
{"id":13250,"date":"2017-04-01T12:41:27","date_gmt":"2017-04-01T10:41:27","guid":{"rendered":"http:\/\/polifonia.blog.polityka.pl\/?p=13250"},"modified":"2017-04-01T13:50:57","modified_gmt":"2017-04-01T11:50:57","slug":"5-lekkich-i-niebanalnych-plyt-ktorych-mogliscie-nie-slyszec","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/2017\/04\/01\/5-lekkich-i-niebanalnych-plyt-ktorych-mogliscie-nie-slyszec\/","title":{"rendered":"5 lekkich i niebanalnych p\u0142yt, kt\u00f3rych mogli\u015bcie nie s\u0142ysze\u0107"},"content":{"rendered":"<p>Bywa\u0142y ju\u017c na tym blogu zestawienia p\u0142yt <a href=\"http:\/\/polifonia.blog.polityka.pl\/2012\/05\/08\/51-plyt-przyjemnego-sluchania\/\">przyjemnego s\u0142uchania<\/a>. Niekoniecznie najlepszych w roku, czasem nawet nie najlepszych w miesi\u0105cu, ale za to takich, do kt\u00f3rych wraca si\u0119 wielokrotnie z przyjemno\u015bci\u0105 i kt\u00f3rych s\u0142ucha\u0107 mo\u017cna w towarzystwie i solo, w weekend, wieczorem. O niekt\u00f3rych media uparcie nie pisz\u0105, innych nie ma w polskiej dystrybucji, jeszcze inne ledwie si\u0119 ukaza\u0142y. Bez silenia si\u0119 na wielkie podsumowania, rankingi i g\u0142\u0119bok\u0105 krytyk\u0119 &#8211; oto pi\u0119\u0107 takich p\u0142ytowych polece\u0144 i jeszcze bonus, kolejno\u015b\u0107 alfabetyczna.<!--more--><\/p>\n<p><iframe loading=\"lazy\" width=\"560\" height=\"315\" src=\"https:\/\/www.youtube.com\/embed\/orZvwNZ8av4\" frameborder=\"0\" allowfullscreen><\/iframe><\/p>\n<p><strong>LOYLE CARNER <em>Yesterday&#8217;s Gone<\/em><\/strong>, AMF 2017, <strong>7\/10<\/strong> Nie bez przyczyny wszyscy daj\u0105 tej p\u0142ycie prawie najwy\u017csze noty. Najwy\u017csz\u0105 da\u0107 trudno, bo debiut d\u0142ugograj\u0105cy londy\u0144skiego rapera i producenta Bena Coyne&#8217;a Larnera (pseudonim to anagram nazwiska) przynosi niczego, czego by\u015bcie w hip hopie nie s\u0142yszeli (kolega <a href=\"https:\/\/youtu.be\/3suDRs5HbvU\">lubi Kanyego Westa<\/a>). Mi\u0119kkie, organiczne beaty z melancholijnym fortepianem, soulowymi ch\u00f3rkami czy jazzowymi wej\u015bciami gitary. Ale bardzo to wszystko&#8230; muzykalne. W\u0142\u0105cznie z p\u0142yn\u0105cymi lekko partiami wokalnymi, tymi deklamowanymi (nawet a cappella!) i \u015bpiewanymi (nie\u017ale). Z momentami kapitalnie rozleniwiaj\u0105cymi &#8211; <em>Mean It In the Morning<\/em> to takie muzyczne umami, hiphopowy odpowiednik <em>Moon Safari<\/em> Air. Ci wszyscy tak r\u00f3\u017cni ludzie na ok\u0142adce u\u015bmiechaj\u0105 si\u0119 nie bez przyczyny. Wi\u0119c najwy\u017csz\u0105 da\u0107 trudno, ale \u015bredniej niepodobna. Dla ka\u017cdego i na dowoln\u0105 por\u0119 dnia.<\/p>\n<p><iframe loading=\"lazy\" width=\"560\" height=\"315\" src=\"https:\/\/www.youtube.com\/embed\/DR0pFvWRLaQ\" frameborder=\"0\" allowfullscreen><\/iframe><\/p>\n<p><strong>JARVIS COCKER &#038; CHILLY GONZALES <em>Room 29<\/em><\/strong>, Deutsche Grammophon 2017, <strong>7-8\/10<\/strong> Cocker to &#8211; wiadomo &#8211; ten z Pulp, \u015bpiewa lekko nieczysto, z lekk\u0105 wad\u0105 wymowy, ale ma to co\u015b. Gonzales to z kolei kto\u015b na pograniczu geniusza i hochsztaplera, hiphopowiec, kt\u00f3ry wr\u00f3ci\u0142 do fortepianu, a tu holuje Cockera do katalogu nobliwej wytw\u00f3rni Deutsche Grammophon z cyklem piosenek na g\u0142os i fortepian (z kwartetem smyczkowym i orkiestr\u0105 nieco dalej). I histori\u0105 pokoju nr 29 i innych s\u0142ynnych miejsc legendarnego hotelu Chateau Marmont w Hollywood, gdzie (d\u0142u\u017csz\u0105 list\u0119 wydarze\u0144 znajdziecie np. <a href=\"http:\/\/www.ranker.com\/list\/crazy-chateau-marmont-stories\/jacob-shelton\">tutaj<\/a>) James Dean wyskakiwa\u0142 z okna, Jim Morrison spad\u0142 z dachu, John Frusciante bra\u0142 narkotyki, a John Belushi przedawkowa\u0142. Gdzie pomieszkiwali Rick Rubin, Roman Pola\u0144ski i Howard Hughes. P\u0142yta, brzmieniowo do\u015b\u0107 intymna, urozmaicona r\u00f3\u017cnymi hotelowymi d\u017awi\u0119kami, si\u0119ga do tych historii, jest wi\u0119c albumem do s\u0142uchania i w pewnym sensie do czytania. I jest lepsza ni\u017c pisz\u0105, szczeg\u00f3lnie je\u015bli jeste\u015bcie\/byli\u015bcie fanami Pulp. Od lat nie s\u0142yszeli\u015bcie lepszych piosenek Jarvisa Cockera ni\u017c <em>Tearjerker <\/em> (<em>You don&#8217;t need a girlfriend \/ You need a social worker<\/em>) i <em>Salome<\/em>. Wieczorem, g\u0142o\u015bno i bez po\u015bpiechu. <\/p>\n<p><iframe loading=\"lazy\" width=\"560\" height=\"315\" src=\"https:\/\/www.youtube.com\/embed\/O41p9y8Tlj4\" frameborder=\"0\" allowfullscreen><\/iframe><\/p>\n<p><strong>THE FEELIES <em>In Between<\/em><\/strong>, Bar\/None 2017, <strong>7-8\/10<\/strong> O tym zespole \u0142atwo zapomnie\u0107. Nagrywa rzadko, a Glenn Mercer &#8211; wa\u017cna posta\u0107 sceny nowojorskiej (cho\u0107 w\u0142a\u015bciwie dzia\u0142a w Hoboken) od lat 70. &#8211; nigdy nie osi\u0105gn\u0105\u0142 statusu Thurstona Moore&#8217;a, cho\u0107 to Moore namawia\u0142 Mercera na reaktywacj\u0119 kapeli po latach. W alternatywno-rockowym \u015brodowisku kwintet The Feelies, dzia\u0142aj\u0105cy przez lata w niemal niezmienionym sk\u0142adzie, by\u0142 przeka\u017anikiem stylu The Velvet Underground i Lou Reeda, a<em> In Between<\/em> potwierdza, \u017ce nagrywaj\u0105 wci\u0105\u017c ciep\u0142e piosenki z rozdzielonymi w kana\u0142ach stereofonii partiami gitar &#8211; akustycznej i elektrycznej, a w co bardziej psychodelicznych momentach mog\u0105 si\u0119 kojarzy\u0107 z Galaxie 500, innym razem &#8211; z (m\u0142odszymi przecie\u017c) R.E.M. Ich nowa p\u0142yta to wyj\u0105tkowo przyjemny zestaw, z utworem tytu\u0142owym wracaj\u0105cym w ko\u0144cowej hipnotyzuj\u0105cej i jednoznacznie przywodz\u0105cej VU repryzie. Dla wszystkich, kt\u00f3rzy wierz\u0105 w niesko\u0144czone mo\u017cliwo\u015bci trzech, a czasem nawet dw\u00f3ch akord\u00f3w.<\/p>\n<p><iframe loading=\"lazy\" width=\"560\" height=\"315\" src=\"https:\/\/www.youtube.com\/embed\/CNQxkOKiIMQ\" frameborder=\"0\" allowfullscreen><\/iframe><\/p>\n<p><strong>FINK <em>Fink&#8217;s Sunday Night Blues Club vol. 1<\/em><\/strong>, R&#8217;coup&#8217;d\/NoPaper 2017, <strong>7\/10<\/strong> Dop\u00f3ki nie pos\u0142uchacie tej mocno niedowarto\u015bciowanej i rzadko dostrzeganej w mediach p\u0142yty, nie b\u0119dzie wiedzieli, \u017ce istnieje taka potrzeba. Kiedy pos\u0142uchacie, odczujecie potrzeb\u0119, by do niej wr\u00f3ci\u0107. Fink, kt\u00f3ry od \u0142\u0105czenia elektroniki z folkiem i bluesem coraz mocniej pod\u0105\u017ca\u0142 w stron\u0119 muzyki na instrumenty akustyczne, osi\u0105gn\u0105\u0142 tu jaki\u015b idealny, niezwykle przyjemny balans, nie brzmi\u0105c ani troch\u0119 jak profan, a zarazem pi\u0119knie si\u0119 r\u00f3\u017cni\u0105c od mn\u00f3stwa wsp\u00f3\u0142czesnych bluesman\u00f3w &#8211; mo\u017ce dzi\u0119ki zachowanej gdzie\u015b w g\u0142\u0119bi soulowej wra\u017cliwo\u015bci, a mo\u017ce dzi\u0119ki opiece produkcyjnej Flooda. W bonusie Colin Stetson graj\u0105cy go\u015bcinnie w dw\u00f3ch utworach dla tych wszystkich, kt\u00f3rym sam naturalny klimat tej muzyki i wra\u017cliwo\u015b\u0107 Fina Greenalla nie wystarcz\u0105. Dla ojca, kt\u00f3ry lubi bluesa, i syna, kt\u00f3ry tego nie rozumie. I na dowoln\u0105 por\u0119 weekendu, cho\u0107 tytu\u0142 sugeruje t\u0119 konkretn\u0105.<\/p>\n<p><iframe loading=\"lazy\" width=\"560\" height=\"315\" src=\"https:\/\/www.youtube.com\/embed\/GpAlyO5855s\" frameborder=\"0\" allowfullscreen><\/iframe><\/p>\n<p><strong>JACASZEK <em>Kwiaty<\/em><\/strong>, Ghostly\/Requiem 2017, <strong>7\/10<\/strong> Po wyrafinowanym <em>Catalogue des arbres<\/em> Micha\u0142 Jacaszek nagra\u0142 chyba najbardziej przyst\u0119pn\u0105 p\u0142yt\u0119 od czasu <em>Tren\u00f3w<\/em>. Zawiera zamkni\u0119te w ambientowo-kameralistycznych formach piosenki, ale wyci\u0105gni\u0119te z pra\u017ar\u00f3de\u0142, bo si\u0119gaj\u0105ce do XVII-wiecznej poezji Roberta Herricka. Pow\u0142\u00f3czyste, pe\u0142ne ech, lekkich przybrudze\u0144, ziarnistych plam d\u017awi\u0119kowych i przetworze\u0144 (w wypadku wokali moich zdaniem nawet zbyt cz\u0119stych), producenckich ingerencji, ale zarazem komunikatywne &#8211; na r\u00f3\u017cnych planach, w\u0142\u0105cznie z tym uwzgl\u0119dniaj\u0105cym polskie t\u0142umaczenia (Stanis\u0142aw Bara\u0144czak) w ksi\u0105\u017ceczce krajowego wydania. Forma koresponduje zreszt\u0105 z prostot\u0105 samych wierszy, a \u015bwiat kwietnych przeno\u015bni i opis\u00f3w w jaki\u015b spos\u00f3b nawi\u0105zuje do poprzedniej, drzewnej p\u0142yty. \u015apiewa Hania Malarowska, kt\u00f3r\u0105 wspieraj\u0105 Joasia Sobowiec-Jamio\u0142 i Natalia Grzeba\u0142a. Zaczyna\u0142bym od skoncentrowanego i melodyjnego <em>To Violets<\/em> przypominaj\u0105cego o stylu His Name Is Alive. Dla melancholik\u00f3w, mi\u0142o\u015bnik\u00f3w starego 4AD. Do s\u0142uchania raczej g\u0142o\u015bno i raczej wieczorem. Koncert premierowy <a href=\"http:\/\/www.nina.gov.pl\/wydarzenia\/jacaszek-micromelancoli\u00e9-awangarda-na-ucho\/\">28 kwietnia w siedzibie NInA<\/a>.<\/p>\n<p><iframe loading=\"lazy\" width=\"560\" height=\"315\" src=\"https:\/\/www.youtube.com\/embed\/-g_1LnF0Sck\" frameborder=\"0\" allowfullscreen><\/iframe><br \/>\n<strong><br \/>\nBONUS:<\/strong> Sz\u00f3sta przyjemna p\u0142yta, czyli <em>Visitantes Nordestinos<\/em> grupy <strong>Mitch&#038;Mitch<\/strong> z <strong>Alexandrem Kassinem<\/strong>, rozwijaj\u0105ca pomys\u0142y z album\u00f3w M&#038;M nagranych przed Wodeckim (cho\u0107 z Wodeckim, go\u015bcinnie, na pok\u0142adzie) w kr\u00f3tkiej recenzji <a href=\"http:\/\/www.polityka.pl\/tygodnikpolityka\/kultura\/muzyka\/1699024,1,recenzja-plyty-mitchmitchkassin-visitantes-nordestinos.read\">na \u0142amach POLITYKI<\/a>. To wszystko, mi\u0142ego s\u0142uchania.<\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Bywa\u0142y ju\u017c na tym blogu zestawienia p\u0142yt przyjemnego s\u0142uchania. Niekoniecznie najlepszych w roku, czasem nawet nie najlepszych w miesi\u0105cu, ale za to takich, do kt\u00f3rych wraca si\u0119 wielokrotnie z przyjemno\u015bci\u0105 i kt\u00f3rych s\u0142ucha\u0107 mo\u017cna w towarzystwie i solo, w weekend, wieczorem. O niekt\u00f3rych media uparcie nie pisz\u0105, innych nie ma w polskiej dystrybucji, jeszcze inne [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":1,"featured_media":13254,"comment_status":"open","ping_status":"closed","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[18,12,312,120,556,558,2696,4,1249,1059,106],"tags":[2785,2788,1792,551,749,2787,377,2786],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/13250"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/users\/1"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=13250"}],"version-history":[{"count":10,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/13250\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":13266,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/13250\/revisions\/13266"}],"wp:featuredmedia":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/media\/13254"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=13250"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=13250"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=13250"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}