
{"id":25789,"date":"2020-06-18T15:22:47","date_gmt":"2020-06-18T13:22:47","guid":{"rendered":"http:\/\/polifonia.blog.polityka.pl\/?p=25789"},"modified":"2020-12-11T19:13:10","modified_gmt":"2020-12-11T18:13:10","slug":"noblista-na-listach-przebojow","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/2020\/06\/18\/noblista-na-listach-przebojow\/","title":{"rendered":"Noblista na listach (przeboj\u00f3w)"},"content":{"rendered":"<p>Gdy Dylana uhonorowano literackim Noblem, m\u00f3wi\u0142o si\u0119, \u017ce traktuje t\u0119 nagrod\u0119 co najmniej z dystansem, albo mo\u017ce i z niech\u0119ci\u0105, skoro znikn\u0105\u0142 i nie komentuje. Zastanawiano si\u0119, czy w og\u00f3le j\u0105 przyj\u0105\u0142, a potem &#8211; czy w takim razie wyg\u0142osi mow\u0119. Tymczasem pierwsza p\u0142yta prze\u0142omowego muzycznego noblisty \u015bwiadczy o czym\u015b zupe\u0142nie innym &#8211; potwierdza, \u017ce autentycznie si\u0119 t\u0105 nagrod\u0105 przej\u0105\u0142. Do tego stopnia, \u017ce porzuci\u0142 spokojne, lecz sm\u0119tne, odcinanie kupon\u00f3w zmierzchu kariery (jeszcze <a href=\"https:\/\/polifonia.blog.polityka.pl\/2012\/09\/18\/nie-wierze-w-jednego-dylana\/\"><em>Tempest<\/em><\/a> mo\u017cna po cz\u0119\u015bci broni\u0107, ale na pewno nie <em>Triplicate<\/em>, a w\u0142a\u015bciwie ca\u0142ej serii nagra\u0144 cover\u00f3w i standard\u00f3w). Postanowi\u0142 udowodni\u0107, \u017ce je\u015bli oni mu ten, to on im tak. I nagra\u0142 p\u0142yt\u0119, kt\u00f3ra przynajmniej aspiruje do bycia arcydzie\u0142em. Ukazuje si\u0119 jutro.&nbsp; &nbsp;&nbsp;<\/p>\n\n\n<!--more-->\n\n\n\n<iframe loading=\"lazy\" width=\"560\" height=\"315\" src=\"https:\/\/www.youtube.com\/embed\/3NbQkyvbw18\" frameborder=\"0\" allow=\"accelerometer; autoplay; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture\" allowfullscreen=\"\"><\/iframe>\n\n\n<p>Nie chodzi o to, \u017ceby muzycznie rzecz by\u0142a prze\u0142omowa. Dylan dalej odwo\u0142uje si\u0119 w pierwszej kolejno\u015bci do bluesa, czasem wr\u0119cz pod\u0105\u017ca \u015brodkiem bluesowej drogi (jak w singlowym, 12-taktowym <em>False Prophet<\/em> odwo\u0142uj\u0105cym si\u0119 do <em>If Lovin\u2019 Is Believin\u2019<\/em>, singla z Sun Records z po\u0142owy lat 50., czy w<em> Goodbye Jimmy Reed<\/em> z czytelnym odwo\u0142aniem w tytule), \u015bpiewa poruszaj\u0105ce ballady trzeciego wieku w stylu bliskim Toma Waitsa (<em>Mother of Muses, <\/em>pos\u0119pny folk podbarwiony lini\u0105 kontrabasu w najni\u017cszych rejestrach), albo zaprasza do walca na prowincjonalnej pota\u0144c\u00f3wce (<em>I&#8217;ve Made Up My Mind to Give Myself to You, <\/em>sk\u0105din\u0105d jeden z lepszych na p\u0142ycie, obok b\u0142yskotliwego <em>My Own Version of You<\/em>). \u015apiewa dalej na tyle niedbale, by nie bra\u0107 go pod uwag\u0119 w rankingach wybitnych wokalist\u00f3w. I stroni od wszelkich nowo\u015bci. Z drugiej strony &#8211; w\u0142a\u015bnie zdoby\u0142 swoj\u0105 pierwsz\u0105 &#8222;jedynk\u0119&#8221; na li\u015bcie bestseller\u00f3w &#8222;Billboardu&#8221;, jako 78-latek (dzi\u015b ma ju\u017c 79), za spraw\u0105 utworu <em>Murder Most Foul<\/em>.&nbsp; &nbsp; &nbsp;&nbsp;<\/p>\n<p>\u015awie\u017ca legenda tego utworu, najd\u0142u\u017cszego w dorobku Dylana (prawie 17 minut) to jest ten dzwonek alarmowy, kt\u00f3ry tak naprawd\u0119 ka\u017ce si\u0119 zainteresowa\u0107 now\u0105 p\u0142yt\u0105. Nie to, \u017ceby Dylan nie pisywa\u0142 wcze\u015bniej takich epickich opowie\u015bci &#8211; na <em>Tempest<\/em> by\u0142a historia <em>Titanica<\/em>. Ale jednak nie tak gor\u0105ca. I chyba nie tak osobista. A na pewno cieniutka przy tym niesamowitym opisie ameryka\u0144skiej zbrodni stulecia. Tu nie chodzi tylko o opis ogl\u0105danego przez ca\u0142e Stany zab\u00f3jstwa prezydenta Kennedy&#8217;ego, cho\u0107 ten jest mocny i celny (<em>The day they blew out the brains of the king \/ <\/em><em>Thousands were watching, no one saw a thing<\/em>). Chodzi o kontekst. Listopad 1963 zamienia si\u0119 w tym utworze w jaki\u015b monstrualny zakr\u0119t polityki, historii, kultury i obyczaj\u00f3w. A samo morderstwo zmienia si\u0119 w koncert \u017cycze\u0144 ducha nieboszczyka &#8211; piosenki (Dylan wymienia ich ponad 70) i programy radiowe komentuj\u0105 w pewnym stopniu to, co si\u0119 sta\u0142o. Cz\u0119\u015b\u0107 z nich wywo\u0142uje pytania: dlaczego akurat ta? Dylan uderza tu strumieniem \u015bwiadomo\u015bci niczym Mark Kozelek, cho\u0107 jednak w bardziej zwartym i skrz\u0119tniej pouk\u0142adanym tek\u015bcie. <em>Murder Most Foul<\/em> &#8211; i w znacznej mierze ca\u0142a reszta &#8211; \u015bci\u0105ga uwag\u0119 na \u015bwiat muzyki i radia jako teksty kultury. Jak gdyby wykonawca chcia\u0142 przekaza\u0107 cz\u0119\u015b\u0107 swojego Nobla innym autorom, kt\u00f3rzy kszta\u0142towali jego czasy.<\/p>\n<p>Co ciekawe, dla Dylana (m\u00f3wi o tym w wywiadach) <em>Murder&#8230;<\/em> nie jest tekstem sentymentalnym. Raczej ju\u017c mitologicznym. Ta narysowana w tek\u015bcie sytuacja wygl\u0105da tak, jak gdyby rozgrywa\u0142a si\u0119 w jego g\u0142owie tu i teraz. Nie dziwi to &#8211; piosenka zatrzymuje chwil\u0119 jak bursztyn owada. Rzecz ma prowokowa\u0107 do my\u015blenia. Dzi\u015b g\u0142o\u015bnym gestem wprowadzono do polskiej lektury szkolnej gr\u0119 <em>This World of Mine<\/em>. Piosenki r\u00f3\u017cnych artyst\u00f3w powinny od dawna by\u0107 w kanonie &#8211; z czego \u0142atwiej sobie zda\u0107 spraw\u0119, kiedy popatrzymy na Dylana. To dzi\u015b posta\u0107 z tak odleg\u0142ej epoki, \u017ce a\u017c trudno uwierzy\u0107, \u017ce opisuje si\u0119 jego znakomit\u0105, aktualn\u0105 p\u0142yt\u0119.&nbsp; &nbsp;&nbsp;<\/p>\n<p>Zasadnicz\u0105 zalet\u0105 &#8211; i problemem zarazem &#8211; nowej p\u0142yty jest fakt, \u017ce pozostaje w p\u00f3\u0142cieniu jednego utworu. Zalet\u0105 dlatego, \u017ce oczywi\u015bcie \u0142atwo dla 17 minut kupi\u0107 p\u0142yt\u0119. Ale o klasie ca\u0142ej reszty \u015bwiadczy to, \u017ce gdyby nawet <em>Murder Most Foul<\/em> st\u0105d wyrzuci\u0107, ci\u0105gle mia\u0142aby sens i nie by\u0142aby gorsza ni\u017c autorski <em>Tempest<\/em> sprzed o\u015bmiu lat. Cho\u0107 do\u015b\u0107 konsekwentnie pozostaje gigantycznym ho\u0142dem dla ca\u0142ego kontekstu \u017cyciowego swojego autora. Jak gdyby Dylan chcia\u0142by koniecznie podpi\u0105\u0107 ca\u0142\u0105 encyklopedi\u0119 kultury wsp\u00f3\u0142czesnej jako za\u0142\u0105cznik do swojego noblowskiego zwyci\u0119stwa.<\/p>\n<p>Nie to, \u017ce nie ma w nim odrobiny buty (<em>Jestem ostatnim z najlepszych, reszt\u0119 mo\u017cesz pogrzeba\u0107 &#8211; <\/em>\u015bpiewa w <em>False Prophet<\/em>). Nie to, \u017ce nie analizuje sam siebie (<em>I Contain Multitudes<\/em> po\u017cyczone tu od poety Walta Whitmana mog\u0142oby by\u0107 sentencj\u0105 w oczywisty spos\u00f3b opisuj\u0105c\u0105 \u017cycie Dylana: <em>Sam sobie zaprzeczam? No c\u00f3\u017c, wi\u0119c sam sobie zaprzeczam \u2014 jestem wielki, sk\u0142adam si\u0119 z mnogo\u015bci; <\/em>niekt\u00f3rzy widz\u0105 w tym <a href=\"https:\/\/www.newyorker.com\/culture\/culture-desk\/bob-dylans-rough-and-rowdy-ways-hits-hard\">skomplikowany obraz Ameryki<\/a>). O poddawanej ju\u017c przez kogo\u015b analizie linijce <em>\u015api\u0119 w jednym \u0142\u00f3\u017cku z \u017cyciem i \u015bmierci\u0105<\/em> Dylan wspomina\u0142 jako dotycz\u0105cej nie jego \u017cycia, tylko og\u00f3\u0142u do\u015bwiadczenia cz\u0142owieka jako gatunku &#8211; wi\u0119c bardziej ju\u017c my\u015bl pandemiczna ni\u017c osobista refleksja. Dylan w ka\u017cdej twarzy pr\u00f3buje tu zobaczy\u0107 histori\u0119 gatunku (<em>I can see the history of the whole human race \/ It&#8217;s all right there, it&#8217;s carved into your face<\/em> &#8211; \u015bpiewa, zbieraj\u0105c cz\u0119\u015bci cia\u0142a zmar\u0142ych w <em>My Own Version of You<\/em>). Krytycy z kolei widzieli w <em>Rough and Rowdy Ways<\/em> idealn\u0105 p\u0142yt\u0119 na kryzys &#8211; ten ameryka\u0144ski i ten og\u00f3lno\u015bwiatowy. P\u0142yt\u0119 jednocz\u0105c\u0105 wok\u00f3\u0142 r\u00f3\u017cnych zbiorowych do\u015bwiadcze\u0144.&nbsp;<\/p>\n<p>Ja tu jednak nie przestaj\u0119 dostrzega\u0107 po prostu wielkiej listy odniesie\u0144. Od tytu\u0142u wzi\u0119tego z b\u0119d\u0105cej \u017cyciow\u0105 retrospekcj\u0105 <a href=\"https:\/\/youtu.be\/073MdJzs5xU\">piosenki<\/a> Jimmiego Rodgersa, jednego z praojc\u00f3w country. Poprzez te tytu\u0142y z fina\u0142owego <em>Murder Most Foul<\/em>. A\u017c po <em>Key West (Philosopher Pirate)<\/em>, gdzie oddaje ho\u0142d Ginsbergowi, Kerouacowi i Corso, mistrzom Beat Generation. To wszystko jak gigantyczna lista p\u0142ac na zako\u0144czenie filmowego klasyka &#8211; ca\u0142y album ma zreszt\u0105 niespieszne tempo idealne dla takiej listy. I je\u015bli tak sobie to wszystko wymy\u015bli\u0142, by\u0142oby to s\u0142uszne posuni\u0119cie. Sk\u0142ada\u0142 si\u0119 w ko\u0144cu z mnogo\u015bci. I bro\u0144 Bo\u017ce nie chc\u0119 niczego pospiesza\u0107 (chocia\u017c ten Dylan mia\u0142by to chyba w nosie: <em>Can&#8217;t remember when I was born \/ And I forgot when I died<\/em>), ale tak si\u0119 powinno zamyka\u0107 wielkie \u017cyciorysy, a nie robi\u0105c sobie ma\u0142e przyjemno\u015bci albumami w rodzaju <em>Triplicate<\/em>.&nbsp; &nbsp; &nbsp;<\/p>\n<p><strong>BOB DYLAN <em>Rough and Rowdy Ways<\/em><\/strong>, Columbia 2020,<strong> 8-9\/10<\/strong>&nbsp;<\/p>\n\n\n<iframe loading=\"lazy\" width=\"560\" height=\"315\" src=\"https:\/\/www.youtube.com\/embed\/pgEP8teNXwY\" frameborder=\"0\" allow=\"accelerometer; autoplay; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture\" allowfullscreen=\"\"><\/iframe>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Gdy Dylana uhonorowano literackim Noblem, m\u00f3wi\u0142o si\u0119, \u017ce traktuje t\u0119 nagrod\u0119 co najmniej z dystansem, albo mo\u017ce i z niech\u0119ci\u0105, skoro znikn\u0105\u0142 i nie komentuje. Zastanawiano si\u0119, czy w og\u00f3le j\u0105 przyj\u0105\u0142, a potem &#8211; czy w takim razie wyg\u0142osi mow\u0119. Tymczasem pierwsza p\u0142yta prze\u0142omowego muzycznego noblisty \u015bwiadczy o czym\u015b zupe\u0142nie innym &#8211; potwierdza, \u017ce [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":1,"featured_media":25820,"comment_status":"open","ping_status":"closed","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[12,31,3,3681,312,120,3319,444,1,3309,7,4197],"tags":[383],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/25789"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/users\/1"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=25789"}],"version-history":[{"count":30,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/25789\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":25821,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/25789\/revisions\/25821"}],"wp:featuredmedia":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/media\/25820"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=25789"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=25789"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=25789"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}