Odkrycia sezonu 2026: Trójka Południowego Tyrolu (I)

Czasem mapki stacji zimowych kompletnie nie oddają istoty i rzeczywistej klasy ośrodków. Tak jest w przypadku wciąż mało znanego w Polsce południowotyrolskiego obszaru Wipptal/Alta Valle Isarco. Czyli trzech kameralnych stacji/zboczy: Rosskopf/Monte Cavallo, Ladurns i Ratchings/Jaufen.

Leżąca tuż przy granicy z Austrią dolina Wipptal to obszar może mało znany, ale być może jakoś kojarzony. Pewnie bowiem większość spośród udających się na narty do Włoch via Innsbruck (a to najpopularniejszy wariant takiej podróży) zaskoczył widok gondolek wznoszących się nad samą autostradą A22 tuż za przełęczą Brenner. To właśnie kolejka biegnąca na Rosskopf/Monte Cavallo.

Jej dolna stacja znajduje się w samym centrum miasteczka Sterzing/Vipiteno – miejsca o historii sięgającej przynajmniej średniowiecza. Symbolem jest 46-metrowa kamienna Zwölferturm (Wieża Dwunastu), która od 1472 r. wyznaczała granice właściwej części osady (a zegar i dźwięki jej dzwonu ogłaszały w samo południe porę obiadu i sjesty).

Są i inne świadectwa zacnej tradycji: wzniesiony jeszcze w XIV wieku (bo w roku 1399) gotycki kościół Ducha Świętego (Chiesa di Santo Spirito), zwany też „szpitalnym”, jako że sąsiadował wtedy z lokalną lecznicą, oraz pochodzący z XV wieku ratusz, który swą funkcję pełni i dziś (interesanci przyjmowani są między innymi w autentycznej sali z drewnianą podłogą i wystrojem z epoki). Wrażenie robi też główny deptak – z licznymi sklepami, restauracjami i barami pomieszczonymi w zabytkowych kamienicach. Skądinąd samo Sterzing/Vipiteno znalazło się na liście I Borghi più belli d’Italia (najpiękniejszych miejscowości kraju). Nie mówiąc o tym, że jest najwyżej położonym miastem Południowego Tyrolu (leży wszak na niemal 1000 m n.p.m.) i najdalej na północ wysuniętym w całych Włoszech (do granicy z Austrią jest stąd ledwie 18 km). 

A nad miasteczkiem góruje majestatycznie Rosskopf/Monte Cavallo (miano „końskiego” masyw nowsi z racji grani zarysem przypominającej, wedle ludzi z wyobraźnią, głowę dumnego rumaka).

Otóż właśnie: sądząc po mapce, Rosskopf/Monte Cavallo to miejsce jakich wiele. Niespełna 20 km tras, z tego ledwie jedna (dość krótka na dodatek) czarna, kilka tylko czerwonych plus dwie niebieskie (nie licząc tak zwanych „objazdówek” dla początkujących). Najciekawiej zdają się wyglądać wytyczone nieco poniżej grani (a więc na linii około 1800 m n.p.m.)… szlaki do wędrówek pieszych.

Tymczasem szybko okazuje się, że i na nartach można tam zacnie pojeździć. Wynika to, po pierwsze, z braku tłumów na trasach – wszak to zawsze ułatwia wybór linii zjazdu i, by tak rzec, pozwala na większą podczas niego fantazję.

Zwłaszcza kiedy, po drugie, trasy są ze znawstwem wytyczone. Po prostu: są na tyle urozmaicone, że można je pokonywać wiele razy bez cienia znudzenia – a tyczy to także fragmentów biegnących leśnymi przecinkami. Zajmującym wyzwaniem są czerwone zjazdy prowadzące z dwóch najwyżej dostępnych kolejkami punktów obszaru (górnej stacji gondoli/krzesła – bo taką mieszaną konstrukcję ma jeden z wyciągów bądź górnej stacji drugiego z krzeseł), czyli już ponad 2000 m n.p.m. do samej doliny (a więc na 970 m n.p.m.).

I wreszcie: północna ekspozycja stoku (plus zapewne fachowość ekip dośnieżających i ratrakujących) powoduje, że podłoże trzyma (tak było w każdym razie podczas mojego pobytu) doskonale i nawet pod koniec dnia nie ma mowy o pułapkach w postaci zlodzeń ani nawet o obsuwach czy garbach. Jeździ się zatem przednio do zamknięcia wyciągów (co też praktykowaliśmy).

A skoro o kolejkach mowa: nowoczesna – oddana do użytku w 2022 roku – główna gondola na Rosskopf/Monte Cavallo była pierwszą w świecie (!) konstrukcją bezobsługową – dzięki układowi peronu i systemowi wyprzęgania wagoników goście mogą łatwo korzystać z nich samodzielnie, a ruch kolejki na każdej ze stacji nadzoruje ledwie jeden pracownik. Opatentowana przez firmę Leitner technologia LeitPilot® to „inteligentny system, który umożliwia zautomatyzowaną obsługę stacji, co przyczynia się do zwiększenia wydajności i oszczędności”. Istota pomysłu jest – jak ogłaszał Leitner – następująca: „LeitPilot® rewolucjonizuje obsługę kolejek linowych dzięki monitorowaniu w czasie rzeczywistym za pomocą czujników LIDAR i systemów kamer. W połączeniu z urządzeniami zabezpieczającymi, takimi jak drzwi bezpieczeństwa i wyłączniki awaryjne, zapewnia maksymalną ochronę i komfort, a zoptymalizowany mechanizm prowadzenia kabin gwarantuje płynne wsiadanie i wysiadanie (…) System optymalizuje wykorzystanie personelu, zapewniając jednocześnie maksymalne bezpieczeństwo”.

Ma Rosskopf/Monte Cavallo jeszcze inny atut: najdłuższy tor saneczkowy we Włoszech! Nie jestem fanem tej zabawy, bo (nie wiedzieć specjalnie dlaczego) uważam ja za dużo bardziej kontuzjogenną niż narty. Ale tu było inaczej – pokonanie liczącego niemal 10 km (!) toru (gdy aura nie sprzyja – sztucznie dośnieżanego!) okazało się wielką frajdą. Startuje się przy górnej stacji Rosskopf, czyli na 1860 m n.p.m., a potem zjeżdża leśnymi serpentynami aż do doliny, czyli centrum Sterzing/Vipiteno, czyli na 970 m n.p.m. – więc jak na sannę różnica poziomów jest imponująca. Sanki można oczywiście wypożyczyć, podobnie jak czołówkę (a tę warto, bo potęguje wrażenia i zwiększa bezpieczeństwo).

Może być wreszcie Sterzing atrakcyjnym wyborem na zimowe wakacje dla tych, którzy lubią po nartach rozmaite miejskie właśnie atrakcje.

A z racji położenia w centrum obszaru, i tego, że kwater, także tych atrakcyjnych cenowo, jest w miasteczku w bród, służyć też jako baza do eksplorowania pozostałych ośrodków narciarskich regionu Wipptal, a więc wspomnianych Ladurns i Ratschings.

O nich też tu będzie.

Reklama