
{"id":7123,"date":"2024-08-07T15:52:12","date_gmt":"2024-08-07T13:52:12","guid":{"rendered":"https:\/\/hartman.blog.polityka.pl\/?p=7123"},"modified":"2024-08-07T19:22:06","modified_gmt":"2024-08-07T17:22:06","slug":"jak-byc-literatem-w-czasach-chatbotow","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/2024\/08\/07\/jak-byc-literatem-w-czasach-chatbotow\/","title":{"rendered":"Jak by\u0107 literatem w epoce chatbot\u00f3w?"},"content":{"rendered":"\n<p>Literat znalaz\u0142 si\u0119 dzi\u015b w potwornych kleszczach. Z jednej strony ci\u015bnie go przem\u0105drza\u0142y, acz bezp\u0142odny krytyk. Z drugiej \u2013 nadp\u0142odny chatbot, kt\u00f3ry napisze wszystko, i to lepiej. A mo\u017ce w tym szansa, \u017ce tak naprawd\u0119 to nikt nie umie pisa\u0107? Wszystkim wychodzi to jako\u015b ko\u015blawo i nieszczerze.<\/p>\n\n\n\n<!--more-->\n\n\n\n<p>Ludzie pi\u00f3ra marz\u0105 o autentyczno\u015bci, lecz marzenie to nieziszczalne. Bo nawet sam kr\u00f3l J\u0119zyk i kr\u00f3lowa Mowa nie s\u0105 do\u015b\u0107 prawdziwi. Tylko Sztucznej Inteligencji to najzupe\u0142niej nie przeszkadza. Ona jest ponad to wszystko i poza tym wszystkim. A najgorsze, \u017ce ma to wszystko w ma\u0142ym paluszku. Jak zoboj\u0119tnia\u0142a kurtyzana ma w paluszku wszelkie tajniki mi\u0142o\u015bci. O, Sztuczna! Czy mo\u017cna przeciwstawi\u0107 jej nabrzmiewaj\u0105cej z miesi\u0105ca na miesi\u0105c doskona\u0142o\u015bci nasz\u0105 ko\u015blawiej\u0105c\u0105 od tysi\u0119cy lat niedoskona\u0142o\u015b\u0107? Czy niesko\u0144czona dziewicza p\u0142odno\u015b\u0107 jej przeczystych elektrozwoj\u00f3w zostawia jeszcze miejsce na pokalane pocz\u0119cie ludzkiej literatury? Nu\u017ce! Ducha nie ga\u015bcie!<\/p>\n\n\n\n<p>Pisa\u0107, pisa\u0107, cho\u0107 si\u0119 nie umie! Oto program! Przechytrzy\u0107 mow\u0119 i nie k\u0142ama\u0107. A wi\u0119c pisa\u0107 wbrew regu\u0142om literackiego samozak\u0142amania. Czyli prosto? Poniek\u0105d poni\u017cej w\u0142asnych mo\u017cliwo\u015bci? Mo\u017ce i tak. Ale o czym? Chyba o najwa\u017cniejszym, prawda? G\u0142\u00f3wniaka? Poeta nie zna tej trudno\u015bci. Sztuczno\u015b\u0107 i k\u0142amstwo kompozycji, dobierania s\u0142\u00f3wek jak panie\u0144skich usteczek, le\u017cy bodaj w naturze samego j\u0119zyka, jego prawda za\u015b jest przecie\u017c wewn\u0119trzn\u0105 prawd\u0105 poezji, alibi dla poetyckiego k\u0142amstwa. Prawd\u0105 poezji jest jej pi\u0119kno, kt\u00f3re nie musi si\u0119 z niczego t\u0142umaczy\u0107, nawet ze swej sztuczno\u015bci.<\/p>\n\n\n\n<p>A proza? Proza pisana przez m\u0119drka, nie daj Bo\u017ce krytyka literatury albo filozofa? Czy r\u00f3wnie\u017c ona mo\u017ce skorzysta\u0107 z tego alibi, z dyspensy na fa\u0142sz? Fa\u0142sz uczu\u0107 i my\u015bli? Mniej, chyba. W tzw. tekstach nurzamy si\u0119 w elegancko miarkuj\u0105cej si\u0119 pretensjonalno\u015bci i zas\u0142aniamy erudycj\u0105. Ale na cocktailach gromadz\u0105cych ludzi s\u0142owa dawno ju\u017c nie m\u00f3wi si\u0119 o poezji i duszy ani nawet o historii i narodzie. M\u00f3wi si\u0119 o wydaniach, t\u0142umaczeniach, chwali urod\u0119 zaocznych dam i innych surogat\u00f3w kultury salon\u00f3w, w kt\u00f3r\u0105 i tak przecie\u017c nikt nie wierzy. Ksi\u0105\u017cki rapsodie, zbiory cytat\u00f3w, kaskady skojarze\u0144, uj\u0119te lub nie w jak\u0105\u015b kompozycyjn\u0105 ca\u0142o\u015b\u0107 (po co? kto to zauwa\u017cy?), podlane coraz ju\u017c bardziej pospolitym sosem \u201ep\u00f3\u017anomodernistycznej\u201d retoryki (ca\u0142\u0105 t\u0119 wt\u00f3rno\u015b\u0107 usprawiedliwiaj\u0105cym), jakim\u015b strukturalistycznym, a jak kto woli, to psychoanalitycznym \u017cargonem (inteligentniejszym, to prawda, od swych poprzednik\u00f3w ).<\/p>\n\n\n\n<p>Po co to komu? Po co dzi\u015b ca\u0142a ta subtelno\u015b\u0107 i kultura literacka, z jej ca\u0142\u0105 rutynow\u0105 autoironi\u0105 i nad\u015bwiadomo\u015bci\u0105 siebie, kultura, kt\u00f3rej z definicji nie da si\u0119 ju\u017c przewy\u017cszy\u0107? Czy\u017c nie powiedziano ju\u017c wszystkiego, co wa\u017cne? Czy\u017c nie zag\u0142uszyli\u015bmy i nie pokonali\u015bmy zast\u0119pu klasyk\u00f3w pisania o kulturze, my &#8211; zast\u0119py autor\u00f3w tak zdolnych i inteligentnych, \u017ce w\u0142a\u015bciwie dlaczego niby &#8211; w wybitniejszych przypadkach &#8211; nie im r\u00f3wnych? Skoro tak, to mo\u017ce w reszcie by odpocz\u0105\u0107? Po co tyle tej m\u0105dro\u015bci w ksi\u0119garniach? Czy od m\u0105dro\u015bci robimy si\u0119 m\u0105drzejsi? A czy staj\u0105c si\u0119 jednak m\u0105drzejsi, z ka\u017cdym rokiem i z ka\u017cd\u0105 ksi\u0105\u017ck\u0105, stajemy si\u0119 kim\u015b innym i lepszym? Kim\u015b nowym?<\/p>\n\n\n\n<p>Gdy jeszcze mo\u017cna by\u0142o dzieli\u0107 \u015bwiat na ideowy i czysty oraz ten drugi &#8211; pretensjonalny, zblazowany, nihilistyczny, zadufany w sobie &#8211; by\u0142o \u0142atwo. Pewne \u201enarracje\u201d i \u201edyskursy\u201d dawniej umia\u0142y mobilizowa\u0107, przekonywa\u0107 i przydawa\u0107 wiary w autentyczno\u015b\u0107 (bo chyba nie samej autentyczno\u015bci). W przypadku braku tej cnoty mo\u017cna si\u0119 by\u0142o literacko kaja\u0107 i uskar\u017ca\u0107 na brak talentu, wt\u00f3rno\u015b\u0107 i pod\u0142e czasy. Potem znieczula\u0142 nas postmodernistyczny nastr\u00f3j, taki, co zostaje po ironii albo po \u0142zach. Dobrotliwy luz, lekki dryf przez kultur\u0119 i uczucia, niewinne zawieszenie mi\u0119dzy kwietyzmem lub permanentn\u0105 i zdeprawowan\u0105 gr\u0105 a szczerym, lecz naiwnym zaanga\u017cowaniem. Skaka\u0142o si\u0119 z kwiatka na kwiatek, z ksi\u0105\u017cki na ksi\u0105\u017ck\u0119, z ma\u0142ej fascynacyjki na inn\u0105, z k\u0105cika w k\u0105cik na literackim party.<\/p>\n\n\n\n<p>Ale te \u201eklimaty\u201d ju\u017c si\u0119 sko\u0144czy\u0142y! Dzi\u015b dopadaj\u0105 nas konsekwencje tego, \u017ce tak jest \u0142atwo, \u017ce nie trzeba za du\u017co my\u015ble\u0107, aby dobrze si\u0119 trzyma\u0107 na takim zluzowanym i demokratycznym salonie czy uniwersytecie. Jak wsz\u0119dzie, i tu odkryto, \u017ce \u201ewszystko jest dla ludzi\u201d. A zreszt\u0105 jeste\u015bmy ju\u017c wystarczaj\u0105co do\u015bwiadczeni i chytrzy, aby wiedzie\u0107, \u017ce kultura i wykszta\u0142cenie w dawnym stylu to w po\u0142owie lipa i blichtr. Nie ma szans na Bildung w \u015bwiecie po stokro\u0107 obfitszym w idee i utwory ni\u017c za czas\u00f3w Goethego. Wiemy, ile mie\u015bci pami\u0119\u0107, ile da si\u0119 przeczyta\u0107 w ci\u0105gu dnia, roku i \u017cycia. Ani wymowa, ani wiedza nas ju\u017c nie podniecaj\u0105. I tak fachowca \u017caden salonowy lew i retor, cho\u0107by najbardziej ol\u015bniewaj\u0105cy, nie przebije.<\/p>\n\n\n\n<p>Jak\u0105 drog\u0119 przeszli\u015bmy od XVIII w., opowiem Wam przez anegdotk\u0119, anegdotk\u0119 o pani i szarlotce. Prosto z krakowskiego salonu, zza sto\u0142u zasiedzia\u0142ego krytykami i teoretykami literatury. Siedz\u0119 wi\u0119c sobie przy takim stole, a obok mnie jaka\u015b polsko-francuska m\u0142oda pi\u0119kno\u015b\u0107. Chodz\u0105 wok\u00f3\u0142 ludzie i nosz\u0105 z bufetu smakowite szarlotki. W najlepszym stylu swej barokowej b\u0142azenady zwracam si\u0119 do s\u0105siadki: \u201eCzy nie poczyta mi pani za natr\u0119ctwo, je\u015bli udaj\u0105c si\u0119 na podb\u00f3j Charlotte, uwiod\u0119 j\u0105 i dla pani?\u201d. Pani: \u201eMo\u017ce by\u0107\u201d. Wracam, szarlotkowy rycerzyk, ta\u0144cz\u0105cy maureta\u0144ski taniec z dwoma talerzykami nad g\u0142ow\u0105, wreszcie stawiam zdobycz przed pani\u0105, kt\u00f3rej odda\u0142em swe s\u0142u\u017cby. A c\u00f3\u017c ona? Pochyla si\u0119 nad tym, kr\u0119ci noskiem, wreszcie odpycha na \u015brodek sto\u0142u, w stron\u0119 siedz\u0105cych naprzeciw profesor\u00f3w literatury: \u201echcecie szarlotk\u0119?\u201d.<\/p>\n\n\n\n<p>A c\u00f3\u017c ja? Jak\u0105 obmy\u015bli\u0142em zemst\u0119? Ano spo\u017cytkowa\u0107 \u201edla literatury\u201d, zadenuncjowa\u0107. Czy jednak, nadaj\u0105c znaczenie czemu\u015b znaczenia pozbawionemu, pope\u0142niam kolejn\u0105 zdrad\u0119 i dopuszczam si\u0119 kolejnego fa\u0142szu? Czy mo\u017ce przeciwnie &#8211; tym nadaniem znaczenia pos\u0142uguj\u0119 si\u0119 uczciwie jako narz\u0119dziem spe\u0142niania mego literackiego idea\u0142u &#8211; szczero\u015bci? I tak, i tak. Pisanie zawsze ociera si\u0119 o kicz. Jego prawda jest okupiona przez nieprawd\u0119. Tak jak gadanina kochanka. W czym ratunek? W czym zatraci\u0107 si\u0119 mo\u017cna i gdzie uwiarygodni\u0107 szale\u0144stwem, skoro nawet do wi\u0119zienia zamkn\u0105\u0107 nas nie chc\u0105? Jaka przysz\u0142o\u015b\u0107 czeka kr\u0119gi literackie i humanistyczne, je\u015bli na \u017cadn\u0105 przysz\u0142o\u015b\u0107 ju\u017c si\u0119 nie otwieraj\u0105, nie \u017cyj\u0105 \u017cadnym projektem?<\/p>\n\n\n\n<p>W czasie gdy ani ironia, ani cynizm, ani nawet autentyczno\u015b\u0107 nie mog\u0105 si\u0119 cieszy\u0107 przywilejami autentyzmu, gdy sama kategoria szczero\u015bci nie ma \u017cadnej wyr\u00f3\u017cnionej pozycji, w takich czasach, powiadam, nie ma w og\u00f3le przysz\u0142o\u015bci. Po prostu musimy czeka\u0107 &#8211; a\u017c zmiecie nas \u017cycie, a raczej \u015bmier\u0107. A\u017c przestan\u0105 to jedni wydawa\u0107, a inni czyta\u0107. I wtedy mo\u017ce zrobi si\u0119 miejsce dla nowych g\u0142\u00f3w i serc gor\u0105cych. A paplanina nowych kochank\u00f3w, zawstydzona bana\u0142em, znowu zmieni si\u0119 w literatur\u0119, nie ogl\u0105daj\u0105c si\u0119 ju\u017c na su\u0142ta\u0144sk\u0105 impotencj\u0119 guru krytyki, nie czekaj\u0105c na jego hermeneutyczne \u0142aski <em>dostrze\u017cenia i uznania<\/em>.<\/p>\n\n\n\n<p>Apeluj\u0119 do pisz\u0105cych (ale nie \u201eludzi pi\u00f3ra\u201d). Jak najpr\u0119dzej zapomnijcie o \u201ekr\u0119gach literackich\u201d. Pozw\u00f3lcie wymrze\u0107 im \u015bmierci\u0105 (nie)naturaln\u0105. Odm\u00f3wcie im autorytetu. Wzgard\u017acie st\u0119pakowym m\u0142ynem eseju i krytyki, miel\u0105cym na py\u0142 \u201eteksty kultury\u201d, i t\u0105 garkuchni\u0105 brukaj\u0105c\u0105 w wielkim kotle \u201ewszystkiego ze wszystkim\u201d, w md\u0142ej i lepkiej Tagessuppe, wszelk\u0105 czysto\u015b\u0107 i autentyczno\u015b\u0107. Nie id\u017acie za nimi! Nie szukajcie ich pochwa\u0142. S\u0142uchajcie g\u0142osu cho\u0107by w poruszeniach trzewi, szukajcie metafizyki w zakochanych oczach, w delirium, gdzie chcecie, byle nie w inteligencji i erudycji. Zostawcie rzemios\u0142o Wielkiego Cytowania wyrobnikom zmursza\u0142ej akademii literatury, uchod\u017acie przed syrenim \u015bpiewem Eseju. \u017byjcie i kochajcie najpierw. Potem gadajcie. B\u0105d\u017acie poetami, nawet w prozie. Bo inaczej zagadacie \u017cycie, zak\u0142amiecie mi\u0142o\u015b\u0107, zm\u0105drzejecie ponad potrzebn\u0105 miar\u0119.<\/p>\n\n\n\n<p>I sko\u0144czycie jak filozof. Bo \u017cycie nie s\u0142u\u017cy m\u0105dro\u015bci ani m\u0105dro\u015b\u0107 nie s\u0142u\u017cy sama sobie. W\u0142adcze plemi\u0119 eseist\u00f3w i krytyk\u00f3w m\u0105ci t\u0119 prawd\u0119. I to w najbardziej perfidny spos\u00f3b. C\u00f3\u017c bowiem stoi na przeszkodzie, by \u201eliterat\u201d, \u201ecz\u0142owiek pi\u00f3ra\u201d wypowiada\u0142 takie jak tu oto neoromantyczne tyrady? Bardzo prosz\u0119 &#8211; mamy wolno\u015b\u0107; wystarczy umie\u0107 jako tako pisa\u0107. \u201eNie gor\u0105czkuj si\u0119! My wszystko wiemy, \u017cadnej prawdy nie uronimy. A \u017cy\u0107 i kocha\u0107 te\u017c umiemy. Od tej przewrotno\u015bci mo\u017cna tylko uciec &#8211; <em>hommes des lettres<\/em> s\u0105 nie do przegadania; nie przy\u0142apiemy ich na \u017cadnym <em>nie wiem<\/em>\u201d. Uciekajcie!<\/p>\n\n\n\n<p>Ale swego apelu ja sam nie mog\u0119 i nie potrafi\u0119 podj\u0105\u0107. Za p\u00f3\u017ano &#8211; za ma\u0142o Bo\u017cego daru, za du\u017co zepsucia. Moje marzenie o szczero\u015bci nie mo\u017ce ju\u017c spe\u0142ni\u0107 si\u0119 w spos\u00f3b naturalny &#8211; przez mi\u0142o\u015b\u0107 i talent. W\u015br\u00f3d m\u0142ynarzy tekst\u00f3w jestem u siebie, mimo \u017ce tak marny ze mnie m\u0142ynarczyk. Miel\u0105, miel\u0105 i pyl\u0105 niezno\u015bnie &#8211; \u201egdy si\u0119 ich d\u0142o\u0144mi chwyci, pyl\u0105 jak wory m\u0105czne\u201d (Nietzsche). Jestem jednym z nich. C\u00f3\u017c wi\u0119c z nami, cieniami literatury i filozofii, pogrobowcami starczej hermeneutyki zwanej kultur\u0105 literack\u0105, sierotami po kryzysach, kt\u00f3re dawno si\u0119 znudzi\u0142y? Ja wam, ja nam powiem: pisa\u0107, pisa\u0107, cho\u0107 si\u0119 nie umie. Pisa\u0107 mimo wszystko. By\u0107 chatbotem kategorii drugiej i trzeciej. Przechytrzy\u0107 mow\u0119 i nie k\u0142ama\u0107, k\u0142ami\u0105c. Pisa\u0107 wbrew regu\u0142om literackiego samozak\u0142amania, szczerze w nieszczero\u015bci i nieszczerze w szczero\u015bci. Pomimo wstydu. Prosto i banalnie. Poniek\u0105d poni\u017cej w\u0142asnych mo\u017cliwo\u015bci, niedoskonale, \u017ca\u0142o\u015bliwie, \u017cenuj\u0105co, tak jak Sztuczna Inteligencja jeszcze nie potrafi. Pisa\u0107 wbrew niej i pomimo jej. Niepotrzebnie i prywatnie. Grafoma\u0144sko i nieudolnie. Niepodrabialnie. Pisa\u0107 o najwa\u017cniejszym. O \u017cyciu, mi\u0142o\u015bci i \u015bmierci. \u017beby si\u0119 przekona\u0107 naprawd\u0119, a nie tylko teoretycznie, \u017ce nie umie si\u0119 pisa\u0107, bo nie ma si\u0119 nic do powiedzenia. I zap\u0142aka\u0107 nad tym wielkim i zb\u0119dnym zakalcem, nad t\u0105 kl\u0119sk\u0105 spi\u0119trzonego kiczu, gdy nasz elektroniczny asystent nie b\u0119dzie patrzy\u0142. Bo czy\u017c nie \u017cyje si\u0119 dla jednej chwili prawdy u kresu? (Na podstawie tekstu z &#8222;Tekst\u00f3w Drugich&#8221;, 4\/2005).<\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Literat znalaz\u0142 si\u0119 dzi\u015b w potwornych kleszczach. Z jednej strony ci\u015bnie go przem\u0105drza\u0142y, acz bezp\u0142odny krytyk. Z drugiej \u2013 nadp\u0142odny chatbot, kt\u00f3ry napisze wszystko, i to lepiej. A mo\u017ce w tym szansa, \u017ce tak naprawd\u0119 to nikt nie umie pisa\u0107? Wszystkim wychodzi to jako\u015b ko\u015blawo i nieszczerze.<\/p>\n","protected":false},"author":3,"featured_media":6867,"comment_status":"closed","ping_status":"closed","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[1317],"tags":[1455,1320,1454],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/7123"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/wp-json\/wp\/v2\/users\/3"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=7123"}],"version-history":[{"count":6,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/7123\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":7130,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/7123\/revisions\/7130"}],"wp:featuredmedia":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/wp-json\/wp\/v2\/media\/6867"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=7123"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=7123"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=7123"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}