
{"id":12820,"date":"2017-02-27T09:00:54","date_gmt":"2017-02-27T08:00:54","guid":{"rendered":"http:\/\/polifonia.blog.polityka.pl\/?p=12820"},"modified":"2017-02-27T09:00:46","modified_gmt":"2017-02-27T08:00:46","slug":"dj-odwilz-i-jego-przeboje","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/2017\/02\/27\/dj-odwilz-i-jego-przeboje\/","title":{"rendered":"DJ Odwil\u017c i jego ulubione przeboje"},"content":{"rendered":"<p>Wyobra\u017amy sobie, \u017ce jest rok 1957. W\u0142a\u015bciwie nietrudno to sobie wyobrazi\u0107. Oscary w sze\u015bciu kategoriach zdoby\u0142 w\u0142a\u015bnie film, kt\u00f3ry &#8211; niczym w tytu\u0142owej <em>Retrotopii<\/em> opisywanej przez Zygmunta Baumana w po\u017cegnalnej ksi\u0105\u017cce (polecam tekst w \u015brodowej &#8222;Polityce&#8221;) &#8211; pr\u00f3buje uleczy\u0107 dzisiejszy brak perspektyw i niepewno\u015b\u0107 hollywoodzkimi marzeniami z drugiej r\u0119ki i atmosfer\u0105 \u015bwiata, kt\u00f3ry wydaje si\u0119 dzi\u015b idyll\u0105, cho\u0107 siedzia\u0142 na bombie zegarowej zimnej wojny i nieobecnych w <em>La La Land<\/em> problem\u00f3w spo\u0142ecznych. Nie\u017ale puentuje to <a href=\"http:\/\/www.independent.co.uk\/voices\/oscars-la-la-land-moonlight-arab-muslim-actor-audition-terrorist-i-am-done-a7595261.html\">tekst w &#8222;The Independent&#8221; napisany przez m\u0142odego arabskiego aktora<\/a>, kt\u00f3ry od 14 lat gra tylko role islamskich terroryst\u00f3w. Wprawdzie g\u0142\u00f3wn\u0105 kategori\u0119 wygra\u0142 <em>Moonlight <\/em>(i \u015bwietnie), to jednak lwia cz\u0119\u015b\u0107 kultury popularnej s\u0142u\u017cy dzi\u015b zreszt\u0105 za wehiku\u0142 czasu, kt\u00f3rym &#8211; jak w <em>San Junipero<\/em> (wizjonerski odcinek <em>Black Mirror<\/em>, o kt\u00f3rym z kolei ja pisa\u0142em <a href=\"http:\/\/polifonia.blog.polityka.pl\/2016\/10\/25\/czy-lata-80-byly-rajem-na-zi\">tutaj<\/a>) &#8211; mo\u017cna si\u0119 przenie\u015b\u0107 do ulubionej dekady: lat 80., 70. czy 60. O takie wersje muzyki prosili mnie kolejno uczestnicy jubileuszowego przyj\u0119cia, podczas kt\u00f3rego w pi\u0105tek mia\u0142em okazj\u0119 puszcza\u0107 p\u0142yty dla przyjaci\u00f3\u0142 redakcji &#8222;Polityki&#8221; jako DJ Odwil\u017c. A sam chcia\u0142em si\u0119 tylko przenie\u015b\u0107 do wspomnianego roku narodzin pisma, \u017ceby czego\u015b si\u0119 nauczy\u0107 i wczu\u0107 si\u0119 w klimat. A 1957 by\u0142 muzycznie znakomity. Oto sze\u015b\u0107 postaci, dla kt\u00f3rych warto si\u0119 zainteresowa\u0107 muzyk\u0105 z rocznika &#8222;Polityki&#8221; [\u017cyczenia na ko\u0144cu!], kt\u00f3rej pierwszy numer ukaza\u0142 si\u0119 27 lutego 1957 r. I sze\u015b\u0107 konkretnych propozycji:<!--more--><\/p>\n<p><iframe loading=\"lazy\" width=\"560\" height=\"315\" src=\"https:\/\/www.youtube.com\/embed\/lt_JIFmsJZc\" frameborder=\"0\" allowfullscreen><\/iframe><\/p>\n<p><strong>1. Thelonious Monk.<\/strong> Jego <em>Well You Needn&#8217;t<\/em> gra\u0142em na samym starcie pi\u0105tkowej imprezy. Wielki pianista i lider wyda\u0142 w roku 1957 bodaj cztery albumy z klasycznym materia\u0142em i \u015bwietnymi partnerami, z kt\u00f3rych robi\u0142 swoich uczni\u00f3w. B\u0119dzie jeszcze czas, \u017ceby do niego wr\u00f3ci\u0107, bo w tym roku przypada stulecie urodzin Monka. Na razie, szukaj\u0105c powod\u00f3w, dla kt\u00f3rych ceni si\u0119 go tak wysoko jako kompozytora, sens tych komplement\u00f3w znalaz\u0142em w nagraniach z roku 1957. A wyda\u0142 wtedy r\u00f3wnie\u017c m.in. album <em>Brilliant Corners<\/em> z Sonnym Rollinsem, o kt\u00f3rym nie mog\u0119 przy tej okazji nie wspomnie\u0107.<\/p>\n<p><iframe loading=\"lazy\" width=\"560\" height=\"315\" src=\"https:\/\/www.youtube.com\/embed\/UA2XIWZxMKM\" frameborder=\"0\" allowfullscreen><\/iframe><\/p>\n<p><strong>2. Sonny Rollins<\/strong> sam wyda\u0142 w 1957 mo\u017ce i najlepsz\u0105 p\u0142yt\u0119 w swojej d\u0142ugiej dyskografii, <em>Saxophone Colossus<\/em>, z groove&#8217;ami, przed kt\u00f3rymi r\u00f3wnie trudno si\u0119 broni\u0107, co przed tymi z album\u00f3w Monka. Dla jazzu tamtych czas\u00f3w to \u015brodek drogi, dla przysz\u0142ego jazzu &#8211; klasyk w wykonaniu muzyka, kt\u00f3ry nie przewodzi\u0142 \u017cadnemu z awangardowych nurt\u00f3w. Rollins ma dzi\u015b 86 lat i ci\u0105gle jest z nami &#8211; chocia\u017c m\u0142ody cz\u0142owiek z niego w por\u00f3wnaniu z Marianem Turskim, kt\u00f3ry \u0142\u0105czy dzi\u015b &#8222;Polityk\u0119&#8221; z jej najdawniejsz\u0105 przesz\u0142o\u015bci\u0105. Po przes\u0142uchaniu w ostatnich tygodniach kilkudziesi\u0119ciu album\u00f3w odnios\u0142em jednak wra\u017cenie, \u017ce po takim <em>Saxophone Colossus<\/em> w opartym na technice, opanowaniu podstaw harmonii, szybko\u015bci i p\u0142ynno\u015bci gry, \u017cywio\u0142owym i si\u0119gaj\u0105cym mocniej do prostych \u017ar\u00f3de\u0142 afroameryka\u0144skich hard bopie &#8211; czyli dominuj\u0105cym gatunku tych czas\u00f3w &#8211; niewiele da\u0142oby si\u0119 poprawi\u0107 czy ulepszy\u0107. Co\u015b si\u0119 musia\u0142o prze\u0142ama\u0107. Sk\u0105din\u0105d sam Rollins &#8211; jak dla mnie prywatnie najp\u0142ynniejszy z najlepszych saksofonist\u00f3w &#8211; jeszcze w 1957 roku zaczyna kombinowa\u0107, przestaj\u0105c korzysta\u0107 z us\u0142ug pianisty i graj\u0105c z dwuosobow\u0105 (perkusja, kontrabas) sekcj\u0105 rytmiczn\u0105, kt\u00f3ry to wyczyn mieli powtarza\u0107 inni wybitni soli\u015bci. <\/p>\n<p><iframe loading=\"lazy\" width=\"560\" height=\"315\" src=\"https:\/\/www.youtube.com\/embed\/DcMmVGrzpy8?list=PLs8ezDP7LLliaoqo8l7X1BiBrSKOp9VnP\" frameborder=\"0\" allowfullscreen><\/iframe><\/p>\n<p><strong>3. Anita O&#8217;Day.<\/strong> Bo z albumami <em>Anita Sings the Most<\/em> i <em>Pick Yourself Up With Anita O&#8217;Day <\/em>oraz fenomenalnymi (podobno) koncertami by\u0142 to pewnie jeden z najlepszych sezon\u00f3w w ca\u0142ej jej karierze najlepszej bia\u0142ej wokalistki jazzowej. \u017byciowo O&#8217;Day prze\u017cywa\u0142a tymczasem histori\u0119 do\u015b\u0107 bli\u017aniacz\u0105 do tej, kt\u00f3ra sta\u0142a si\u0119 udzia\u0142em Billie Holiday &#8211; by\u0142a ju\u017c pot\u0119\u017cnie uzale\u017cniona od narkotyk\u00f3w. Co &#8211; jak bywa w wypadku karier jazzman\u00f3w &#8211; nie przeszkadza\u0142o jej dokonywa\u0107 najlepszych w \u017cyciu nagra\u0144 i \u015bpiewa\u0107 z nieprawdopodobn\u0105 lekko\u015bci\u0105 i wyczuciem rytmu charakterystycznym dla afroameryka\u0144skich (sama pochodzi\u0142a z irlandzkiej rodziny) konkurentek. Walczy\u0142a z na\u0142ogiem do ko\u0144ca lat 60., ostatecznie prze\u017cy\u0142a 87 lat. Powy\u017cej wklejam wyst\u0119p z kolejnego roku z festiwalu w Newport. Warto zacz\u0105\u0107 od razu od drugiej piosenki, <em>Tea For Two<\/em>, maj\u0105c w pami\u0119ci to, \u017ce O&#8217;Day przyzna\u0142a si\u0119, \u017ce tego dnia wyst\u0119powa\u0142a na heroinie.   <\/p>\n<p><iframe loading=\"lazy\" width=\"560\" height=\"315\" src=\"https:\/\/www.youtube.com\/embed\/sCRjn79DL74\" frameborder=\"0\" allowfullscreen><\/iframe><\/p>\n<p><strong>4. Miles Davis.<\/strong> Ten czy \u00f3w ju\u017c pewnie zaczyna\u0142 si\u0119 denerwowa\u0107, \u017ce go nie ma. Ten ju\u017c zd\u0105\u017cy\u0142 (na jaki\u015b czas) z heroiny wyj\u015b\u0107 i wyda\u0142 pierwsz\u0105 p\u0142yt\u0119 dla Columbii. Na <em>\u201aRound About Midnight <\/em>jego styl rozkwita, pozycja lidera si\u0119 umacnia (cho\u0107 tytu\u0142ow\u0105 kompozycj\u0119 wzi\u0105\u0142 od Monka), cz\u0142onkowie zespo\u0142u &#8211; z m\u0142odziutkim Johnem Coltrane&#8217;em &#8211; b\u0142yszcz\u0105. Ja jednak, jazzowy profan, kt\u00f3ry do pierwszych album\u00f3w Davisa doszed\u0142, przes\u0142uchawszy ju\u017c wszystkie jego wynalazki z prze\u0142omu lat 60. i 70., potraktuj\u0119 to jako okazj\u0119 napisania czego\u015b zupe\u0142nie innego. Ot\u00f3\u017c chcia\u0142em zwr\u00f3ci\u0107 uwag\u0119 na to, jak brzmi\u0105 p\u0142yty nagrywane w roku 1957 (ta akurat przez zas\u0142u\u017conego dla jazzu George&#8217;a Avakiana). Ot\u00f3\u017c kilka lat temu odby\u0142em (jak by\u0107 mo\u017ce czytelnicy tego bloga pami\u0119taj\u0105) <a href=\"http:\/\/www.polityka.pl\/tygodnikpolityka\/kultura\/1522291,1,spec-od-nagran-cd-to-niedoceniony-format.read\">do\u015b\u0107 inspiruj\u0105c\u0105 rozmow\u0119 z Piotrem Nykielem z Politechniki Warszawskiej<\/a>, by &#8211; ku mojemu zdziwieniu &#8211; us\u0142ysze\u0107 od niego, \u017ce z technologi\u0105 nagraniow\u0105 najlepiej radzili\u015bmy sobie pod koniec lat 50. I po sp\u0119dzeniu ostatnich trzech tygodni na s\u0142uchaniu hardbopowych nagra\u0144 z roku 1957 zaczynam rozumie\u0107, o co mu chodzi\u0142o &#8211; z t\u0105 prawd\u0105 o niezmienionym brzmieniu instrument\u00f3w, z tym podkre\u015blaniem wyj\u0105tkowej prostoty toru d\u017awi\u0119kowego i wielkiej dynamiki. Mog\u0119 nawet zrozumie\u0107 has\u0142o <em>agresywny jazz<\/em>, do kt\u00f3rego za chwil\u0119 wr\u00f3c\u0119.   <\/p>\n<p><iframe loading=\"lazy\" width=\"560\" height=\"315\" src=\"https:\/\/www.youtube.com\/embed\/KESFYXQwCYA\" frameborder=\"0\" allowfullscreen><\/iframe><\/p>\n<p><strong>5. Charles Mingus.<\/strong> W\u0142a\u015bnie jego <em>The Clown<\/em> wydaje mi si\u0119 od razu odpowiedzi\u0105 na to, co wy\u017cej pisa\u0142em o Sonnym Rollinsie &#8211; jednym z pierwszych sygna\u0142\u00f3w, \u017ce jazz szuka dla siebie nowej, awangardowej drogi. Bo niby p\u0142yta opiera si\u0119 na dobrze znanych, swingowych i bluesowych rytmach, z drugiej &#8211; zesp\u00f3\u0142 Mingusa gra tu jego kompozycje momentami wychodz\u0105ce w kierunku skali chromatycznej (pocz\u0105tek <em>Reincarnation of a Lovebird<\/em>) i proponuje przedziwn\u0105 form\u0119 s\u0142owno-muzyczn\u0105 (z improwizacj\u0105 w obu sferach) w utworze tytu\u0142owym &#8211; z tekstem o clownie, kt\u00f3ry pr\u00f3buje bawi\u0107 wszystkich dooko\u0142a i nie jest rozumiany &#8211; a\u017c do \u015bmierci. Co sprawdza si\u0119 w wypadku wielu muzyk\u00f3w, tak\u017ce jazzowych. Wa\u017cn\u0105 rol\u0119 gra puzonista Jimmy Knepper. Dodatkowo to pierwszy album z ulubionym perkusist\u0105 Mingusa, Danniem Richmondem. <\/p>\n<p><iframe loading=\"lazy\" width=\"560\" height=\"315\" src=\"https:\/\/www.youtube.com\/embed\/eq9FCBatl3A\" frameborder=\"0\" allowfullscreen><\/iframe><\/p>\n<p><strong>6. Buddy Holly<\/strong>. Bo oczywi\u015bcie w roku 1957 wci\u0105\u017c kr\u00f3luje rock&#8217;n&#8217;roll, co \u0142atwo sprawdzi\u0107, przegl\u0105daj\u0105c notowania list przeboj\u00f3w. Z tego roku pochodz\u0105 <em>Jailhouse Rock <\/em>Presleya, <em>Whole Lot of Shaking Going On<\/em> Jerry&#8217;ego lee Lewisa i <em>School Day <\/em>Chucka Berry&#8217;ego (pierwsza p\u0142yta!). Ale wyj\u0105tkowa uwaga nale\u017cy si\u0119 Hollyemu, sympatycznemu m\u0142odemu cz\u0142owiekowi w okularach z charakterystycznymi rogowymi oprawkami. Dla niego rok 1957 to zasadniczo pocz\u0105tek wielkiej kariery, kt\u00f3ra mia\u0142a si\u0119 zako\u0144czy\u0107 nied\u0142ugo p\u00f3\u017aniej, czyli w roku, kiedy umar\u0142 rock&#8217;n&#8217;roll (1959) wraz z wypadkiem lotniczym i \u015bmierci\u0105 tego artysty. <em>The &#8222;Chirping&#8221; Crickets<\/em> to jego albumowy debiut, nagrany ze znakomitym zespo\u0142em The Crickets. Holly uzupe\u0142nia genialnie trio kojarzone tyle\u017c z rock&#8217;n&#8217;rollem, co z tradycyjnym bluegrassem (co s\u0142ycha\u0107, sam Holly ma zreszt\u0105 te\u017c manier\u0119 id\u0105c\u0105 lekko w country), utwory napisz\u0105 razem, zbuduj\u0105 kwartet, kt\u00f3rego s\u0142ucha si\u0119 tu jako bezpo\u015bredniej zapowiedzi The Beatles. Szczeg\u00f3lnie praca dw\u00f3ch gitarzyst\u00f3w. Utw\u00f3r <em>That&#8217;ll Be the Day<\/em> gdybaj\u0105cy w tek\u015bcie na temat \u015bmierci artysty jest nie tylko uznawany za tekst proroczy, ale za proroctwo muzyczne. The Quarrymen zarejestruj\u0105 t\u0119 piosenk\u0119 jako pierwszy utw\u00f3r na swojej pierwszej sesji demo &#8211; nied\u0142ugo przed tym, jak przeobra\u017c\u0105 si\u0119 w The Beatles.   <\/p>\n<p>Mo\u017ce jeszcze wr\u00f3c\u0119 do roku 1957, mo\u017ce przy okazji jakiej\u015b kolejnej rocznicy tygodnika &#8222;Polityka&#8221;, ale &#8211; jak powiedzia\u0142 jeden ze szturmuj\u0105cych did\u017cejk\u0119 redakcyjnych koleg\u00f3w, i to tych z p\u00f3\u017aniejszych rocznik\u00f3w &#8211; za du\u017co tu <em>agresywnego jazzu<\/em>. Ale my si\u0119 z koleg\u0105 cz\u0119sto nie zgadzamy. Takie jest wewn\u0119trzne \u017cycie redakcji, w kt\u00f3rej mam przyjemno\u015b\u0107 pracowa\u0107 &#8211; bez r\u00f3\u017cnic zda\u0144 by\u0142oby ci\u0105g\u0142e unisono, a w nim z punktu widzenia muzyki nie ma zwykle nic ciekawego. Dlatego swojemu tygodnikowi z okazji 60-lecia gratuluj\u0119 polifonii i \u017cycz\u0119 harmonii. <\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Wyobra\u017amy sobie, \u017ce jest rok 1957. W\u0142a\u015bciwie nietrudno to sobie wyobrazi\u0107. Oscary w sze\u015bciu kategoriach zdoby\u0142 w\u0142a\u015bnie film, kt\u00f3ry &#8211; niczym w tytu\u0142owej Retrotopii opisywanej przez Zygmunta Baumana w po\u017cegnalnej ksi\u0105\u017cce (polecam tekst w \u015brodowej &#8222;Polityce&#8221;) &#8211; pr\u00f3buje uleczy\u0107 dzisiejszy brak perspektyw i niepewno\u015b\u0107 hollywoodzkimi marzeniami z drugiej r\u0119ki i atmosfer\u0105 \u015bwiata, kt\u00f3ry wydaje si\u0119 [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":1,"featured_media":12828,"comment_status":"open","ping_status":"closed","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[3,312,120,2740,4],"tags":[2742,2745,2747,2744,466,2741,2746,2743],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/12820"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/users\/1"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=12820"}],"version-history":[{"count":20,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/12820\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":12841,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/12820\/revisions\/12841"}],"wp:featuredmedia":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/media\/12828"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=12820"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=12820"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=12820"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}