Nostalgia to nie strategia

Amerykanie zrobili wszystko, by pokazać w Davos, że ciągle rozdają karty w światowej polityce, a Donald Trump znowu uczynił Amerykę wielką i wymagającą respektu. To jednak premier Kanady Mark Carney swoim przemówieniem nadał tegorocznemu Światowemu Forum Ekonomicznemu przełomowy charakter. Nie powiedział wszystkiego.

Carney nie powiedział nic nowego – teza, że porządek światowy oparty na regułach nie obowiązuje, krąży w publicystyce przynajmniej od czasu aneksji Krymu przez Rosję w 2014 r. Premier Kanady odnosił się jednak do rzeczywistości, kiedy to już nie tylko autorytarna i neoimperialna Rosja postanowiła wrócić do polityki siły. Otwarcie taką politykę prowadzą Stany Zjednoczone prezydenta Donalda Trumpa, co oznacza, że świat się zmienił. I to bezpowrotnie, stąd tytułowe stwierdzenie, że nostalgia to nie strategia, wyjęte z przemówienia Carneya.

Bez hipokryzji

Przemówienie to wyróżnia brak hipokryzji – kanadyjski premier przypomina dokładnie to samo, co pisałem kilka dni temu. Pax Americana polegał na tym, że Stany Zjednoczone odgrywały rolę żandarma pilnującego globalnego porządku. Same jednak z tym porządkiem były na bakier, łamiąc przepisy prawa międzynarodowego. Tyle że oficjalnie robiły to jak wicepremier Jarosław Gowin, głosując wraz PiS – bez przyjemności – a reszta liberalnego świata udawała, że wszystko jest w porządku. Świat prawdziwy zawsze różni się od świata idealnego, a reguły działają tak długo, jak długo uczestnicy gry zgadzają się na legitymizującą je fikcję i działają mniej więcej zgodnie z wynikającymi z niej regułami. W tym przypadku fikcję liberalnego porządku światowego.

Skoro ten świat się skończył, nie należy oczekiwać, że wróci wraz z odejściem od władzy Donalda Trumpa. Mocarstwa odkryły, że lepiej będą realizować swoje interesy, posługując się siłą niż regułami. Giuliano da Empoli stwierdził wprost w opublikowanym w ubiegłym roku eseju, że nadszedł czas drapieżników. O ilustrujące tezę przykłady nietrudno, bo przecież nie tylko Putin i Trump, ale także Bukele, Bolsonaro (akurat za swoje ekscesy odsiadujący wyrok w Brazylii), Duterte. To politycy, którzy nabrali przekonania, że siła wynikająca z woli politycznej działa lepiej niż prawo. Zarówno w wymiarze wewnętrznym, jak i międzynarodowym.

Siła górą?

Czy mają rację? Przykład Bolsonaro pokazuje, że niekoniecznie. Co jednak z Putinem i Trumpem? Putin przekonał się, że źródłem siły w dzisiejszym świecie nie jest wyłącznie przemoc fizyczna i militarna. Ukraina zdołała skutecznie przeciwstawić się, mobilizując zarówno zasoby wewnętrzne, jak i poparcie zewnętrzne. Ukraińcy pokazali przy tym, że źródłem ich siły jest przywiązanie do idei wolności, demokracji, indywidualnej i społecznej podmiotowości. Mimo wojny postawili wojennemu przywódcy Wołodymyrowi Zełenskiemu granice koncentracji władzy, dając do zrozumienia, że w Ukrainie nie ma miejsca dla dyktatury.

Unia Europejska zdołała na tyle się zorganizować, żeby efektywnie, choć może mało efektownie, wspierać Ukrainę. Pojawił się jednak Donald Trump i wprowadził chaos. Forum w Davos zbiegło się z pierwszą rocznicą objęcia przez niego władzy w USA. Bilans tego roku jest imponujący, od czerwonego dywanu rozwiniętego przed zbrodniarzem wojennym Putinem na Alasce, przez interwencję w Wenezueli, po zapowiedź aneksji Grenlandii w dowolnym trybie (z wariantu siłowego Trump wszakże w Davos się wycofał). Rzeczywiście można odnieść wrażenie, że dopiero skala takiego mocarstwa jak USA i ekscentryczność lidera jak Trump otwiera możliwość realizacji polityki siły bez obawy o reakcję.

Siła słabszych

Carney w przemówieniu przekonywał, że uznanie końca starego porządku nie oznacza akceptacji nowego ładu. Państwa średniej wielkości nie są oczywiście w stanie przeciwstawić się w pojedynkę mocarstwowej polityce neoimperialnych Stanów Zjednoczonych. Nie są jednak również skazane na „lizanie butów” ich prezydentowi (to stwierdzenie użyte przez jednego z dyplomatów francuskich). Nawet najsilniejszy osiłek w klasie nie dysponuje nieograniczoną siłą. Istotnym źródłem jego siły jest bezsiła reszty, wynikająca głównie z niezdolności do współpracy i działania razem.

Podobnie może i powinno być w polityce międzynarodowej. Pytanie więc, dlaczego ciągle państwa średniej wielkości, dlaczego Unia Europejska powstała jako platforma do łączenia zasobów i siły państw członkowskich – nie potrafią się pozbierać? To pytanie zadał Wołodymyr Zełenski występujący później niż Carney. I to jest oczywiście pytanie dziś zasadnicze – jak uczynić Europę silną ponownie lub raczej: jak ponownie uwierzyć w jej siłę, by była w stanie przeciwstawiać się sile mocarstw mających pokusę odbudowy imperialnego porządku świata?

Czynnik społeczny

Słuszna rekomendacja Carneya, że trzeba współpracować, bo świat kooperacji jest korzystniejszy od świata fortec, nie wystarczy. I tu pojawia się konieczność uzupełnienia wystąpienia premiera Kanady o brakującą część. Polityka międzynarodowa służy realizacji interesów narodowych państw. Interesy te można próbować definiować w sposób zobiektywizowany, ale realizująca je polityka wymaga legitymizacji, czyli akceptacji zarówno szerokiego zaplecza społecznego, jak i różnorodnych elit. Realne działania polityczne są wypadkową tego złożonego procesu.

Francja sprzeciwiła się porozumieniu z państwami Mercosur, mimo że obiektywnie służy realizacji interesu narodowego Francji i szerzej, realizuje interes wspólnoty europejskiej. W konkretnej sytuacji politycznej Francji istotniejszy okazał się jednak interes wewnętrzny wynikający z mobilizacji ważnych dla stabilności społecznej grup interesu. Nie inaczej jest z Polską, która także nie poparła tej umowy. A także, mimo że premier Tusk tweetuje o konieczności europejskiej jedności, to de facto ją osłabia, deklarując choćby, że Polska nie wyśle wojsk do Ukrainy w ramach misji stabilizującej.

Czas alternatywy

Nie można więc analizować realnej polityki międzynarodowej w oderwaniu od polityk krajowych. A te, podobnie jak polityka międzynarodowa, przez długi czas oparte były na fikcji liberalnego porządku, który miał regulować nie tylko relacje międzynarodowe, ale także stać się uniwersalną podstawą porządku wewnętrznego w świecie, jaki nastał po upadku komunizmu.

Ów liberalny porządek oparty na dominacji rynkowego kapitalizmu i intensyfikacji relacji gospodarczych w wymiarze globalnym doprowadził do wielu sukcesów, jak choćby zmniejszenie poziomu biedy. Nie doprowadził jednak do triumfu liberalnego porządku jako podstawy relacji wewnątrzpaństwowych. Okazało się, że optymistyczne założenie, jakoby wzrost dobrobytu miał prowadzić nieuchronnie do liberalizacji i demokratyzacji, nie wytrzymało próby czasu.

Więcej, to w społeczeństwach tworzących centrum liberalno-demokratycznego świata nastąpiła erozja i wzrost poparcia dla autorytarnego populizmu. Donald Trump jest najbardziej jaskrawym przykładem tego zwrotu. O jego przyczynach napisano wiele, najogólniejsze socjologiczno-politologiczne wyjaśnienie jest proste – najwyraźniej w odczuciu istotnej części społeczeństwa amerykańskiego, francuskiego, niemieckiego, włoskiego obowiązujący porządek działał na korzyść części utożsamianej z elitami, a nie służył większości.

Tegoroczny raport Oxfam o nierównościach opublikowany na początek Światowego Forum Ekonomicznego w Davos dostarcza dobrej ilustracji: przybyło miliarderów i ich liczba przekroczyła 3 tys., którzy koncentrują w rękach rekordowo duży majątek szacowany na 18,3 bln dol. (wzrost w ciągu roku o 16 proc.). Oczywiście można kpić z wyborców głosujących na miliardera Trumpa liczących, że rozwiąże ich problemy. Lepiej jednak nie kpić z siły, która Trumpa wyniosła do władzy. Tą siłą jest coraz powszechniejsze przekonanie, że liberalno-demokratyczny ład w dotychczasowej konkretnej realizacji nie spełnia swojej obietnicy i nie podnosi wszystkich łódek do góry wraz z rosnącą falą bogactwa.

Zaufanie

Wniosek z tej opowieści jest dość prosty. Jeśli recepta Marka Carneya ma zadziałać, potrzebne jest odzyskanie zdolności do współpracy między mniejszymi państwami. To jednak nie będzie możliwe bez odbudowy społecznego zaufania do demokratycznej polityki jako najlepszego sposobu legitymizowania władzy. Odzyskanie takiego zaufania nie będzie możliwe bez przekonania społeczeństw w ich współczesnej różnorodności i złożoności, że demokratyczna liberalna polityka w najlepszy sposób służy zaspokajaniu społecznych potrzeb, a nie obsłudze interesów skorumpowanych i wyalienowanych elit.

Pamiętajmy, nostalgia nie jest strategią. Już nie będzie tak, jak było. Ale przekonanie, że kiedyś było dobrze, to w dużej mierze fikcja, z którą lepiej pożegnać się bez nostalgii.

Reklama