
{"id":5661,"date":"2012-11-27T08:00:29","date_gmt":"2012-11-27T07:00:29","guid":{"rendered":"http:\/\/adamczewski.blog.polityka.pl\/?p=5661"},"modified":"2012-11-23T17:35:25","modified_gmt":"2012-11-23T16:35:25","slug":"skromnosc-prawem-nakazana","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/2012\/11\/27\/skromnosc-prawem-nakazana\/","title":{"rendered":"Skromno\u015b\u0107 prawem nakazana"},"content":{"rendered":"<p>Za czas\u00f3w jagiello\u0144skich ucztowano g\u0142\u00f3wnie na dworze kr\u00f3lewskim i w dworach magnackich. Z czasem jednak, zapatrzone na wzorce id\u0105ce z g\u00f3ry, bogac\u0105ce si\u0119 mieszcza\u0144stwo te\u017c zapragn\u0119\u0142o zbytku w sali biesiadnej. Oczywi\u015bcie, \u017ce nie podoba\u0142o si\u0119 to kr\u00f3lowi a zw\u0142aszcza dworzanom i arystokratom. Smakowity cytat na ten temat przytocz\u0119 ze wspania\u0142ej i ju\u017c tu wspomnianej ksi\u0105\u017cki Mai i Jana \u0141ozi\u0144skich\u00a0&#8211;\u00a0\u00a0&#8222;Historia polskiego smaku&#8221;:<\/p>\n<p><!--more--><br \/>\nBiesiadowano nie tylko na kr\u00f3lewskim dworze, w wiejskich siedzibach szlachty, w domach zamo\u017cnych mieszczan, ale tak\u017ce, je\u015bli tylko nadarzy\u0142a si\u0119 po temu tak szczeg\u00f3lna sposobno\u015b\u0107 jak za\u015blubiny lub chrzest, w najubo\u017cszych ch\u0142opskich chatach, gdzie na co dzie\u0144 zwykle niedojadano. Uczta weselna w kmiecej izbie trwa\u0142a nie kr\u00f3cej ni\u017c dwa dni, ale je\u015bli gospodarz m\u00f3g\u0142 zdoby\u0107 wystarczaj\u0105ce fundusze, karmi\u0142 i poi\u0142 go\u015bci nawet przez bity tydzie\u0144. W miastach organizowano biesiady tak\u017ce z okazji uroczysto\u015bci cechowych. Czeladnicy na swoje wyzwoliny zobowi\u0105zani byli wyda\u0107 sute przyj\u0119cie. Zgodnie ze statutem miejskim Poznania tamtejszy czeladnik krawiecki dostarcza\u0142 na uczt\u0119 dwa achtele, czyli oko\u0142o trzysta litr\u00f3w piwa, dwie pieczenie &#8222;jakie si\u0119 braciom podobaj\u0105&#8221;, sze\u015b\u0107 kap\u0142on\u00f3w, cztery g\u0119si, &#8222;ciel\u0119 dobre&#8221;, ry\u017c, pieprz, szafran, rodzynki, chleb \u017cytni i pszenny, a tak\u017ce &#8222;w\u00f3z drew&#8221; do kuchni, &#8222;\u015bwiec dostatek&#8221; i &#8222;muzyk\u0119&#8221;. W najbogatszych miastach, Gda\u0144sku i Krakowie, gdzie uczty organizowane w zasobnych mieszcza\u0144skich domach nale\u017ca\u0142y do szczeg\u00f3lnie wystawnych, wprowadzano specjalne ustawy &#8222;przeciwko zbytkom&#8221;. Pr\u00f3bowano w ten spos\u00f3b utrze\u0107 nieco nosa bogac\u0105cemu si\u0119 i wynosz\u0105cemu ponad szlacht\u0119 mieszcza\u0144stwu. Ju\u017c Kazimierz Wielki, specjalnym rozporz\u0105dzeniem, ograniczy\u0142 liczb\u0119 go\u015bci na weselach krakowskich mieszczan do dziewi\u0119\u0107dziesi\u0119ciu, a liczb\u0119 da\u0144 do pi\u0119ciu. W szesnastowiecznym Gda\u0144sku rajcowie miejscy mogli zgodnie z tamtejszym prawem urz\u0105dza\u0107 przyj\u0119cia dla nie wi\u0119cej ni\u017c stu dwudziestu os\u00f3b, czyli &#8222;na dziesi\u0119\u0107 sto\u0142\u00f3w&#8221;.\u00a0 Liczba da\u0144 tak\u017ce nie mog\u0142a przekroczy\u0107 pi\u0119ciu, w dodatku \u015bcis\u0142e okre\u015blonych &#8211; dozwolone by\u0142y kurcz\u0119ta w ostrym korzennym sosie, piecze\u0144, dziczyzna, s\u0142odkie ciasta, po\u0142udniowe wino i gda\u0144skie piwo dubeltowe.<\/p>\n<p>Chcia\u0142bym cho\u0107 raz uczestniczy\u0107, mimo tych ogranicze\u0144, w kolacji dla miejskich rajc\u00f3w Gda\u0144ska lub Krakowa.<\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Za czas\u00f3w jagiello\u0144skich ucztowano g\u0142\u00f3wnie na dworze kr\u00f3lewskim i w dworach magnackich. Z czasem jednak, zapatrzone na wzorce id\u0105ce z g\u00f3ry, bogac\u0105ce si\u0119 mieszcza\u0144stwo te\u017c zapragn\u0119\u0142o zbytku w sali biesiadnej. Oczywi\u015bcie, \u017ce nie podoba\u0142o si\u0119 to kr\u00f3lowi a zw\u0142aszcza dworzanom i arystokratom. Smakowity cytat na ten temat przytocz\u0119 ze wspania\u0142ej i ju\u017c tu wspomnianej ksi\u0105\u017cki [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":2,"featured_media":0,"comment_status":"open","ping_status":"open","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[1],"tags":[],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/5661"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/users\/2"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=5661"}],"version-history":[{"count":4,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/5661\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":5664,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/5661\/revisions\/5664"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=5661"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=5661"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=5661"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}