
{"id":13000,"date":"2017-03-11T18:44:39","date_gmt":"2017-03-11T17:44:39","guid":{"rendered":"http:\/\/polifonia.blog.polityka.pl\/?p=13000"},"modified":"2017-03-12T10:38:46","modified_gmt":"2017-03-12T09:38:46","slug":"najlepszy-dzien-tygodnia-wedlug-muzykow","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/2017\/03\/11\/najlepszy-dzien-tygodnia-wedlug-muzykow\/","title":{"rendered":"Najlepszy dzie\u0144 tygodnia (wed\u0142ug muzyk\u00f3w)"},"content":{"rendered":"<p>Wydana w \u015brod\u0119 p\u0142yta <strong>Voo Voo<\/strong> jest concept albumem po\u015bwi\u0119conym dniom tygodnia. Co w tym dziwnego? Co nowego? Na poz\u00f3r nic. Opowie\u015bci o dniach ju\u017c w muzyce rozrywkowej by\u0142y. We\u017amy The Beatles, kt\u00f3rzy obskoczyli zar\u00f3wno dzi\u015b (<em>A Day In a Life<\/em>), wczoraj (<em>Yesterday<\/em>), jak i jutro (<em>Tomorrow Never Knows<\/em>). The Moody Blues po\u015bwi\u0119cili dniu ca\u0142\u0105 p\u0142yt\u0119 <em>Days of Future Passed<\/em> (pami\u0119tamy z niej zwykle g\u0142\u00f3wnie <em>Nights in White Satin<\/em>). Trudno te\u017c wyrzuci\u0107 z pami\u0119ci Oddzia\u0142 Zamkni\u0119ty: <em>Siedem dni ma tydzie\u0144 \/ A ka\u017cdy z tych siedmiu dni \/ Gdyby nie sobota \/ Ka\u017cdy taki sam by by\u0142<\/em> (<em><a href=\"https:\/\/youtu.be\/VQZrYtErNd0\">Party<\/a><\/em>). Pytanie o ulubiony dzie\u0144 tygodnia w muzyce rozrywkowej, kt\u00f3re w pi\u0105tek zadawa\u0142em w <a href=\"http:\/\/www.polskieradio.pl\/8\/2890\/Artykul\/1737254,Czeslaw-Spiewa-i-Arte-dei-Suonatori\">&#8222;Pop-Po\u0142udniu&#8221;<\/a> w radiowej Dw\u00f3jce, nie jest tak bezsensowne, jak si\u0119 wydaje. <!--more--><\/p>\n<p><iframe loading=\"lazy\" width=\"560\" height=\"315\" src=\"https:\/\/www.youtube.com\/embed\/-Kobdb37Cwc\" frameborder=\"0\" allowfullscreen><\/iframe><\/p>\n<p>Jak dot\u0105d chyba najbardziej interesuj\u0105cy bywa\u0142 poniedzia\u0142ek, smutny (<em>Blue Monday<\/em> New Order), nielubiany (<em>I Don&#8217;t Like Mondays<\/em> The Boomtown Rats) lub denerwuj\u0105cy (<em>Manic Monday<\/em> grupy Bangles, ale napisany przez Prince&#8217;a). Bez wi\u0119kszego trudu da\u0142oby si\u0119 wymieni\u0107 jeszcze 2-3 poniedzia\u0142kowe przeboje. Z wtorkiem i \u015brod\u0105 &#8211; znacznie gorzej. Niby jest <em>Ruby Tuesday<\/em> Stones\u00f3w, kt\u00f3ry w gruncie rzeczy nie jest wcale o wtorku. \u015aroda ma jeszcze mniej do zaoferowania. Za granic\u0105 sytuacj\u0119 ratuje <em>Wednesday Night Interlude<\/em> Drake&#8217;a, a w Polsce song Niebiesko-Czarnych <em>Niedziela b\u0119dzie dla nas<\/em>, w kt\u00f3rym s\u0142ycha\u0107 moje ulubione t\u0142umaczenie: <em>A we wtorek, a we wtorek i w \u015brod\u0119 \/ Ty masz w domu pranie<\/em>. Nawet Bowie wypar\u0142 si\u0119 tej \u015brody, bo &#8211; jako urodzony w \u015brod\u0119 &#8211; \u015bpiewa\u0142, \u017ce jest dzieckiem czwartku (<em>Thursday&#8217;s Child<\/em>). <\/p>\n<p>No wi\u0119c powiedzmy od razu, \u017ce z jakich\u015b przyczyn Wojciech Waglewski postanowi\u0142 ten porz\u0105dek zburzy\u0107 i swoj\u0105 opowie\u015b\u0107 zaczyna w \u015brod\u0119, a ko\u0144czy we wtorek. Robi wi\u0119c z tych dw\u00f3ch dni momenty wyj\u0105tkowe &#8211; a mo\u017ce raczej doprowadza do swoistego r\u00f3wnouprawnienia. Na ka\u017cdy dzie\u0144 spogl\u0105da z r\u00f3wn\u0105 uwag\u0105, jak gdyby chcia\u0142 zwolni\u0107 up\u0142yw czasu. A na koncertach &#8211; o ile wierzy\u0107 wst\u0119pnym deklaracjom &#8211; zesp\u00f3\u0142 b\u0119dzie modyfikowa\u0142 porz\u0105dek utwor\u00f3w w zale\u017cno\u015bci od aktualnego dnia tygodnia. <em>W ten \u015brodek tygodnia wystarczy by\u0107 \/ By czu\u0107 si\u0119 swobodnie i wi\u0119cej nie czu\u0107 nic<\/em> &#8211; \u015bpiewa Waglewski w <em>\u015arodzie<\/em>. Jest w tym tek\u015bcie co\u015b granicz\u0105cego ze stwierdzeniem, \u017ce je\u015bli jest nam wszystko jedno, to znaczy, \u017ce jeste\u015bmy ju\u017c starzy.<\/p>\n<p>A mo\u017ce wszystko wynika z odwr\u00f3cenia porz\u0105dku u artyst\u00f3w, kt\u00f3rzy cz\u0119sto najwi\u0119cej pracuj\u0105 w weekend? Wtorek u Voo Voo jest w ka\u017cdym razem wielkim fina\u0142em, nawet nieco Beatlesowskim w ostatnich minutach &#8211; troch\u0119 natr\u0119tny ten saksofon Mateusza Pospieszalskiego (ca\u0142a nowo\u017cytna historia Voo Voo to moim zdaniem pow\u015bci\u0105gliwy Waglewski trzymaj\u0105cy w ryzach swojego rw\u0105cego si\u0119 do przodu kompana i wicelidera), ale wra\u017cenie robi to bardzo du\u017ce. Na poziomie tekstu dalej nie dzieje si\u0119 niby nic wielkiego, ale narrator sk\u0142ada wa\u017cne deklaracje: <em>Zostawi\u0107 ci musz\u0119 przed spaniem s\u0142owa \/ Nabazgrane w biegu \/ \u017be gdybym mia\u0142 jutro zaczyna\u0107 od nowa \/ Nie zmienia\u0142bym niczego<\/em> &#8211; przypominaj\u0105 ton ca\u0142ego ukazuj\u0105cego si\u0119 jednocze\u015bnie wywiadu rzeki z Waglewskim przeprowadzonego przez Wojciecha Bonowicza. Mamy wra\u017cenie, \u017ce coraz bardziej zdystansowany do rzeczywisto\u015bci Waglewski oddala si\u0119 na ca\u0142ej p\u0142ycie <em>7<\/em>. Ze wskazaniem na sobot\u0119, kt\u00f3ra do tego mu g\u0142\u00f3wnie s\u0142u\u017cy (<em>Wieczorem w soboty od nadmiaru wina \/ Oddalam si\u0119 powoli i zapominam<\/em>). <\/p>\n<p><em>Sobota<\/em> jest w og\u00f3le najmocniejszym muzycznie i najbardziej radykalnym &#8211; z kilkuminutowym listem mi\u0142osnym do minimalizmu &#8211; utworem Voo Voo w ostatnich latach. Spe\u0142nieniem obietnicy o robieniu p\u0142yty, kt\u00f3ra nie musi si\u0119 sprzedawa\u0107. Realnym oddalaniem si\u0119 od dotychczasowej formu\u0142y. <em>Pi\u0105tek<\/em> si\u0119 troch\u0119 zacina rytmicznie &#8211; mimo \u0142adnych orkiestrowych partii i chwytliwego tematu g\u0142\u00f3wnego utw\u00f3r gdzie\u015b gubi p\u0142ynno\u015b\u0107. A <em>Niedziela<\/em> pozostaje opart\u0105 na do\u015b\u0107 typowym dla zespo\u0142u groovie (i z Knopflerowsk\u0105 sol\u00f3wk\u0105), leniw\u0105 ilustracj\u0105 niedzielnej nudy \u0142adnie zarysowanej w tek\u015bcie z intryguj\u0105cym fragmentem: <em>I nikt mnie ju\u017c nie wkurzy &#8211; mo\u017ce poza dwoma wyj\u0105tkami<\/em>. Prawd\u0119 m\u00f3wi\u0105c, chcia\u0142oby si\u0119 us\u0142ysze\u0107 jak\u0105\u015b precyzyjn\u0105 deklaracj\u0119 od Waglewskiego, kt\u00f3ry niewiele ma w takich deklaracjach do stracenia. A zarazem przesta\u0142by by\u0107 Waglewskim, gdyby t\u0119 swoj\u0105 elegancj\u0119 i ostro\u017cno\u015b\u0107 w szafowaniu nazwiskami gdzie\u015b zgubi\u0142. Tak jest i z ca\u0142\u0105 p\u0142yt\u0105, kt\u00f3ra przynosi za\u0142o\u017con\u0105 zmian\u0119, ale \u017cadnych rewolucji. Ze spor\u0105 doz\u0105 monotonii &#8211; a jest gdzie si\u0119 zap\u0119tli\u0107 w tych d\u0142ugich utworach z d\u0142ugimi partiami instrumentalnymi &#8211; i niema\u0142\u0105 doz\u0105 balladowej melancholii.<\/p>\n<p><iframe loading=\"lazy\" width=\"560\" height=\"315\" src=\"https:\/\/www.youtube.com\/embed\/YxvBPH4sArQ\" frameborder=\"0\" allowfullscreen><\/iframe><\/p>\n<p>W opowie\u015bciach o dniach tygodnia te najbardziej pogodne i zabawowe, czyli pi\u0105tek (<em>Friday I&#8217;m In Love<\/em> The Cure) czy sobot\u0119 (ca\u0142a<em> Gor\u0105czka sobotniej nocy<\/em> rzecz jasna), Waglewski mo\u017ce \u015bmia\u0142o ju\u017c odda\u0107 synom, bo rzeczywi\u015bcie jego spojrzenie jest inne &#8211; i z czasem chyba sam coraz lepiej go w tym rozumiem. Podobnie jak doskonale rozumiem tych kilka zda\u0144 o fiasku nowych elit kulturalnych, kt\u00f3re wypowiedzia\u0142 w &#8222;Tygodniku Powszechnym&#8221; &#8211; mo\u017ce i warto pow\u015bci\u0105gliwie si\u0119 wypowiada\u0107 przez lata, \u017ceby co\u015b takiego mocniej wybrzmia\u0142o.<\/p>\n<p>Ale wr\u00f3\u0107my do drugiego planu tej recenzji. Ot\u00f3\u017c najbardziej interesuj\u0105cym dniem tygodnia dla muzyk\u00f3w &#8211; skoro ju\u017c ten temat zacz\u0105\u0142em &#8211; wydaje si\u0119 oczywi\u015bcie niedziela. Od <em>Every Day Is Like Sunday<\/em> Morrisseya, przez <em>Sunday Morning<\/em> The Velvet Underground (a dla s\u0142uchaczy Tr\u00f3jki &#8211; r\u00f3wnie\u017c The Bolshoi), po dramatyczne <em>Sunday, Bloody Sunday<\/em> U2. Mam wra\u017cenie, \u017ce w niedziel\u0119, ze wspomnie\u0144 z weekendu, kaca po sobotniej nocy i z obawy przed poniedzia\u0142kiem powstaje wi\u0119kszo\u015b\u0107 piosenek. I od tego sposobu my\u015blenia <em>7<\/em> odchodzi &#8211; dla Waglewskiego najbardziej interesuj\u0105cy jest rzeczywi\u015bcie ka\u017cdy dzie\u0144 tygodnia.<\/p>\n<p><strong>VOO VOO <em>7<\/em><\/strong>, Art2 2017, <strong>7-8\/10<\/strong><\/p>\n<p><iframe loading=\"lazy\" width=\"560\" height=\"315\" src=\"https:\/\/www.youtube.com\/embed\/Nmz0ah7e6TE\" frameborder=\"0\" allowfullscreen><\/iframe><\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Wydana w \u015brod\u0119 p\u0142yta Voo Voo jest concept albumem po\u015bwi\u0119conym dniom tygodnia. Co w tym dziwnego? Co nowego? Na poz\u00f3r nic. Opowie\u015bci o dniach ju\u017c w muzyce rozrywkowej by\u0142y. We\u017amy The Beatles, kt\u00f3rzy obskoczyli zar\u00f3wno dzi\u015b (A Day In a Life), wczoraj (Yesterday), jak i jutro (Tomorrow Never Knows). The Moody Blues po\u015bwi\u0119cili dniu ca\u0142\u0105 [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":1,"featured_media":13003,"comment_status":"open","ping_status":"closed","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[18,12,312,120,7,2696,1139,106],"tags":[2760],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/13000"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/users\/1"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=13000"}],"version-history":[{"count":8,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/13000\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":13009,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/13000\/revisions\/13009"}],"wp:featuredmedia":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/media\/13003"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=13000"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=13000"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=13000"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}