
{"id":6299,"date":"2023-02-01T21:04:22","date_gmt":"2023-02-01T20:04:22","guid":{"rendered":"http:\/\/hartman.blog.polityka.pl\/?p=6299"},"modified":"2023-05-02T12:34:08","modified_gmt":"2023-05-02T10:34:08","slug":"co-to-znaczy-myslec","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/2023\/02\/01\/co-to-znaczy-myslec\/","title":{"rendered":"Co to znaczy my\u015ble\u0107?"},"content":{"rendered":"\n<p>My\u015bl\u0119, \u017ce my\u015blenie jest powa\u017cnym problemem filozoficznym\u2026 W\u0142a\u015bciwie jedynym, skoro ca\u0142a filozofia jest my\u015bleniem samym, my\u015bleniem, kt\u00f3re obserwuje i rozwa\u017ca samo siebie, samomy\u015bl\u0105cym si\u0119 my\u015bleniem. No, nie do ko\u0144ca, bo chocia\u017c prawd\u0105 jest, \u017ce filozofowie maj\u0105 obsesj\u0119 nieustannego kontrolowania tego, co dzieje si\u0119 w ich g\u0142owach, to jednocze\u015bnie marzy im si\u0119, by wymy\u015bli\u0107 co\u015b konkretnego i po\u017cytecznego, zamiast tylko nurza\u0107 si\u0119 i p\u0142awi\u0107 w zawarto\u015bci w\u0142asnych m\u00f3zgownic.<\/p>\n\n\n\n<!--more-->\n\n\n\n<p>\u201eMy\u015bl\u201d znaczy w filozofii kilka rzeczy. Przede wszystkim s\u0142owo to odnosi si\u0119 do ka\u017cdego aktu mentalnego, kt\u00f3remu towarzyszy \u015bwiadomo\u015b\u0107 jego zachodzenia i \u015bwiadomo\u015b\u0107 jakiej\u015b tre\u015b\u0107, kt\u00f3ra w tym akcie jest dana. W tym znaczeniu my\u015bl\u0105 jest uprzytomnienie sobie, \u017ce co\u015b by si\u0119 zjad\u0142o, a tak\u017ce przedstawienie sobie jakiej\u015b potrawy (na przyk\u0142ad idei kotleta schabowego) i wreszcie s\u0105d stwierdzaj\u0105cy, \u017ce na wprost nas jest restauracja, gdzie daj\u0105 kotlety. I tak dalej. Chodzimy i my\u015blimy, a my\u015blom towarzyszy \u015bwiadomo\u015b\u0107.<\/p>\n\n\n\n<p>Poza tym jednak s\u0105 inne sposoby u\u017cycia s\u0142owa \u201emy\u015bl\u201d w filozofii. Jeden jest rozszerzaj\u0105cy, bo obejmuje wszelkie operacje mentalne niemaj\u0105ce charakteru \u015bwiadomego, lecz ujawniaj\u0105ce si\u0119 w dzia\u0142aniu. Nie \u201emy\u015bl\u0119\u201d (\u015bwiadomie) o ka\u017cdym stawianym przez siebie kroku, lecz jednak co\u015b tam we mnie kontroluje to moje st\u0105panie, dzi\u0119ki czemu nie m\u00f3wi\u0105 mi co chwila: \u201euwa\u017caj, gdzie leziesz!\u201d. Drugi spos\u00f3b u\u017cycia s\u0142owa \u201emy\u015bl\u201d jest za to zaw\u0119\u017caj\u0105cy i oznacza tyle co s\u0105d. S\u0105d za\u015b to taki tajemniczy akt mentalny, w kt\u00f3rym dochodzi do po\u0142\u0105czenia poj\u0119\u0107 (zwykle sp\u00f3jk\u0105 \u201ejest\u201d) oraz asercji, czyli postawienia akcentu w\u0142a\u015bnie na \u201ejest\u201d, czyli do stwierdzenia, \u017ce sprawy maj\u0105 si\u0119 tak, a nie inaczej, na przyk\u0142ad \u201eSokrates jest ca\u0142kiem nieg\u0142upi\u201d. Gdy ju\u017c umys\u0142 sformu\u0142uje wyniki swojego poznania w s\u0105dzie, daje mu wyraz w j\u0119zyku w postaci zdania. Taka przynajmniej jest klasyczna teoria na ten temat, bo wsp\u00f3\u0142cze\u015bnie wszystko si\u0119 zmieni\u0142o i zn\u00f3w nikt nic nie wie.<\/p>\n\n\n\n<p>Nie da si\u0119 ukry\u0107, \u017ce filozof\u00f3w interesuje g\u0142\u00f3wnie my\u015bl w tym\nostatnim, w\u0105skim znaczeniu. Sami bowiem tym si\u0119 zajmuj\u0105 \u2013 formu\u0142owaniem s\u0105d\u00f3w i\nuzasadnianiem ich. Maj\u0105 nadziej\u0119, \u017ce je\u015bli doszliby do tego, jak powstaj\u0105 s\u0105dy\nw umy\u015ble, to mogliby lepiej kontrolowa\u0107 prawid\u0142owo\u015b\u0107 przebiegu takich proces\u00f3w,\nczyli unikn\u0105\u0107 b\u0142\u0119d\u00f3w w s\u0105dzeniu, to znaczy fa\u0142szu. Bo ka\u017cdy s\u0105d pretenduje do\nprawdziwo\u015bci, a wraz z tym sam filozof pretenduje do racji. Najlepiej tak\ndobrze uzasadnionej, \u017ce ju\u017c ostatecznej i nieodpartej.<\/p>\n\n\n\n<p>My\u015bl, \u017ceby jako\u015b zagwarantowa\u0107 sobie my\u015blenie niezawodne i bezb\u0142\u0119dne, a dzi\u0119ki temu stworzy\u0107 system wiedzy raz na zawsze obowi\u0105zuj\u0105cy, tak jak raz na zawsze dane s\u0105 dogmaty wiary, sta\u0142a si\u0119 obsesj\u0105 filozof\u00f3w u progu czas\u00f3w nowo\u017cytnych. W XVI i XVII wieku wszystkim nagle zachcia\u0142o si\u0119 niezale\u017cno\u015bci \u2013 g\u0142\u00f3wnie od papie\u017ca, lecz z czasem nawet od kr\u00f3la i B\u00f3g wie, od czego jeszcze. Na fali tej emancypacji pop\u0142yn\u0119li, i to w awangardzie, filozofowie, kt\u00f3rym zamarzy\u0142o si\u0119, aby nauka przesta\u0142a by\u0107 s\u0142u\u017ck\u0105 teologii, lecz sta\u0142a si\u0119 wolna i niezwis\u0142a. W zamian filozofowie obiecali, \u017ce udowodni\u0105 istnienie Boga, potwierdz\u0105 rozumowo niekt\u00f3re dogmaty wiary i zasady etyczne chrze\u015bcija\u0144stwa i w og\u00f3le w\u0142asnym przyk\u0142adem wyka\u017c\u0105, \u017ce mo\u017cna by\u0107 jednocze\u015bnie pobo\u017cnym i racjonalnym (a nawet wolnym). Dzie\u0142a tego dope\u0142ni\u0142 w XVIII wieku Immanuel Kant, lecz rozpocz\u0105\u0142 je p\u00f3\u0142tora stulecia wcze\u015bniej Kartezjusz.<\/p>\n\n\n\n<p>I w\u0142a\u015bnie z postaci\u0105 Kartezjusza oraz jego programem\nostatecznego ugruntowania wiedzy i wiary wi\u0105\u017c\u0119 si\u0119 najwa\u017cniejszy wynalazek\nfilozoficzny wykorzystuj\u0105cy poj\u0119cie my\u015bli i my\u015blenia. Znamy ten wynalazek pod\nimieniem <em>cogito<\/em>, co po \u0142acinie znaczy\n\u201emy\u015bl\u0119\u201d, lecz w filozofii jest kryptorzeczownikiem odnosz\u0105cym si\u0119 do\nwynalezionego przez Kartezjusza nowego bytu, a mianowicie podmiotu\nintelektualno-wolitywnego, spe\u0142niaj\u0105cego akty my\u015blenia i chcenia, na czele z\nformu\u0142owaniem s\u0105d\u00f3w. <em>Cogito<\/em> nazywa\nsi\u0119 te\u017c cz\u0119sto \u201eja\u201d albo po prostu podmiotem.<\/p>\n\n\n\n<p>Oczywi\u015bcie zawsze istnia\u0142a w filozofii dusza my\u015bl\u0105ca, umys\u0142.\nR\u00f3\u017cnica polega na tym, \u017ce kartezja\u0144ski podmiot nie jest czym\u015b, co my\u015bli (tak\njak maszyna jest czym\u015b, co wykonuje jak\u0105\u015b czynno\u015b\u0107), lecz w og\u00f3le jest\nmy\u015bleniem \u2013 ca\u0142y jest my\u015bleniem i tylko nim. Jak to m\u00f3wi\u0142 Kartezjusz \u2013 jest\n\u201esubstancj\u0105 my\u015bl\u0105c\u0105\u201d. B\u0119d\u0105c za\u015b substancj\u0105 my\u015bl\u0105c\u0105, <em>cogito<\/em> nie jest substancj\u0105 nale\u017c\u0105c\u0105 do czasu i przestrzeni \u2013 umys\u0142\ni \u015bwiat, podmiot i przedmiot zosta\u0142y od teraz radykalnie oddzielone. Oddzielenie\nto na pewien czas tak bardzo zakarbowa\u0142o si\u0119 w umys\u0142ach filozof\u00f3w, \u017ce pocz\u0119li\nsi\u0119 zastanawia\u0107, jak to jest mo\u017cliwe, \u017ce mog\u0119 my\u015bl\u0105 wywo\u0142a\u0107 ruch fizyczny \u2013 na\nprzyk\u0142ad ruch w\u0142asnej r\u0119ki. Przed Kartezjuszem nikt nie widzia\u0142by w tym niczego\ntajemniczego.<\/p>\n\n\n\n<p>Dualizm cia\u0142o-umys\u0142 oraz przedmiot-podmiot sta\u0142 si\u0119 naczelnym problemem filozoficznym na kolejne stulecia i w pewnych \u015brodowiskach jest nim do dzi\u015b (bardzo przepraszam \u2013 wiem, \u017ce macie wi\u0119ksze problemy), podobnie jak zagadnienie reformy nauki i uwolnienia jej od wszelkiego dogmatyzmu, charakterystycznego dla doktryn religijnych. Zwi\u0105zek mi\u0119dzy obiema kwestiami wygl\u0105da nast\u0119puj\u0105co: je\u015bli mam posi\u0105\u015b\u0107 wiedz\u0119 niepow\u0105tpiewaln\u0105 i pewn\u0105, musz\u0119 skupi\u0107 si\u0119 najpierw na zawarto\u015bci w\u0142asnego umys\u0142u, bo to umys\u0142 narzuca warunki poznaniu i to w nim rodzi si\u0119 prawda i b\u0142\u0105d. I tylko tego, co mam w umy\u015ble, oraz samego istnienia umys\u0142u mog\u0119 by\u0107 pewien. Bo nie mog\u0119 si\u0119 myli\u0107, \u017ce widz\u0119 co\u015b czerwonego, jakkolwiek mog\u0119 si\u0119 myli\u0107, \u017ce istnieje \u015bwiat, a w \u015bwiecie czerwone jab\u0142ko, kt\u00f3re jest przyczyn\u0105 mojego wra\u017cenia czerwieni.<\/p>\n\n\n\n<p>Je\u015bli wi\u0119c chcieliby\u015bmy zbudowa\u0107 nauk\u0119 na absolutnie pewnych podstawach, musimy zacz\u0105\u0107 od analizy funkcji umys\u0142u oraz jego zawarto\u015bci, a potem rozwa\u017cy\u0107 warunki i zasady, wedle kt\u00f3rych na podstawie przedstawie\u0144 w umy\u015ble mog\u0119 wydawa\u0107 prawomocne s\u0105dy o tym, co ewentualnie istnieje poza umys\u0142em, czyli o \u015bwiecie. Obsesja niepow\u0105tpiewalnego poznania i budowy ostatecznego systemu wiedzy trwa\u0142a w filozofii od pocz\u0105tku XVII wieku a\u017c do po\u0142owy wieku XX. Towarzyszy\u0142 jej nieustannie z\u0142o\u015bliwy chochlik dualizmu, dr\u0119cz\u0105cy filozof\u00f3w problemem przej\u015bcia: jak od zawarto\u015bci umys\u0142u przej\u015b\u0107 do \u015bwiata i pewno\u015b\u0107 tego, co mam w g\u0142owie, obr\u00f3ci\u0107 w pewno\u015b\u0107 tego, co poza ni\u0105.<\/p>\n\n\n\n<p>Zapewniam, \u017ce problemy te, a wi\u0119c paradoksy Matrixa i w og\u00f3le odr\u00f3\u017cniania \u201erzeczywisto\u015bci\u201d od \u201epozoru\u201d, dawno ju\u017c filozofia rozwi\u0105za\u0142a. Z grubsza chodzi o to, \u017ce poznaniem ludzkim rz\u0105dz\u0105 struktury umys\u0142u, logika i j\u0119zyk, a prawda i fa\u0142sz maj\u0105 sens tylko w ramach tego, co umys\u0142owi ludzkiemu dost\u0119pne; je\u015bli musi si\u0119 ogranicza\u0107 do zjawisk i tego, co dane w do\u015bwiadczeniu, to znaczy, \u017ce zjawiska wyznaczaj\u0105 horyzont prawdy \u2013 o \u017cadnej \u201erzeczy samej w sobie\u201d, ukrytej poza zjawiskiem, nie ma przeto sensu wypowiada\u0107 \u017cadnych s\u0105d\u00f3w. Nie jest to bowiem domena poznania. Takie my\u015blenie, kt\u00f3re warto\u015b\u0107 ludzkiego poznania oraz tezy metafizyczne dopasowuje do podmiotowych warunk\u00f3w wszelkiego poznania, nazywa si\u0119 krytycznym albo transcendentalnym. To bardzo d\u0142uga i z\u0142o\u017cona historia, z Kantem, Heglem i Husserlem w rolach g\u0142\u00f3wnych. Lecz zacz\u0119\u0142o si\u0119 od Kartezjusza i jego <em>cogito<\/em>. Podmiot intelektualny, w kt\u00f3ry zamieni\u0142 si\u0119 Kartezjusz, odkry\u0142, \u017ce jego w\u0142a\u015bnie istnienie jest dla niego niepow\u0105tpiewalne, bo nawet gdyby by\u0142 pijany i szalony, ba, mamiony przez z\u0142o\u015bliwego demona, to skoro co\u015b my\u015bli, to tym samym istnieje.<\/p>\n\n\n\n<p><em>Cogito ergo sum!<\/em> Nikt przecie\u017c nie powie \u201enie ma mnie\u201d, prawda? No a je\u015bli wiem ju\u017c na pewno, \u017ce istnieje (istniej\u0119) ja i jego (moje) my\u015bli, to wystarczy jeszcze udowodni\u0107, \u017ce istnieje dobry i prawdom\u00f3wny B\u00f3g, kt\u00f3ry tym my\u015blom daje r\u0119kojmi\u0119 generalnej prawomocno\u015bci, to znaczy tego, \u017ce odnosz\u0105 si\u0119 do prawdziwe istniej\u0105cego \u015bwiata, kt\u00f3ry przynajmniej czasami zdolni jeste\u015bmy poprawnie pozna\u0107. Inaczej B\u00f3g by\u0142by oszustem. Trudno uwierzy\u0107, ale w\u0142a\u015bnie od takiej, zalatuj\u0105cych jeszcze g\u0142\u0119bokim \u015bredniowieczem, filozoficznej zabawy s\u0142owami zacz\u0119\u0142a si\u0119 ca\u0142a nowo\u017cytna tradycja filozoficzna. Dlatego gdy m\u00f3wimy \u201emy\u015bl\u201d, my\u015blimy \u201eKartezjusz\u201d. I o to mu chodzi\u0142o!<\/p>\n\n\n\n<p><em>Pomnik Sokratesa w Atenach (Wikimedia Commons)<\/em><\/p>\n\n\n\n<figure class=\"wp-block-image\"><img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" width=\"605\" height=\"1024\" src=\"\/wp-content\/uploads\/2023\/02\/Socrates-605x1024.jpg\" alt=\"\" class=\"wp-image-6304\" srcset=\"\/hartman\/wp-content\/uploads\/2023\/02\/Socrates-605x1024.jpg 605w, \/hartman\/wp-content\/uploads\/2023\/02\/Socrates-177x300.jpg 177w, \/hartman\/wp-content\/uploads\/2023\/02\/Socrates-768x1300.jpg 768w, \/hartman\/wp-content\/uploads\/2023\/02\/Socrates.jpg 1079w\" sizes=\"(max-width: 605px) 100vw, 605px\" \/><\/figure>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>My\u015bl\u0119, \u017ce my\u015blenie jest powa\u017cnym problemem filozoficznym\u2026 W\u0142a\u015bciwie jedynym, skoro ca\u0142a filozofia jest my\u015bleniem samym, my\u015bleniem, kt\u00f3re obserwuje i rozwa\u017ca samo siebie, samomy\u015bl\u0105cym si\u0119 my\u015bleniem. No, nie do ko\u0144ca, bo chocia\u017c prawd\u0105 jest, \u017ce filozofowie maj\u0105 obsesj\u0119 nieustannego kontrolowania tego, co dzieje si\u0119 w ich g\u0142owach, to jednocze\u015bnie marzy im si\u0119, by wymy\u015bli\u0107 co\u015b konkretnego [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":3,"featured_media":6304,"comment_status":"closed","ping_status":"closed","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[33],"tags":[1305,1304],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/6299"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/wp-json\/wp\/v2\/users\/3"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=6299"}],"version-history":[{"count":6,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/6299\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":6308,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/6299\/revisions\/6308"}],"wp:featuredmedia":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/wp-json\/wp\/v2\/media\/6304"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=6299"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=6299"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=6299"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}