
{"id":17184,"date":"2018-04-03T13:54:30","date_gmt":"2018-04-03T11:54:30","guid":{"rendered":"http:\/\/polifonia.blog.polityka.pl\/?p=17184"},"modified":"2018-04-03T13:55:55","modified_gmt":"2018-04-03T11:55:55","slug":"przegapic-to-byloby-slabo","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/2018\/04\/03\/przegapic-to-byloby-slabo\/","title":{"rendered":"Przegapi\u0107 to by\u0142oby s\u0142abo"},"content":{"rendered":"<p>Gdyby tak w muzyce liczy\u0142a si\u0119 bardziej muzyka, a nie to, czy kto\u015b jest rozpoznawaln\u0105 postaci\u0105, \u0142amy gazet ugina\u0142yby si\u0119 od opis\u00f3w takich p\u0142yt. Ale zaraz, przecie\u017c pisz\u0119, wi\u0119c o co chodzi? Fi\u0144skiego tria <strong>Elifantree <\/strong>nie zna w Polsce pewnie prawie nikt. Nie jestem nawet przekonany, czy sam ich ju\u017c w odpowiednim stopniu znam: Anni Elif Egecioglu to 32-letnia wokalistka o szwedzko-tureckich korzeniach, o kt\u00f3rej do niedawna nic nie wiedzia\u0142em, \u015bwietnego saksofonist\u0119 Pauliego Lyytinena znam raptem z dw\u00f3ch p\u0142yt (to on mnie tu przyprowadzi\u0142), perkusista Olavi Louhivuori to dla mnie zagadka. Ale razem przypomnieli mi na moment, co znaczy pop podniesiony do rangi sztuki. Przypomnieli mi te\u017c, czym by\u0142o dla mnie kiedy\u015b s\u0142uchanie muzyki.<!--more--><\/p>\n<p>Dawno, dawno temu &#8211; w czasach zach\u0142annego s\u0142uchania r\u00f3\u017cnorodnej muzyki z radia &#8211; jednym z g\u0142\u00f3wnych parametr\u00f3w by\u0142o dla mnie &#8222;dzianie si\u0119&#8221;. W utworze musia\u0142o si\u0119 du\u017co dzia\u0107, na p\u0142aszczy\u017anie melodycznej, brzmieniowej, rytmicznej &#8211; a to czasy popu lat 80. gwarantowa\u0142y. Elifantree na zupe\u0142nie innym poziomie odnosi si\u0119 do takiej wizji popu, w kt\u00f3rym stagnacji nie znajdziemy. Ju\u017c perkusja, oparta g\u0142\u00f3wnie o syntetyczne barwy, zmienia si\u0119 z utworu na utw\u00f3r, gdy w nastrojach przeskakujemy z okolic funkuj\u0105cego Jamiego Lidella w stron\u0119 rozbudowanych art-popowych form Kate Bush czy Tori Amos. Tyle \u017ce wci\u0105\u017c w znacznej mierze jeste\u015bmy w domenie cyfrowej. A g\u0142\u00f3wnym rozgrywaj\u0105cym, je\u015bli chodzi o barwy, jest Lyytinen, rzadko si\u0119gaj\u0105cy tu &#8211; cho\u0107 popisowo, jak w Nana &#8211; po saksofon, za to rewelacyjnie wykorzystuj\u0105cy EWI, d\u0119ty kontroler pozwalaj\u0105cy nienagann\u0105 technik\u0119 i precyzj\u0119 gry na tradycyjnym instrumencie prze\u0142o\u017cy\u0107 na brzmienia syntetyczne, w spos\u00f3b charakterystyczny dla muzyki lat 80. (w\u00f3wczas instrument EWI zdobywa\u0142 popularno\u015b\u0107). A momentami &#8211; jak w znakomitym <em>Presence<\/em> &#8211; zgrabnie \u0142\u0105czy oba. Delikatnie crescendowy poch\u00f3d w <em>I Love You<\/em> przypominaj\u0105cy nieco pomys\u0142y Jamesa Blake&#8217;a &#8211; jeden z bardziej porywaj\u0105cych fragment\u00f3w p\u0142yty &#8211; konstruuj\u0105 ju\u017c oboje: Lyytinen wraz z graj\u0105c\u0105 te\u017c na syntezatorach Anni Elif.   <\/p>\n<p>Zostaje sama wokalistka. Z miejsca mo\u017cna j\u0105 wpisa\u0107 w szereg skandynawskich liderek, kt\u00f3re zawsze s\u0105 jakie\u015b inne &#8211; od Bj\u00f6rk, przez Islaj\u0119 i Karin Dreijer Andersson, po Susann\u0119 Wallumr\u00f8d i Jenny Hval. Przy tym zestawie nawet najlepsze anglosaskie solistki wypadn\u0105 nudno. Nie nale\u017cy si\u0119 wi\u0119c spodziewa\u0107 prostego przekazu, raczej mocno nacechowanych emocjonalnie, meandruj\u0105cych linii, kt\u00f3re nie zamkn\u0105 kompozycji w klatce powracaj\u0105cego refrenu. Owszem, bywa to mankamentem &#8211; bo z tej emocjonalno\u015bci \u0142atwo przej\u015b\u0107 w emfaz\u0119. Tyle \u017ce ca\u0142y album nieprzesadnie te wokale eksponuje, czasem g\u0142os staje si\u0119 tu sk\u0142adnikiem bardziej drugoplanowym ni\u017c arpeggio syntezatora albo motyw saksofonu. A ca\u0142o\u015b\u0107 b\u0119dzie ka\u017cdorazowo zmierza\u0107 do jakiego\u015b typu kulminacji, pozostanie do ko\u0144ca \u015bwie\u017ca brzmieniowo i osadzona zostanie w szeroko rozpi\u0119tej przestrzeni &#8211; niczym na p\u0142ytach Rune Grammofon. I oka\u017ce si\u0119 na tyle atrakcyjna, by kompletnie si\u0119 nie przejmowa\u0107 etykietkami ani krajem pochodzenia. Je\u015bli pomog\u0142em, to prosz\u0119 pos\u0142ucha\u0107.     <\/p>\n<p><strong>ELIFANTREE <em>Anemone<\/em><\/strong>, Eclipse Music 2018, <strong>7-8\/10<\/strong><\/p>\n<p><iframe style=\"border: 0; width: 500px; height: 470px;\" src=\"https:\/\/bandcamp.com\/EmbeddedPlayer\/album=2206156835\/size=large\/bgcol=ffffff\/linkcol=0687f5\/tracklist=false\/transparent=true\/\" seamless><a href=\"http:\/\/eclipsemusicrecordlabel.bandcamp.com\/album\/anemone\">Anemone by Elifantree<\/a><\/iframe><\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Gdyby tak w muzyce liczy\u0142a si\u0119 bardziej muzyka, a nie to, czy kto\u015b jest rozpoznawaln\u0105 postaci\u0105, \u0142amy gazet ugina\u0142yby si\u0119 od opis\u00f3w takich p\u0142yt. Ale zaraz, przecie\u017c pisz\u0119, wi\u0119c o co chodzi? Fi\u0144skiego tria Elifantree nie zna w Polsce pewnie prawie nikt. Nie jestem nawet przekonany, czy sam ich ju\u017c w odpowiednim stopniu znam: Anni [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":1,"featured_media":17186,"comment_status":"open","ping_status":"closed","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[18,12,3,312,120,7,3219,1249,106],"tags":[3397],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/17184"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/users\/1"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=17184"}],"version-history":[{"count":6,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/17184\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":17197,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/17184\/revisions\/17197"}],"wp:featuredmedia":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/media\/17186"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=17184"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=17184"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=17184"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}