Kreacjoniści za ewolucją

Karol Darwin, w domenie publicznej

Fundacja En Arche kojarzy mi się z propagowaniem podważającego współczesną naukę kreacjonizmu i rozpowszechnienia hipotez niepopartych wiarygodnymi dowodami, a niekiedy dawno już obalonych, propagowanych w Internecie także przez wiele innych, najczęściej amerykańskich organizacji.

Sztandarowy przykład kreacjonistycznego myślenia: doskonałe ludzkie oko nie mogło powstać drogą ewolucji, bo po co komu pół oka? Nic to, że ślepa plamka zaprzecza inteligencji ewentualnego projektanta (kto umieszczałby w kamerze kable przed ekranem światłoczułym?), że ewolucja nie polega na powstawaniu najpierw połowy oka, a potem drugiej połowy, a liczne bazalne i kopalne taksony dosyć dobrze ilustrują ewolucję narządu od pojedynczej plamki światłoczułej po coraz bardziej skomplikowane struktury. Jeśli fakty czemuś przeczą, pomiń fakty.

Tym bardziej zdziwiła mnie wydana przez nią w zasadzie proewolucyjna książka Jamesa Shapiro, amerykańskiego genetyka i bakteriologa, pod tytułem “Teoria ewolucji z perspektywy XXI wieku”. Podtytuł brzmi, uwaga: “Dlaczego ewolucja jest tak skutecznym procesem?”.

Książka opisuje wiele niezwykle ciekawych zjawisk, których próżno szukać w podręcznikach biologii. Podważa ona darwinowski dobór naturalny oddziałujący na drobne mutacje jako główne źródło zmienności i ewolucji. Zamiast niego proponuje naturalną inżynierię genetyczną (NGE, Natural genetic engineering). Chodzi o bardziej celowaną, ukierunkowaną ewolucję niż ślepy traf losowych mutacji (ukierunkowaną jednak nie przez odgórnego projektanta, a o złożone systemy molekularne o poziomie organizacji, o jakich lata temu nam się nie śniło).

Przykładowo większość naszych białek zbudowana jest z oddzielnych domen. Ewolucja białek wedle Shapiro rzadko odbywa się drogą drobnych mutacji zmieniających pojedyncze aminokwasy. Znacznie bardziej efektywne jest tasowanie domen, to znaczy łączenie części pochodzących z różnych białek.

Innym ważnym procesem jest duplikacja całego genomu, dzięki której otrzymujemy dwa razy więcej genów. Część z nich może więc zmutować, przyjmując nowe funkcje, podczas gdy druga kopia spełniać będzie stare funkcje (neofunkcjonalizacja). Mogą też podzielić się zadaniami (subfunkcjonalizacja). W ten sposób powstały kręgowce.

Niezwykle ważną rolę odgrywają również ruchome elementy genetyczne, fragmenty łańcucha kwasu nukleinowego wycinające się w jednym miejscu genomu i wklejające w innym. Mogą pełnić istotne funkcje regulacyjne.

Autor podważa tezę o zdecydowanej większości śmieciowego, niepełniącego żadnej funkcji DNA, w którym białka koduje jakieś 3%. Otóż masa niebiałkowego DNA również ulega transkrypcji do RNA. Co więcej, niekoniecznie żyje dalej swoim życiem, ponieważ wpływa na i reguluje wiele różnych procesów.

Wszystko to, przyznaję, niezwykle ciekawe, zmieniające wręcz paradygmat funkcjonujący od pół wieku w genetyce. Książki jednak przeciętnemu czytelnikowi nie polecam.

Lekturę odradzam przede wszystkim dlatego, że autor nie mógł się zdecydować, dla kogo jest napisana. W efekcie wybrał dość dziwaczne moim zdaniem rozwiązanie. Początek tekstu stanowi dość łatwe wprowadzenie do omawianych zagadnień. następnie autor przechodzi do coraz bardziej zaawansowanych informacji, środek pozostawiając wyłącznie dla ekspertów z danej dziedziny. Następnie stopniowo wraca do coraz łatwiejszych zagadnień. Na wstępie radzi osobom bez szczegółowej wiedzy biologicznej po prostu przestać czytać, kiedy przestają rozumieć, co czytają, przekartkować kilka stron i wrócić do tekstu w miejscu, kiedy znowu będą w stanie go zrozumieć. W efekcie dla większości czytających większość książki będzie kompletnie niejasna. Sporą część równie dobrze mógłbym czytać po chińsku. Nie okłamujmy się, specjaliści i tak czytają głównie publikacje w czasopismach naukowych, a niebiolog i tak tego nie zrozumie.

Dochodzi kwestia nienajlepszego tłumaczenia. Wiecie państwo, co to jest “promieniowanie adaptacyjne”? Też nie wiedziałem. Spróbujmy przyłożyć to na angielski. Otrzymujemy “radiation”… Tak, radiacja adaptacyjna to dość powszechnie stosowany w biologii termin, nauczany w szkołach. Niektórych terminów nie przetłumaczono w ogóle (np. “strain” to po prostu szczep bakterii). W kilku miejscach tekst wydawał mi się nie mieć żadnego sensu i w magiczny sposób by go nabył, gdyby dopasować epitet do innego rzeczownika stojącego obok w zdaniu (ah ten angielski bez deklinacji…) Jak wyżej pisałem, oryginalny tekst był zapewne niesamowicie trudny. I zapewne trudno jest tłumaczyć tekst, którego się fragmentami nie rozumie. Czy jednak na pewno należy wtedy oddawać tłumaczenie do druku?

Muszę się przyznać, że przez moment zaświtała mi w głowie dość cudaczna hipoteza, czy może dlatego właśnie książkę wydano. Wyobraziłem sobie, jak kreacjoniści, nie zawsze posiadający zaawansowaną wiedzę biologiczną (a zrozumienie książki wymagało jej na naprawdę wysokim poziomie), mogli zrozumieć z niej tyle, że krytykuje ona darwinowski dobór naturalny, i zainwestowali w wydanie w przekonaniu, że to kolejna antyewolucjonistyczna agitacja. Odrzućmy te fantazje, chyba robię się złośliwy…

Należy rozpatrzeć raczej możliwość, że starają się zasiać ziarno wątpliwości (propozycje Shapiro określano czasem jako trzecią prócz darwinizmu i kreacjonizmu drogi). Być może nie do końca wiedząc, że dzisiejszy ewolucjonizm od dawna nie jest stricte darwinowski, a cała nauka polega na nieustannym (ale w odróżnieniu od niektórych przypadków kreacjonistycznego marudzenia rozumnym) podważaniu dotychczasowych i poszukiwaniu lepszych wyjaśnień (nie, kreacjonistyczna odpowiedź “bo tak chciał Bóg” nie jest żadnym wyjaśnieniem). Pozostaje jeszcze trzecia możliwość: kreacjoniści wydali ewolucjonistyczną książkę, bo po prostu stał się cud. Czemu nie? W końcu kreacjoniści wierzą w cuda.

Marcin Nowak

Bibliografia

  • James A. Shapiro: Teoria ewolucji z perspektywy XXI wieku. Dlaczego ewolucja jest tak skutecznym procesem. Wersja rozszerzona. En Arche, Warszawa 2025
Reklama