
{"id":12607,"date":"2017-01-31T09:21:44","date_gmt":"2017-01-31T08:21:44","guid":{"rendered":"http:\/\/polifonia.blog.polityka.pl\/?p=12607"},"modified":"2017-01-31T09:53:37","modified_gmt":"2017-01-31T08:53:37","slug":"pizama-w-bezczasie-plyty-stycznia","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/2017\/01\/31\/pizama-w-bezczasie-plyty-stycznia\/","title":{"rendered":"Pi\u017cama w bezczasie (p\u0142yty stycznia)"},"content":{"rendered":"<p>Wczorajszy wpis, dyskutowany mocno na Facebooku (gdzie najmocniej oberwa\u0142o mi si\u0119 za &#8222;no wi\u0119c&#8221; na pocz\u0105tku tekstu), okaza\u0142 si\u0119 na tyle gwa\u0142townym wyj\u015bciem poza sfer\u0119 kompetencji, \u017ce przyp\u0142aci\u0142em go dziwnym snem. \u015ani\u0142o mi si\u0119, \u017ce siedz\u0119 na jakiej\u015b operze, w Krakowie w dodatku, dok\u0142adniej w budynku ICE, gdy wtem kto\u015b mnie tr\u0105ca i m\u00f3wi, \u017ce mia\u0142em \u015bpiewa\u0107. Okazuje si\u0119, \u017ce naprawd\u0119 mia\u0142em \u015bpiewa\u0107, a siedz\u0119 na widowni zamiast by\u0107 na scenie. Za scen\u0105 tocz\u0105 si\u0119 wi\u0119c nerwowe poszukiwania, a mnie \u015bcina wstyd &#8211; zupe\u0142nie jak w tych snach, w kt\u00f3rych wychodzi si\u0119 w pi\u017camie (albo i bez niej) na miasto &#8211; \u017ce po pierwsze jestem nieprzygotowany, a po drugie, to nawet gdybym by\u0142, \u015bpiewa\u0107 przecie\u017c nie umiem. W ko\u0144cu wychodz\u0119 z sali, docieram na zaplecze (spektakl ju\u017c sp\u00f3\u017aniony, ludzie wychodz\u0105), a tam dopada mnie szefowa organizuj\u0105cego wydarzenie KBF-u (ale jaka\u015b fikcyjna, bez skojarze\u0144 z t\u0105 realn\u0105), gro\u017c\u0105c, \u017ce zap\u0142ac\u0119 koszta zerwanej premiery. <em>I jeszcze umowy pan nie podpisa\u0142!<\/em> &#8211; s\u0142ysz\u0119. I w tym momencie dopiero si\u0119 budz\u0119, my\u015bl\u0105c: <em>Uff. Co za szcz\u0119\u015bcie, \u017ce nie podpisa\u0142em umowy! <\/em><br \/>\nDlaczego o tym opowiadam? Bo stycze\u0144 by\u0142 umiarkowanie dobrym miesi\u0105cem w dziedzinie premier p\u0142ytowych, wi\u0119c zanim zaczn\u0119 o nich pisa\u0107, chcia\u0142em si\u0119 zdoby\u0107 na jaki\u015b wst\u0119p natury og\u00f3lnej.  <!--more--><\/p>\n<p><iframe loading=\"lazy\" width=\"100%\" height=\"450\" scrolling=\"no\" frameborder=\"no\" src=\"https:\/\/w.soundcloud.com\/player\/?url=https%3A\/\/api.soundcloud.com\/tracks\/296745044&amp;auto_play=false&amp;hide_related=false&amp;show_comments=true&amp;show_user=true&amp;show_reposts=false&amp;visual=true\"><\/iframe><\/p>\n<p>Podobnie jak sam zosta\u0142em z\u0142apany na paradowaniu w pi\u017camie na operowych salonach, tak sam ch\u0119tnie bym z\u0142apa\u0142 <strong>WILLIAMA BASINSKIEGO<\/strong> na hochsztaplerce. Cel wydaje si\u0119 \u0142atwy, bo tw\u00f3rca muzyki ambient, kt\u00f3ry swoje najwi\u0119ksze (wielocz\u0119\u015bciowe) dzie\u0142o utworzy\u0142 ze zdegradowanych d\u017awi\u0119k\u00f3w starych ta\u015bm, a do najnowszego wykorzysta\u0142 ta\u015bm\u0119 prze\u017cut\u0105 przez kota wsp\u00f3\u0142lokatora (serio!), osobom postronnym wyda si\u0119 gotowym przyk\u0142adem muzycznego voodoo. A gdy jeszcze pos\u0142uchamy, jak to w tworzenie jego <em>Disintegration Loops<\/em> wpisa\u0142y si\u0119 p\u0142on\u0105ce wie\u017ce WTC, przyjdzie nam go sklasyfikowa\u0107 (jeszcze przed ods\u0142uchem) jako &#8211; w najlepszym razie &#8211; \u017cebrz\u0105cego o uwag\u0119 konceptualist\u0119. Niewiele mniejszy sceptycyzm budzi fakt, \u017ce kolejny odcinek swoich dronowych, minimalistycznych pejza\u017cy d\u017awi\u0119kowych zadedykowa\u0142 zmar\u0142emu w zesz\u0142ym roku Davidowi Bowiemu, pod kt\u00f3rego przez rok podpinali si\u0119 wszyscy, od wybitnych postaci, po najwi\u0119ksze beztalencia. W rzeczywisto\u015bci niemal za ka\u017cdym razem &#8211; i tak jest r\u00f3wnie\u017c w wypadku <em><strong>A Shadow In Time<\/strong><\/em> (Temporary Residence 8\/10) &#8211; tw\u00f3rczo\u015b\u0107 Basinskiego broni si\u0119, \u017ce tak sparafrazuj\u0119 Soko\u0142a, czystym brudnym pi\u0119knem. Jego statyczne (jak u Bryarsa, kt\u00f3rego pono\u0107 nie zna\u0142, gdy publikowa\u0142 <em>Disintegration Loops<\/em>), bezczasowe p\u0119tle d\u017awi\u0119kowe mog\u0142yby by\u0107 pewnie rodzajem muzyki generatywnej, efektem dzia\u0142ania programu jakiego\u015b cwanego informatyka, kt\u00f3ry za ka\u017cdym razem wpisywa\u0142by tylko parametry wyj\u015bciowe i uzyskiwa\u0142 na wyj\u015bciu kolejny charakterystyczny dron. Tyle \u017ce podczas s\u0142uchania takie spekulacje trac\u0105 na znaczeniu, bo utwory Amerykanina w niezwyk\u0142y spos\u00f3b manipuluj\u0105 nasz\u0105 percepcj\u0105 czasu. Maj\u0105 charakter poruszaj\u0105cego, elegijnego muzycznego opisu chwili ostatecznej, w kt\u00f3rym kto\u015b sprasowa\u0142 ludzkie \u017cycie do poziomu zap\u0119tlonego rowka na ko\u0144cu trzeszcz\u0105cej p\u0142yty. <\/p>\n<p>Dedykowany Bowiemu <em>For David Robert Jones<\/em> (zam\u00f3wienie takiego ho\u0142du u WB nie by\u0142o zaskoczeniem) jest tu troch\u0119 bardziej oczywistym muzycznie i czytelnym przyk\u0142adem: na oddychaj\u0105cy loop z oddalonymi akordami organ\u00f3w (?) naniesiona zostaje od pewnego momentu &#8211; w proporcjach splataj\u0105cego si\u0119 \u017cycia cz\u0142owieka i \u017cycia gwiazdy, jak si\u0119 wydaje &#8211; zdegradowana d\u017awi\u0119kowo partia saksofonu, jedna zap\u0119tlona czterotaktowa fraza, kt\u00f3ra towarzyszy nam do samego ko\u0144ca. A i p\u00f3\u017aniej d\u0142ugo rozbrzmiewa w g\u0142owie. Ca\u0142o\u015b\u0107, cho\u0107 najwyra\u017aniej nie ma nic wsp\u00f3lnego z konkretnym nagraniem Bowiego, wydaje si\u0119 jednym z najmniej abstrakcyjnych utwor\u00f3w Basinskiego, jakie s\u0142ysza\u0142em. Robi to wra\u017cenie, cho\u0107 wol\u0119 &#8211; musz\u0119 przyzna\u0107 &#8211; tytu\u0142ow\u0105 kompozycj\u0119 ze strony &#8222;A&#8221; p\u0142yty, kt\u00f3ra, cho\u0107 p\u0142ytsza w skojarzeniach, wydaje mi si\u0119 utworem bardziej hipnotyzuj\u0105cym, kt\u00f3ry artysta m\u00f3g\u0142by umie\u015bci\u0107 na d\u017awi\u0119kowej wizyt\u00f3wce. I, co charakterystyczne, trwa\u0107 m\u00f3g\u0142by w niesko\u0144czono\u015b\u0107. Tu wersja cyfrowa ma zasadnicz\u0105 przewag\u0119: dostajemy ponad trzy bonusowe minuty bezczasu.<\/p>\n<p><iframe loading=\"lazy\" width=\"100%\" height=\"450\" scrolling=\"no\" frameborder=\"no\" src=\"https:\/\/w.soundcloud.com\/player\/?url=https%3A\/\/api.soundcloud.com\/tracks\/287657819&amp;auto_play=false&amp;hide_related=false&amp;show_comments=true&amp;show_user=true&amp;show_reposts=false&amp;visual=true\"><\/iframe><\/p>\n<p>Do albumu kalifornijskiej grupy <strong>FOXYGEN <em>Hang<\/em><\/strong> (Jagjaguwar, 6\/10) mia\u0142em kilka podej\u015b\u0107, ale g\u0142\u00f3wnie po to, \u017ceby si\u0119 przekona\u0107, \u017ce w dziedzinie rozbuchanej, orkiestrowej muzyki rozrywkowej wol\u0119 ju\u017c chyba<em> La La Land<\/em>. Mieszanka bombastycznego stylu Queen, odlotu Todda Rundgrena, zmanierowanego glamrockowego przegi\u0119cia z okolic Steve&#8217;a Harleya, wodewilu i Abby (z do\u015b\u0107 bezceremonialnym, trzeba przyzna\u0107, cytatem z <em>Waterloo <\/em>w piosence <em>Avalon<\/em>) mo\u017ce by\u0107 ciekaw\u0105 kopalni\u0105 odniesie\u0144, ale maniera wokalna Sama France&#8217;a dzia\u0142a na mnie do\u015b\u0107 dra\u017cni\u0105co, a ca\u0142a ta wielka masa si\u0142 i \u015brodk\u00f3w &#8211; w\u0142\u0105cznie z 40-osobow\u0105 orkiestr\u0105 i szalonym Stevenem Drozdem z Flaming Lips wydaje mi si\u0119 jednak mocno niewykorzystanym potencja\u0142em. Gdybym mia\u0142 do czego\u015b wr\u00f3ci\u0107 po raz kolejny, to pewnie do &#8211; prosz\u0119 si\u0119 nie ba\u0107 tytu\u0142u &#8211; <em>Traumy<\/em> i mo\u017ce jeszcze fina\u0142owego <em>Rise Up<\/em>. Jak na ludzi przedstawiaj\u0105cych si\u0119 jako Ambasadorzy Pokoju i Magii w XXI wieku to jednak za ma\u0142o.<\/p>\n<p><iframe loading=\"lazy\" width=\"100%\" height=\"450\" scrolling=\"no\" frameborder=\"no\" src=\"https:\/\/w.soundcloud.com\/player\/?url=https%3A\/\/api.soundcloud.com\/tracks\/303799376&amp;auto_play=false&amp;hide_related=false&amp;show_comments=true&amp;show_user=true&amp;show_reposts=false&amp;visual=true\"><\/iframe><\/p>\n<p>Spencer Stephenson, czyli <strong>BOTANY<\/strong>, producent, kt\u00f3rego tak bardzo chwali\u0142em w zesz\u0142ym roku, bardzo szybko zaproponowa\u0142 kolejny zestaw, tym razem remanentowy <em><strong>Raw Light II <\/strong><\/em>(Western Vinyl, 6\/10). Mia\u0142 towarzyszy\u0107 p\u0142ycie z 2015 roku, a przy zesz\u0142orocznej <em>Deepak Verbera <\/em>brzmi ledwie jak przyzwoity szkicownik. Dominuje klimat dawnego abstract hip-hopu, kompozycje s\u0105 do\u015b\u0107 banalne w stosunku do tego, co s\u0142ycha\u0107 na <em>Deepak&#8230;<\/em>, momentami te\u017c przesadnie zag\u0119szczone w liczbie \u015blad\u00f3w i melodii. Ze swoim sposobem wykorzystywania sampli wokalnych Botany wpada na tory sp\u00f3\u017anionego Prefuse 73 (<em>Janis Joplin<\/em>). Albo z kolei brzmi jak wczesne Air (<em>Lo, Hi<\/em>). Album przynosi sporo d\u0142u\u017cyzn i kilka lepszych moment\u00f3w, w\u015br\u00f3d kt\u00f3rych wyr\u00f3\u017cni\u0107 mo\u017cna <em>Tetherball <\/em>i jamowe <em>Wednesday Night October 28 2015<\/em>. Og\u00f3lnie jednak raczej za\u0142\u0105cznik do dyskografii i pieni\u0105dze lepiej zaoszcz\u0119dzi\u0107 na kolejne wydawnictwo Botany z nowym repertuarem.<\/p>\n<p><iframe loading=\"lazy\" width=\"560\" height=\"315\" src=\"https:\/\/www.youtube.com\/embed\/NPG2vB7R5wg\" frameborder=\"0\" allowfullscreen><\/iframe><\/p>\n<p>Zgrzytliwa wizja przysz\u0142o\u015bci w przesz\u0142o\u015bci z czas\u00f3w nieko\u0144cz\u0105cej si\u0119 transformacji, przynosz\u0105ca opowiedzian\u0105 d\u017awi\u0119kiem histori\u0119 z prowincji, przez kt\u00f3r\u0105 sunie autobus z u\u015bpionymi pasa\u017cerami.<strong> MCHY I POROSTY<\/strong> to Bartosz Zask\u00f3rski (znany cho\u0107by z p\u0142yt nagrywanych pod szyldami Wsie i Mikroporosty oraz z kapitalnych ok\u0142adek dla m.in. Jacka Sienkiewicza i Alamedy), kt\u00f3ry \u015bwiadomie wyzbywa si\u0119 tu w zasadzie dw\u00f3ch sporych atut\u00f3w. O stworzenie ilustracji do artbookowej wersji albumu zaprosi\u0142 mianowicie innych artyst\u00f3w (fakt, \u017ce doborowych, z Aleksandr\u0105 Waliszewsk\u0105 i Jakubem Woynarowskim), a napisanie wst\u0119pu powierzy\u0142 specjalistce od zbiorowych marze\u0144 i omam\u00f3w ko\u0144ca PRL Oldze Drendzie, w dalszej cz\u0119\u015bci decyduj\u0105c si\u0119 tylko na kr\u00f3tkie opisy nagra\u0144. <em><em>Hypnagogic Polish Music for Teenage Mutants<\/em><\/em> (Recognition 7\/10) przynosi odrealnione krajobrazy d\u017awi\u0119kowe, kre\u015blone bardzo rozedrgan\u0105 d\u017awi\u0119kow\u0105 kresk\u0105, nieco bardziej abstrakcyjne ni\u017c dot\u0105d. W\u015br\u00f3d nich szczeg\u00f3lnie przypad\u0142y mi do gustu <em>Kasia tusk<\/em> i wieloplanowe, subtelniej skonstruowane <em>Hypnagogic Polish Buses<\/em>. Tym razem na album Zask\u00f3rskiego nie da si\u0119 w\u0142a\u015bciwie patrze\u0107 w kategoriach s\u0142uchowiska, mimo \u017ce przynosi du\u017co samplowanych d\u017awi\u0119k\u00f3w. Troch\u0119 mniej te\u017c charakterystycznego dla tego autora poczucia humoru, kt\u00f3re tak podoba\u0142o mi si\u0119 we Wsiach. Z drugiej strony &#8211; ca\u0142o\u015b\u0107 nabiera uniwersalnego wymiaru i b\u0119dzie dobrze gra\u0142a w elektronicznym katalogu Recognition. <\/p>\n<p>Suchar, a w\u0142a\u015bciwie \u017cart wewn\u0119trzny dla student\u00f3w dziennikarstwa: <em>Jak nazywa si\u0119 profesor katedry hipnagogii? Hypnagodzic.<\/em><\/p>\n<p><iframe loading=\"lazy\" width=\"560\" height=\"315\" src=\"https:\/\/www.youtube.com\/embed\/q8wFGNCzr7k\" frameborder=\"0\" allowfullscreen><\/iframe><\/p>\n<p>Na koniec jedna z najs\u0142abszych moim zdaniem p\u0142yt miesi\u0105ca. Pochodzi z katalogu <strong>MICKA HARVEYA<\/strong>, artysty, kt\u00f3ry przyk\u0142ada\u0142 ostatnio r\u0119k\u0119 do \u015bwietnych album\u00f3w PJ Harvey, ale od lat ma s\u0142abo\u015b\u0107 przede wszystkim do Serge&#8217;a Gainsbourga i uparcie po\u015bwi\u0119ca jego piosenkom ju\u017c czwarty album (!), zatytu\u0142owany <strong><em>Intoxicated Women<\/em><\/strong> (Mute 5\/10), przy czym poziom oczywisto\u015bci przekracza tu chyba tylko otwieraj\u0105cy ca\u0142y zestaw niemieckoj\u0119zyczny cover <em>Je t&#8217;aime&#8230; moi non plus<\/em> (duet z Andre\u0105 Schroeder), za kt\u00f3rego pomys\u0142 nale\u017ca\u0142oby chyba jednak doceni\u0107 \u0141ukasza Kami\u0144skiego z &#8222;Co Jest Grane&#8221;, co zauwa\u017cyli\u015bmy ostatnio z red. JH, przegl\u0105daj\u0105c <a href=\"http:\/\/wyborcza.pl\/1,75410,18480173,off-festival-2015-mick-harvey-o-spiewaniu-gainsbourga-francuzi.html\">t\u0119 rozmow\u0119<\/a>. Jakkolwiek nienaturalnie brzmi szlagier Francuza po niemiecku, to prawdopodobnie najbardziej zaskakuj\u0105ca rzecz zwi\u0105zana z t\u0105 p\u0142yt\u0105, z kt\u00f3rej oczywistej instrumentacji i drugorz\u0119dnych wykona\u0144 ockn\u0105\u0142em si\u0119 przy ko\u0144cowym<em> Cargo Cult<\/em> z albumu <em>Historie de Melody Nelson<\/em>. Ale i ten broni si\u0119 raczej si\u0142\u0105 orygina\u0142u, a w nowej wersji i jemu mo\u017cna zarzuci\u0107 lekkie przegadanie. Harvey pojawia si\u0119 tu wi\u0119c mo\u017ce jeszcze nie w pi\u017camie, ale na pewno mocno obna\u017cony.  <\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Wczorajszy wpis, dyskutowany mocno na Facebooku (gdzie najmocniej oberwa\u0142o mi si\u0119 za &#8222;no wi\u0119c&#8221; na pocz\u0105tku tekstu), okaza\u0142 si\u0119 na tyle gwa\u0142townym wyj\u015bciem poza sfer\u0119 kompetencji, \u017ce przyp\u0142aci\u0142em go dziwnym snem. \u015ani\u0142o mi si\u0119, \u017ce siedz\u0119 na jakiej\u015b operze, w Krakowie w dodatku, dok\u0142adniej w budynku ICE, gdy wtem kto\u015b mnie tr\u0105ca i m\u00f3wi, \u017ce [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":1,"featured_media":12614,"comment_status":"open","ping_status":"closed","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[8,48,18,12,312,120,558,7,2696,4,1059,557],"tags":[2603,2710,2712,2711,2411],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/12607"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/users\/1"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=12607"}],"version-history":[{"count":19,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/12607\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":12629,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/12607\/revisions\/12629"}],"wp:featuredmedia":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/media\/12614"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=12607"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=12607"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=12607"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}