
{"id":9275,"date":"2008-01-11T15:58:00","date_gmt":"2008-01-11T15:58:00","guid":{"rendered":"http:\/\/adamczewscy.pl\/?p=1310"},"modified":"2008-01-11T15:58:00","modified_gmt":"2008-01-11T15:58:00","slug":"szatanski-napoj-2","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/2008\/01\/11\/szatanski-napoj-2\/","title":{"rendered":"Szata\u0144ski nap\u00f3j"},"content":{"rendered":"<p>W ci\u0105gu dnia wypijam od pi\u0119ciu do dziesi\u0119ciu fili\u017canek kawy. To prawda, \u017ce s\u0105 to ma\u0142e fili\u017canki. Ale za to kawa mocna. Gdy jestem we W\u0142oszech, wypijam tych  fili\u017canek nawet wi\u0119cej. Ale aromatycznego, smolistego p\u0142ynu jest w nich znacznie mniej. Prawd\u0119 m\u00f3wi\u0105c, tylko we W\u0142oszech espresso ma w\u0142a\u015bciwy smak i zapach. I to popijane lodowat\u0105 wod\u0105, podawan\u0105<br \/>\nw osobnej szklaneczce.<br \/>\nA wszystko zawdzi\u0119czamy etiopskiemu pastuchowi k\u00f3z o imieniu Kaldi. A w\u0142a\u015bciwie jego spostrzegawczo\u015bci. Opowiem o tym nieco dalej. Tymczasem by\u0142 rok 858. \u017bucie kawy rozpowszechnia\u0142o si\u0119  niemal na wszystkie plemiona etiopskich pasterzy.<br \/>\nPo kilkudziesi\u0119ciu latach kaw\u0119 zna\u0142 ca\u0142y Bliski Wsch\u00f3d. Potem dotar\u0142a ona do Europy i na pozosta\u0142e kontynenty. Uprawa krzew\u00f3w kawowych by\u0142a zacz\u0105tkiem wielu fortun i przyczyn\u0105 r\u00f3wnie wielu kl\u0119sk finansowych. Przelano mn\u00f3stwo krwi, zdobywaj\u0105c sadzonki i przewo\u017c\u0105c je przez morza oraz oceany. Rozsmakowali si\u0119 w niej arabscy szejkowie, europejscy kr\u00f3lowie,<br \/>\na nawet sam papie\u017c. Ten ostatni spowodowa\u0142, \u017ce kawa przesta\u0142a by\u0107 napojem szata\u0144skim i wyklinanym z ambon.<br \/>\nNajg\u0142o\u015bniejszymi mi\u0142o\u015bnikami napoju przed laty byli Beethoven, Casanova (kt\u00f3ry podobno uciekaj\u0105c z wi\u0119zienia przy placu \u008cwi\u0119tego Marka<br \/>\nw Wenecji, zatrzyma\u0142 si\u0119 na fili\u017cank\u0119 kawy w czynnej do dzi\u015b Cafe Florian mieszcz\u0105cej si\u0119 vis ? vis kazamat\u00f3w inkwizycji) i Balzac. Ten ostatni, pisz\u0105c swe niezliczone powie\u015bci, jad\u0142 tylko jajka na twardo, popijaj\u0105c je litrami kawy. Prawdziwy posi\u0142ek zjada\u0142 dopiero wtedy, kiedy postawi\u0142 kropk\u0119 po ostatnim zdaniu nowego dzie\u0142a.<br \/>\nHistoria czerwonych kulek z etiopskich krzew\u00f3w jest fascynuj\u0105ca i pe\u0142na nieoczekiwanych i sensacyjnych zwrot\u00f3w akcji. Wr\u00f3\u0107my wi\u0119c do Etiopczyka Kaldiego i jego stada. Po ca\u0142ych dniach w\u0119dr\u00f3wki po niemal martwych g\u00f3rach, gdzie na ja\u0142owej ziemi poza ostami i krzewami niewiele ros\u0142o,<br \/>\na kozy \u0096 ma\u0142o przecie\u017c wybredne \u0096 z trudem znajdowa\u0142y po\u017cywienie, mimo zm\u0119czenia nie m\u00f3g\u0142 zasn\u0105\u0107. Przeszkadza\u0142y mu w\u0142asne kozy. Ca\u0142ymi nocami becza\u0142y g\u0142o\u015bno, skaka\u0142y, przepycha\u0142y si\u0119 i baraszkowa\u0142y. Wygl\u0105da\u0142o na to, \u017ce mimo ca\u0142ego dnia marszu zwierz\u0119ta wcale nie czuj\u0105 si\u0119 zm\u0119czone.<br \/>\nBliski ob\u0142\u0119du pasterz zacz\u0105\u0142 uwa\u017cnie przygl\u0105da\u0107 si\u0119 stadu. Szybko spostrzeg\u0142, \u017ce obok zagrody rosn\u0105 krzaki, kt\u00f3rych owoce \u0096 niewielkie, pod\u0142u\u017cne, zielone kulki \u0096 kozy zjadaj\u0105 niezwykle ch\u0119tnie. Po takiej kolacji w zwierz\u0119ta wst\u0119puje nowy duch. Wida\u0107, jak mija zm\u0119czenie, a podekscytowane stado gotowe jest do dalszego marszu. Spr\u00f3bowa\u0142 wi\u0119c i on tajemniczych ziarenek. I rzeczywi\u015bcie senno\u015b\u0107 min\u0119\u0142a.<br \/>\nKolejny przypadek sprawi\u0142, \u017ce ten sam pasterz przesta\u0142 \u017cu\u0107 surowe ziarna kawowe. Iskra z ogniska podpali\u0142a krzewy i po\u017car szybko si\u0119 rozprzestrzeni\u0142. Zapach palonych ziaren by\u0142 tak apetyczny, \u017ce od tej pory, zanim wzi\u0105\u0142 kaw\u0119 do ust, przypala\u0142 j\u0105 na kamieniach.<br \/>\nDalej wszystko ju\u017c by\u0142o proste. Kawa \u0096 ziarna do \u017cucia i zalewane zimn\u0105, a potem gor\u0105c\u0105 wod\u0105 \u0096 rozprzestrzeni\u0142a si\u0119 po ca\u0142ym Bliskim Wschodzie. Wprawdzie duchowni muzu\u0142ma\u0144scy usi\u0142owali zwalcza\u0107 \u00f3w szata\u0144ski \u0096 jak m\u00f3wili \u0096 nap\u00f3j, ale nie znale\u009fli w Koranie wsparcia dla swojego przedsi\u0119wzi\u0119cia. Nie wprowadzili wi\u0119c zakazu spo\u017cywania napoju \u0096 na szcz\u0119\u015bcie dla dzisiejszych mi\u0142o\u015bnik\u00f3w espresso.<br \/>\nWiele lat p\u00f3\u009fniej podobne niepokoje prze\u017cywali chrze\u015bcijanie. Nie do\u015b\u0107, \u017ce kaw\u0119 przywo\u017cono z kraj\u00f3w muzu\u0142ma\u0144skich, co ju\u017c budzi\u0142o pewne podejrzenia, to jeszcze jej ciemna barwa kojarzy\u0142a si\u0119 z mrokiem piekie\u0142. Dopiero opinia papie\u017ca, kt\u00f3ry wielce rozsmakowa\u0142 si\u0119 w tym o\u017cywczym p\u0142ynie, pozwoli\u0142a kupcom odetchn\u0105\u0107, a amatorom kawy pi\u0107 j\u0105 bez grzechu. Prawd\u0119 m\u00f3wi\u0105c, na ten temat zabra\u0142o g\u0142os a\u017c dwu papie\u017cy. Najpierw Klemens VIII, zasiadaj\u0105cy na Piotrowym tronie w XVI wieku, og\u0142osi\u0142 kaw\u0119 napojem dobroczynnym dla chrze\u015bcijan. P\u00f3\u009fniej Benedykt XIV, dzier\u017c\u0105cy pastora\u0142 biskupa Rzymu w po\u0142owie XVIII stulecia, nakaza\u0142 wybudowa\u0107 w swoim ogrodzie kawiarni\u0119 jako miejsce rozmy\u015bla\u0144 i podejmowania dostojnych go\u015bci. To wystarczy\u0142o. Kawa legalnie wchodzi\u0142a na kr\u00f3lewskie dwory.<br \/>\nDo Europy kawa dotar\u0142a dwiema drogami. O pierwszej sporo wiemy: w \u0142upach zdobytych na Turkach pod Wiedniem przez Jana III Sobieskiego znalaz\u0142o si\u0119 kilka work\u00f3w kawy. Przej\u0105\u0142 je nasz rodak pan Kulczycki. I nie zmarnowa\u0142. Otworzy\u0142 pierwsz\u0105 kawiarni\u0119.<br \/>\nDruga droga prowadzi\u0142a przez Amsterdam. \u017bydzi portugalscy i hiszpa\u0144scy, prze\u015bladowani w krajach urodzenia, znale\u009fli w Holandii bezpieczn\u0105 przysta\u0144. Nigdzie indziej w Europie nie zaoferowano im tak dobrych warunk\u00f3w \u017cycia jak w Zjednoczonych Prowincjach Niderland\u00f3w. Osiedlali si\u0119 g\u0142\u00f3wnie w Amsterdamie, gdzie dzi\u0119ki swym mi\u0119dzynarodowym koneksjom i znajomo\u015bciom stali si\u0119 atrakcyjnymi partnerami na gie\u0142dzie. Szybko wchodzili wi\u0119c w sp\u00f3\u0142ki z Holendrami, a co bardziej rzutcy zak\u0142adali w\u0142asne firmy i cz\u0119sto przejmowali kontrol\u0119 nad handlem r\u00f3\u017cnymi towarami*.<br \/>\nGie\u0142da amsterdamska \u0096 pierwsza w \u015bwiecie gie\u0142da towarowa o takim znaczeniu \u0096 by\u0142a miejscem krzy\u017cowania si\u0119 interes\u00f3w, szybkich efektownych karier, bogacenia si\u0119, ale i gwa\u0142townych upadk\u00f3w. Walka o pieni\u0105dze zawsze wzbudza\u0142a \u017cywe nami\u0119tno\u015bci i \u0096 nierzadko \u0096 pcha\u0142a do zbrodni. Tak by\u0142o i w przypadku wprowadzania kawy na holenderski, a co za tym idzie europejski rynek.<br \/>\nOd 1663 roku Holendrzy kupowali kaw\u0119 w Jemenie, a potem i w innych krajach Bliskiego Wschodu. Bezskutecznie jednak starali si\u0119 o ziarno, kt\u00f3re nadawa\u0142oby si\u0119 do posadzenia. We wszystkich arabskich portach, a zw\u0142aszcza w Mokce, stra\u017cnicy celni pilnowali, by ka\u017cde ziarno kawy wysy\u0142anej do Europy by\u0142o sparzone wrz\u0105tkiem, co uniemo\u017cliwia\u0142o wyhodowanie ze\u0144 drzewka. W ko\u0144cu jednak sprytnym \u017ceglarzom amsterdamskim uda\u0142o si\u0119 wykra\u015b\u0107 \u015bwie\u017ce ziarno, przewie\u009f\u0107 je do ojczyzny i w tamtejszym ogrodzie botanicznym wyhodowa\u0107 drzewka. Kosztowa\u0142o to wiele z\u0142ota i par\u0119 istnie\u0144 ludzkich. Ale w Amsterdamie mo\u017cna by\u0142o obejrze\u0107 ro\u015blin\u0119, kt\u00f3ra przysporzy\u0142a bogactwa wielu ludziom, a i wzbogaci\u0142a Holandi\u0119. A by\u0142o to w 1616 roku. W po\u0142owie XVIII wieku Holendrzy wywie\u009fli sadzonki drzew kawowych na podbit\u0105 przez siebie Jaw\u0119,  gdzie  za\u0142o\u017cono pierwsze plantacje. I to by\u0142 koniec arabskiej dominacji na kawowym rynku, a jednocze\u015bnie pocz\u0105tek  holenderskiej prosperity w tej dziedzinie.<br \/>\nNiemal r\u00f3wno sto lat po Holendrach dost\u0105pili kawowego szcz\u0119\u015bcia Francuzi. W 1713 roku otrzymali w podarunku od amsterdamczyk\u00f3w kawowe sadzonki. Nie by\u0142 to dar ca\u0142kiem bezinteresowny. Holendrzy przerwali<br \/>\nw ten spos\u00f3b rozlew kupieckiej krwi, podpisuj\u0105c traktat pokojowy z Ludwikiem XIV. Kr\u00f3l posadzi\u0142 ro\u015bliny w swoim ogrodzie i oczywi\u015bcie zacz\u0105\u0142 przemy\u015bliwa\u0107 nad tym, gdzie te\u017c na terenach rozleg\u0142ego imperium kawa b\u0119dzie si\u0119 najlepiej czu\u0142a.<br \/>\nPo siedmiu latach miejsce takie znaleziono. Wyspa nazywa\u0142a si\u0119 Martynika. Ludwik XIV, wysy\u0142aj\u0105c tam m\u0142odziutkiego, zaledwie dwudziestotrzyletniego kapitana piechoty Gabriela de Clieu, obdarowa\u0142 go dwoma sadzonkami i ci\u0119\u017ckim obowi\u0105zkiem za\u0142o\u017cenia plantacji. \u017begnaj\u0105c kawalera de Clieu, kr\u00f3l nakaza\u0142 mu strzec drzewek jak oka w g\u0142owie.<br \/>\nW 1720 roku na pok\u0142adzie kr\u00f3lewskiego okr\u0119tu \u0084Dromader\u0094 wychodz\u0105cego z portu Rochefort znalaz\u0142y si\u0119 wi\u0119c dwa kr\u00f3lewskie drzewka. Umieszczono je pod szk\u0142em, by uchroni\u0107 od szkodliwego wp\u0142ywu morskiej wody. Ka\u017cd\u0105 noc sadzonki sp\u0119dza\u0142y w kapita\u0144skiej kajucie. Kawaler de Clieu nie dowierza\u0142 swej za\u0142odze. Zw\u0142aszcza gdy pod koniec rejsu najpierw z trudem odparto atak pirat\u00f3w, a potem, ratuj\u0105c si\u0119 przed straszliwym sztormem, zrzucono zb\u0119dny balast, co pozbawi\u0142o okr\u0119t znacznej cz\u0119\u015bci pitnej wody. Od tej pory ten \u017cyciodajny p\u0142yn racjonowano. Rejs za\u015b przed\u0142u\u017ca\u0142 si\u0119 z powodu braku wiatru. W ko\u0144cu okr\u0119t utkn\u0105\u0142 na mieli\u009fnie w pobli\u017cu Antyli. Kapitan de Clieu zmniejszy\u0142 marynarzom racje wody, co niemal doprowadzi\u0142o do buntu (za\u0142odze wybito \u0096 dos\u0142ownie \u0096 z g\u0142owy te pomys\u0142y, bato\u017c\u0105c do krwi paru majtk\u00f3w), ale dba\u0142 o sadzonki, jak kr\u00f3l mu przykaza\u0142.<br \/>\nWreszcie okr\u0119t przybi\u0142 do portu Saint Pierre na Martynice. Na szcz\u0119\u015bcie dla kawalera de Clieu oraz Francji jedno drzewko przetrwa\u0142o podr\u00f3\u017c. Po p\u00f3\u0142tora roku zebrano pierwszy kilogram czerwonych kawowych kulek, po czym ziarno rozdano mieszka\u0144com wyspy. Jako \u017ce ro\u015blina znalaz\u0142a tu wymarzone warunki klimatyczne, wkr\u00f3tce pierwsze plantacje zacz\u0119\u0142y przynosi\u0107 zyski. Moda na hodowanie kawy przenios\u0142a si\u0119 tak\u017ce na s\u0105siaduj\u0105c\u0105 Gwadelup\u0119, San Domingo i reszt\u0119 Antyli. A st\u0105d by\u0142 ju\u017c tylko krok do Brazylii.<br \/>\nJeszcze nie raz z powodu kawy pop\u0142yn\u0119\u0142a krew. Przez ca\u0142y wiek XVIII i znaczn\u0105 cz\u0119\u015b\u0107 XIX na plantacjach kawy na Jamajce, Haiti, Martynice<br \/>\ni w Brazylii wybucha\u0142y bunty niewolnik\u00f3w. By\u0142y one brutalnie t\u0142umione. Koniunktura na kawowym rynku ros\u0142a i w\u0142a\u015bciciele plantacji, kupcy i armatorzy nie mogli pozwoli\u0107 na zmniejszenie swoich zysk\u00f3w. A krew czarnych niewolnik\u00f3w kosztowa\u0142a tak niewiele.<br \/>\nAmatorzy kawy za\u015b nie dawali si\u0119 niczym zwie\u015b\u0107. Kiedy w czasach napoleo\u0144skich z powodu zarz\u0105dzonej przez cesarza blokady kontynentalnej kawa przesta\u0142a dociera\u0107 do Francji, pr\u00f3bowano j\u0105 zast\u0105pi\u0107 cykori\u0105. Korzenie cykorii pra\u017cono, mielono i sporz\u0105dzano z nich napar. Nap\u00f3j ten go\u015bci\u0142 zreszt\u0105 na co dzie\u0144 w domach Francuz\u00f3w ju\u017c od czas\u00f3w rewolucji. Niestety, r\u00f3\u017cni\u0142 si\u0119 od kawy g\u0142\u00f3wnie tym, \u017ce nie zawiera\u0142 kofeiny, nie posiada\u0142 wi\u0119c w\u0142a\u015bciwo\u015bci podniecaj\u0105cych. Z tego powodu \u017caden szanuj\u0105cy si\u0119 Francuz nie m\u00f3g\u0142 go pokocha\u0107. No, mo\u017ce z wyj\u0105tkiem pana Alphonsa Leroux<br \/>\nz miasteczka Orchies w Bretanii, kt\u00f3ry w 1858 roku za\u0142o\u017cy\u0142 fabryk\u0119 cykorii.<br \/>\nO dziwo, jego firma przetrwa\u0142a do dzisiejszych czas\u00f3w i cho\u0107 min\u0119\u0142y czasy jej prosperity, wci\u0105\u017c produkuje rocznie 35 tysi\u0119cy ton pra\u017conej cykorii.<br \/>\nA jest to niemal po\u0142owa \u015bwiatowej produkcji tego specja\u0142u.<br \/>\nNic jednak nie mo\u017ce zast\u0105pi\u0107 czarnego jak smo\u0142a, gor\u0105cego jak piek\u0142o<br \/>\ni s\u0142odkiego jak mi\u0142o\u015b\u0107 p\u0142ynu zwanego dzi\u015b espresso. <\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>W ci\u0105gu dnia wypijam od pi\u0119ciu do dziesi\u0119ciu fili\u017canek kawy. To prawda, \u017ce s\u0105 to ma\u0142e fili\u017canki. Ale za to kawa mocna. Gdy jestem we W\u0142oszech, wypijam tych fili\u017canek nawet wi\u0119cej. Ale aromatycznego, smolistego p\u0142ynu jest w nich znacznie mniej. Prawd\u0119 m\u00f3wi\u0105c, tylko we W\u0142oszech espresso ma w\u0142a\u015bciwy smak i zapach. I to popijane lodowat\u0105 [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":2,"featured_media":0,"comment_status":"open","ping_status":"open","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[1],"tags":[],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/9275"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/users\/2"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=9275"}],"version-history":[{"count":0,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/9275\/revisions"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=9275"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=9275"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/adamczewski\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=9275"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}