
{"id":65,"date":"2006-10-23T10:19:52","date_gmt":"2006-10-23T08:19:52","guid":{"rendered":"http:\/\/adamczewski.blog.polityka.pl\/?p=65"},"modified":"2006-10-23T10:19:52","modified_gmt":"2006-10-23T08:19:52","slug":"szatanski-napoj","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/2006\/10\/23\/szatanski-napoj\/","title":{"rendered":"Szata\u0144ski nap\u00f3j"},"content":{"rendered":"<p>W ci\u0105gu dnia wypijam od pi\u0119ciu do dziesi\u0119ciu fili\u017canek kawy. To prawda, \u017ce s\u0105 to ma\u0142e fili\u017canki. Ale za to kawa mocna. Gdy jestem we W\u0142oszech, wypijam tych fili\u017canek nawet wi\u0119cej. Ale aromatycznego, smolistego p\u0142ynu jest w nich znacznie mniej. Prawd\u0119 m\u00f3wi\u0105c, tylko we W\u0142oszech espresso ma w\u0142a\u015bciwy smak i zapach. I to popijane lodowat\u0105 wod\u0105, podawan\u0105 w osobnej szklaneczce.<\/p>\n<p>A wszystko zacz\u0119\u0142o si\u0119 przed wieloma stuleciami na etiopskiej pustyni. M\u0142ody pastuch k\u00f3z o imieniu Kaldi zauwa\u017cy\u0142, \u017ce podleg\u0142e mu stado zachowuje si\u0119 do\u015b\u0107 dziwnie. Kozy bywaj\u0105 podniecone i maj\u0105 niespo\u017cyt\u0105 wr\u0119cz energi\u0119 po zjedzeniu ma\u0142ych czerwonych owoc\u00f3w rosn\u0105cych na okalaj\u0105cych obozowisko krzewach. Zaciekawiony sam spr\u00f3bowa\u0142. Poczu\u0142 w \u017cy\u0142ach pulsowanie krwi. By\u0142 to rok 858.<\/p>\n<p>Po kilkudziesi\u0119ciu latach kaw\u0119 zna\u0142 ca\u0142y Bliski Wsch\u00f3d. Potem dotar\u0142a ona na inne kontynenty. Do Europy kawa przyw\u0119drowa\u0142a dwiema drogami. O pierwszej sporo wiemy: w \u0142upach zdobytych na Turkach pod Wiedniem przez Jana III Sobieskiego znalaz\u0142o si\u0119 kilka work\u00f3w kawy. Przej\u0105\u0142 je nasz rodak, pan Kulczycki. I nie zmarnowa\u0142. Otworzy\u0142 pierwsz\u0105 kawiarni\u0119.<\/p>\n<p>Druga droga prowadzi\u0142a przez Amsterdam. Od 1663 roku Holendrzy kupowali kaw\u0119 w Jemenie, a potem i w innych krajach Bliskiego Wschodu. Bezskutecznie jednak starali si\u0119 o ziarno, kt\u00f3re nadawa\u0142oby si\u0119 do posadzenia. We wszystkich arabskich portach, a zw\u0142aszcza w Mokce, stra\u017cnicy celni pilnowali, by ka\u017cde ziarno kawy wysy\u0142anej do Europy by\u0142o sparzone wrz\u0105tkiem, co uniemo\u017cliwia\u0142o wyhodowanie ze\u0144 drzewka. W ko\u0144cu jednak sprytnym \u017ceglarzom amsterdamskim uda\u0142o si\u0119 wykra\u015b\u0107 \u015bwie\u017ce ziarno, przewie\u017a\u0107 je do ojczyzny i w tamtejszym ogrodzie botanicznym wyhodowa\u0107 drzewka. Kosztowa\u0142o to wiele z\u0142ota i par\u0119 istnie\u0144 ludzkich. Ale w Amsterdamie mo\u017cna by\u0142o obejrze\u0107 ro\u015blin\u0119, kt\u00f3ra przysporzy\u0142a bogactwa wielu ludziom, a i wzbogaci\u0142a Holandi\u0119. A by\u0142o to w 1616 roku. W po\u0142owie XVIII wieku Holendrzy wywie\u017ali sadzonki drzew kawowych na podbit\u0105 przez siebie Jaw\u0119, gdzie za\u0142o\u017cono pierwsze plantacje. I to by\u0142 koniec arabskiej dominacji na kawowym rynku, a jednocze\u015bnie pocz\u0105tek holenderskiej prosperity w tej dziedzinie.<\/p>\n<p>Niemal r\u00f3wno sto lat po Holendrach dost\u0105pili kawowego szcz\u0119\u015bcia Francuzi. W 1713 roku otrzymali w podarunku od amsterdamczyk\u00f3w kawowe sadzonki. Nie by\u0142 to dar ca\u0142kiem bezinteresowny. Holendrzy przerwali w ten spos\u00f3b rozlew kupieckiej krwi, podpisuj\u0105c traktat pokojowy z Ludwikiem XIV. Kr\u00f3l posadzi\u0142 ro\u015bliny w swoim ogrodzie i oczywi\u015bcie zacz\u0105\u0142 przemy\u015bliwa\u0107 nad tym, gdzie te\u017c na terenach rozleg\u0142ego imperium kawa b\u0119dzie si\u0119 najlepiej czu\u0142a.<\/p>\n<p>Po siedmiu latach miejsce takie znaleziono. Wyspa nazywa\u0142a si\u0119 Martynika. Ludwik XIV, wysy\u0142aj\u0105c tam m\u0142odziutkiego, zaledwie dwudziestotrzyletniego kapitana piechoty Gabriela de Clieu, obdarowa\u0142 go dwoma sadzonkami i ci\u0119\u017ckim obowi\u0105zkiem za\u0142o\u017cenia plantacji. \u017begnaj\u0105c kawalera de Clieu, kr\u00f3l nakaza\u0142 mu strzec drzewek jak oka w g\u0142owie.<\/p>\n<p>W 1720 roku na pok\u0142adzie kr\u00f3lewskiego okr\u0119tu &#8222;Dromader&#8221; wychodz\u0105cego z portu Rochefort znalaz\u0142y si\u0119 wi\u0119c dwa kr\u00f3lewskie drzewka. Umieszczono je pod szk\u0142em, by uchroni\u0107 od szkodliwego wp\u0142ywu morskiej wody. Ka\u017cd\u0105 noc sadzonki sp\u0119dza\u0142y w kapita\u0144skiej kajucie. Kawaler de Clieu nie dowierza\u0142 swej za\u0142odze. Zw\u0142aszcza gdy pod koniec rejsu najpierw z trudem odparto atak pirat\u00f3w, a potem, ratuj\u0105c si\u0119 przed straszliwym sztormem, zrzucono zb\u0119dny balast, co pozbawi\u0142o okr\u0119t znacznej cz\u0119\u015bci pitnej wody. Od tej pory ten \u017cyciodajny p\u0142yn racjonowano. Rejs za\u015b przed\u0142u\u017ca\u0142 si\u0119 z powodu braku wiatru. Wreszcie przybi\u0142 do portu Saint Pierre na Martynice. Na szcz\u0119\u015bcie dla kawalera de Clieu oraz Francji &#8211;\u00a0jedno drzewko przetrwa\u0142o podr\u00f3\u017c. Po p\u00f3\u0142tora roku zebrano pierwszy kilogram czerwonych kawowych kulek, po czym ziarno rozdano mieszka\u0144com wyspy. Jako \u017ce ro\u015blina znalaz\u0142a tu wymarzone warunki klimatyczne, wkr\u00f3tce pierwsze plantacje zacz\u0119\u0142y przynosi\u0107 zyski.<\/p>\n<p>Moda na hodowanie kawy przenios\u0142a si\u0119 tak\u017ce na s\u0105siaduj\u0105c\u0105 Gwadelup\u0119, San Domingo i reszt\u0119 Antyli. A st\u0105d by\u0142 ju\u017c tylko krok do Brazylii. A potem z Brazylii&#8230;<\/p>\n<p>I tu ko\u0142o si\u0119 zamyka, a my jeste\u015bmy w szponach na\u0142ogu.<\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>W ci\u0105gu dnia wypijam od pi\u0119ciu do dziesi\u0119ciu fili\u017canek kawy. To prawda, \u017ce s\u0105 to ma\u0142e fili\u017canki. Ale za to kawa mocna. Gdy jestem we W\u0142oszech, wypijam tych fili\u017canek nawet wi\u0119cej. Ale aromatycznego, smolistego p\u0142ynu jest w nich znacznie mniej. Prawd\u0119 m\u00f3wi\u0105c, tylko we W\u0142oszech espresso ma w\u0142a\u015bciwy smak i zapach. I to popijane lodowat\u0105 [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":2,"featured_media":0,"comment_status":"open","ping_status":"open","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[1],"tags":[],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/65"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/users\/2"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=65"}],"version-history":[{"count":0,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/65\/revisions"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=65"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=65"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=65"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}