
{"id":23023,"date":"2019-09-05T15:09:04","date_gmt":"2019-09-05T13:09:04","guid":{"rendered":"http:\/\/polifonia.blog.polityka.pl\/?p=23023"},"modified":"2019-09-06T09:28:19","modified_gmt":"2019-09-06T07:28:19","slug":"zagubiony-miles","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/2019\/09\/05\/zagubiony-miles\/","title":{"rendered":"Ukryty smok, zagubiony Miles"},"content":{"rendered":"<p>Nie wstyd\u017amy si\u0119 tego powiedzie\u0107: wykopany spod ziemi album <strong>Milesa Davisa<\/strong> <em>Rubberband<\/em> jest przeci\u0119tny. To w gruncie rzeczy wielka ulga m\u00f3c stwierdzi\u0107, \u017ce nie ka\u017cda zagubiona w archiwum, nieopublikowana sesja wybitnego muzyka musi by\u0107 wybitna z za\u0142o\u017cenia. To r\u00f3wnie\u017c pewna pociecha dla show biznesu, bo je\u015bli w 1986 roku kto\u015b podj\u0105\u0142 decyzj\u0119 o tym, by tej p\u0142yty nie wydawa\u0107, m\u00f3g\u0142 przecie\u017c mie\u0107 ku temu powody. Oczywi\u015bcie dyskutowa\u0107 na ten temat (p\u0142yta ukazuje si\u0119 jutro) warto, a fakt, \u017ce co\u015b ca\u0142kiem \u015bredniego wyci\u0105gni\u0119to w\u0142a\u015bnie z archiwum wielkiego Milesa, mo\u017ce by\u0107 zawsze pretekstem do ciekawej, podszytej nostalgi\u0105, a nawet fascynacj\u0105 podr\u00f3\u017cy w g\u0142\u0105b lat 80.<!--more--><\/p>\n<p>Gdzie si\u0119 zagubi\u0142o <em>Rubberband<\/em>? Gdzie\u015b mi\u0119dzy krytykowanym <em>You\u2019re Under Arrest<\/em> a przyjmowanym nie bez kontrowersji, ale jednak sp\u00f3jnym i ciekawym, elektronicznym <em>Tutu<\/em> nagranym z Marcusem Millerem. Sesje od\u0142o\u017conej na p\u00f3\u0142k\u0119 p\u0142yty odbywa\u0142y si\u0119 od pa\u017adziernika 1985 do stycznia roku 1986. Davis by\u0142, jak dobrze wiadomo, zafascynowany muzyk\u0105 pop z radia i &#8211; przede wszystkim &#8211; MTV. Przygotowywa\u0142 si\u0119 do nowego debiutu &#8211; czyli p\u0142yty w nowej wytw\u00f3rni, po rozstaniu z Columbi\u0105 przeszed\u0142 do Warnera. I szuka\u0142, jak wiadomo r\u00f3wnie powszechnie, <em>brzmienia ulicy<\/em>. W\u0142a\u015bciwie b\u0119dzie go szuka\u0142 do ko\u0144ca, do acidjazzowego, buduj\u0105cego alians z rapem <em>Doo-Bop<\/em>, wydanego wprawdzie po\u015bmiertnie, ale zamykaj\u0105cego t\u0119 cz\u0119\u015b\u0107 dyskografii, kt\u00f3r\u0105 zd\u0105\u017cy\u0142 skontrolowa\u0107. Rok 1985 by\u0142 jednak wa\u017cny, bez wzgl\u0119du na efekt ko\u0144cowy, kt\u00f3ry dzi\u015b s\u0142yszymy. Davis szuka\u0142 producenta, pr\u00f3bowa\u0142 wsp\u00f3\u0142pracy z kilkoma r\u00f3\u017cnymi artystami &#8211; na pewno rozmawia\u0142 Billem Laswellem, pracowa\u0142 z George&#8217;em Dukiem, no i z Prince&#8217;em. Utw\u00f3r nagrany z tym ostatnim, <em>Can I Play With U<\/em>, trafi\u0142 jednak do archiwum. Wybra\u0142 jako partnera cz\u0142owieka, z kt\u00f3rym dobrze mu si\u0119 w studiu nagrywa\u0142o. Wszelkie doniesienia z sesji, tak\u017ce s\u0142owa samego Milesa, \u015bwiadczy\u0142y o tym, \u017ce praca ze stosunkowo mniej znanym wokalist\u0105, multiinstrumentalist\u0105 i producentem Randym Hallem, uk\u0142ada\u0142a si\u0119 \u015bwietnie. \u015amia\u0142o mo\u017cna powiedzie\u0107, \u017ce Halla kojarzono najmocniej z sesji Davisa na <em>The Man With The Horn<\/em>, ale mia\u0142 te\u017c na koncie nagrania solowe (wyprodukowane z kolei przez Raya Parkera jr.), takie jak to:    <\/p>\n<p><iframe loading=\"lazy\" width=\"560\" height=\"315\" src=\"https:\/\/www.youtube.com\/embed\/ut9a1aaNFAg\" frameborder=\"0\" allow=\"accelerometer; autoplay; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture\" allowfullscreen><\/iframe><\/p>\n<p>\u0141atwo uwierzy\u0107, \u017ce atmosfera nagra\u0144 by\u0142a dobra &#8211; wystarczy pos\u0142ucha\u0107 najlepszego na p\u0142ycie <em>Carnival Time<\/em>, gdzie zesp\u00f3\u0142 sideman\u00f3w &#8211; z Hallem, perkusist\u0105 Vince&#8217;em Wilburnem jr. czy graj\u0105cym na perkusjonaliach legendarnym Steve&#8217;em Reidem &#8211; bawi si\u0119, jak gdyby w\u0142a\u015bnie wypuszczono ich ze studia z sesji Michaela Jacksona i pozwolono im gra\u0107 swoje. Tutaj Davis jest zreszt\u0105 najbli\u017cej z\u0142apania istoty rzeczy &#8211; jak brzmienie lat 80., wypolerowane, studyjne funkuj\u0105ce rytmy przeku\u0107 w nagranie jazzowe. W istocie jednak robi na tym albumie r\u00f3\u017cne rzeczy naraz: troch\u0119 spogl\u0105da na electro-funk (<em>This Is It<\/em>, dynamiczne, ale sp\u00f3\u017anione w stosunku do nagra\u0144 Herbiego Hancocka), troch\u0119 na modne w \u00f3wczesnym popie latino (<em>Paradise<\/em>), troch\u0119 na Prince&#8217;a (<em>Give It Up<\/em>), a troch\u0119 wyprzedza w\u0142asny okres acidjazzowy (w kilku momentach). Jego tr\u0105bka wypada zupe\u0142nie inaczej w utworach instrumentalnych, a inaczej w wokalno-instrumentalnych, mo\u017ce r\u00f3wnie\u017c dlatego, \u017ce cz\u0119\u015b\u0107 z ich element\u00f3w (soulowe partie Lalah Hathaway &#8211; c\u00f3rki Donny&#8217;ego &#8211; i Ledisi) dograna zosta\u0142a ju\u017c post factum, wiele lat po oryginalnych sesjach, gdy oryginaln\u0105 ekip\u0119 (Hall, Zane Giles, Wilburn) poproszono o doko\u0144czenie dzie\u0142a. Kilku fragmentom nadali zreszt\u0105 zdecydowanie bardziej wsp\u00f3\u0142czesny sznyt, a utw\u00f3r <em>Rubberband of Life<\/em> znamy  ju\u017c z wydanej na Record Store Day epki z zesz\u0142ego roku. W tych wokalnych fragmentach &#8211; co przykro zauwa\u017cy\u0107 &#8211; Davis gra te\u017c cz\u0119sto (<em>Paradise <\/em>to koronny przyk\u0142ad) za du\u017co. Wyj\u0105tkiem, kt\u00f3ry brzmi na tej p\u0142ycie jak zagubione solowe nagranie Halla, wydaje si\u0119 <em>I Love What We Make Together<\/em>, do\u015b\u0107 typowe, sterylne R&#038;B z epoki. Nie zwr\u00f3ciliby\u015bmy dzi\u015b na takie nagranie uwagi, gdyby nie piecz\u0105tka Davisa, kt\u00f3rego partie s\u0105 oczywi\u015bcie idealnie rozpoznawalne. <\/p>\n<p><iframe loading=\"lazy\" width=\"560\" height=\"315\" src=\"https:\/\/www.youtube.com\/embed\/mFgW1dzzH9U\" frameborder=\"0\" allow=\"accelerometer; autoplay; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture\" allowfullscreen><\/iframe><\/p>\n<p>Wydanie <em>Rubberband<\/em> odrzuci\u0142 pono\u0107 zawiaduj\u0105cy w koncernie Warner Bros. jazzowym repertuarem Tommy LiPuma. Ten ju\u017c nie \u017cyje i nie mo\u017ce si\u0119 broni\u0107, ale decyzj\u0119 (bior\u0105c pod uwag\u0119, \u017ce zamiast tej p\u0142yty ukaza\u0142o si\u0119 <em>Tutu<\/em>) wypada\u0142oby jednak po latach pochwali\u0107. Tyle \u017ce oczywi\u015bcie nie wiemy, jak by\u0142o naprawd\u0119. Gwiazda pokroju Davisa mog\u0142aby na tym etapie przeforsowa\u0107 cokolwiek. Wygl\u0105da wi\u0119c na to, \u017ce jednak nie by\u0142 pewny swojej oferty. Roztropniej wi\u0119c by\u0142o zrzuci\u0107 win\u0119 na wytw\u00f3rni\u0119 i pr\u00f3bowa\u0107 dalej. Jakkolwiek s\u0142absz\u0105 p\u0142yt\u0119 legenda jazzu nagra\u0107 mog\u0142a, bardzo zaszkodzi\u0142aby mu na pewno rysa na wizerunku zwi\u0105zana z takim zagubieniem. Je\u015bli wi\u0119c pytacie, jaki jest ten zagubiony album, odpowiem &#8211; tak samo zagubiony jak jego wybitny i genialny autor w tamtym czasie.  <\/p>\n<p><strong>MILES DAVIS <em>Rubberband<\/em><\/strong>, Warner 1986\/2019, <strong>5-6\/10<\/strong><\/p>\n<p><iframe loading=\"lazy\" src=\"https:\/\/open.spotify.com\/embed\/album\/0m3hXmvbvwjpIXai7HOWys\" width=\"500\" height=\"380\" frameborder=\"0\" allowtransparency=\"true\" allow=\"encrypted-media\"><\/iframe><\/p>\n<p><em>Kilka spostrze\u017ce\u0144 z powy\u017cszej recenzji ukaza\u0142o si\u0119 drukiem w kr\u00f3tkiej nocie o albumie na \u0142amach bie\u017c\u0105cej POLITYKI.<\/em><\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Nie wstyd\u017amy si\u0119 tego powiedzie\u0107: wykopany spod ziemi album Milesa Davisa Rubberband jest przeci\u0119tny. To w gruncie rzeczy wielka ulga m\u00f3c stwierdzi\u0107, \u017ce nie ka\u017cda zagubiona w archiwum, nieopublikowana sesja wybitnego muzyka musi by\u0107 wybitna z za\u0142o\u017cenia. To r\u00f3wnie\u017c pewna pociecha dla show biznesu, bo je\u015bli w 1986 roku kto\u015b podj\u0105\u0142 decyzj\u0119 o tym, by [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":1,"featured_media":23024,"comment_status":"open","ping_status":"closed","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[8,48,3,312,120,444,3309,3823],"tags":[466,4096],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/23023"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/users\/1"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=23023"}],"version-history":[{"count":10,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/23023\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":23044,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/23023\/revisions\/23044"}],"wp:featuredmedia":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/media\/23024"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=23023"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=23023"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=23023"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}