
{"id":16916,"date":"2018-03-19T09:00:31","date_gmt":"2018-03-19T08:00:31","guid":{"rendered":"http:\/\/polifonia.blog.polityka.pl\/?p=16916"},"modified":"2018-03-19T08:55:27","modified_gmt":"2018-03-19T07:55:27","slug":"dwie-laurie-roznych-predkosci","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/2018\/03\/19\/dwie-laurie-roznych-predkosci\/","title":{"rendered":"Laurie dw\u00f3ch pr\u0119dko\u015bci"},"content":{"rendered":"<p>Ta nowsza Laurie brzmi oczywi\u015bcie tak jak tamte poprzednie. Mo\u017ce dlatego, \u017ce jest artystk\u0105 w pe\u0142nym tego s\u0142owa znaczeniu, a wi\u0119c charakterystyczn\u0105. Wyda\u0142a niedawno album <em>Landfall <\/em>z grup\u0105 <strong>Kronos Quartet<\/strong> i jest to dok\u0142adnie to, czego by\u015bmy si\u0119 spodziewali po pe\u0142nej dramatu opowie\u015bci o huraganie Sandy, kt\u00f3ry w 2012 roku nadci\u0105gn\u0105\u0142 nad wschodnie wybrze\u017ce Stan\u00f3w Zjednoczonych, doprowadzaj\u0105c do \u015bmierci ponad 100 os\u00f3b (w samych USA) i wielomiliardowych strat materialnych. Dla <strong>Laurie Anderson<\/strong> temat wydaje si\u0119, jakkolwiek by to zabrzmia\u0142o, naturalny &#8211; \u015bmier\u0107, katastrofa, a przy tym opowie\u015b\u0107, w kt\u00f3rej mo\u017cna z planu og\u00f3lnego przej\u015b\u0107 na poszczeg\u00f3lne historie ludzi. Opisuje wi\u0119c mas\u0119 wiatru formuj\u0105c\u0105 <em>nieznan\u0105 galaktyk\u0119<\/em>, co brzmi jak katastroficzna historia SF, jednocze\u015bnie opakowuj\u0105c to w pe\u0142n\u0105 staro\u015bwieckiej elegancji form\u0119 utworu na kwartet smyczkowy. <!--more--><\/p>\n<p><em>Landfall <\/em>to d\u0142uga elegia, z drugim dnem w postaci opowie\u015bci o wsp\u00f3\u0142czesnym \u015bwiecie &#8211; mo\u017ce i supernowoczesnym, ale tak samo jak kiedy\u015b bezradnym wobec dramatu. Wykorzystuje umiej\u0119tno\u015bci \u015bwietnego zespo\u0142u Davida Harringtona (o dziwo, pracowali ze sob\u0105 po raz pierwszy), ale i know-how samej autorki w dziedzinie tego, jak artykulacyjnie i formalnie urozmaici\u0107 mo\u017cna kompozycj\u0119 na smyczki. Owszem, pojawiaj\u0105 si\u0119 tu elementy dograne elektronicznie, s\u0105 &#8211; jak kiedy\u015b &#8211; przetwarzane wokale (w\u0142a\u015bciwie to <em>Landfall <\/em>przypomina ca\u0142\u0105 palet\u0119 mo\u017cliwo\u015bci Laurie Anderson w tym zakresie), ale najd\u0142u\u017cej obcujemy z kwartetem. Cho\u0107by i jego brzmienie bywa\u0142o przetwarzane przez proste efekty.<\/p>\n<p><iframe loading=\"lazy\" src=\"https:\/\/www.youtube.com\/embed\/MlVXBxAuDGw\" width=\"560\" height=\"315\" frameborder=\"0\" allowfullscreen=\"allowfullscreen\"><\/iframe><\/p>\n<p>Ta d\u0142ugo\u015b\u0107 ma zreszt\u0105 znaczenie. G\u0142os Anderson nie zestarza\u0142 si\u0119 wprawdzie ani troch\u0119, a jego melodia dalej przyci\u0105ga uwag\u0119, dygresje s\u0105 przywo\u0142ywane genialnie (jak ta o skrzypku w studiu w Niemczech), ale <em>Landfall<\/em> to dzie\u0142o s\u0142owno-muzyczne stworzone wed\u0142ug prawide\u0142 muzyki powa\u017cnej: jest albumow\u0105 wersj\u0105 utworu, kt\u00f3ry przeznaczony jest w pierwszej kolejno\u015bci do wykona\u0144 na scenie, a pytanie, jak cz\u0119sto znajdziemy w ci\u0105gu dnia do\u015b\u0107 czasu i uwagi, by przes\u0142ucha\u0107 od pocz\u0105tku do ko\u0144ca trwaj\u0105c\u0105 70 minut p\u0142yt\u0119, uzna\u0142bym za retoryczne. Wszystko jest tu bowiem do\u015b\u0107 mocno rozci\u0105gni\u0119te w czasie. I nie jest to rozci\u0105gni\u0119cie b\u0119d\u0105ce wyrazem artystycznego buntu &#8211; jak kiedy\u015b singlowy <em>O Superman<\/em>, pewnie jeden z najd\u0142u\u017cszych utwor\u00f3w, jakie zaw\u0119drowa\u0142y na szczyty list przeboj\u00f3w. Jest to najwyra\u017aniej wyraz tego, \u017ce Anderson nigdzie si\u0119 nie spieszy &#8211; mimo \u017ce historia Sandy dotyka j\u0105 w pewnym momencie osobi\u015bcie, nie ma w tej opowie\u015bci oczekiwanej nerwowo\u015bci. Jest bardziej sytuacja uwolnienia si\u0119 od rzeczy w <em>Everything is Floating<\/em> opowiadaj\u0105cym o chwili, gdy woda wdar\u0142a si\u0119 do domu artystki. <em>Jaka pi\u0119kna, jaka magiczna i jaka katastrofalna<\/em> &#8211; opisuje t\u0119 kulminacyjn\u0105 scen\u0119 Anderson. I je\u015bli ca\u0142e podprowadzenie pod ni\u0105 wydawa\u0142o si\u0119 momentami zbyt d\u0142ugie, to tutaj zrywa opowie\u015b\u0107 zbyt nagle. C\u00f3\u017c, ci\u0105gle lepsze ni\u017c wi\u0119kszo\u015b\u0107 album\u00f3w modern classical, kt\u00f3re si\u0119 w ostatnich latach sprzedawa\u0142y.<\/p>\n<p>Norwe\u017ck\u0119 <strong>Jenny Hval<\/strong> interesuje bardziej tematyka cia\u0142a, seksualno\u015bci, prowokacja artystyczna zwi\u0105zana z wizj\u0105 kobiety. Od dawna podchodzi do swojej muzyki po aktorsku &#8211; wykorzystuj\u0105c \u015brodki niewerbalne &#8211; i tu p\u0142acz pojawia si\u0119 ju\u017c w po\u0142owie pierwszego z dw\u00f3ch utwor\u00f3w, <em>Drive<\/em>. Impresji na temat podr\u00f3\u017cowania, przemieszczania i wp\u0142ywu tego\u017c na seksualno\u015b\u0107. Bardzo ekspresyjna muzyka Hval tworzona w duecie z H\u00e5vardem Voldenem &#8211; pod szyldem <strong>Lost Girls<\/strong> (co jest jasnym nawi\u0105zaniem do erotycznego komiksu Alana Moore&#8217;a i Melindy Gebbie) &#8211; przynosi najmocniejszy dot\u0105d u Hval przyk\u0142ad narracji w stylu Laurie Anderson. Wprawdzie s\u0142owa s\u0105 bardziej opowie\u015bci\u0105 o uczuciach ni\u017c wydarzeniach, ale w po\u0142\u0105czeniu z muzyk\u0105 sumuj\u0105 si\u0119 w co\u015b zaskakuj\u0105co wr\u0119cz podobnego do monolog\u00f3w nowojorskiej artystki.<\/p>\n<p>Volden wsp\u00f3\u0142pracowa\u0142 ju\u017c z Hval w duecie Nude On Sand, ale tamto przedsi\u0119wzi\u0119cie mia\u0142o bardziej jednolity, gitarowy charakter. Tutaj dominuj\u0105 brzmienia elektroniczne, cho\u0107 gitarowe partie buduj\u0105 napi\u0119cie w utworze ze strony B, <em>Accept<\/em>, w znacznej mierze instrumentalnym. Bardzo ekspresyjnym, podobnie jak <em>Drive<\/em>, wykorzystuj\u0105cym ju\u017c bardziej j\u0119ki i nieartyku\u0142owane krzyki ni\u017c \u015bmiech czy p\u0142acz. A przy tym \u015bwietne w formie. Na kr\u00f3tkiej (nieca\u0142e 25 minut) epce dostajemy dwa utwory o idealnie roz\u0142o\u017conych akcentach, bardzo szybko przyci\u0105gaj\u0105cych uwag\u0119 i utrzymuj\u0105cych j\u0105 do samego ko\u0144ca. Maj\u0105 ten rodzaj osobistego charakteru intymnego notesu d\u017awi\u0119kowego, jaki Laurie nadawa\u0142a swoim nagraniom na etapie mojej ulubionej p\u0142yty <em>Bright Red<\/em>. Poza tym potwierdzaj\u0105, \u017ce Hval jest artystk\u0105 o zupe\u0142nie innym temperamencie ni\u017c Anderson &#8211; je\u015bli autorka <em>Home of the Brave<\/em> wesz\u0142a na scen\u0119 jako uformowana, w pe\u0142ni \u015bwiadoma artystka, to Norwe\u017cka poszukuje swojego j\u0119zyka, rozwija si\u0119, improwizuje, zaskakuje i ci\u0105gle jeszcze nie mam poj\u0119cia, jaki jest punkt docelowy. Trudno go te\u017c okre\u015bli\u0107 dla tego duetu, ale jego dzisiejsza muzyka jest te\u017c na sw\u00f3j spos\u00f3b pi\u0119kna, magiczna i katastrofalna.<\/p>\n<p><strong>LAURIE ANDERSON \/ KRONOS QUARTET <em>Landfall<\/em><\/strong>, Nonesuch 2018,<strong> 7-8\/10<\/strong><br \/>\n<strong>LOST GIRLS <em>Feeling<\/em><\/strong>, Smalltown Supersound 2018, <strong>7-8\/10<\/strong><\/p>\n<p><iframe loading=\"lazy\" src=\"https:\/\/www.youtube.com\/embed\/-xZWbnsbcOM\" width=\"560\" height=\"315\" frameborder=\"0\" allowfullscreen=\"allowfullscreen\"><\/iframe><\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Ta nowsza Laurie brzmi oczywi\u015bcie tak jak tamte poprzednie. Mo\u017ce dlatego, \u017ce jest artystk\u0105 w pe\u0142nym tego s\u0142owa znaczeniu, a wi\u0119c charakterystyczn\u0105. Wyda\u0142a niedawno album Landfall z grup\u0105 Kronos Quartet i jest to dok\u0142adnie to, czego by\u015bmy si\u0119 spodziewali po pe\u0142nej dramatu opowie\u015bci o huraganie Sandy, kt\u00f3ry w 2012 roku nadci\u0105gn\u0105\u0142 nad wschodnie wybrze\u017ce Stan\u00f3w [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":1,"featured_media":16923,"comment_status":"open","ping_status":"closed","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[18,12,3,312,120,3219],"tags":[3354,1820,1551,3353,3355],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/16916"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/users\/1"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=16916"}],"version-history":[{"count":8,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/16916\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":16932,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/16916\/revisions\/16932"}],"wp:featuredmedia":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/media\/16923"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=16916"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=16916"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=16916"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}