
{"id":7255,"date":"2024-10-08T23:50:12","date_gmt":"2024-10-08T21:50:12","guid":{"rendered":"https:\/\/hartman.blog.polityka.pl\/?p=7255"},"modified":"2024-10-09T10:01:44","modified_gmt":"2024-10-09T08:01:44","slug":"galerie-krokodyli-dumka-schulzowska","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/2024\/10\/08\/galerie-krokodyli-dumka-schulzowska\/","title":{"rendered":"Galerie Krokodyli \u2013 dumka Schulzowska"},"content":{"rendered":"\n<p>Dedykuj\u0119 dzisiejszy sw\u00f3j felieton wszystkim pracownikom i klientom galerii handlowych, zw\u0142aszcza tych przydworcowych. W najwi\u0119kszych miastach mo\u017cna od dzi\u015b za\u0142atwi\u0107 wszystko, nie oddalaj\u0105c si\u0119 od kolei. Przechodnio\u015b\u0107 i szmerliwa zgie\u0142kliwo\u015b\u0107 dworca g\u0142adko przed\u0142u\u017ca si\u0119 w zgie\u0142kliw\u0105 szmerliwo\u015b\u0107 handlowych pasa\u017cy. Taki \u015bwiat odmalowa\u0142 ju\u017c na kartach &#8222;Sklep\u00f3w cynamonowych&#8221; wielki Schulz, w opowiadaniu \u201eUlica Krokodyli\u201d, \u015bni\u0105cym o zaczarowanej, irrealnej ulicy handlowej prowadz\u0105cej do miasteczkowego dworca.<\/p>\n\n\n\n<!--more-->\n\n\n\n<p>Ta dziwnie nazwana literacka ulica jest z\u0142o\u017con\u0105 alegori\u0105 nowoczesnego \u015bwiata, kt\u00f3ry wrzynaj\u0105c si\u0119 tu i \u00f3wdzie w polsko-\u017cydowsk\u0105 prowincj\u0119, w latach 30. wydawa\u0142 si\u0119 nowotworem, zagra\u017caj\u0105cym i tak ju\u017c blakn\u0105cej realno\u015bci tradycyjnego \u017cycia. Jego schy\u0142kow\u0105 eteryczno\u015b\u0107 i magi\u0119 przeciwstawi\u0142 Bruno Schulz iluzoryczno\u015bci, omal\u017ce fantomalno\u015bci, przenikaj\u0105cej na wskro\u015b przestrze\u0144 handlu \u2013 pust\u0105, przewian\u0105 nico\u015bci\u0105. \u201eTa rzeczywisto\u015b\u0107 jest cienka jak papier i wszystkim szparami zdradza sw\u0105 imitatywno\u015b\u0107.\u201d Nieprawdziwi ludzie, z nieprawdziwymi uczuciami, przeganiani himerycznymi impulsami, w roztargnieniu oddaj\u0105 si\u0119 pozornemu zepsuciu, pozornie folguj\u0105c swym iluzorycznym \u017c\u0105dzom. \u201eNad ca\u0142\u0105 dzielnic\u0105 unosi si\u0119 leniwy i rozwi\u0105z\u0142y fluid grzechu i domy, i sklepy, ludzie wydaj\u0105 si\u0119 niekiedy dreszczem na jej gor\u0105czkuj\u0105cym ciele, g\u0119si\u0105 sk\u00f3rk\u0105 na jej febrycznych marzeniach. Nigdzie jak tu nie czujemy si\u0119 tak zagro\u017ceni mo\u017cliwo\u015bciami, wstrz\u0105\u015bni\u0119ci blisko\u015bci\u0105 spe\u0142nienia, pobladli i bezw\u0142adni rozkosznym struchleniem ziszczenia. Lecz na tym si\u0119 te\u017c ko\u0144czy\u201d.<\/p>\n\n\n\n<p>Ale jest i druga warstwa tej alegorii. Ulica Krokodyli jest wyobcowanym obszarem \u015bwiata \u017cydowskiego, przestrzeni\u0105 jego deformacji i umierania: pe\u0142n\u0105 zbyt \u015bniadych i zbyt trywialnych dziewcz\u0105t, \u201esubiektek\u201d, by\u0107 mo\u017ce niezdolnych ju\u017c zapewni\u0107 ci\u0105g\u0142o\u015bci ludowi Izraela. \u201eW spalonych rumie\u0144cach, w pikantnych stygmatach pieprzyk\u00f3w, we wstydliwych znamionach ciemnego puszku zdradza\u0142a si\u0119 rasa zapiek\u0142ej, czarnej krwi\u201d. Od tej prozy wieje Nietzschea\u0144sk\u0105 groz\u0105, cho\u0107 zrazu dyskurs Schulza uspokaja nas tylko, by\u015bmy nie demonizowali konsumpcji (a wraz z ni\u0105 ca\u0142ej nowoczesno\u015bci), jako \u017ce nie jest zepsuciem prawdziwym, lecz malowanym, tandetnym, jak towary masowej produkcji. W istocie m\u00f3wi on o \u015bmierci i ucieczce przed ni\u0105 w nieustaj\u0105c\u0105 prowizoryczno\u015b\u0107. Rozpusta handlu jest form\u0105 roztargnienia, pozwalaj\u0105c\u0105 zapomnie\u0107 o nieuchronnym ko\u0144cu, a mo\u017ce i do\u015bwiadcza\u0107 nadziei szcz\u0119\u015bcia jako <em>wiecznej<\/em> <em>beztroski<\/em>.<\/p>\n\n\n\n<p>Ulica Krokodyli jest \u017cerowiskiem szatana, ze wszystkimi jego dystynkcjami, \u0142\u0105cznie z tym, \u017ce szatan nie istnieje naprawd\u0119 i nic z\u0142ego nam nie zrobi. \u201eNajlepsi nie byli czasem wolni od pokusy dobrowolnej degradacji, zniwelowania granic i hierarchii, p\u0142awienia si\u0119 w tym p\u0142ytkim b\u0142ocie wsp\u00f3lnoty, \u0142atwej intymno\u015bci, brudnego zmieszania. Dzielnica ta by\u0142a eldoradem takich dezerter\u00f3w moralnych, takich zbieg\u00f3w spod sztandaru godno\u015bci w\u0142asnej\u201d. Ca\u0142e szcz\u0119\u015bcie, \u017ce daleko zbiec si\u0119 nie da \u2013 w najgorszym wypadku mo\u017cna co\u015b kupi\u0107.<\/p>\n\n\n\n<p>Beztroska i infantylno\u015b\u0107 to cz\u0119sto podnoszone atrybuty merkantylnej nowoczesno\u015bci. Wydelikacenie i brak zdolno\u015bci ponoszenia autentycznych trud\u00f3w \u017cycia maj\u0105 przywie\u015b\u0107 do zguby nasz\u0105 cywilizacj\u0119. Oto na ka\u017cd\u0105 bol\u0105czk\u0119 jest ju\u017c nie tylko lekarstwo, ale r\u00f3wnie\u017c \u015brodek zapobiegawczy. W dodatku przyjemny w stosowaniu. Nawet umiera\u0107 przychodzi nam w komforcie i w dobrym nastroju. Odpowiednia mieszanina chemii i mi\u0142o\u015bci uszczelni nasz los paku\u0142ami sensu tak dok\u0142adnie, \u017ce \u017caden mro\u017any powiew nico\u015bci nie zak\u0142\u00f3ci nam b\u0142ogiego, pe\u0142nego rado\u015bci i (g\u0142\u0119bokich) wzrusze\u0144 \u017cycia ani jeszcze bardziej b\u0142ogiej wieczno\u015bci.<\/p>\n\n\n\n<p>Tak to sarkamy wzgardliwie na nasz w\u0142asny \u015bwiat. Prawda to czy nie, w ka\u017cdym razie mit o naszej s\u0142abo\u015bci w centrum swej symboliki umieszcza rynek. To on nas usypia, rozleniwia, rozdziecinnia i psuje. To przez kupowanie i u\u017cywanie towar\u00f3w stajemy si\u0119 (w my\u015bl tego mitu) egoistycznymi i pozornie zadowolonymi z siebie <em>po\u017ceraczami<\/em>, wszystkie wymiary \u017cycia, w tym prac\u0119 oraz rodzin\u0119, podporz\u0105dkowuj\u0105cymi celom konsumpcyjnym. Stajemy si\u0119 niewolnikami w\u0142asnej chciwo\u015bci. Rynek jest tu aren\u0105 diabelskich pokus, targowiskiem pr\u00f3\u017cno\u015bci, miejscem korupcji cz\u0142owiecze\u0144stwa. Myli\u0142by si\u0119, kto by s\u0105dzi\u0142, \u017ce moralna krytyka rynku jest \u015bwie\u017cej daty, bo zwi\u0105zana z socjalizmem. Nie, jest cudownie staro\u017cytna i zawiera liczne w\u0105tki archaiczne.<\/p>\n\n\n\n<p>Nawet kto\u015b, kto bardzo praktycznie zajmuje si\u0119 rynkiem, powinien dobrze rozumie\u0107, w jaki spos\u00f3b spo\u0142eczna wyobra\u017ania, utrwalana przez popularne przekazy kultury, zape\u0142nia rynek symbolik\u0105 z\u0142a i winy, w jaki spos\u00f3b pos\u0142uguje si\u0119 ide\u0105 Targowiska Pr\u00f3\u017cno\u015bci z jego pandemonium Tandety, K\u0142amliwej Reklamy, U\u017cywania, Niezdrowej \u017bywno\u015bci, Oty\u0142o\u015bci itd., by zachowa\u0107 ulatniaj\u0105ce si\u0119 z pami\u0119ci pokole\u0144 wielkie strachy. Bruno Schulz, syn kupiecki, nie by\u0142 z pewno\u015bci\u0105 uprzedzony do handlu. Odwo\u0142ywa\u0142 si\u0119 wszelako do wyobra\u017ani wsp\u00f3\u0142czesnego cz\u0142owieka, rozdartego mi\u0119dzy obaw\u0105 utraty warto\u015bci starego, tradycyjnego porz\u0105dku a fascynacj\u0105 efektywno\u015bci\u0105 i bogactwem form nowoczesnych, z nowoczesnym rynkiem na czele. Jest to wyobra\u017ania sko\u0142atana wewn\u0119trznymi konfliktami, sterroryzowana uprzedzeniami i wyrzutami sumienia. Kt\u00f3\u017c chcia\u0142by okaza\u0107 si\u0119 materialist\u0105, hedonist\u0105, egoist\u0105, niewolnikiem niskich pokus, igraszk\u0105 w r\u0119kach specjalist\u00f3w od reklamy itd.?<\/p>\n\n\n\n<p>Oczywi\u015bcie nikt. I dlatego w\u0142a\u015bnie musimy sobie wybra\u0107. Albo b\u0119dziemy udawa\u0107, \u017ce to nie o nas mowa, bo akurat my kupujemy tylko niezb\u0119dne rzeczy. Albo b\u0119dziemy si\u0119 naszych win wstydzi\u0107 i poddawa\u0107 stosownej pokucie, w rodzaju \u201ednia bez zakup\u00f3w\u201d. Albo uznamy si\u0119 za ofiary rynku i wydamy mu wojn\u0119 na s\u0142owa, kupuj\u0105c i kln\u0105c na zmian\u0119. Albo wreszcie zrobimy pewien wysi\u0142ek, aby odczarowa\u0107 rynek, wygna\u0107 z naszych g\u0142\u00f3w te demony, kt\u00f3re przedstawiamy sobie w scenerii rynku.<\/p>\n\n\n\n<p>I w\u0142a\u015bnie to ostatnie jest jedyn\u0105 wsp\u00f3ln\u0105 strategi\u0105 marketingu, jak\u0105 podj\u0105\u0107 mog\u0105 w zgodnej wsp\u00f3\u0142pracy wszystkie firmy. O ile sensem ka\u017cdej akcji marketingowej jest zdobycie i utrzymanie jakiego\u015b fragmentu rynku kosztem konkurent\u00f3w, o tyle w tym jednym wymiarze wszyscy mog\u0105 i powinni wsp\u00f3\u0142pracowa\u0107 solidarnie. Jest bowiem w interesie wszystkich konkuruj\u0105cych na co dzie\u0144 dzia\u0142\u00f3w marketingu, by obroni\u0107 to, co wsp\u00f3lne \u2013 rynek jako ca\u0142o\u015b\u0107.<\/p>\n\n\n\n<p>Musimy pokaza\u0107, \u017ce na Ulicy Krokodyli uczciwi kupcy sprzedaj\u0105 prawdziwy towar porz\u0105dnym ludziom. Godno\u015b\u0107 rynku da si\u0119 jednak\u017ce obroni\u0107 tylko wtedy, gdy w tej jednej sprawie wi\u0119kszo\u015b\u0107 konkuruj\u0105cych ze sob\u0105 na co dzie\u0144 si\u0142 oka\u017ce sobie lojalno\u015b\u0107 i solidarno\u015b\u0107. T\u0105 ide\u0105 z\u0142\u0105czeni by\u0107 musz\u0105 wszyscy, a wi\u0119c nie tylko kupcy pomi\u0119dzy sob\u0105, ale r\u00f3wnie\u017c producenci i klienci. Rynek pozostanie diaboliczny i b\u0119dzie opluskwiany dop\u00f3ty, dop\u00f3ki sprzedaj\u0105cy i kupuj\u0105cy b\u0119d\u0105 stali po dw\u00f3ch stronach szyby, kt\u00f3r\u0105 instaluje mi\u0119dzy nimi imaginacja wiecznego konfliktu interes\u00f3w.<\/p>\n\n\n\n<p>Egzorcyzmy nie pomog\u0105, je\u015bli b\u0119dziemy podzieleni. Diabe\u0142 jest bowiem w nas wszystkich; wi\u0119cej: to my sami jeste\u015bmy diabelscy, p\u00f3ki si\u0119 dzielimy na wrogie obozy \u201egeszefciarzy\u201d i \u201efrajer\u00f3w\u201d. Sklepy na Ulicy Krokodyli mia\u0142y \u201ewadliwe, m\u0119tne i brudne szyby\u201d. T\u0142uczmy te szyby, by razem zbudowa\u0107 na nowo mark\u0119 wszystkich marek, kt\u00f3rej na imi\u0119 Rynek.<\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Dedykuj\u0119 dzisiejszy sw\u00f3j felieton wszystkim pracownikom i klientom galerii handlowych, zw\u0142aszcza tych przydworcowych. W najwi\u0119kszych miastach mo\u017cna od dzi\u015b za\u0142atwi\u0107 wszystko, nie oddalaj\u0105c si\u0119 od kolei. Przechodnio\u015b\u0107 i szmerliwa zgie\u0142kliwo\u015b\u0107 dworca g\u0142adko przed\u0142u\u017ca si\u0119 w zgie\u0142kliw\u0105 szmerliwo\u015b\u0107 handlowych pasa\u017cy. Taki \u015bwiat odmalowa\u0142 ju\u017c na kartach &#8222;Sklep\u00f3w cynamonowych&#8221; wielki Schulz, w opowiadaniu \u201eUlica Krokodyli\u201d, \u015bni\u0105cym o [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":3,"featured_media":7261,"comment_status":"closed","ping_status":"closed","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[1],"tags":[1481,1482,1483],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/7255"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/wp-json\/wp\/v2\/users\/3"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=7255"}],"version-history":[{"count":5,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/7255\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":7260,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/7255\/revisions\/7260"}],"wp:featuredmedia":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/wp-json\/wp\/v2\/media\/7261"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=7255"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=7255"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/hartman\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=7255"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}