
{"id":2424,"date":"2015-09-20T02:06:53","date_gmt":"2015-09-20T01:06:53","guid":{"rendered":"http:\/\/owczarek.blog.polityka.pl\/?p=2424"},"modified":"2015-09-20T02:06:53","modified_gmt":"2015-09-20T01:06:53","slug":"resocjalizacja","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/owczarek\/2015\/09\/20\/resocjalizacja\/","title":{"rendered":"Resocjalizacja"},"content":{"rendered":"<p>Co robili\u015bcie, ostomili, w ostatni cwortek? Bo jo &#8211; przez ca\u0142y prawie dzie\u0144 piknie wylegiwo\u0142ek sie na holi i wygrzewo\u0142ek w promieniak s\u0142onka, ft\u00f3re grza\u0142o tak, jak by to by\u0142 \u015brodek lata, a nie jego koniec. Owiecki nie sprawia\u0142y zodnyk k\u0142opot\u00f3w. Wilki tyz nie, bo by\u0142y kasi daleko&#8230; No, po prostu piknie by\u0142o! Ba kie dzie\u0144 mio\u0142 sie ku ko\u0144cowi, przylecia\u0142a ku mnie Maryna Krywaniec.<\/p>\n<p>&#8211; Witojcie, krzesno! &#8211; zawo\u0142o\u0142ek ku orlicy. &#8211; Co dobrego?<br \/>\n&#8211; Co dobrego? &#8211; westchn\u0119\u0142a Maryna. &#8211; Zapytojcie racej co z\u0142ego.<br \/>\n&#8211; O, Jezusicku! &#8211; zafrasowo\u0142ek sie. &#8211; Cyzby sta\u0142o sie wom cosi?<br \/>\n&#8211; Mnie nic &#8211; odpowiedzia\u0142a Maryna. &#8211; Ba wyobro\u017acie se krzesny, ze kie lecia\u0142ak ku wom w odwiedziny i przy okazji postanowi\u0142ak pokr\u0105zy\u0107 kapecke nad Gorcami, to nagle&#8230; us\u0142ysa\u0142ak w dole jakiesi za\u0142osne kwilenie. Stra\u015bnie za\u0142osne! Co sie dzieje? &#8211; zapyta\u0142ak samom siebie. Sfrun\u0119\u0142ak w d\u00f3\u0142. I wiecie, co uwidzia\u0142ak? W lesie, przy cornym \u015blaku z Klikuszowej na Hrube, do wielkiego smrekowego pnia przywi\u0105zano by\u0142a malu\u015bko psinka. M\u0142odziutko! Nie wi\u0119cej jak trzy miesi\u0105ce musia\u0142a mie\u0107!<br \/>\n&#8211; Na m\u00f3j dusiu! &#8211; zawo\u0142o\u0142ek. &#8211; I zodnego c\u0142owieka przy tej psince nie by\u0142o?<br \/>\n&#8211; Zodnego &#8211; pedzia\u0142a Maryna. &#8211; W pierwsej kwili fcia\u0142ak rozdzioba\u0107 ten \u015bnur, ft\u00f3rym bidocek by\u0142 przywi\u0105zany. Ale potem pomy\u015bla\u0142ak, ze moze wy swoimi z\u0119bami zrobicie to sybciej?<br \/>\n&#8211; Mozliwe, ze tak &#8211; pedzio\u0142ek. &#8211; No to wartko musimy tamok pohyba\u0107. Moze ten piesek juz od paru dni jest tamok na uwi\u0119zi? Moze jest g\u0142odny? Na wselki wypadek od rozu wyryktujmy dlo niego cosi do jedzenia.<\/p>\n<p>Zakrod\u0142ek sie do bac\u00f3wki &#8211; tak coby ani baca, ani juhasi mnie nie uwidzieli &#8211; i wynies\u0142ek stamtela pikny kawa\u0142 kie\u0142basy ja\u0142owcowej. I zaroz &#8211; z tom kie\u0142basom w z\u0119bak &#8211; pohybo\u0142ek ku Klikuszowej. A wroz ze mnom Maryna, ft\u00f3ro lecia\u0142a niziutko nad mojom g\u0142owom. Juz na Bukowinie Obidowskiej by\u0142o s\u0142ycha\u0107 za\u0142osne kwilenie. Przy\u015bpiesyli my i za nied\u0142ugo dotarli do nolezionego przez orlice bidocka. Na m\u00f3j dusiu! Zywinka by\u0142a tak ma\u0142o, ze zmie\u015bci\u0142aby sie w kapelusu mojego bacy! Tako kud\u0142ato jasnobr\u0105zowo kulka z cornymi ockami i cornym nosem. Tak jak goda\u0142a Maryna, sceniok by\u0142 samiutki w lesie, przywi\u0105zany do pnia paskudnym \u015bnurem.<\/p>\n<p>&#8211; Buuuu! Buuuu! &#8211; kwili\u0142 sceniocek.<br \/>\nNie trac\u0105c casu, od\u0142ozy\u0142ek na bok wykradzionom bacy kie\u0142base i wartko przegryz\u0142ek ten piero\u0144ski \u015bnur.<br \/>\n&#8211; Buuuuuu! &#8211; maluch, cho\u0107 odzysko\u0142 \u015blebode, kwili\u0142 dalej.<br \/>\n&#8211; Spokojnie, ma\u0142y &#8211; przem\u00f3wi\u0142ek naj\u0142agodniej jako umio\u0142ek. &#8211; Powiedz nom piknie, co sie sta\u0142o? Fto cie tutok uwi\u0105zo\u0142 i cemu?<br \/>\n&#8211; Nie chc\u0105 mnie! Nie chc\u0105! Buuuu!<br \/>\n&#8211; Fto cie nie fce?<br \/>\n&#8211;  Buuuu! Buuu! Buuuuuuu&#8230;!!!<\/p>\n<p>Pomy\u015blo\u0142ek, ze zanim dowiem sie od malca cegokolwiek, moze najpierw trza mu da\u0107 cosi zje\u015b\u0107. Pomys\u0142 okazo\u0142 sie dobry. Kie sceniok skostowo\u0142 przyniesionej przeze mnie kie\u0142basy, to poma\u0142u zac\u0105\u0142 sie uspokaja\u0107. Wre\u015bcie uspokoi\u0142 sie na telo, ze m\u00f3g\u0142 opowiedzie\u0107 Marynie i mnie, jak to sie sta\u0142o, ze trafi\u0142 tutok, do zupe\u0142nie obcego dla\u0144 lasa. Oto co pedzio\u0142:<\/p>\n<p>&#8211; M\u00f3j pan kupi\u0142 mnie mojej pani na urodziny. Takie by\u0142o jej marzenie &#8211; dosta\u0107 w prezencie urodzinowym ma\u0142ego pieska. Przez pierwszy tydzie\u0144 &#8211; pani uwielbia\u0142a mnie i rozpieszcza\u0142a. My\u015bla\u0142em, \u017ce jestem w raju! Ale w nast\u0119pnym tygodniu &#8211; pani rozpieszcza\u0142a mnie coraz mniej. A w jeszcze nast\u0119pnym &#8211; zacz\u0119\u0142a by\u0107 mn\u0105 znudzona. Kiedy za\u015b dla zabawy pogryz\u0142em jej ulubione pantofle, to ona &#8211; zamiast si\u0119 do zabawy przy\u0142\u0105czy\u0107, dosta\u0142a sza\u0142u. Nakrzycza\u0142a na mnie, a potem powiedzia\u0142a panu, \u017ce jestem przebrzyd\u0142ym kundlem i \u017ce d\u0142u\u017cej nie wytrzyma ze mn\u0105 ani sekundy. Wtedy pan powiedzia\u0142 do pani tak: &#8222;Skarbie, zastan\u00f3wmy si\u0119, co mo\u017cemy zrobi\u0107. Mogliby\u015bmy odda\u0107 tego ma\u0142ego diab\u0142a do schroniska, ale nie chc\u0119, \u017ceby s\u0105siedzi plotkowali, \u017ce jeste\u015bmy bez serca. Wiesz, jacy s\u0105 ludzie! Mogliby\u015bmy odda\u0107 psa jakim\u015b znajomym, ale wtedy mog\u0105 \u015bmia\u0107 si\u0119 za naszymi plecami, \u017ce ze zwyk\u0142ym szczeniakiem nie umieli\u015bmy da\u0107 sobie rady. Ale wiesz co? Przecie\u017c wkr\u00f3tce wyje\u017cd\u017camy na urlop do Austrii. Mo\u017cemy wi\u0119c zabra\u0107 tego kundla ze sob\u0105 i gdzie\u015b po drodze zostawi\u0107 w lesie. Na wszelki wypadek przywi\u0105\u017cemy go do drzewa, \u017ceby za nami nie polecia\u0142. A po powrocie b\u0119dziemy wszystkim m\u00f3wi\u0107, \u017ce szczeniak nieszcz\u0119\u015bliwie zagin\u0105\u0142 gdzie\u015b w Austrii.&#8221; No i zrobili tak, jak m\u00f3j pan wymy\u015bli\u0142. Wzi\u0119li mnie do samochodu, przywie\u017ali tutaj, przywi\u0105zali do drzewa i&#8230; odjechali zadowoleni! Piszcza\u0142em, b\u0142aga\u0142em, \u017ceby nie zostawiali mnie. A oni nawet nie spojrzeli na mnie, tylko odjechaliiiii! Buuuuu&#8230;! <\/p>\n<p>Maryna i jo wys\u0142uchali opowie\u015bci w milceniu. W trakcie s\u0142uchania jaz kud\u0142y stan\u0119\u0142y mi d\u0119ba na g\u0142owie, a Marynie pi\u00f3ra. Kie sceniok sko\u0144cy\u0142, my oboje nadal milceli, bo zwycajnie brakowa\u0142o nom s\u0142\u00f3w. Wre\u015bcie pierwso odezwa\u0142a sie orlica.<br \/>\n&#8211; Krzesny &#8211; rzek\u0142a ku mnie &#8211; naprowde ludzie som zdolni do robienia bezbronnym istotkom takik rzecy?<br \/>\n&#8211; Nieft\u00f3rzy niestety tak &#8211; pedzio\u0142ek. &#8211; Ale na scyn\u015bcie nie sy\u0107ka.<br \/>\n&#8211; C\u00f3z &#8211; rzek\u0142a Maryna. &#8211; Wozne, ze teroz ten bidocek jest juz wolny i ze ca\u0142o ta historia dobrze sie sko\u0144cy\u0142a.<br \/>\n&#8211; O, nie! Jesce sie nie sko\u0144cy\u0142a! &#8211; odpowiedzio\u0142ek. &#8211; Sko\u0144cy sie dopiero wte, kie tyk dwoje ludzi, co porzucili tutok tego malca, piknie sie zresocjalizuje.<br \/>\n&#8211; Zre&#8230; co? &#8211; spyta\u0142a Maryna.<br \/>\n&#8211; P\u00f3\u017aniej wom wyja\u015bnie &#8211; pedzio\u0142ek.<\/p>\n<p>I zaroz zagodn\u0105\u0142ek ku sceniokowi:<br \/>\n&#8211; Powiedz no, ma\u0142y, wies moze, kany teroz moze by\u0107 ta twojo poni i tw\u00f3j pon?<br \/>\n&#8211; Z tego, co m\u00f3wili &#8211; rzek\u0142 piesecek &#8211; wiem tyle, \u017ce mieli si\u0119 zatrzyma\u0107 na t\u0119 noc w jakim\u015b pensjonacie, a jutro rano ruszy\u0107 w dalsz\u0105 drog\u0119.<br \/>\n&#8211; Wi\u0119c mom nadzieje, ze som kasi blisko &#8211; pedzio\u0142ek. <\/p>\n<p>I nazod obyrt\u0142ek sie ku Marynie.<br \/>\n&#8211; Pos\u0142uchojcie, krzesno. Przed nomi kolejne zb\u00f3jnickie zadanie. Mom piknom pro\u015bbe, coby\u015bcie wzi\u0119li tego malucha w swoje \u015bpony &#8211; ino ostroznie! &#8211; i zabrali go na mojom hole. Tamok popytojcie moik owcarkowyk kompan\u00f3w, coby zaopiekowali sie nim piknie. Potem pohybojcie do mojej wsi, do kota mojej ga\u017adziny. Niek kot &#8211; najlepiej z wasom pomocom &#8211; hipnie do magazynu Felka znad m\u0142aki i wykranie stamtela kawa\u0142 porz\u0105dnego \u015bnura. Musi by\u0107 co najmniej tak gruby jak ten, na ft\u00f3rym uwi\u0105zany by\u0142 ten bidok. Kie juz ten \u015bnur bedziecie mieli &#8211; przynie\u015bcie go tutok.<br \/>\n&#8211; A co wy w tym casie bedziecie robili? &#8211; spyta\u0142a Maryna.<br \/>\n&#8211; Jo spr\u00f3buje nole\u017a\u0107 w\u0142a\u015bcicieli tej bidnej zywinki. Je\u015bli przyb\u0119dziecie tutok i mnie nie zastoniecie, to bedzie znacy\u0142o, ze sukom ik dalej. Ba piknie pytom, pockojcie, pokiela nie wr\u00f3ce.<br \/>\n&#8211; Pockomy &#8211; obieca\u0142a orlica. I zaroz &#8211; barzo, ale to barzo ostroznie &#8211; chyci\u0142a sceni\u0119 w swe pazury, frun\u0119\u0142a do wierchu i polecia\u0142a w kierunku mojej holi. Jo za\u015b pohybo\u0142ek do Klikuszowej. Ciemno sie zrobi\u0142o, kie tamok dotor\u0142ek. Ale to lepiej &#8211; po ciemku mniej rzuco\u0142ek sie w ocy, wi\u0119c by\u0142a wi\u0119kso sansa, ze nifto nie zwr\u00f3ci na mnie uwagi. Pokrynci\u0142ek sie mi\u0119dzy cha\u0142upami. Ha! Mio\u0142ek scyn\u015bcie! Przed jednym luksusowo wygl\u0105daj\u0105cym pensjonatem uwidzio\u0142ek pikne terenowe auto, wok\u00f3\u0142 ft\u00f3rego unosi\u0142 sie zapach tej bidnej psinki. A wi\u0119c to musio\u0142 by\u0107 samoch\u00f3d tyk sietniok\u00f3w! Scenioka sie pozbyli, ale zapach\u00f3w po nim nie pozb\u0119dom sie tak wartko. Kozdy pies wom to potwierdzi. Bajako.<\/p>\n<p>Skoro juz wiedzio\u0142ek, kany krzywdziciele pieska sie zatrzymali, to cym pr\u0119dzej wr\u00f3ci\u0142ek tamok, ka rozsto\u0142ek sie z orlicom. Kapecke musio\u0142ek pocka\u0107, ale wkr\u00f3tce Maryna wroz z kotem przybyli piknie. I tak jak ik pyto\u0142ek, przynie\u015bli ze sobom pikny \u015bnur, wykradziony z Felkowego magazynu. Od rozu pokwoli\u0142ek im sie, ze juz wiem, kany som te sietnioki.<\/p>\n<p>&#8211; I co dalej planujecie, krzesny? &#8211; spyta\u0142a Maryna<br \/>\n&#8211; Je\u015bli ten ma\u0142y sie nie myli\u0142 &#8211; pedzio\u0142ek &#8211; te sietnioki rusom w dalsom droge, jak przyjdzie ranek. Na wselki wypadek od rozu pohybom nazod do Klikuszowej i bede cuwo\u0142 przy pensjonacie, ka sie zatrzymali. Wy za\u015b odpocnijcie tutok i cekojcie, jaz ik wom przyprowadze.<br \/>\n&#8211; A jak ik przyprowadzicie? &#8211; zaciekawi\u0142 sie kot. &#8211; Popytocie coby po\u015bli za womi?<br \/>\n&#8211; Jesce nie wiem &#8211; przyzno\u0142ek. &#8211; Ba mom nadzieje, ze cosi wymy\u015ble. <\/p>\n<p>No i Maryna wroz z kotem siedli se wygodnie pod smrekiem. Jo za\u015b ponownie rusy\u0142ek do Klikuszowej, a tamok &#8211; do wiadomego pensjonatu. Przed pensjonatem ros\u0142o pare roz\u0142ozystyk krzew\u00f3w tui. Schowo\u0142ek sie za najwi\u0119ksym z nik, tak coby nifto wygl\u0105daj\u0105cy z cha\u0142upy przez okno nie dojrzo\u0142 mnie przipadkiem. I tak przeceko\u0142ek do samiu\u0107kiego rana. Ca\u0142y cas zachowywo\u0142ek cujno\u015b\u0107. Nawet kie zdarza\u0142o mi sie na kwilecke zdrzemn\u0105\u0107 &#8211; to tyz cuwo\u0142ek. Wy ludzie tak nie umiecie, ale dlo nos ps\u00f3w nie jest to specjalnie trudne.<\/p>\n<p>Ledwo zac\u0119\u0142o \u015bwita\u0107, us\u0142yso\u0142ek, ze ftosi wychodzi z pensjonatu. Ostroznie wyjrzo\u0142ek zza tujowego krzoka. Jakisi ch\u0142op z babom \u015bli ku zaparkowanym przed pensjonatem autom. Wci\u0105g\u0142ek powietrze w nos. Na m\u00f3j dusiu! Zn\u00f3w pocu\u0142ek zapach tego bidnego scenioka! A wi\u0119c to by\u0142y te dwa ancykrysty! Ch\u0142op ci\u0105gn\u0105\u0142 za sobom wielkom walize na k\u00f3\u0142kak. Baba za\u015b zdawa\u0142a sie by\u0107 jesce niezupe\u0142nie rozbudzono. Przeci\u0105ga\u0142a sie i wdycha\u0142a g\u0142\u0119boko poranne g\u00f3rskie powietrze, pr\u00f3buj\u0105c wygoni\u0107 z siebie re\u015btki snu.<\/p>\n<p>&#8211; Ach! &#8211; zawo\u0142a\u0142a zakwycono. &#8211; Jak to mi\u0142o by\u0142o obudzi\u0107 si\u0119 ze \u015bwiadomo\u015bci\u0105, \u017ce ten przebrzyd\u0142y kundel ju\u017c nam nie zawadza!<br \/>\n&#8211; O, tak, tak &#8211; pedzio\u0142 ch\u0142op, z wyra\u017anom ulgom w g\u0142osie. &#8211; Niech skurczybyk scze\u017anie w tamtym lesie. Albo niech si\u0119 z nim dzieje, co chce. Ju\u017c nie nasz problem. Jedziemy do Austrii!<br \/>\n&#8211; Jedziemy! Jedziemy! &#8211; radowa\u0142a sie baba.<br \/>\n&#8211; Juz jo wom dom Austrie, beskurcyje &#8211; warkn\u0105\u0142ek, ba tak cicho, coby mnie nie us\u0142yseli. &#8211; Dom wom Austrie wroz ze \u015awajcariom i Lichten\u015btajnem.<\/p>\n<p>Ch\u0142op z babom pode\u015bli do swojej teren\u00f3wki. Otworzyli bagaznik i schowali tamok walize. Potem baba usadowi\u0142a sie obok siedzenia dlo kierowcy. Ch\u0142op otworzy\u0142 drzwi z drugiej strony i tyz wloz\u0142 do \u015brodka. Na to ceko\u0142ek! Do\u0142ek piknego susa i zanim ch\u0142op zd\u0105zy\u0142 zamkn\u0105\u0107 drzwi &#8211; jo noloz\u0142ek sie na jego kolanak.<br \/>\n&#8211; A to co? &#8211; Ch\u0142op by\u0142 zupe\u0142nie zaskocony. &#8211; Co to za bydl\u0119?<br \/>\n&#8211; Hau-hau-hau! &#8211; zawo\u0142o\u0142ek.<br \/>\nCh\u0142op pr\u00f3bowo\u0142 mnie wygoni\u0107.<br \/>\n&#8211; Precz st\u0105d, ty bydlaku! Wynocha! &#8211; wo\u0142o\u0142.<br \/>\n&#8211; Hau-hau!!! Hau-hauu-hau-hau! Wrrrrrrr! &#8211; odpowiedzio\u0142ek na to, dys\u0105c fudamentowi prosto w kufe i ods\u0142aniaj\u0105c swe wielkie owcarkowe k\u0142y.<br \/>\nCo mu pedzio\u0142ek? Ano&#8230; takie brzy\u0107kie s\u0142owa, ze usy by wom spuch\u0142y. Je\u015bli nie wierzycie, to sami sprawd\u017acie w s\u0142owniku psio-ludzkim i piknie przekonocie sie, ze prowde godom.<\/p>\n<p>S\u0142ys\u0105c to moje ujadanie ch\u0142op jaze znieruchomio\u0142 ze strachu. struchlo\u0142 i ze strachu. Nie by\u0142 w stanie kiwn\u0105\u0107 nawet palcem. Baba tak samo. I o to chodzi\u0142o &#8211; nie bedom mi przeskadzali w ryktowaniu dalsej cyn\u015bci mojego planu. Z prawej d\u0142oni ch\u0142opa wyci\u0105g\u0142ek klucyki, wepch\u0142ek je do stacyjki i piknie przekrynci\u0142ek. Brrrum-brum-brum&#8230; &#8211; zac\u0105\u0142 goda\u0107 silnik. Jako juz chyba kiesik godo\u0142ek &#8211; umiem prowadzi\u0107 auto, cho\u0107 je\u015bli nimo ono automatycnej skrzyni, to ino na jedynce, bo zmienianie bieg\u00f3w podcas jazdy jest juz dlo mnie za trudne. Ale niekza ta. Wozne coby jecha\u0142o. Poprowadzi\u0142ek samoch\u00f3d ku cornemu \u015blakowi na Hrube i dalej jecho\u0142ek drogom wiod\u0105com tymze w\u0142a\u015bnie \u015blakiem.<\/p>\n<p>Droga by\u0142a wyboisto, ale w\u00f3z &#8211; jako juz godo\u0142ek &#8211; by\u0142 terenowy, wi\u0119c piknie se w takik warunkak radzi\u0142. Ino drzwi od strony kierowcy pozostawa\u0142y niezamkni\u0119te i furt k\u0142apa\u0142y. Ba w sumie to dobrze, bo dzi\u0119ki temu w samochodzie by\u0142o wi\u0119cej \u015bwiezego powietrza.<\/p>\n<p>Ch\u0142op pare rozy pr\u00f3bowo\u0142 chyci\u0107 kierownice. Ale wte wystarca\u0142o, ze gro\u017anie zawarco\u0142ek &#8211; i zaroz piknie cofo\u0142 swe \u0142apska.<\/p>\n<p>Wjechali my w las. W ko\u0144cu dotarli my w poblize miejsca, ka ostatniego wiecora wroz z Marynom spotko\u0142ek tego bidnego piesecka. Chyci\u0142ek z\u0119bami r\u0119cny hamulec i zatrzymo\u0142ek auto.<br \/>\n&#8211; Uciekajmy! &#8211; zawo\u0142o\u0142 wte ch\u0142op do baby.<br \/>\nI w oka mgnieniu wydosto\u0142 sie spode mnie i wyskocy\u0142 z auta. Baba tyz wyskocy\u0142a.<br \/>\n&#8211; Skarbie! &#8211; zawo\u0142o\u0142 ch\u0142op. &#8211; Uciekajmy w dw\u00f3ch r\u00f3\u017cnych kierunkach. Wtedy przynajmniej jedno z nas umknie tej krwio\u017cerczej bestii i b\u0119dzie mog\u0142o sprowadzi\u0107 pomoc dla tego drugiego. <\/p>\n<p>Zaroz ch\u0142op zac\u0105\u0142 ucieka\u0107 w jednom strone, a baba w drugom. Hahaha! Nie z psami pasterskimi takie numery! Ma\u0142o to rozy zaganio\u0142ek jo owce, ft\u00f3re pr\u00f3bowa\u0142y rozbiec sie w r\u00f3znyk kierunkak? G\u0142o\u015bno ujadaj\u0105c i odpowiednio manewruj\u0105c, piknie sprawi\u0142ek ze oba sietnioki pobieg\u0142y tamok, ka jo fcio\u0142ek, cyli ku smrekowi, do ft\u00f3rego wcora uwi\u0105zali swojom zywinke.<\/p>\n<p>Maryna i kot piknie cekali tamok na mnie. Zagonionie pod smreka sietnioki opar\u0142y sie o niego plecami i ca\u0142e trzyns\u0142y sie ze strachu.<br \/>\n&#8211; Wartko! &#8211; zawo\u0142o\u0142ek do orlicy i kota. &#8211; Skr\u0119pujcie ik \u015bnurem. Przywi\u0105zcie ik porz\u0105dnie do pnia.<br \/>\nMaryna i kot wzi\u0119li sie do roboty. Wsp\u00f3lnymi si\u0142ami, jedno sprawnym dziobem, drugie \u0142apami, zwi\u0105zali ancykryst\u00f3w tak piknie, jak jo nigdy w zyciu byk nie umio\u0142. Baba z ch\u0142opem rozpacliwie pr\u00f3bowali wyrwa\u0107 sie z wi\u0119z\u00f3w, ale Felkowy \u015bnur trzymo\u0142 ik mocno.<br \/>\n&#8211; Dobra, krzesny &#8211; zwr\u00f3cili sie do mnie Maryna i kot. &#8211; Sietnioki unieskodliwione. Ba co dalej?<br \/>\n&#8211; C\u00f3z &#8211; pedzio\u0142ek. &#8211; Teroz oni musom sie zresocjalizowa\u0107.<br \/>\n&#8211; A mozecie goda\u0107 ja\u015bniej?<br \/>\n&#8211; No&#8230; najpierw musom zauwazy\u0107, ze som w tym samym miejscu, we ft\u00f3rym porzucili na pastwe losu swojom bidnom psinke. Kie to zauwazom, wte zrozumiom, co ik zywinka musia\u0142a tutok przezywa\u0107. I wte zawo\u0142ajom: &#8222;Ach! Za\u0142ujemy! Stra\u015bnie za\u0142ujemy, ze nasemu ostomi\u0142emu pieskowi zrobili my wielkom krziwde! Juz nigdy wi\u0119cej nie b\u0119dziemy post\u0119powa\u0107 tak brzy\u0107ko. Nigdy!&#8221; Kie tak zawo\u0142ajom &#8211; to bedzie w\u0142a\u015bnie znacy\u0142o, ze sie zresocjalizowali i wte bedzie mozno oswobodzi\u0107 ik z wi\u0119z\u00f3w.<\/p>\n<p>To wyja\u015bnienie wystarcy\u0142o moim kompanom. Pozosta\u0142o nom cierpliwie ceka\u0107 na post\u0119py procesu resocjalizacji. Min\u0119\u0142o kapecke casu, jak baba odezwa\u0142a sie do ch\u0142opa:<br \/>\n&#8211; Kochanie.<br \/>\n&#8211; S\u0142ucham ci\u0119, skarbie &#8211; odpowiedzio\u0142 ch\u0142op.<br \/>\n&#8211; Wydaje mi si\u0119, \u017ce rozpoznaj\u0119 to miejsce. Chyba w\u0142a\u015bnie tutaj zostawili\u015bmy wczoraj naszego psa.<br \/>\n&#8211; Rany! Masz racj\u0119, skarbie! To by\u0142o dok\u0142adnie tutaj!<br \/>\n&#8211; Oho! &#8211; uciesy\u0142ek sie. &#8211; Miejsce juz rozpoznali. Piknie! Jak na rozie sy\u0107ko idzie zgodnie z moim planem.<br \/>\n&#8211; Ma\u0142o tego! &#8211; godo\u0142 dalej ch\u0142op. &#8211; My jeste\u015bmy przywi\u0105zani do tego samego drzewa! Gdzie ten pies si\u0119 w og\u00f3le podzia\u0142? Wilki go zjad\u0142y czy jak?<br \/>\n&#8211; Kochanie &#8211; zn\u00f3w odezwa\u0142a sie baba. &#8211; Czy to znaczy, \u017ce uwi\u0119zienie nas w\u0142a\u015bnie w tym miejscu ma jaki\u015b zwi\u0105zek z tym przebrzyd\u0142ym kundlem? Och! Je\u015bli tak &#8211; to jaka ja by\u0142am g\u0142upia, \u017ce chcia\u0142am psa na urodziny! Jaka g\u0142upia! Gdyby nie on &#8211; jechaliby\u015bmy sobie teraz do Austrii. Nienawidz\u0119 tego przekl\u0119tego potwora! Do tej pory tylko go nie lubi\u0142am, a teraz po prostu nienawidz\u0119!!!<br \/>\n&#8211; Ja te\u017c nienawidz\u0119! &#8211; zawo\u0142o\u0142 ch\u0142op. Chyba zac\u0105\u0142 popada\u0107 w histerie. &#8211; Jego i wszystkich ps\u00f3w na \u015bwiecie! Gdybym w tej chwili mia\u0142 mo\u017cliwo\u015b\u0107 pozarzyna\u0107 wszystkie psy &#8211; zrobi\u0142bym to z prawdziw\u0105 rozkosz\u0105! Ratunkuuu!<br \/>\n&#8211; Krzesny &#8211; zagodn\u0119\u0142a do mnie Maryna &#8211; jeste\u015bcie pewni, ze oni sie zresocjalizujom?<\/p>\n<p>Krucafuks! Teroz juz nie by\u0142ek. My\u015blo\u0142ek, ze inacej bedom sie zachowywali. Ba dowiedzio\u0142ek sie jednej rzecy &#8211; resocjalizacja to wcale nie jest tako prosto sprawa, jako mi sie potela widzia\u0142o.<\/p>\n<p>&#8211; Sprawy idom chyba w z\u0142ym kierunku- stwierdzi\u0142 kot &#8211; Jak jesce tak pobedom zwi\u0105zani, to pewnie znienawidzom nie ino sy\u0107kie psy, ale w og\u00f3le wselkom zywine. Od malu\u015bkiego robacka do wieloryba. Mocie, krzesny, jakisi pomys\u0142, co teroz z nimi zrobi\u0107?<br \/>\n&#8211; Na razie nimom, ale dojcie mi pomy\u015ble\u0107 &#8211; popyto\u0142ek. <\/p>\n<p>I zac\u0105\u0142ek my\u015ble\u0107. Ba zodne sensowne rozwi\u0105zanie nie przychodzi\u0142o mi do \u0142ba. Tymcasem &#8211; po ataku histerii &#8211; ch\u0142op z babom zac\u0119li sie kapecke uspokaja\u0107.<\/p>\n<p>&#8211; Skarbie &#8211; odezwo\u0142 sie ch\u0142op. &#8211; Jedn\u0105 r\u0119k\u0105 mog\u0119 troch\u0119 rusza\u0107. Spr\u00f3buj\u0119 wyci\u0105gn\u0105\u0107 z kieszeni iPhone&#8217;a i wezwa\u0107 pomoc.<\/p>\n<p>No i faktycnie, uda\u0142o mu sie wyci\u0105gn\u0105\u0107 ajfona z kieseni. Ba jak tylko zacnie przez niego goda\u0107 &#8211; pomy\u015blo\u0142ek &#8211; zaroz ku niemu hipne i zabiere mu to ustrojstwo. Nie by\u0142o jednak mowy, coby do\u0142 on rade zblizy\u0107 ajfona do swojego \u0142ba. Manipulowo\u0142 z nim ino cosi, jaz w ko\u0144cu urz\u0105dzenie wypad\u0142o mu z r\u0119ki.<\/p>\n<p>&#8211; O, nie! &#8211; j\u0119k\u0142a baba. &#8211; To by\u0142a nasza ostatnia nadzieja na ratunek.<br \/>\n&#8211; Nie martw si\u0119, skarbie &#8211; odpowiedzio\u0142 ch\u0142op. &#8211; Zd\u0105\u017cy\u0142em wys\u0142a\u0107 sms-a do w\u0142a\u015bciciela naszego pensjonatu. Na pewno przy\u015ble pomoc.<\/p>\n<p>Krucafuks! Zabocy\u0142ek, ze te sakramenckie ustrojstwa mozno wykorzystywa\u0107 nie ino do godania, ale tyz do przesy\u0142ania wiadomo\u015bci tekstowyk! Kiebyk sie wce\u015bniej zorientowo\u0142, ze ten ch\u0142op ryktuje sms-a &#8211; piknie byk mu to uniemozliwi\u0142. Ale c\u00f3z&#8230; m\u0105dry owcarek po skodzie. Haj. <\/p>\n<p>&#8211; Krzesny, wymy\u015blcie cosi wre\u015bcie &#8211; ponaglo\u0142 mnie kot. &#8211; Skoro on wys\u0142o\u0142 sms-a, to w Klikuszowej juz wiedzom, ze te sietnioki som tutok.<br \/>\n&#8211; Wiem &#8211; odpowiedzio\u0142ek. &#8211; Cierpliwo\u015bci. Ca\u0142y cas my\u015ble.<\/p>\n<p>Skoda ino, ze my\u015blo\u0142ek bez skutku. Ba wre\u015bcie&#8230; zac\u0105\u0142 mi \u015bwita\u0107 w g\u0142owie nowy plan: zabieremy tyk sietniok\u00f3w stela, ukryjemy tamok, ka zoden c\u0142ek ik nie nojdzie i bedziemy trzymali w ukryciu tak d\u0142ugo, jaz wynojdziemy dlo nik skutecny program resocjalizacyjny. Juz fcio\u0142ek pedzie\u0107 orlicy i kotu, co wymy\u015bli\u0142ek, kie nagle us\u0142yseli my warkot silnika.<\/p>\n<p>&#8211; Krzesny! &#8211; zawo\u0142o\u0142 kot. &#8211; Obawiom sie, ze w\u0142a\u015bnie jadom po nik.<br \/>\n&#8211; Moze nie? &#8211; \u0142udzi\u0142ek sie. &#8211; Moze to ino jakisi miejscowy robi se przejazdzke po lesie?<\/p>\n<p>Ba na wselki wypadek wybieg\u0142ek na droge, coby obacy\u0107, fto jedzie. O, krucafuks! Uwidzio\u0142ek dwa auta naroz &#8211; policyjnom Kie Sorento i karetke pogotowia. Wygl\u0105da\u0142o niestety no to, ze kot mio\u0142 racje. Bo z jakiegoz inksego powodu mog\u0142a sie tutok nole\u017a\u0107 policja i pogotowie?<br \/>\n&#8211; Schowojmy sie za ja\u0142owcami! &#8211; zawo\u0142o\u0142ek do Maryny i kota. &#8211; Wartko!<\/p>\n<p>Po kwili ca\u0142o naso tr\u00f3jka by\u0142a piknie ukryto. Na scyn\u015bcie nasi wi\u0119\u017aniowie nie zauwazyli, ka my sie schowali, bo ik uwage przyku\u0142 warkot zblizaj\u0105cyk sie aut.<\/p>\n<p>Radiow\u00f3z i karetka dojecha\u0142y do teren\u00f3wki, ft\u00f3rom przywioz\u0142ek tutok te pare sietniok\u00f3w. I wte stan\u0119\u0142y. Za kwile z radiowozu wysiod\u0142 pon policjant.<\/p>\n<p>&#8211; Tu jeste\u015bmy! Tutaj! Na pomoc! &#8211; zac\u0119li wo\u0142a\u0107 ch\u0142op z babom.<br \/>\nPon policjant dojrzo\u0142 ik mi\u0119dzy drzewami. Wartko pohybo\u0142 w ik strone. Tymcasem z karetki wyskocy\u0142o trzek ch\u0142op\u00f3w. Jak sie wkr\u00f3tce mia\u0142o okaza\u0107 &#8211; by\u0142 to pon dokt\u00f3r i dw\u00f3k pon\u00f3w sanitariusy. Sanitariuse mieli ze sobom cosi, co wygl\u0105da\u0142o jak jakosi wielko p\u0142achta. Wnet \u015bnur kr\u0119puj\u0105cy dw\u00f3jke sietniok\u00f3w zosto\u0142 rozci\u0119ty. Oboje byli wolni.<br \/>\n&#8211; Krucafuks &#8211; j\u0119kn\u0105\u0142ek cicho. &#8211; Ca\u0142y m\u00f3j plan resocjalizacyjny pose\u0142 precki.<br \/>\n&#8211; Ufff! &#8211; radowali sie tymcasem ch\u0142op i baba. &#8211; Dzi\u0119kujemy za ocalenie! Nie uwierzycie panowie, co\u015bmy tu prze\u017cyli.<\/p>\n<p>Chyba mieli wielkom ochote dok\u0142adnie opowiedzie\u0107, co im sie tutok przydarzy\u0142o. Ale pon policjant obyrtn\u0105\u0142 sie ku ponu doktorowi i wskazuj\u0105c na ch\u0142opa pedzio\u0142:<br \/>\n&#8211; No to teraz mo\u017ce si\u0119 pan nim zaj\u0105\u0107.<br \/>\n&#8211; Ale\u017c nie, nie trzeba &#8211; wzbranio\u0142 sie ch\u0142op. &#8211; Przyznaj\u0119, \u017ce nie\u017ale najad\u0142em sie strachu, ale tak poza tym nic mi nie jest. Nie potrzebuj\u0119 lekarza. Naprawd\u0119.<\/p>\n<p>Ba wte&#8230; nagle zrozumio\u0142ek, co mieli ze sobom ci dwaj sanitariuse. Na m\u00f3j dusiu! To nie by\u0142a zodno p\u0142achta! To by\u0142 kaftan bezpiece\u0144stwa! Nie min\u0119\u0142a kwila, jak ch\u0142op piknie zosto\u0142 w ten kaftan ubrany. <\/p>\n<p>&#8211; Chwileczk\u0119! Co to wszystko ma znaczy\u0107? &#8211; zawo\u0142o\u0142 zupe\u0142nie zaskocony takim obrotem sprawy.<br \/>\nPolicjant po\u0142ozy\u0142 r\u0119ke na ramieniu chlopa.<br \/>\n&#8211; To pan wys\u0142a\u0142 do w\u0142a\u015bciciela pensjonatu sms-a z pro\u015bb\u0105 o pomoc? &#8211; spyto\u0142.<br \/>\n&#8211; Zgadza si\u0119, ja &#8211; potwierdzi\u0142 ch\u0142op.<br \/>\n&#8211; Ten\u017ce w\u0142a\u015bciciel od razu zawiadomi\u0142 policj\u0119 &#8211; godo\u0142 dalej str\u00f3z prawa. &#8211; Przekaza\u0142 te\u017c nam tre\u015b\u0107 sms-a, z kt\u00f3rego wynika\u0142o, \u017ce zostali\u015bcie porwani przez psa, a nast\u0119pnie przywi\u0105zani do drzewa przez kota i wielkiego ptaka. Czy tak w\u0142a\u015bnie pan napisa\u0142?<br \/>\n&#8211; Dok\u0142adnie tak &#8211; przyzno\u0142 ch\u0142op.<br \/>\n&#8211; No widzi pan! &#8211; triumfowo\u0142 policjant. &#8211; To chyba jasne, \u017ce je\u015bli kto\u015b wypisuje takie bzdury, to znaczy, \u017ce potrzebuje pomocy psychiatry. Sprowadzi\u0142em wi\u0119c najlepszego psychiatr\u0119, jakiego mamy w naszych stronach.<br \/>\n&#8211; Ale, panie w\u0142adzo &#8211; wtr\u0105ci\u0142a baba &#8211; m\u00f3j m\u0105\u017c m\u00f3wi prawd\u0119. Naprawd\u0119 zostali\u015bmy porwani przez psa, kota i wielkiego ptaka.<br \/>\nPon dokt\u00f3r, s\u0142ys\u0105c te s\u0142owa, pedzio\u0142 ku sanitariusom:<br \/>\n&#8211; T\u0119 pani\u0105 te\u017c zabieramy.<br \/>\n&#8211; O nie! Nieee! &#8211; prociwi\u0142a sie baba, ale jeden pon sanitarius, nie zwazaj\u0105c na jej protesty, chyci\u0142 jom mocno za ramiona, jego kolega za\u015b pohybo\u0142 do karetki po drugi kaftan. Baba rzuca\u0142a sie, kopa\u0142a i gryz\u0142a. Ale ponowie sanitariuse chyba nie pierwsy roz mieli do cynienia z agresywnym pacjentem. Bez trudu ubrali jom w taki sam kaftanicek, jaki mio\u0142 juz na sobie jej ch\u0142op.<br \/>\n&#8211; Prosz\u0119 nam uwierzy\u0107! &#8211; zac\u0119\u0142a b\u0142aga\u0107. &#8211; Wcale nie zwariowali\u015bmy! Naprawd\u0119 trzy zwierzaki napad\u0142y na nas. Musz\u0105 by\u0107 gdzie\u015b blisko, bo by\u0142y tu jeszcze przed chwil\u0105. Mo\u017ce ukry\u0142y si\u0119 za tamtymi ja\u0142owcami?<br \/>\nPon policjant pokrynci\u0142 ino g\u0142owom i machn\u0105\u0142 r\u0119kom. A pon dokt\u00f3r pog\u0142asko\u0142 babe po g\u0142owie i przem\u00f3wi\u0142 troskliwie:<br \/>\n&#8211; Tak, tak, wiem. Brzydki pies, brzydki kocur i brzydkie ptaszysko. Ale prosz\u0119 si\u0119 nie martwi\u0107. Wszystko b\u0119dzie dobrze. Pojedziemy teraz do takiego bardzo \u0142adnego szpitaliku. Tam traficie do bardzo \u0142adnego pokoiku bez klamek, gdzie \u017caden pies, kot ani ptak was nie dopadnie.<br \/>\n&#8211; Do licha ci\u0119\u017ckiego! &#8211; zez\u0142o\u015bci\u0142 sie ch\u0142op. &#8211; Przecie\u017c sami widzieli\u015bcie, \u017ce jeste\u015bmy przywi\u0105zani do drzewa! Nie s\u0105dzicie chyba, \u017ce\u015bmy sami si\u0119 tak zwi\u0105zali i zmy\u015blili t\u0119 ca\u0142\u0105 histori\u0119 o porwaniu nas przez zwierz\u0119ta?<br \/>\n&#8211; Ale\u017c nikt nie twierdzi, \u017ce\u015bcie si\u0119 sami zwi\u0105zali &#8211; odpor\u0142 pon policjant. &#8211; Wszystko jednak wskazuje na to, gdy przywi\u0105zywano was do tego drzewa ,to wy prze\u017cyli\u015bcie taki szok, \u017ce ubzdurali\u015bcie sobie, i\u017c skrzywdzi\u0142 was nie cz\u0142owiek, tylko jakie\u015b zwierzaki.<br \/>\n&#8211; A wolno nam chocia\u017c wiedzie\u0107, kiedy zostaniemy wypuszczeni z tego szpitala? &#8211; spyta\u0142a baba.<br \/>\n&#8211; Niepr\u0119dko &#8211; pedzio\u0142 pon dokt\u00f3r. &#8211; Wygl\u0105dacie mi na bardzo ciekawy przypadek, musz\u0119 wi\u0119c was podda\u0107 gruntownym d\u0142ugotrwa\u0142ym badaniom. Czuj\u0119 \u017ce przydacie mi si\u0119 jako temat do paru referat\u00f3w na konferencje i paru artyku\u0142\u00f3w naukowych w czasopismach o najwy\u017cszym wska\u017aniku <i>impact factor<\/i>. Nie mog\u0119 was za szybko wypu\u015bci\u0107. Dla dobra nauki &#8211; nie mog\u0119!<\/p>\n<p>No i ch\u0142op z babom zostali zabrani do karetki, ft\u00f3ro zaroz odjecha\u0142a. Pon policjant natomiast zosto\u0142, bo pedzio\u0142, ze musi pocka\u0107 na ekipe \u015bledcom, ft\u00f3ro zbado miesce zdarzenia. Maryna, kot i jo uznali, ze lepiej d\u0142uzej tutok nie ostawa\u0107. Oddalili my sie niezauwazeni przez pona policjanta. Maryna wr\u00f3ci\u0142a w Tatry, kot wr\u00f3ci\u0142 do wsi, a jo &#8211; wr\u00f3ci\u0142ek na hole. Id\u0105c za\u015b, tak se \u015bpekulowo\u0142ek, ze dlo tego ch\u0142opa i tej baby chyba lepiej by by\u0142o, kieby post\u0105pili zgodnie z moim planem i pozwolili sie zresocjalizowa\u0107. Chociaz&#8230; z drugiej strony&#8230; kieby ca\u0142o ta historia potocy\u0142a sie inacej, to wte nie mieliby co licy\u0107 na hyr w casopismak o najwyzsym impakt faktorze. Wi\u0119c fto wie, ostomili, fto wie?<\/p>\n<p>*********************************************** <\/p>\n<p>&#8211; O, jaki pikny! &#8211; us\u0142yso\u0142ek nagle okrzyk, kie juz zblizo\u0142ek sie do nasej bac\u00f3wki.<br \/>\nTo wo\u0142o\u0142 Stasek Kowaniecki, jeden z juhas\u00f3w mojego bacy. Krzykn\u0105\u0142 tak, bo w\u0142a\u015bnie odkry\u0142 nasego scenioka, ft\u00f3ry teroz nojdowo\u0142 sie pod opiekom moik owcarkowyk kompan\u00f3w.<br \/>\n&#8211; O, jaki pikny! &#8211; zawo\u0142o\u0142 zaroz drugi juhas, Wojtek Murzyn, ft\u00f3ry kwile po Stasku dojrzo\u0142 nowom zywinke na nasej holi.<br \/>\n&#8211; Cym sie tak zakwycocie? &#8211; zaciekawi\u0142 sie trzeci juhas, J\u00f3zek Smrek. &#8211; Niby fto jest taki&#8230; Ooo! Jaki pikny!<br \/>\nZaroz do juhas\u00f3w do\u0142\u0105cy\u0142 m\u00f3j baca. Po\u017are\u0142 na scenioka i zawo\u0142o\u0142:<br \/>\n&#8211; O, Jezusicku! Jako pikno malu\u015bka zywinka!<\/p>\n<p>No i zosta\u0142o postanowione &#8211; sceniok zostoje na holi. Chociaz nied\u0142ugo, bo przecie juz za pare dni przychodzi \u015awi\u0119ty Micha\u0142. A kie przyjdzie, to my sy\u0107ka wroz z owieckami schodzimy do wsi. Ba wte piesecka zabiere do siebie Stasek Kowaniecki. Kie za\u015b w przys\u0142ym roku, na \u015awi\u0119tego Wojciecha, wr\u00f3cimy nazod na hole &#8211; to sie obacy. Piesek abo ostonie we wsi, wroz ze Staskowom rodzinom, abo przyb\u0119dzie na hole rozem ze Staskiem. Je\u015bli przyb\u0119dzie, to Harna\u015b, Dunaj, Mody\u0144 i jo piknie naucymy go pilnowa\u0107 owiecek, odgania\u0107 wilki od stada i wykrada\u0107 bacy oscypki, kie\u0142baski i Smadnego Mnicha. Obacycie, ostomili &#8211; cho\u0107 to nie owcarek, w przys\u0142o\u015bci bedzie z niego barzo pikny pies pasterski. Hau!<\/p>\n<p><b>P.S.1.<\/b> A w najblizscy cwortek &#8211; bedziemy mogli piknie \u015bwi\u0119towa\u0107. Bo urodziny <b>Poni Dorotecki<\/b> bedom. Zdrowie <b>Poni Dorotecki<\/b>! \ud83d\ude00 <\/p>\n<p><b>P.S.2.<\/b> W kolejny cwortek, 1 pa\u017adziernika, kolejne urodziny bedziemy \u015bwi\u0119towali &#8211; <b>Wawelokowe<\/b>. Zdrowie <b>Waweloka<\/b>! \ud83d\ude00 <\/p>\n<p><b>P.S.3.<\/b> Dzie\u0144 p\u00f3\u017aniej, 2 pa\u017adziernika, \u015bwi\u0119tujemy znowu &#8211; tym rozem z okazji rocnicy \u015blubu <b>Alecki<\/b> i <b>Jerzorecka<\/b>. No to zdrowie <b>Po\u0144stwa Aleckowyk<\/b>! \ud83d\ude00<\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Co robili\u015bcie, ostomili, w ostatni cwortek? Bo jo &#8211; przez ca\u0142y prawie dzie\u0144 piknie wylegiwo\u0142ek sie na holi i wygrzewo\u0142ek w promieniak s\u0142onka, ft\u00f3re grza\u0142o tak, jak by to by\u0142 \u015brodek lata, a nie jego koniec. Owiecki nie sprawia\u0142y zodnyk k\u0142opot\u00f3w. Wilki tyz nie, bo by\u0142y kasi daleko&#8230; No, po prostu piknie by\u0142o! Ba kie [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":1,"featured_media":0,"comment_status":"open","ping_status":"open","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[1],"tags":[],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/owczarek\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/2424"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/owczarek\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/owczarek\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/owczarek\/wp-json\/wp\/v2\/users\/1"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/owczarek\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=2424"}],"version-history":[{"count":2,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/owczarek\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/2424\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":2426,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/owczarek\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/2424\/revisions\/2426"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/owczarek\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=2424"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/owczarek\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=2424"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/owczarek\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=2424"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}