
{"id":225,"date":"2008-12-05T02:54:27","date_gmt":"2008-12-05T01:54:27","guid":{"rendered":"http:\/\/owczarek.blog.polityka.pl\/?p=225"},"modified":"2008-12-05T02:54:27","modified_gmt":"2008-12-05T01:54:27","slug":"odbijomy-felka","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/owczarek\/2008\/12\/05\/odbijomy-felka\/","title":{"rendered":"Odbijomy Felka"},"content":{"rendered":"<p>&#8211; Matka &#8211; odezwo\u0142 sie m\u00f3j baca do mojej ga\u017adziny podcas obiadu w ostatniom sobote.<br \/>\n&#8211; Co, nie smakuje co\u015b? &#8211; spyta\u0142a ga\u017adzina.<br \/>\n&#8211; Sy\u0107ko piknie smakuje! &#8211; zawo\u0142o\u0142 baca. &#8211; Ino jo se tak my\u015ble, ze skoda, ze Felka ci\u0105gle w tym \u015bpitalu w Krakowie trzymajom. Bo jo fcio\u0142byk p\u00f3\u015b\u0107 do niego i popyta\u0107, cy nie m\u00f3g\u0142by mi pozycy\u0107 tysi\u0105c z\u0142otyk.<br \/>\n&#8211; Felek mio\u0142by ci tysi\u0105c pozycy\u0107? &#8211; Ga\u017adzina zac\u0119\u0142a sie \u015bmia\u0107. &#8211; Chyba ze na jakisi stra\u015bliwy procent! A jak bez procenta, to zaroz by ci goda\u0107 zac\u0105\u0142, ze on taki bidny, ze go nawet na suchom bu\u0142ke na \u015bniadanie nie sta\u0107, wi\u0119c sk\u0105d mio\u0142by wzi\u0105\u0107 tysi\u0105c z\u0142otyk!<br \/>\n&#8211; Jo to sy\u0107ko wiem, matka, jo to wiem &#8211; pedzio\u0142 baca. &#8211; Ale w sumie to fajnie sie tyk Felkowyk godek s\u0142ucho. No, z jednej strony te godki som denerwuj\u0105ce, ale z drugiej &#8211; piknie one c\u0142eka roz\u015bmiesajom!<br \/>\n&#8211; Hmm&#8230; W\u0142a\u015bciwie to mos, ojciec, racje &#8211; pedzia\u0142a ga\u017adzina po kwili namys\u0142u.<\/p>\n<p>Moi ostomili, nie ino mojemu bacy i mojej ga\u017adzinie ckni\u0107 sie za Felkiem zac\u0119\u0142o. Inksym tyz! J\u00f3zce spod grapy brakowa\u0142o biadole\u0144 Felka, ze z jego dochodami to mozno ino wegetowa\u0107. W\u0142a\u015bcicielowi korcmy brakowa\u0142o b\u0142aga\u0144 Felka o cho\u0107by jeden ma\u0142y kielisecek na kost firmy. So\u0142tysowi brakowa\u0142o ciag\u0142yk wizyt Felka i dopytywania sie, cy w\u0142adze samorz\u0105dowe nie ryktujom jakiejsi akcji humanitarnej dlo najbidniejsyk g\u00f3roli, bo je\u015bli nie, to on, Felek, wkr\u00f3tce z g\u0142odu pomre.<\/p>\n<p>A podcas niedzielnej msy \u015bwi\u0119tej ko\u015bcielny jak zwykle pose\u0142 z tacom, coby pozbiera\u0107 od wiernyk dutki. Dose\u0142 do \u0142awki, na ft\u00f3rej Felek wse siedzio\u0142 i wse na widok tacy podrywo\u0142 sie i wybiego\u0142 z ko\u015bcio\u0142a, coby wr\u00f3ci\u0107 dopiero po kilku minutak, kie mio\u0142 pewno\u015b\u0107, ze zbieranie dutk\u00f3w juz sie sko\u0144cy\u0142o. Tym rozem Felkowe miejsce by\u0142o puste. Ko\u015bcielny zatrzymo\u0142 sie przy tym miejscu, posto\u0142 kwilecke, wre\u015bcie westchn\u0105\u0142 ci\u0119zko, machn\u0105\u0142 r\u0119kom i wr\u00f3ci\u0142 z tacom ku zakrystii, cho\u0107 do obej\u015bcia pozosta\u0142o mu wi\u0119cej niz p\u00f3\u0142 ko\u015bcio\u0142a.<\/p>\n<p>Kie kot i jo dowiedzieli sie o tym, nie mieli my juz zodnyk w\u0105tpliwo\u015bci &#8211; trza Felka odbi\u0107! Bo z Krakowa dochodzi\u0142y wie\u015bci, ze niepr\u0119dko go ze \u015bpitala wypuscom. Doktory goda\u0142y, ze dop\u00f3ki nie dokono sie nowy post\u0119p w medycynie, to nie do sie pedzie\u0107, na co Felek zachorowo\u0142. Dlotego postanowi\u0142y trzyma\u0107 go tak d\u0142ugo, jaz ten post\u0119p sie dokono. Na m\u00f3j dusiu! To jak d\u0142ugo trza by jesce ceka\u0107? Do tysi\u0119cnej rocnicy bitwy pod Grunwaldem? Do tysi\u0105c setnej? Nawet je\u015bli ino do se\u015b\u0107setnej &#8211; to i tak za d\u0142ugo!<\/p>\n<p>&#8211; Mocie, krzesny, jakisi plan? &#8211; spyto\u0142 kot.<br \/>\n&#8211; Mom dwa nawet: A i B &#8211; odpowiedzio\u0142ek.<br \/>\n&#8211; Jak znom zycie &#8211; pedzio\u0142 kot &#8211; plan A sie nie powiedzie. Wi\u0119c od rozu godojcie, jaki jest plan B.<br \/>\n&#8211; Juz godom &#8211; pedzio\u0142ek. &#8211; Przybocuje se, ze roz nas baca wyryktowo\u0142 drewnianego \u015bwi\u0105tka, bo probosc go o to popyto\u0142. Ino ten \u015bwi\u0105tek jakosi sie bacy nie spodobo\u0142, wi\u0119c wyryktowo\u0142 nowego. A ten nieudany \u015bwi\u0105tek lezy teroz w kom\u00f3rce i sie ino marnuje. No to wyci\u0105gnijmy go i zabiermy do Krakowa! P\u00f3dziemy do \u015bpitala, nojdziemy Felka i piknie go stamt\u0105d porwiemy.<br \/>\n&#8211; No dobrze, ale do cego tutok potrzebny ten \u015bwi\u0105tek? &#8211; spyto\u0142 kot.<br \/>\n&#8211; Pozostawimy go w \u015bpitalu w Felkowym wyrku &#8211; pedzio\u0142ek. &#8211; Kieby Felek znikn\u0105\u0142 bez \u015bladu, doktory zaroz zaalarmowa\u0142yby policje, ze uciek\u0142 im pacjent, ft\u00f3ry moze sy\u0107kik zaraza\u0107 barzo tajemnicom chorobom. Kie za\u015b nojdom \u015bwi\u0105tka, to pomy\u015blom, ze w ostatnim stadium choroby Felek zamieni\u0142 sie w drewno i telo. Nifto nie bedzie go suko\u0142.<br \/>\n&#8211; Na m\u00f3j dusiu! Jakisi lekorz medycyny od rozu bedzie mio\u0142 pikny temat na prace doktorskom! &#8211; za\u015bmio\u0142 sie kot. &#8211; Ino jo byk na pewno wyryktowo\u0142 lepsy plan, ale nie fce mi sie go w tej kwili wymy\u015bla\u0107. Wi\u0119c niekze ta. Post\u0105pimy wed\u0142ug wasego.<\/p>\n<p>Pockali my, jaz baca z ga\u017adzinom p\u00f3dom spa\u0107. Kie posli, zakrod\u0142ek sie do cha\u0142upy, noloz\u0142ek plan Krakowa i piknie mu sie przyjrzo\u0142ek, cobyk umio\u0142 potem do tego \u015apitala Uniwersyteckiego trafi\u0107. A potem wydobyli my bacowego \u015bwi\u0105tka z kom\u00f3rki. Z kawa\u0142ka \u015bnura wyryktowali my cosi w rodzaju lassa, coby \u0142atwiej by\u0142o te figurke ci\u0105gn\u0105\u0107. I wkr\u00f3tce rusyli my w droge. Sli my nocom przez ciemny las, jaze dosli do Ochotnicy G\u00f3rnej. Cemu w\u0142a\u015bnie tamok? A bo z Ochotnicy G\u00f3rnej codziennie o godzinie 4.15 rano ruso PKS do Krakowa. Tak jak sie spodziewo\u0142ek, o tej godzinie i pon kierowca, i sy\u0107ka pasazerowie byli tak sakramencko zaspani, ze nie zauwazyli, jake\u015bmy wroz z kotem wsiedli do autobusu i \u015bwi\u0105tka ze sobom wgramolili. Zaroz posli my z tym \u015bwi\u0105tkiem na samiu\u0107ki ty\u0142, wepchli figure pod siedzenia, a sami przycupn\u0119li obok. Autobus rusy\u0142. Min\u0119li my Ochotnice Dolnom, Szczawe, Mszane, My\u015blenice&#8230; No i wre\u015bcie do Krakowa piknie my dojechali. Ino w tym Krakowie, cho\u0107 godzina by\u0142a jesce wcesno, to juz stra\u015bliwe korki na ulicak sie porobi\u0142y! Pon kierowca zac\u0105\u0142 jecha\u0107 sobie znanymi ulickami, pr\u00f3buj\u0105c jakosi te korki omin\u0105\u0107. Podnies\u0142ek sie, coby wyjrze\u0107 przez okno i spr\u00f3bowa\u0107 sie zorientowa\u0107, kany jeste\u015bmy.<br \/>\n&#8211; O, krucafuks! &#8211; zawo\u0142o\u0142ek.<br \/>\n&#8211; Co sie dzieje? &#8211; spyto\u0142 kot.<br \/>\n&#8211; Nie uwierzycie, krzesny! W\u0142a\u015bnie przecyto\u0142ek nazwe ulicy! To ulica Kopernika! To tutok jest ten \u015bpital, we ft\u00f3rym Felka trzymajom!<br \/>\n&#8211; Na m\u00f3j dusiu! &#8211; zawo\u0142o\u0142 kot. &#8211; No to musimy wysiada\u0107! Ino jak to zrobi\u0107?<br \/>\n&#8211; Pockojcie, krzesny &#8211; pedzio\u0142ek. &#8211; Spr\u00f3buje otworzy\u0107 okno i wyskocymy przez nie na ulice.<\/p>\n<p>Nagle autobus gwa\u0142townie zahamowo\u0142.<br \/>\n&#8211; Ejze! &#8211; krzykn\u0105\u0142 pon kierowca. &#8211; Co tam za scekanie i miaucenie z ty\u0142u dochodzi?<br \/>\nPon kierowca wsto\u0142 i przese\u0142 sie na koniec autobusu. Wroz z kotem wcisn\u0119li my sie pod siedzenie najg\u0142\u0119biej jako umieli. Niestety, kierowca by\u0142 sprytniejsy niz my my\u015bleli. Pochyli\u0142 sie i od rozu nos uwidzio\u0142.<br \/>\n&#8211; A cyjo to zywina? &#8211; spyto\u0142 zwracaj\u0105c sie ku pasazerom.<br \/>\nOcywi\u015bcie nifto sie do nos nie przyzno\u0142. Przyzna\u0107 by sie m\u00f3g\u0142 nas baca abo naso ga\u017adzina, ale ik przecie tutok nie by\u0142o.<br \/>\n&#8211; Skoro ta zywina jest nicyjo&#8230; &#8211; pon kierowca nie doko\u0144cy\u0142, ino pose\u0142 naprz\u00f3d, prasn\u0105\u0142 palcem w przycisk otwieraj\u0105cy tylne drzwi, a potem wr\u00f3ci\u0142 ku nom z jakimsi wielkim dr\u0105giem.<br \/>\n&#8211; Wynocha st\u0105d, beskurcyje! &#8211; krzykn\u0105\u0142 nachylaj\u0105c sie ku nom.<br \/>\nC\u00f3z, jako juz wiecie, my w\u0142a\u015bnie fcieli wysiada\u0107, wi\u0119c pogl\u0105dy nase i pona kierowcy by\u0142y tutok ca\u0142kowicie zgodne. Bez protest\u00f3w hipli my przez otwarte drzwi na chodnik. My\u015bleli my, ze zaroz drzwi autobusu sie zamknom, ale nagle znowu us\u0142yseli my krzyk pona kierowcy:<br \/>\n&#8211; A to co za plugastwo! Cyje to?! Nicyje?! No to wyrzucom! To porz\u0105dny autobus PKS, a nie \u015bmieciara!<br \/>\nI po kwilecce przez te same drzwi wylecio\u0142 z autobusu nas \u015bwi\u0105tek. Na m\u00f3j dusiu! Zabocyli my o nim! Jakie to scyn\u015bcie, ze pon kierowca zwr\u00f3ci\u0142 na niego uwage i nom go wydo\u0142! Kochony pon kierowca!<\/p>\n<p>Rozejrzeli my sie. Przed nomi sto\u0142 jeden z budynk\u00f3w \u015apitala Uniwersyteckiego. No w\u0142a\u015bnie! JEDEN Z BUDYNK\u00d3W! Bo ten spital mo ik wiele! I sk\u0105d my mieli wiedzie\u0107, we ft\u00f3rym Felek lezy? Ten budynek, ft\u00f3ry my mieli przed sobom, to by\u0142 taki pikny z cyrwonej ceg\u0142y, przykryty r\u00f3wnie piknom cyrwonom dach\u00f3wkom. Obes\u0142ek te wielkom cha\u0142upe dooko\u0142a, ci\u0105gn\u0105c za sobom bacowego \u015bwi\u0105tka. Krok w krok za mnom se\u0142 kot.<br \/>\n&#8211; I co? &#8211; spyto\u0142 mnie w ko\u0144cu. &#8211; My\u015blicie, ze Felek moze tutok by\u0107?<br \/>\n&#8211; Nie cuje jego zapachu &#8211; pedzio\u0142ek. &#8211; Sukojmy dalej.<\/p>\n<p>Zaroz za tym cyrwonym budynkiem sto\u0142 jakisi inksy. Posli my ku niemu.<br \/>\n&#8211; Oho! &#8211; zawo\u0142o\u0142ek. &#8211; Teroz juz cuje zapach Felka! Musi by\u0107 w \u015brodku!<br \/>\n&#8211; No to wchodzimy &#8211; pedzio\u0142 kot.<br \/>\n&#8211; Pockojcie, krzesny &#8211; odrzek\u0142ek. &#8211; Tamok przy wej\u015bciu siedzi pewnie straznik. My\u015blicie, ze on tak \u0142atwo wpu\u015bci psa i kota z drewnianym \u015bwi\u0105tkiem?<br \/>\n&#8211; Spr\u00f3buje go przekona\u0107, coby nos wpu\u015bci\u0142 &#8211; pedzio\u0142 kot.<br \/>\n&#8211; Przekona\u0107? O cym wy godocie krzesny?<\/p>\n<p>Kot nie odpowiedzio\u0142, ino pohybo\u0142 ku budynkowi. Z w\u0142a\u015bciwom swojemu gatunkowi zwinno\u015bciom otworzy\u0142 drzwi wej\u015bciowe i po kwili juz by\u0142 w \u015brodku. Zaroz us\u0142yso\u0142ek jakiesi krzyki. Drzwi znowu sie otworzy\u0142y i wybieg\u0142 zza nik kot z kawa\u0142em kie\u0142basy w gymbie. Za nim p\u0119dzi\u0142 pon w uniformie, ft\u00f3ry wrzesco\u0142:<br \/>\n&#8211; Ty hultaju! Ty ma\u0142y hultaju! Oddawaj mi moje drugie \u015bniadanie!<br \/>\nKie kot przebiego\u0142 ko\u0142o mnie, wykrzykn\u0105\u0142 nie wypuscaj\u0105c kie\u0142basy:<br \/>\n&#8211; Mohecie weh\u015b\u0107, hrzehny! Dhoga wohna!<br \/>\nZaroz potem przebieg\u0142 ko\u0142o mnie ten pon w uniformie. Nawet nie zwr\u00f3ci\u0142 na mnie uwagi. My\u015blo\u0142 ino o tym, coby dopa\u015b\u0107 kota. Na m\u00f3j dusiu! Jo tyz byk barzo ch\u0119tnie go dopod\u0142! Taki pikny kawa\u0142 kie\u0142basy mio\u0142 w gymbie! No ale nie przyjecho\u0142ek przecie do Krakowa po to, coby sie przysmakami opycha\u0107. Chyci\u0142ek \u015bnur, do ft\u00f3rego przywi\u0105zony by\u0142 \u015bwi\u0105tek i przez uchylone drzwi zaci\u0105g\u0142ek go do budynku. Dosto\u0142ek sie na jakisi korytorz. W jednym k\u0105cie sta\u0142o \u015bpitalne \u0142\u00f3zko, cyli takie na \u015btyrek k\u00f3\u0142eckak, coby mozno by\u0142o nim je\u017adzi\u0107 jako autem. Na \u0142\u00f3zku z\u0142ozono by\u0142a jakosi p\u0142achta. Pomy\u015blo\u0142ek se, ze dobrze by by\u0142o kasi \u015bwi\u0105tka ukry\u0107. No to wci\u0105g\u0142ek go na to \u0142\u00f3zko i przykry\u0142ek p\u0142achtom. P\u0142achta okaza\u0142a sie tak rozleg\u0142o, ze brzegami jaze do pod\u0142ogi si\u0119ga\u0142a.<\/p>\n<p>Nagle na korytorzu pojawi\u0142 sie kot. Uwidzio\u0142 mnie i pohybo\u0142 w mojom strone.<br \/>\n&#8211; Ejze, krzesny! &#8211; zawo\u0142o\u0142ek. &#8211; Z wasej gymby cu\u0107 kie\u0142basom! Cyzby\u015bcie temu bidnemu straznikowi zjedli jego drugie \u015bniadanie?<br \/>\n&#8211; Wcale nie fcio\u0142ek zje\u015b\u0107 &#8211; broni\u0142 sie kot. &#8211; Kie uwidzio\u0142ek, ze\u015bcie juz wesli z tym \u015bwi\u0105tkiem do \u015bpitala, postanowi\u0142ek odda\u0107 te kie\u0142base straznikowi. Ale on jom wzi\u0105\u0142, po\u017are\u0142 na niom z obrzydzeniem, pedzio\u0142, ze juz nie bedzie tego jod\u0142 i wyrzuci\u0142. No to co mio\u0142ek zrobi\u0107? Pozwoli\u0107, coby sie zmarnowa\u0142a?<br \/>\n&#8211; No nie, na to nie mogli\u015bcie pozwoli\u0107 &#8211; zwr\u00f3ci\u0142ek kotu honor.<\/p>\n<p>Ledwo go zwr\u00f3ci\u0142ek, us\u0142yseli my, ze ftosi wychodzi ze schod\u00f3w na korytorz. No to my wartko schowali sie pod to \u0142\u00f3zko ze \u015bwi\u0105tkiem. Teroz uwidzio\u0142ek, jakie to scyn\u015bcie, ze przykrywaj\u0105co \u0142\u00f3zko p\u0142achta by\u0142a tak wielko! Byli my piknie ukryci! W p\u0142achcie by\u0142a malu\u015bko dziurka, przez ft\u00f3rom mogli my pozira\u0107 na korytorz. Ciekawi my byli, fto to wese\u0142? To by\u0142a jakosi matka z pi\u0119cio- abo se\u015bciorocnym dzieckiem. Pewnie kogo\u015b tutok odwiedzili, cho\u0107 z tego, co wiem, w godzinak porannyk odwiedzin w \u015bpitalak nimo. Ale widocnie jakosi ik wpuscono. A ten dzieciak to w\u0142a\u015bciwie by\u0142 nie dzieciak, ino prowdziwy ancykryst! Rozwrzescany, pr\u00f3bowo\u0142 chyta\u0107 za klamki sy\u0107kik mijanyk drzwi i koniecnie fcio\u0142 sie bawi\u0107 przyniesionom ze sobom pi\u0142kom.<br \/>\n&#8211; Syneczku, prosz\u0119 ci\u0119, b\u0105d\u017a grzeczny &#8211; b\u0142aga\u0142a matka nie barzo chyba wierz\u0105c, ze te jej pro\u015bby cokolwiek dadzom. Bo rzecywi\u015bcie nie dawa\u0142y.<br \/>\n&#8211; Mama, a co to jest? &#8211; spyto\u0142 dzieciak w pewnej kwili i wskazo\u0142 na \u0142\u00f3zko, pod ft\u00f3rym wroz z kotem byli my ukryci.<br \/>\n&#8211; Nie wiem, kochanie, nie ruszaj.<br \/>\nOcywi\u015bcie ze musio\u0142 rusy\u0107! Chyci\u0142 p\u0142achte, zador\u0142 jom do wierchu i&#8230; uwidzio\u0142 lez\u0105cego na \u0142\u00f3zku \u015bwi\u0105tka. Na m\u00f3j dusiu! Skoda ze b\u0119d\u0105c pod \u0142\u00f3zkiem nie uwidzio\u0142ek kufy tego dzieciaka! Ale za to pocu\u0142ek, jakim on sakramenckim przerazeniem zapachnio\u0142!<br \/>\n&#8211; To trup! &#8211; wydusi\u0142 przez zaci\u015bni\u0119te gard\u0142o, wartko p\u0142achte opu\u015bci\u0142 i z pr\u0119dko\u015bciom rakiety kosmicnej ku matce pohybo\u0142. I od rozu ha\u0142asowa\u0107 przesto\u0142! Se\u0142 barzo, barzo blisko matki trzymaj\u0105c jom mocno za r\u0119ke. No to pewnie dzi\u0119ki nom przez najblizsyk kilka godzin ta matka nie bedzie potrzebowa\u0142a dzwoni\u0107 do poni Superniani.<\/p>\n<p>Matka z dzieckiem wysli. Korytorz zn\u00f3w by\u0142 pusty. Pomalu\u0107ku wroz z kotem doci\u0105gli my \u0142\u00f3zko do windy. Wjechali my tom windom pi\u0119tro wyzej. Wysli my na kolejny korytorz. Na scyn\u015bcie na rozie zodni ludzie sie tutok nie kryncili. A m\u00f3j nos piknie mi pedzio\u0142, ze Felek musi by\u0107 juz barzo blisko! I zaroz ten nos do Felkowego pokoju mnie zaprowadzi\u0142! Okaza\u0142o sie, ze Felek lezo\u0142 tamok sam. By\u0142 przywi\u0105zany pasami do wyrka. Bidny Felek! Je\u015bli tkwi\u0142 w tyk pasak od ty\u017ania, to jo mu nie zazdrosce! Po kwili zorientowali my sie, ze on \u015bpi. Mozliwe ze dosto\u0142 piknom dawke jakik\u015b \u015brodk\u00f3w uspokajaj\u0105cyk i pewnie juz downo nie by\u0142 tak mocno wtulony w obj\u0119cia pona Morfeusa jako teroz.<\/p>\n<p>Pomalu\u0107ku kot i jo poci\u0105gli nase \u0142\u00f3zko ku Felkowi. P\u0142achte przykrywaj\u0105com \u015bwi\u0105tka \u015bci\u0105gli my na pod\u0142oge. Teroz pozosta\u0142o nom przegry\u017a\u0107 pasy kr\u0119puj\u0105ce pacjenta, po\u0142ozy\u0107 na jego miejscu \u015bwi\u0105tka, a pacjenta dyskretnie wyprowadzi\u0107. Juz, juz mio\u0142ek zacisn\u0105\u0107 z\u0119by na pierwsym pasie, kie nagle&#8230; O, krucafuks!!! Jakisi dokt\u00f3r wese\u0142 do pokoju!<br \/>\n&#8211; Co tu si\u0119 dzieje? &#8211; spyto\u0142 zdziwiony dokt\u00f3r. &#8211; Co to za zwierz\u0119ta? A to co? Dzie\u0142o sztuki ludowej? Tu? W szpitalu?<\/p>\n<p>Na m\u00f3j dusiu! Zostali my zdemaskowani, kie byli my juz tak blisko oswobodzenia Felka!<br \/>\n&#8211; I co teroz bedzie? &#8211; j\u0119kna\u0142 kot. &#8211; Mocie, krzesny, jakisi pomys\u0142?<br \/>\n&#8211; C\u00f3z &#8211; pedzio\u0142ek. &#8211; plan B nom nie wyse\u0142. Moze przyst\u0105pmy do realizacji planu A?<br \/>\n&#8211; A jaki jest tan plan A? &#8211; spyto\u0142 kot.<br \/>\nCasu mieli my niewiele, wi\u0119c przedstawi\u0142em kotu ten plan jak najsybciej. A potem wartko pohybo\u0142ek do wyj\u015bcia z pokoju i stan\u0105\u0142ek w progu. Kot wybieg\u0142 na korytorz. Dokt\u00f3r tyz fcio\u0142 wybiec, ale zac\u0105\u0142ek gro\u017anie warce\u0107 i wte sie cofn\u0105\u0142. Po minucie fcio\u0142 zrobi\u0107 krok do przodu, jo znowu zac\u0105\u0142ek warce\u0107 i wte znowu sie cofn\u0105\u0142. Zrozumio\u0142 bidok, ze nimo uciecki. Wi\u0119c sto\u0142 ino i trz\u0105s\u0142 sie ze strachu. Minuty mija\u0142y&#8230; Kie wre\u015bcie wr\u00f3ci ten kot? No! Wr\u00f3ci\u0142! Wr\u00f3ci\u0142 i przywl\u00f3k\u0142 za sobom to urz\u0105dzenie, ft\u00f3re by\u0142o potrzebne do nasego planu A!<\/p>\n<p>Pohybo\u0142ek ku doktorowi i skocy\u0142ek mu w obj\u0119cia. Dokt\u00f3r, zupe\u0142nie zaskocony takom akcjom, prasn\u0105\u0142 na pod\u0142oge. Lezo\u0142 teroz na plecak i chyba my\u015blo\u0142 ze jo fce chcyci\u0107 go za gard\u0142o. Ale jo ostroznie chyci\u0142ek go nie za gard\u0142o, ino za r\u0119ke, ft\u00f3rom kapecke podnies\u0142ek do wierchu. Kot podese\u0142 ku nom ze zdobytym urz\u0105dzeniem, a by\u0142 to&#8230; ci\u015bnieniomierz, moi ostomili. Wartko zac\u0119li my naci\u0105ga\u0107 r\u0119kaw ci\u015bnieniomierza na r\u0119ke pona doktora. Dokt\u00f3r najpierw zrobi\u0142 wielkie ocy, a potem&#8230; zerwo\u0142 sie nagle na r\u00f3wne nogi zrzucaj\u0105c mnie ze swego doktorskiego brzucha.<br \/>\n&#8211; Na Asklepiosa! &#8211; zawo\u0142o\u0142. &#8211; To si\u0119 nie mog\u0142o wydarzy\u0107! Nie mog\u0142o! Ale jednak&#8230; wydarzy\u0142o si\u0119! Przecie\u017c na w\u0142asne oczy to zobaczy\u0142em! Ten pacjent to nie jest \u017caden wariat! M\u00f3wi\u0142 prawd\u0119, \u017ce psy i koty potrafi\u0105 mierzy\u0107 ludziom ci\u015bnienie!<\/p>\n<p>Podniecony dokt\u00f3r hipn\u0105\u0142 ku \u015bpi\u0105cemu Felkowi i zac\u0105\u0142 nim trz\u0105\u015b\u0107. My z kotem wysli z pokoju i zac\u0119li ukradkiem zza futryny pozira\u0107, co sie dalej bedzie dzia\u0142o.<br \/>\n&#8211; Panie Felicjanie! Panie Felicjanie! &#8211; wo\u0142o\u0142 dokt\u00f3r. &#8211; Panie Felicjanie! Niech pan si\u0119 obudzi! Panie Felicjanie z\u0142oty!<br \/>\nNo! Wre\u015bcie dokt\u00f3r dobrze pedzio\u0142! Kie Felek us\u0142yso\u0142 s\u0142owo: &#8222;z\u0142oty&#8221;, to obudzi\u0142 sie od rozu!<br \/>\n&#8211; Oh! Panie Felicjanie! &#8211; Dokt\u00f3r jaze w miejscu usta\u0107 nie m\u00f3g\u0142. &#8211; Mam dla pana bardzo dobr\u0105 wiadomo\u015b\u0107!<br \/>\n&#8211; Jo tyz mom dlo pona dobrom wiadomo\u015b\u0107 &#8211; odpowiedzio\u0142 Felek. &#8211; Sy\u0107ko przemy\u015blo\u0142ek i zrozumio\u0142ek, ze doktory majom racje. Przecie to niemozliwe, coby pies i kot ci\u015bnienie mierzy\u0142y! Musio\u0142ek mie\u0107 jakiesi zwidy i telo!<br \/>\n&#8211; Ale\u017c panie Felicjanie! &#8211; Pon dokt\u00f3r pedzio\u0142 to tak, jakby w\u0142a\u015bnie us\u0142yso\u0142 jakomsi stra\u015bliwom herezje. &#8211; Pan \u017cadnych zwid\u00f3w nie mia\u0142! Jest pan zdrowy! Jeszcze dzi\u015b opu\u015bci pan ten szpital!<br \/>\n&#8211; O, Jezusicku! Jak piknie! &#8211; Uradowany Felek fcio\u0142 poderwa\u0107 sie do wierchu, ale te sakramenckie pasy nie pozwoli\u0142y mu wznie\u015b\u0107 sie nawet na centymetr.<br \/>\n&#8211; A, prawda, te pasy! &#8211; zawo\u0142o\u0142 doktor i zaroz zac\u0105\u0142 Felka uwalnia\u0107.<br \/>\n&#8211; Jest tylko jeden k\u0142opot. &#8211; Dokt\u00f3r zac\u0105\u0142 sie g\u0142o\u015bno zastanawia\u0107. &#8211; Co ja powiem ordynatorowi? Przecie\u017c nie uwierzy, gdy opowiem mu, co tu przed chwileczk\u0105 prze\u017cy\u0142em. Mam pomys\u0142! Panie Felicjanie, gdy ordynator przyjdzie do pana, prosz\u0119 mu m\u00f3wi\u0107, \u017ce faktycznie mia\u0142 pan te urojenia, ale zosta\u0142 z nich pan wyleczony.<br \/>\n&#8211; No ale przecie tako jest prowda! &#8211; odpor\u0142 Felek. &#8211; Mio\u0142ek urojenia, ze pies i kot mierzom mi ci\u015bnienie, ba w ko\u0144cu dotar\u0142o do mnie, ze to niemozliwe!<br \/>\n&#8211; Jeszcze kwadrans temu te\u017c tak s\u0105dzi\u0142em &#8211; pedzio\u0142 dokt\u00f3r. &#8211; Ale teraz ju\u017c wiem, \u017ce to jednak mo\u017cliwe.<br \/>\n&#8211; Co pod dokt\u00f3r godo?!<br \/>\n&#8211; To, co pan s\u0142yszy &#8211; to jest mo\u017cliwe!<br \/>\n&#8211; Niemozliwe!<br \/>\n&#8211; Mo\u017cliwe!<br \/>\n&#8211; Niemozliwe!<br \/>\n&#8211; Mo\u017cliwe!<br \/>\n&#8211; Niemozliwe!<\/p>\n<p>No i nie mogli kruca doj\u015b\u0107 do porozumienia. Ale to niewozne. Wozne, ze Felek zosto\u0142 wre\u015bcie wypuscony! Naso misja by\u0142a wype\u0142niono.<\/p>\n<p>Kot i jo wykrodli sie na ulice. A skoro juz my tutok byli, to postanowili kapecke pozwiedza\u0107 pikny Gr\u00f3d Kraka. Fcio\u0142ek tyz odwiedzi\u0107 swoik krakowskik znajomyk, ale niestety nie zno\u0142ek zodnyk adres\u00f3w opr\u00f3c jednego &#8211; <strong>Wawelokowego<\/strong>. Posli my wi\u0119c do Smocej Jamy. Wawelok piknie nos ugo\u015bci\u0142. Pogadali my se, popili Smadnego Mnicha, Wawelok niestety nie wiedzio\u0142, co sie u <strong>Profesorecka<\/strong> dzieje. Ale obieco\u0142, ze je\u015bli Profesorecek ku niemu zajrzy, to piknie pozdrowi go od sy\u0107kik bywalc\u00f3w Owcark\u00f3wki.<\/p>\n<p>Przesiedzieli my w Smocej Jamie jaze do nast\u0119pnego dnia. A potem posli my na dworzec autobusowy, coby sprawdzi\u0107, cy nie da\u0142oby sie jakimsi PKS-em przynajmniej do Nowego Targu dojecha\u0107. Mogli my tyz popr\u00f3bowa\u0107 poci\u0105giem, ale podobno na tym odcinku autobus jest sybsy. Nagle us\u0142yseli my znajomy g\u0142os:<br \/>\n&#8211; Ooo! Moi pasazerowie na gape!<br \/>\nNa m\u00f3j dusiu! To wo\u0142o\u0142 kierowca wozu, ft\u00f3rym przyjechali my wcora do Krakowa!<br \/>\n&#8211; Bidno zywinko! Przeprasom wos, ze wcora by\u0142ek dlo wos taki niedobry &#8211; godo\u0142 pon kierowca. &#8211; Ale cosi z\u0142y dzie\u0144 wcora mio\u0142ek. Pewnie, bidocki, niefc\u0105cy wsiad\u0142y\u015bcie do mojego autobusu i teroz jeste\u015bcie w tym Krakowie zupe\u0142nie zagubione! Zaroz wos piknie z powrotem do samiu\u0107kiej Ochotnicy odwioze! Ino&#8230; Ha!&#8230; Po co jo telo ku wom godom? Przecie wy nie mozecie mnie rozumie\u0107!<br \/>\nPon Kierowca za\u015bmio\u0142 sie z samego siebie. Ale jednego my rzecywiscie nie rozumieli: za co on nos przepraso\u0142? Przecie tak piknie wysadzi\u0142 nos z autobusu tamok, ka fcieli my wysi\u0105\u015b\u0107! Tak piknie pom\u00f3g\u0142 nom wy\u0142adowa\u0107 nasego \u015bwi\u0105tka! To racej my mu powinni dzi\u0119kowa\u0107, a nie on nos przeprasa\u0107!<\/p>\n<p>Dopiero po kwili zauwazyli my, ze autobus do Ochotnicy stoi tuz obok. Nas pon kierowca otworzy\u0142 drzwi i do\u0142 znak, coby my wsiedli do \u015brodka. No to my wsiedli. Wkr\u00f3tce autobus rusy\u0142. Tym rozem siedzieli my se wygodnie na miejscak dlo pasazer\u00f3w. A podcas postoju w My\u015blenicak pon kierowca podzieli\u0142 sie z nomi swojom kanapkom. Tak wi\u0119c mozno pedzie\u0107, ze do Krakowa pojechali my klasom turystycnom, a wr\u00f3cili biznesowom.<\/p>\n<p>I dojechali my wre\u015bcie do Ochotnicy G\u00f3rnej. Stamt\u0105d juz na w\u0142asnyk nogak wr\u00f3cili my do nasej wsi. A tamok okaz\u0142o sie, ze wielko rado\u015b\u0107 w sy\u0107kik cha\u0142upak panuje! Bo Felek wr\u00f3ci\u0142! Felek znad m\u0142aki! Ten fudament! Ta beskurcyja! Ta wereda! I sakramencko kutwa! Ale jakosi tak smutno by\u0142o we wsi bez niego. Hau!<\/p>\n<p><strong>P.S.<\/strong> A dzisiok, moi ostomili, kolejny pikny dzie\u0144 w budzie momy &#8211; <strong>Zbyseckowe<\/strong> urodziny. Zdrowie <strong>Zbysecka<\/strong>! \ud83d\ude42<\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>&#8211; Matka &#8211; odezwo\u0142 sie m\u00f3j baca do mojej ga\u017adziny podcas obiadu w ostatniom sobote. &#8211; Co, nie smakuje co\u015b? &#8211; spyta\u0142a ga\u017adzina. &#8211; Sy\u0107ko piknie smakuje! &#8211; zawo\u0142o\u0142 baca. &#8211; Ino jo se tak my\u015ble, ze skoda, ze Felka ci\u0105gle w tym \u015bpitalu w Krakowie trzymajom. Bo jo fcio\u0142byk p\u00f3\u015b\u0107 do niego i popyta\u0107, [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":1,"featured_media":0,"comment_status":"open","ping_status":"open","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[1],"tags":[],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/owczarek\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/225"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/owczarek\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/owczarek\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/owczarek\/wp-json\/wp\/v2\/users\/1"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/owczarek\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=225"}],"version-history":[{"count":0,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/owczarek\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/225\/revisions"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/owczarek\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=225"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/owczarek\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=225"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/owczarek\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=225"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}