SkiWelt, czyli ekośnieg świata nart (1)
Kapryśne – także jeśli chodzi o śnieg – zimy stały się faktem. Dla stacji narciarskich to wyzwanie na miarę być albo nie być. Ale niedawno przekonałem się, że można próbować mu sprostać. Oto jaką strategię wypracował jeden z największych, ale i najbardziej ekologicznych terenów narciarskich na świecie, czyli SkiWelt Wilder Kaiser – Brixental.
Dla przypomnienia: SkiWelt to grupa wzgórz położonych między poszarpanymi turniami wapiennego pasma Wilder Kaiser (na północy) a doliną Brixen (na południu) – w najbliższej Polsce, bo wschodniej części Tyrolu, ledwie godzinę jazdy samochodem czy to z kierunku Salzburga czy też od strony Monachium. Obszar obejmuje aż 275 kilometrów nartostrad, obsługiwanych przez 81 kolejek i wyciągów. I choć tamtejsze zjazdy wytyczone są na stosunkowo niewielkiej, jak na Alpy, wysokości (najwyższy punkt, czyli Hohe Salve leży na 1829 m n.p.m.), to nawet w ubogie w śnieg zimy, udaje się przygotować je na potrzeby narciarzy od początków grudnia do połowy kwietnia.

Po części dzieje się tak dzięki położeniu właśnie i specyfice terenu. Otóż rejon Alp Kützbuhelskich (bo SkiWelt jest – wespół ze słynnym Kützbuhel – ich częścią) długo słynął ze sporych opadów. Tamtejsze masywy górskie stanowią tak zwaną północno-zachodnią barierę Alp i są rodzajem naturalnej zapory dla krążących chmur, co sprzyja kumulacji opadów – ich roczna średnia (powyżej 2,5 m w dolinach i ponad 8 m w wyższych partiach gór) utrzymywała się w okolicy na niezmienionym poziomie od… pół wieku. Owszem, sceptycy alarmują, że ostatnimi czasy zwłaszcza w styczniu w dolinach coraz częściej zdarza się deszcz, ale wciąż szansa na śnieg jest w regionie spora.
Pod drugie, stacja założyła, że – znowu w przeciwieństwie do niektórych ośrodków – nie będzie sztucznie niwelować swoich zboczy. Dzięki zaś ich naturalnemu ukształtowaniu śnieg także w newralgicznych miejscach (typu garby i przełamania) utrzymuje się dłużej. Co jednak kluczowe, podłożem większości stoków SkiWelt jest miękka trawa, nie zaś, jak gdzie indziej, skały. Ułatwia to przygotowanie tras – by po takim podłożu dało się jeździć, wystarczy około 20 cm ubitego śniegu. Zapewne więc zasadnie gospodarze zapewniają, że przy sprzyjającej temperaturze i wilgotności są w stanie pokryć od zera pokryć w ciągu dwóch-trzech dni niemal połowę (około 120 km swoich nartostrad) wystarczającą warstwą technicznego śniegu.
To ważne: „technicznego” – nie zaś „sztucznego”. SkiWelt szczyci się bowiem, to po trzecie, najnowocześniejszą i ekologiczną technologią instalacji dośnieżających.
Barwnie opowiadał mi o tym szef jednej z sześciu central przygotowywania tras SkiWelt.

Podkreśla na początek, że w SkiWelt już od dekady wywarza się śnieg wyłącznie na bazie wody o najwyższej, bo pitnej, jakości – do jego produkcji nie używa się bowiem, co zdarza się innym stacjom, żadnych „wspomagających” dodatków chemicznych. Dlatego właśnie należy nazywać go „technicznym”, a nie „sztucznym”. Istotne również, że woda do naśnieżania czerpana jest z 18. naturalnych zbiorników rozrzuconych w różnych miejscach stacji. Pochodzi więc w przeważającej mierze z górskich źródeł, opadów i roztopów, a nie z publicznej sieci wodociągowej. Równocześnie wysoka jakość wody używanej do dośnieżania sprawia, że kiedy wiosną techniczny śnieg topnieje, to woda wsiąka w glebę bez groźby zanieczyszczenia pastwisk czy zatrucia zwierząt. Tak to w praktyce sprawdza się idea gospodarki wodnej w obiegu zamkniętym.

Co też ważne, technicznego śniegu wytwarza się dokładnie tyle, ile go potrzeba – a to dzięki wprowadzonemu (kosztem pół miliona euro) w 2017 roku na obszarze SkiWelt systemowi mierzenia pokrywy śnieżnej. Otóż każdego lata wszystkie udostępniane potem narciarzom zbocza są precyzyjnie skanowane za pomocą dronów i GPS. Aktualne ukształtowanie terenu zapisywane jest na serwerach ośrodka. Gdy w sezonie na stoki ruszają ratraki (jest ich ponad 70), komputery pokładowe (również połączone z GPS) na bieżąco przekazują obsłudze informacje o grubości pokrywy śnieżnej w poszczególnych miejscach oraz wskazówki tyczące konieczności dośnieżenia tam, gdzie jest go zbyt mało. Szacuje się, że takie punktowe jedynie uzupełnianie braków śniegu na trasach pozwala oszczędzić około 25 procent wody, energii oraz pracy ludzkiej – a więc i kosztów utrzymania tras, o korzyściach ekologicznych nie wspominając. Procedura ta pozwala także porównywać sytuację śniegową w kolejnych sezonach – a tym samym racjonalnie planować dośnieżanie. Dzięki analizie danych można bowiem, na przykład, ustawiać armatki i lance w zależności od ekspozycji zboczy, nasilenia ruchu narciarskiego, siły i kierunków wiatru (dość powiedzieć, że nieodpowiednie wobec jego cyrkulacji usytuowanie armatek może prowadzić do strat przekraczających 10 proc. wytworzonego śniegu), wilgotności w różnych miejscach, odległości od zbiorników wody i tak dalej.

Ale na wybór detali i strategii dośnieżania wpływa – prócz wskazówek komputerowych – także wieloletnie doświadczenie fachowców z każdej z sześciu centrali dośnieżających ośrodka. To oni bowiem podejmują ostateczne decyzje.
Tak czy tak produkcja metra sześciennego technicznego śniegu kosztuje około 5 euro. Na ceną wpływa zwłaszcza temperatura powietrza i wilgotność – te zaś mogą być oczywiście różne każdego sezonu. Dośnieżanie można rozpocząć, gdy temperatura otoczenia spada poniżej -2,5 °C (choć przy niskiej– rzędu 40 proc – wilgotności można produkować śnieg nawet w dodatnich – rzędu 1 °C – temperaturach). Znaczenie ma także temperatura używanej wody – im jest niższa (optymalna to 1°C), tym szybciej śnieg się krystalizuje – dlatego przy przepompowniach instalowane są systemy schładzania wody dostarczanej potem do armatek. Jednak najefektywniejsze jest pozyskiwanie jej z górskich jezior na dużych wysokościach, bo tam woda od razu w naturalny sposób ma temperaturę 3-4 °C.
Ostatnimi laty SkiWelt w każdym sezonie na dośnieżenie swoich zboczy wydaje średnio – bo oczywiście w zależności od pogody – około 2 milionów euro. W połączeniu z naturalnymi zaletami terenu efektem są dobrze przygotowane trasy nawet w okresach gorszej – biorąc pod uwagę właśnie potrzeby narciarzy – pogody. Jasne: inwestycje w śnieg muszą odbić się na cenie karnetów. Ale coś za coś – wszak większość gości podczas zimowego urlopu oczekuje dziś wciąż raczej zjazdów w komfortowych warunkach niż trudnych narciarskich wyzwań.
PS O innych innowacjach, którymi SkiWelt Wilder Kaiser Brixental próbuje przyciagać gości wkrótce tu jeszcze napiszę.
