142onk\u00f3w tej samej rodziny. Wprawdzie dzi\u015b w browarze przy St. James&#8217;s Gate cz\u0142owiek o nazwisku Guinness [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":2,"featured_media":0,"comment_status":"open","ping_status":"open","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[1],"tags":[],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/548"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/users\/2"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=548"}],"version-history":[{"count":0,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/548\/revisions"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=548"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=548"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=548"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}