Uczniowie omijają szkoły z niepewną kadrą pedagogiczną
W tegorocznej rekrutacji do szkół ponadpodstawowych zaczęła się liczyć pewność zatrudnienia kadry pedagogicznej. Młodzież zbierała informacje, gdzie nauczyciele często się zmieniają.
W najgorszej sytuacji w Łodzi znalazło się Publiczne LO Uniwersytetu Łódzkiego, z którego w ostatnim roku odeszło lub zostało zwolnionych aż 27 pracowników pedagogicznych. Kandydatom starzy uczniowie radzili, aby wybrali szkołę z mniejszym prestiżem, ale z pewną kadrą (szczegóły tutaj).
Ważnym miernikiem oceny szkoły jest liczba wakatów. Niektóre szkoły są omijane przez nauczycieli poszukujących pracy, gdyż niepokoi ich atmosfera panująca w pokoju nauczycielskim. Pieniądze wszędzie są podobne, liczą się więc relacje między pracownikami.
Duże znaczenie ma też styl zarządzania placówką. Do większości dyrektorów już dotarło, że muszą się troszczyć o nauczycieli. Niestety, nie do wszystkich. Czasy, kiedy pracownicy „leżeli na półkach”, się skończyły. Ciekawe, skąd rektor UŁ weźmie chętnych do pracy w swoim liceum (szerzej o problemach w placówce tutaj oraz tutaj)
Komentarze
Wypowiedzi rektora są bardzo intrygujące:
„W liceum było niemal 80 nauczycieli, którzy mieli zaledwie dwie, trzy lekcje w tygodniu. Chcieli, by plan był skrojony pod ich oczekiwania. To mijało się z celem, brakowało integracji ze szkołą”.
„Chcemy zatrudniać najlepszych nauczycieli, MAMY KOLEJKĘ CHĘTNYCH, którzy chcą uczyć w liceum Uniwersytetu Łódzkiego.”
Równie intrygujące jest to, że po odejściu/zwolnieniu 27 nauczycieli jest zgłoszona w tej chwili tylko jedna oferta pracy w tej szkole
– nauczyciel chemii, tylko 9 godzin.
@Róza
„„W liceum było niemal 80 nauczycieli, którzy mieli zaledwie dwie, trzy lekcje w tygodniu.”
To bardzo interesujące. Oznacza to, że szkoła była trochę zorganizowana jak uczelnia. Do czego to mogło prowadzić? Mając dwie, trzy lekcje, możemy się dobrze przygotować, trzymać poziom lekcji-wykładów, zmieniać program w razie potrzeby, stosować nowoczesne metody. Przy tym jesteśmy jako „wykładowcy” mniej zależni od dyrektora i tych koszmarnych rodziców. Jeśli rzeczywiście tak było, to rozumiem przyszłych kandydatów, którzy „wybrali szkołę z mniejszym prestiżem, ale z pewną kadrą”. No właśnie, maja wtedy mniejsze wymagania, mniej zakuwania i święty spokój. Ale to tylko moje domysły.
@Stary Profesor
To szkoła ściśle powiązana z uniwersytetem.
Dotychczasowi nauczyciele, ci wpadający tylko na dwie, trzy lekcje w tygodniu, traktowali to jako dodatkową pracę. Większość z nich pracowała chyba na uczelni, a dwie godziny tygodniowo to była taka fucha.
Natomiast dziwne jest to, że po zwolnieniu lub odejściu aż 27 nauczycieli, w szkole nie ma zgłoszonych wakatów. Być może ta wspomniana przez rektora kolejka chętnych do pracy w szkole – to również nauczyciele akademiccy, tylko tacy, którzy zgodzili się na więcej godzin w szkole.