
{"id":6474,"date":"2013-03-19T08:00:23","date_gmt":"2013-03-19T07:00:23","guid":{"rendered":"http:\/\/adamczewski.blog.polityka.pl\/?p=6474"},"modified":"2013-03-19T06:40:43","modified_gmt":"2013-03-19T05:40:43","slug":"zeglarstwo-jest-sztuka-cierpienia","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/2013\/03\/19\/zeglarstwo-jest-sztuka-cierpienia\/","title":{"rendered":"\u017beglarstwo jest sztuk\u0105 cierpienia"},"content":{"rendered":"<p>Powy\u017csze stwierdzenie, to tytu\u0142 jednego z rozdzia\u0142\u00f3w ksi\u0105\u017cki Tomasza Cichockiego (wyd. Carta Blanca), w kt\u00f3rej opisuje on sw\u00f3j samotny rejs dooko\u0142a \u015bwiata. Jestem wprawdzie \u017ceglarzem (pierwszy stopie\u0144 \u017ceglarski otrzyma\u0142em w 1959 roku) ale nigdy nie mia\u0142em ochoty na samotn\u0105 walk\u0119 z oceanem i to trwaj\u0105c\u0105 przez ponad 300 dni. Tym ch\u0119tniej wi\u0119c czytuj\u0119 relacje kapitan\u00f3w, kt\u00f3rzy ten wyczyn maj\u0105 za sob\u0105. Musze przyzna\u0107, \u017ce &#8222;Zew oceanu&#8221;\u00a0 Cichockiego jest najlepsz\u0105 z\u00a0 nich. Czyta si\u0119 ten reporta\u017c z dreszczem przera\u017cenia w\u0119druj\u0105cym po plecach, czasem ze wzruszeniem a nawet \u0142zami. I my\u015bl\u0119, \u017ce w ko\u0144cu zrozumia\u0142em dlaczego oni to robi\u0105. U\u015bwiadomi\u0142o mi to\u00a0 wyznanie \u017ceglarza: &#8222;S\u0142aniam si\u0119 na nogach za ko\u0142em sterowym. To ju\u017c trzecia doba bez snu. I czwarta bez jedzenia. Jestem u kresu si\u0142. JESTEM SZCZ\u0118\u015aLIWY&#8221;\u00a0\u00a0&#8211; (podkr.\u00a0 P.Ad.)<\/p>\n<p><!--more--><\/p>\n<p><a href=\"\/wp-content\/uploads\/2013\/03\/Tomasz-Cichocki.jpg\"><img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\"alignleft size-medium wp-image-6502\" title=\"Tomasz Cichocki\" src=\"\/wp-content\/uploads\/2013\/03\/Tomasz-Cichocki-199x300.jpg\" alt=\"\" width=\"199\" height=\"300\" \/><\/a>Chyba ka\u017cdy z nas przez ca\u0142e \u017cycie poszukuje szcz\u0119\u015bcia. I dobrze jest gdy miewa takie chwile, w kt\u00f3rych s\u0105dzi, i\u017c je osi\u0105gn\u0105\u0142. Tak jak Cichocki!<br \/>\nW tej arcyciekawej ksi\u0105\u017cce s\u0105 te\u017c i fragmenty bardziej interesuj\u0105ce dla\u00a0 \u0142asuch\u00f3w. Mam nadziej\u0119, \u017ce niekt\u00f3rzy si\u0119gn\u0105 po ten kolejny tom ze znanej serii &#8222;Bieguny&#8221; wi\u0119c przytocz\u0119 tylko jeden fragment. Ale jak\u017ce wymowny:<br \/>\n&#8222;K\u0142opot z przygotowaniem sobie zapas\u00f3w jedzenia na wielomiesi\u0119czny rejs polega po pierwsze na tym, \u017ce nie spos\u00f3b przewidzie\u0107, jak organizm b\u0119dzie reagowa\u0142 po 100 czy 200 dniach na morzu. Konia z rz\u0119dem temu, kto wie, na co b\u0119dzie mia\u0142 apetyt za p\u00f3\u0142 roku. Po drugie, mn\u00f3stwo produkt\u00f3w stanowi\u0105cych na co dzie\u0144 podstaw\u0119 naszej diety nie nadaje si\u0119 do d\u0142ugiego przechowywania &#8211; jak cho\u0107by moje ukochane ziemniaki. Po trzecie, nie wystarczy dokona\u0107 wyboru, co samo w sobie jest ju\u017c trudnym zadaniem &#8211; przed wyruszeniem w morze trzeba jeszcze ka\u017cd\u0105 z setek puszek, paczek, butelek i torebek odpowiednio zabezpieczy\u0107. I wtedy dopiero mo\u017cna rozpocz\u0105\u0107 kolejny etap: sztauowanie i trymowanie, czyli za\u0142adowanie tego wszystkiego na jacht w taki spos\u00f3b, by \u0142\u00f3dka nie straci\u0142a stateczno\u015bci, nic si\u0119 nie obija\u0142o i wreszcie, by m\u00f3c ka\u017cd\u0105 rzecz \u0142atwo znale\u017a\u0107.<br \/>\nJe\u015bli s\u0105dzicie, \u017ce konserwie w puszce nic na morzu nie grozi, spiesz\u0119 wyprowadzi\u0107 was z b\u0142\u0119du. Jest rdza &#8211; nie ma takiej blachy, kt\u00f3rej kombinacja wilgoci i soli nie da\u0142aby rady. Papierowe etykiety b\u0142yskawicznie odklejaj\u0105 si\u0119 z puszek i l\u0105duj\u0105 na dnie z\u0119z. W skrajnych przypadkach mog\u0105 nawet zatka\u0107 pomp\u0119 &#8211; a sami przyznacie, \u017ce g\u0142upio by\u0142oby zaton\u0105\u0107 na Hornie z powodu paru odklejonych od puszek papierk\u00f3w z napisem, dajmy na to, &#8222;gulasz angielski&#8221;&#8230;<br \/>\nNa szcz\u0119\u015bcie jest na to spos\u00f3b. Tyle \u017ce diabelnie pracoch\u0142onny. Trzeba zerwa\u0107 etykiety ze wszystkich puszek, a nast\u0119pnie ka\u017cd\u0105 konserw\u0119 starannie pomalowa\u0107 przeciwrdzewn\u0105 farb\u0105 do metalu. I jeszcze jako\u015b zaznaczy\u0107, co jest w \u015brodku. Proste? To spr\u00f3bujcie pomalowa\u0107 i oznakowa\u0107 kilkaset puszek, a po wyschni\u0119ciu zabezpieczcie ka\u017cd\u0105 smarem maszynowym &#8211; wtedy pogadamy.(&#8230;)<br \/>\nPod tym wzgl\u0119dem s\u0142oiki maj\u0105 du\u017c\u0105 przewag\u0119 nad puszkami &#8211; od razu wida\u0107, czy wewn\u0105trz opakowania znajduj\u0105 si\u0119 go\u0142\u0105bki, flaczki, fasolka po breto\u0144sku, \u017curek z bia\u0142\u0105 kie\u0142bas\u0105 czy inne r\u00f3wnie wyrafinowane delicje. S\u0142oiki cierpi\u0105 jednak na ostr\u0105 odmian\u0119 choroby morskiej. Bardzo, ale to bardzo nie lubi\u0105 sztorm\u00f3w &#8211; o czym bole\u015bnie przekona\u0142em si\u0119 na Oceanie Indyjskim, gdy w ci\u0105gu u\u0142amka sekundy pot\u0142uk\u0142y si\u0119 niemal wszystkie.<br \/>\nSprz\u0105taj\u0105c wtedy przez dwa dni pobojowisko, gratulowa\u0142em sobie w duchu decyzji o zabraniu w rejs trzech kilogram\u00f3w jajek w proszku. Nie do\u015b\u0107, \u017ce te zwyk\u0142e t\u0142uk\u0105 si\u0119 jeszcze \u0142atwiej ni\u017c s\u0142oiki, to jeszcze przed podr\u00f3\u017c\u0105 trzeba ka\u017cde jajo z osobna starannie pomalowa\u0107 roztopionym woskiem lub oliw\u0105, a w trakcie rejsu raz w tygodniu obraca\u0107, by \u017c\u00f3\u0142tko nie przysch\u0142o do skorupki. A potem jedna fala robi z nich wielki kogel-mogel.(&#8230;)<br \/>\nTymczasem opowiem troch\u0119 o gotowaniu na morzu, bo to przygoda sama w sobie &#8211; perwersyjne po\u0142\u0105czenie akrobatyki z wynalazczo\u015bci\u0105. Oczywi\u015bcie zdarza\u0142o mi si\u0119, szczeg\u00f3lnie w pierwszych tygodniach rejsu, pichci\u0107 rzeczy banalne: jakie\u015b pizze con funghi, pierogi z kapust\u0105 i grzybami, ciasto dro\u017cd\u017cowe albo bakaliowe, calzone czy lasagne. Nie wspominaj\u0105c ju\u017c nawet o regularnym pieczeniu chleba, bo ten puszkowy, hmm&#8230; W pami\u0119\u0107 zapad\u0142y mi jednak kulinarne wyzwania w rodzaju: co przygotowa\u0107 na obiad, gdy dysponuje si\u0119 resztk\u0105 d\u017cemu, puszk\u0105 sardynek i ciastem nale\u015bnikowym, a nie ma za to ani grama t\u0142uszczu do sma\u017cenia? Sma\u017cymy nale\u015bniki na oleju z sardynek i zjadamy je z d\u017cemem. A rybka na deser.&#8221;<\/p>\n<p>Gratuluj\u0105c kapitanowi sukces\u00f3w, a mam na my\u015bli tak\u017ce ksi\u0105\u017ck\u0119, spiesz\u0119 doda\u0107, \u017ce 312 dniowa \u017cegluga by\u0142a tak\u017ce wy\u015bmienit\u0105 diet\u0105 odchudzaj\u0105c\u0105. \u017beglarz straci\u0142 30 kilogram\u00f3w. Zyska\u0142 za\u015b dystans do \u015bwiata i g\u0142\u0119bokie przekonanie, \u017ce mo\u017cna realizowa\u0107 marzenia.<\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Powy\u017csze stwierdzenie, to tytu\u0142 jednego z rozdzia\u0142\u00f3w ksi\u0105\u017cki Tomasza Cichockiego (wyd. Carta Blanca), w kt\u00f3rej opisuje on sw\u00f3j samotny rejs dooko\u0142a \u015bwiata. Jestem wprawdzie \u017ceglarzem (pierwszy stopie\u0144 \u017ceglarski otrzyma\u0142em w 1959 roku) ale nigdy nie mia\u0142em ochoty na samotn\u0105 walk\u0119 z oceanem i to trwaj\u0105c\u0105 przez ponad 300 dni. Tym ch\u0119tniej wi\u0119c czytuj\u0119 relacje kapitan\u00f3w, [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":2,"featured_media":0,"comment_status":"open","ping_status":"closed","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[1],"tags":[],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/6474"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/users\/2"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=6474"}],"version-history":[{"count":7,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/6474\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":6476,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/6474\/revisions\/6476"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=6474"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=6474"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=6474"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}