
{"id":4358,"date":"2020-04-23T20:44:35","date_gmt":"2020-04-23T18:44:35","guid":{"rendered":"http:\/\/hartman.blog.polityka.pl\/?p=4358"},"modified":"2020-04-23T22:05:41","modified_gmt":"2020-04-23T20:05:41","slug":"ksiazka-jako-katastrofa","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/2020\/04\/23\/ksiazka-jako-katastrofa\/","title":{"rendered":"Ksi\u0105\u017cka jako katastrofa"},"content":{"rendered":"\n<p>Gdy nie by\u0142o jeszcze ksi\u0105\u017cek, nie by\u0142o\nproblemu. Nieliczni czytali sobie na g\u0142os uczone zwoje, a reszta cieszy\u0142a si\u0119\nklechd\u0105 i kazaniem. Dopiero gdy zacz\u0119to kroi\u0107 papier i oprawia\u0107 w deski,\nzrobi\u0142o si\u0119 niebezpiecznie. Uczonych w pi\u015bmie, nie tylko \u015bwi\u0119tym, zacz\u0119\u0142o jakby\nprzybywa\u0107. Ale prawdziwa katastrofa nast\u0105pi\u0142a dopiero po wynalezieniu druku.\nOto rozmaici niepowo\u0142ani zeloci pokupowali sobie Bibli\u0119 i zacz\u0119li j\u0105 studiowa\u0107\nna w\u0142asn\u0105 r\u0119k\u0119, a nawet na w\u0142asny rozum i sumienie.<\/p>\n\n\n\n<!--more-->\n\n\n\n<p>Gutenberg wypu\u015bci\u0142 d\u017cina z butelki, a d\u017cin uczyni\u0142 reformacj\u0119. Po reformacji, niesyty, zabra\u0142 si\u0119 do spraw \u015bwieckich. Drukowana plaga spad\u0142a na bezbronne owczarnie Europy i zamieni\u0142a pokorne baranki w stado politycznych wilk\u00f3w. Oto bezbo\u017cne gazeciarstwo, \u00f3w internet XVIII w., uczyni\u0142o z maluczkich rzemie\u015blnik\u00f3w i pisarczyk\u00f3w bieduj\u0105cych po miastach blu\u017aniercz\u0105 \u201eopini\u0119 publiczn\u0105\u201d. Na domiar z\u0142ego \u017c\u0105dni zysku xi\u0119garze ju\u017c od XVI w. karmili lud jarmarcznymi romansid\u0142ami i bajdami o rycerzach, w kt\u00f3rych pod p\u0142aszczykiem cnoty i pobo\u017cno\u015bci kipia\u0142a chu\u0107 i kot\u0142owa\u0142o si\u0119 por\u00f3bstwo.<\/p>\n\n\n\n<p>A\u017c przyszed\u0142 ten czas, gdy nawet paryski prostaczek do\u015b\u0107 umia\u0142 sk\u0142ada\u0107 litery, by odczyta\u0107 rewolucyjn\u0105 ulotk\u0119: wolno\u015b\u0107, r\u00f3wno\u015b\u0107, braterstwo! S\u0142owo pisane, przez tysi\u0105ce lat s\u0142u\u017c\u0105ce pospo\u0142u mo\u017cnym i uczonym do str\u00f3\u017cowania wieczystemu porz\u0105dkowi boskich praw na ziemi, wielce dla pan\u00f3w tych korzystnych, trafiwszy spod prasy do brudnych oficyn i pod ch\u0142opskie strzechy, obr\u00f3ci\u0142o si\u0119 w or\u0119\u017c wolno\u015bci. Wyzwoli\u0142o duchy narod\u00f3w, o\u015bwieci\u0142o i ze\u015bwiecczy\u0142o miejsk\u0105 mas\u0119, uwolni\u0142o nauk\u0119 od scholastycznego wzd\u0119cia.<\/p>\n\n\n\n<p>Jednak prawdziwa i ostateczna pot\u0119ga ksi\u0105\u017cki mia\u0142a si\u0119 objawi\u0107 w czym\u015b innym. Oto z \u0142ona odrodzenia i nasienia o\u015bwiecenia narodzi\u0142a si\u0119 nowoczesna\u00a0<em>kultura humanistyczna<\/em>\u00a0wykarmiona na powie\u015bci, wierszu i eseju, zapatrzona w Grecj\u0119, rozmi\u0142owana w le\u015bnych bajdach P\u00f3\u0142nocy, lecz przecie\u017c ci\u0105gle chrze\u015bcija\u0144ska. Rabelais, Cervantes, Montaigne przetarli szlak, kt\u00f3rym posz\u0142a nowoczesna Europa. Szlak ksi\u0105\u017cki. I gdy w XX w. o\u015bwiecenie spe\u0142ni\u0142o sw\u0105 obietnic\u0119 i trafi\u0142o do mas, wszystkim si\u0119 zdawa\u0142o, \u017ce szczytem marze\u0144 jest nar\u00f3d z\u0142o\u017cony z inteligent\u00f3w, kt\u00f3rzy nauczeni tego w szkole do grobowej deski delektuj\u0105 si\u0119 Literatur\u0105.<\/p>\n\n\n\n<p>Guzik z p\u0119telk\u0105. Zapomnijmy. Niem\u0105dre pretensje wymar\u0142ej sekty egzaltowanych czytelnik\u00f3w wczytanych w Goethego, Manna, Prousta albo Joyce&#8217;a czas oddali\u0107, a ich pos\u0142a\u0144c\u00f3w odprawi\u0107 z powrotem do zakurzonych bibliotek. Niechaj sobie tam siedz\u0105 ci erudyci-maniacy za pan brat z molem i roztoczem. Nam e-papier, czytnik i sie\u0107. Niech \u017cyje wolne czytanie! Ksi\u0105\u017cka przynios\u0142a nam wolno\u015b\u0107 &#8211; niechaj teraz pozwoli nam t\u0119 wolno\u015b\u0107 praktykowa\u0107.<\/p>\n\n\n\n<p>Mniej czytamy? Owszem, ale i tak wi\u0119cej ni\u017c nasi pradziadowie, wprawdzie \u017cyj\u0105cy w epoce rozkwitu literatury, lecz w wi\u0119kszo\u015bci niepi\u015bmienni. Czytamy szybko, \u0142atwe i kr\u00f3tkie teksty? C\u00f3\u017c, na grube ksi\u0105\u017cki czas mieli i nadal maj\u0105 nieliczni, za to wielu mia\u0142o i dzi\u015b ma ca\u0142e p\u00f3\u0142ki nieprzeczytanych nigdy tom\u00f3w. Normalnie pracuj\u0105cy cz\u0142owiek &#8211; dawniej i dzi\u015b &#8211; mo\u017ce sobie poczyta\u0107 jak\u0105\u015b godzink\u0119 albo dwie dziennie. To daje 20-100 stron zale\u017cnie od trudno\u015bci tekstu i tempa lektury.<\/p>\n\n\n\n<p>Odliczaj\u0105c po\u0142ow\u0119 na gazety i czasopisma, dostajemy taki rachunek: gramotny, lecz pracuj\u0105cy obywatel czyta co roku 10-50 ksi\u0105\u017cek. W ci\u0105gu \u017cycia \u015brednio pewnie z tysi\u0105c. Zawodowy erudyta i poch\u0142aniacz ksi\u0105\u017cek wyrabia t\u0119 norm\u0119 w trzy lata. W dodatku rozumie i pami\u0119ta, co przeczyta\u0142, a zwyk\u0142y inteligencki szaraczek nie za bardzo. Ten czyta dla przyjemno\u015bci, niekoniecznie m\u0105dre rzeczy i wcale taki znowu m\u0105dry od tego si\u0119 nie robi. Bo mo\u017ce i ksi\u0105\u017cki kszta\u0142c\u0105, ale jak kto g\u0142upi, to mu nawet ca\u0142a biblioteka nie pomo\u017ce.<\/p>\n\n\n\n<p>Moje \u017cyciowe tysi\u0105c ksi\u0105\u017cek pozostawi mnie takim samym ignorantem w godzin\u0119 \u015bmierci, jakim by\u0142em za \u017cycia. Wszak to ledwie ma\u0142a kropelka w oceanie tekst\u00f3w, a nawet Tekst\u00f3w. Swoj\u0105 drog\u0105 z tymi wielkimi Tekstami te\u017c nie nale\u017cy przesadza\u0107, bo i tam g\u0142upstw nie brakuje.<\/p>\n\n\n\n<p>Poza tym gdy jeszcze byli\u015bmy sobie ma\u0142\u0105 Europ\u0105, mog\u0142o si\u0119 nam wydawa\u0107, \u017ce jest jaka\u015b jedna Wielka Literatura tworz\u0105ca Kultur\u0119. Homer z Platonem, Owidiusz z Horacym, Petrarka z Miltonem. Jednak gdy troch\u0119 wychyn\u0119li\u015bmy na \u015bwiat, widzimy, \u017ce takich klasyk\u00f3w i kanon\u00f3w mo\u017cna by namno\u017cy\u0107, \u017ce taki Pend\u017cab nie gorszy od Ba\u0142kan\u00f3w, a mity P\u00f3\u0142nocy nie g\u0142upsze od mit\u00f3w Po\u0142udnia. I nie o \u017caden multikulturalizm mi chodzi, lecz o to, \u017ce tego wszystkiego nie da si\u0119 przeczyta\u0107 i \u017ce wszyscy jeste\u015bmy ignorantami, no, mo\u017ce z wyj\u0105tkiem Kani i Gondowicza, ale oni przecie\u017c od innej ma\u0142py pochodz\u0105.<\/p>\n\n\n\n<p>Do czytania rzeczy powa\u017cnych trzeba mie\u0107\ntalent i umys\u0142 znacznie wi\u0119cej ni\u017c przeci\u0119tny. Dlatego pr\u00f3ba wepchni\u0119cia\nprzeci\u0119tnego cz\u0142owieka na widowni\u0119 parnasu jest przedsi\u0119wzi\u0119ciem niem\u0105drym i\nniesmacznym. A dr\u0119czenie dzieci lekturami, z kt\u00f3rych nic zrozumie\u0107 nie mog\u0105, bo\nnie dla dzieci je pisano, to ju\u017c niemal perwersja. Gdy patrz\u0119, co si\u0119\nbiedactwom ka\u017ce w szkole czyta\u0107, na te wszystkie bryki z internetu i \u201eklucze\u201d\ndo egzamin\u00f3w z polskiego, to ja bym ju\u017c wola\u0142, \u017ceby mi dziecko posz\u0142o na rower.\nMam wra\u017cenie, \u017ce szko\u0142a chce z wszystkich dzieci zrobi\u0107 \u0107wier\u0107inteligent\u00f3w. I\nobawiam si\u0119, \u017ce wielkie urz\u0119dowe \u201epromowanie czytelnictwa\u201d (kto wynalaz\u0142 ten\nzwrot potworny?) t\u0105 sam\u0105 r\u0119k\u0105 \u201estrasznego mieszczanina\u201d jest czynione co\nprogramy nauczania polskiego, klucze do matur i inne bezece\u0144stwa w tym rodzaju.<\/p>\n\n\n\n<p>O nie, nie marz\u0119 o Polsce pod rz\u0105dami takich jak ja zwyrodnialc\u00f3w, kt\u00f3rym w m\u00f3zgach przeros\u0142y bicepsy poruszaj\u0105ce j\u0119zykiem i pi\u00f3rem, ale nie chc\u0119 te\u017c Polski p\u00f3\u0142inteligenckiej, urobionej \u0142apami filistr\u00f3w. Pragn\u0119 Polski ludzi wolnych i radosnych, co sw\u00f3j rozum maj\u0105, a czytaj\u0105 sobie od czasu do czasu, co im si\u0119 podoba, dla przyjemno\u015bci, a nie dla Kultury. Dawno ju\u017c skapitulowa\u0142em, czyli \u201ewyluzowa\u0142em\u201d, i to samo polecam Szanownemu Pa\u0144stwu.<\/p>\n\n\n\n<p>Czytanie ma wszelkie cechy blagi lub mitu, jak kto woli. To tak jak z seksem. Wszystkim si\u0119 wydaje, \u017ce inni maj\u0105 go mn\u00f3stwo, w wielkim urozmaiceniu, a tylko oni sami jako\u015b tak szaroburo. Podobnie inteligentom wydaje si\u0119, \u017ce inni porz\u0105dnie czytaj\u0105 od deski do deski warto\u015bciowe rzeczy, a tylko oni ma\u0142o i niedok\u0142adnie. Bez tego z\u0142udzenia i bez tych kompleks\u00f3w nie by\u0142oby zreszt\u0105 powa\u017cnej literatury. Ow\u0142adni\u0119ci mitem \u201eczytelnictwa\u201d autorzy bior\u0105 si\u0119 do pracy w z\u0142udnym przekonaniu, \u017ce kto\u015b ich b\u0119dzie czyta\u0142 i rozumia\u0142 &#8211; nawet co\u015b, czego nie uda\u0142o im si\u0119 powiedzie\u0107.<\/p>\n\n\n\n<p>Z tych wszystkich narcystycznych iluzji, lecz tak\u017ce z przyjemno\u015bci, jak\u0105 daje lektura, co\u015b jednak dobrego wynika. W sumie przecie\u017c sporo dobrych rzeczy si\u0119 pisze i czasem kto\u015b to jednak mniej czy bardziej uwa\u017cnie poczyta. Jeste\u015bmy od tego odrobin\u0119 inteligentniejsi i odporniejsi na ciemnot\u0119. O m\u0105drych za\u015b martwi\u0107 si\u0119 nie musimy. Ten gatunek, cho\u0107 jest rzadki, to ma si\u0119 wcale dobrze. Ludzie m\u0105drzy zawsze b\u0119d\u0105 i zawsze b\u0119d\u0105 du\u017co czyta\u0107. Przetrwaj\u0105 mimo szko\u0142y i \u201epromowania czytelnictwa\u201d.<\/p>\n\n\n\n<p>Pisz\u0105c niniejsze w poci\u0105gu z Krakowa do\nWarszawy, moim drugim domu na ko\u0142ach, mog\u0142em pozna\u0107 czytelnictwo narodowe\norganoleptycznie. Naprzeciw mnie, ach, blondynka. Blondynka czyta \u201eGazet\u0119\u201d. Po\nchwili odk\u0142ada i bierze si\u0119 do ameryka\u0144skiego romansid\u0142a w oryginale.\nCzytelniczka, okazuje si\u0119, w\u0142a\u015bnie zda\u0142a matur\u0119, a jej prezentacja z polskiego\ndotyczy\u0142a \u201eWyzna\u0144 nimfomanki\u201d (czas powa\u017cnie rozwa\u017cy\u0107 likwidacj\u0119 szk\u00f3\u0142&#8230;).\nKsi\u0105\u017cki czyta przygodowe, a romansid\u0142o s\u0142u\u017cy jej do nauki angielskiego, gdy\u017c\nwybiera si\u0119 do Albionu zarabia\u0107 na studia z zakresu grafiki komputerowej.\nZapewni\u0142a, \u017ce ksi\u0105\u017cki lubi i nigdy ich nie porzuci. Czytelniczka nowej ery &#8211;\n\u017cadnych zahamowa\u0144.<\/p>\n\n\n\n<p>Zapyta\u0142a, co bym jej poleci\u0142. Mozolnie\nliterujemy: Gargantua i Pantagruel. Oczarowany t\u0105 egzotyk\u0105 wysiad\u0142em na\nCentralnym z mocn\u0105 wiar\u0105: jeszcze ksi\u0105\u017cka nie zgin\u0119\u0142a! Waginalnie, digitalnie,\npo drogach \u017celaznych s\u0105czy si\u0119 w m\u00f3zgi s\u0142owo gramatyczne, s\u0142owo logiczne.\nZawsze sobie drog\u0119 znajdzie. Tekstura oplata jej kibi\u0107, bluszcz kultury lubie\u017cnie\nwspina si\u0119 na \u0142ono kolejnej niewinnej Ewy.<\/p>\n\n\n\n<p>Do\u015b\u0107. Jeste\u015bmy obrzydliwi. Stanowczo mo\u017cna si\u0119 bez nas, satyr\u00f3w pi\u00f3ra, oby\u0107. Ale i ja jestem, prawd\u0119 m\u00f3wi\u0105c, m\u0142ody. Bli\u017cej mi do tej dziewczyny z poci\u0105gu ni\u017c do w\u0142asnego ojca. M\u00f3j ojciec, rocznik 1914, deklamowa\u0142 przy obiedzie wiersze Schillera, Puszkina i kogo tam jeszcze. By\u0142 sercem w XIX w. Obszern\u0105 pami\u0119\u0107 hojnie nastr\u0119cza\u0142 wieszczom. Moja za\u015b pami\u0119\u0107 spoczywa w nieznanych serwerach, w internetowej chmurze. Dla mnie po \u201eQuousque tandem abutere, Catilina&#8230;\u201d jest ju\u017c tylko \u201eet cetera\u201d. Czytam, ale nie doczytuj\u0119 do ko\u0144ca. I nic nie mog\u0119 zapami\u0119ta\u0107. Nie musz\u0119 &#8211; sie\u0107 pami\u0119ta.<\/p>\n\n\n\n<p>Na szcz\u0119\u015bcie rozumiem, co czytam. Taki m\u00f3j fach. I w dodatku pisz\u0119 &#8211; w owym narcystycznym z\u0142udzeniu, \u017ce kto\u015b to przeczyta i mniej wi\u0119cej ogarnie. Ale fakty temu przecz\u0105. Racj\u0119 mia\u0142 Lem, parafrazuj\u0105c Gorgiasza: nikt nic nie czyta, a nawet gdyby czyta\u0142, to i tak by nie zrozumia\u0142, a nawet gdyby zrozumia\u0142, toby nie zapami\u0119ta\u0142. Podkre\u015blam raz jeszcze: literatura wyrasta ze z\u0142udzenia. Piszemy, bo lubimy samych siebie inteligentnymi i wygadanymi. I czytamy z tego samego powodu. Literatura jest dziwowiskiem ludzkiej inteligencji i talentu. Jej zadaniem jest by\u0107 lepsz\u0105 od swych autor\u00f3w i czytelnik\u00f3w. Uwiedzenie, oczarowanie. Po prostu erotyka. I co si\u0119 dziwi\u0107, \u017ce po lekturze przychodzi sen zapomnienia?<\/p>\n\n\n\n<p>W nowym \u015bwiecie niesko\u0144czonej biblioteki w e-czytniku nie b\u0119dzie ju\u017c rz\u0105d\u00f3w Autora ani podda\u0144stwa Czytelnika. Ksi\u0105\u017c\u0119ta krytyki nie b\u0119d\u0105 nam ju\u017c dyktowa\u0107, komu sk\u0142ada\u0107 mamy daniny naszego czasu i uwagi. Erudyci z krwi i ko\u015bci stan\u0105 si\u0119 \u017ca\u0142osnymi dziwol\u0105gami udaj\u0105cymi m\u0105dro\u015b\u0107 wszechwiednej sieci. Absolut hipertekstu, biblioteka totalna, o kt\u00f3rej marzy\u0142 Borges i inni, stanie si\u0119 wkr\u00f3tce faktem. Nasze umys\u0142y wylej\u0105 si\u0119 z czerep\u00f3w i przenios\u0105 do sieci, kt\u00f3ra stanie si\u0119 ju\u017c wkr\u00f3tce naszym umys\u0142em wsp\u00f3lnym i uniwersalnym. Nie b\u0119dzie ju\u017c autor\u00f3w i czytelnik\u00f3w. Ka\u017cdy b\u0119dzie pisa\u0107 i ka\u017cdy b\u0119dzie czyta\u0107. Nie b\u0119dzie pisania do szuflady i pisania do druku, zawodowc\u00f3w i amator\u00f3w. Wszystko, co napiszemy, nagramy i sfilmujemy, b\u0119dzie publiczne i wszystko b\u0119dzie prywatne.<\/p>\n\n\n\n<p>M\u0105dre zmiesza si\u0119 z g\u0142upim, literatura z grafomani\u0105, nauka z ciemnot\u0105. Przez nasze czytniki i przez nasze m\u00f3zgi przep\u0142ywa\u0107 b\u0119d\u0105 ka\u017cdego dnia setki urywk\u00f3w &#8211; czytanych w roztargnieniu lub s\u0142uchanych jednym uchem &#8211; na niezliczon\u0105 liczb\u0119 najbardziej rozbie\u017cnych temat\u00f3w. W tej kakofonii zgranulowanych i skompresowanych tre\u015bci to i owo zdo\u0142a jednak przyku\u0107 nasz\u0105 uwag\u0119 i zatrzyma\u0107 przy sobie my\u015bl, wyobra\u017ani\u0119 i uczucie. Nie\u0142atwo b\u0119dzie si\u0119 przebi\u0107. Formy kr\u00f3tkie, lecz pojemne i wyraziste, zdobywa\u0107 b\u0119d\u0105 na chwil\u0119 przycz\u00f3\u0142ki w naszych m\u00f3zgach-ko\u0144c\u00f3wkach sieci, by zaraz ust\u0105pi\u0107 miejsca kolejnym, jeszcze doskonalszym \u201emultimedialnym\u201d monadom.<\/p>\n\n\n\n<p>Czeka nas epoka fascynuj\u0105ca. W absolutnej wolno\u015bci wymiany tekst\u00f3w, nagra\u0144 i obraz\u00f3w kanony i hierarchie skazane s\u0105 na kompromitacj\u0119. Ka\u017cdy z nas b\u0119dzie arbitrem obdarzaj\u0105cym punktami swej uwagi, swymi \u0142askawymi klikni\u0119ciami to czy owo, wchodz\u0105cym ka\u017cdego dnia w setk\u0119 nisz i zostawiaj\u0105cym w nich swe \u015blady: dopisek, ocen\u0119, inwektyw\u0119. Prywatnie i na w\u0142asn\u0105 r\u0119k\u0119. Kultura rozdrobni si\u0119 w miliony aforyzm\u00f3w i obrazk\u00f3w. Dzie\u0142a z\u0142o\u017cone i rozwlek\u0142e ust\u0105pi\u0105 miejsca \u201espotom\u201d, czyli utworom kropkom, zwartym i monadycznym niczym haiku, a jednocze\u015bnie wplecionym w sie\u0107 nieko\u0144cz\u0105cych si\u0119 odes\u0142a\u0144, kt\u00f3rymi nie b\u0119dzie zarz\u0105dza\u0107 erudyta, lecz silnik wyszukiwarki.<\/p>\n\n\n\n<p>Ju\u017c nied\u0142ugo zi\u015bci si\u0119 proroctwo sprzed p\u00f3\u0142wiecza:\n\u015bwiat jako&nbsp;<em>mille plateaux<\/em>, tysi\u0105c p\u0142aszczyzn,\nkt\u00f3re wieszczyli Deleuze i Guattari.<\/p>\n\n\n\n<p>Kiedy\u015b pogr\u0105\u017cali\u015bmy si\u0119 w lekturze, by zapomnie\u0107 o swoim ma\u0142ym, nieprawdziwym i niedobrym \u015bwiecie. Pogr\u0105\u017cali\u015bmy si\u0119 w iluzji \u015bwiata lepszego i lepszego \u017cycia, kt\u00f3re by\u0142o zawsze nie tu, gdzie my. W samotno\u015bci lektury przestawali\u015bmy z wy\u017cszymi duchami i zdradzali\u015bmy samych siebie. Dzi\u015b czytaj\u0105c-pisz\u0105c, s\u0142uchaj\u0105c-m\u00f3wi\u0105c, wygl\u0105daj\u0105c-ogl\u0105daj\u0105c, jeste\u015bmy z innymi we wsp\u00f3lnym, doskonale realnym wirturealu, w prawdziwie w\u0142asnej, wytworzonej posp\u00f3ln\u0105 prac\u0105 rzeczywisto\u015bci. Odzyskuj\u0105c wolno\u015b\u0107 i odzyskuj\u0105c kultur\u0119, nie b\u0119dziemy ju\u017c szuka\u0107 w niej odskoczni od n\u0119dzy naszego \u017cycia. Nareszcie b\u0119dzie nasza, wyemancypowana. B\u0119dziemy w niej u siebie, i to razem z innymi &#8211; nie z duchami, lecz z lud\u017ami, wsp\u00f3\u0142czytelnikami i wsp\u00f3\u0142tw\u00f3rcami. Zamiast topi\u0107 w ksi\u0105\u017ckach sw\u0105 straszliw\u0105 samotno\u015b\u0107, nauczymy si\u0119 z rado\u015bci\u0105 odnajdowa\u0107 samych siebie w\u0142a\u015bnie wtedy, gdy od\u0142\u0105czymy si\u0119 od sieci.<\/p>\n\n\n\n<p>Prawdziwie wolni ludzie nie musz\u0105 ju\u017c czyta\u0107. Naszym ostatecznym przeznaczeniem jest by\u0107 na powr\u00f3t offline, sami z sob\u0105 &#8211; bez s\u0142uchawek, bez tabletu, bez ksi\u0105\u017cki. Pragniemy powrotu do jaskini. Epoka wyzwolonej i totalnej kultury,\u00a0<em>mille plateaux<\/em>, tam nas w\u0142a\u015bnie prowadzi. Gdy i ona przeminie, nareszcie odnajdziemy swe przeznaczenie &#8211; zn\u00f3w staniemy si\u0119 ma\u0142pami. I b\u0119dziemy szcz\u0119\u015bliwi. Dop\u00f3ki zn\u00f3w nie przyjdzie jaki\u015b Platon.<\/p>\n\n\n\n<p>Z okazji Dnia Ksi\u0105\u017cki przypomnia\u0142em sw\u00f3j artyku\u0142 z 2011 r., kt\u00f3ry w\u00f3wczas ukaza\u0142 si\u0119 w \u201eGazecie Wyborczej\u201d. Dzi\u0119kuj\u0119 red. Jaros\u0142awowi Kurskiemu za zgod\u0119 na powt\u00f3rne wykorzystanie tekstu.<\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Gdy nie by\u0142o jeszcze ksi\u0105\u017cek, nie by\u0142o problemu. Nieliczni czytali sobie na g\u0142os uczone zwoje, a reszta cieszy\u0142a si\u0119 klechd\u0105 i kazaniem. Dopiero gdy zacz\u0119to kroi\u0107 papier i oprawia\u0107 w deski, zrobi\u0142o si\u0119 niebezpiecznie. Uczonych w pi\u015bmie, nie tylko \u015bwi\u0119tym, zacz\u0119\u0142o jakby przybywa\u0107. Ale prawdziwa katastrofa nast\u0105pi\u0142a dopiero po wynalezieniu druku. Oto rozmaici niepowo\u0142ani zeloci [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":3,"featured_media":4363,"comment_status":"open","ping_status":"closed","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[1],"tags":[876],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/4358"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/wp-json\/wp\/v2\/users\/3"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=4358"}],"version-history":[{"count":4,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/4358\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":4362,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/4358\/revisions\/4362"}],"wp:featuredmedia":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/wp-json\/wp\/v2\/media\/4363"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=4358"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=4358"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=4358"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}