
{"id":27700,"date":"2020-12-17T08:30:15","date_gmt":"2020-12-17T07:30:15","guid":{"rendered":"http:\/\/polifonia.blog.polityka.pl\/?p=27700"},"modified":"2020-12-17T08:29:59","modified_gmt":"2020-12-17T07:29:59","slug":"mccartney-mccartney-i-mccartney","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/2020\/12\/17\/mccartney-mccartney-i-mccartney\/","title":{"rendered":"McCartney, McCartney i McCartney"},"content":{"rendered":"<p>Ci\u0119\u017ckie przej\u015bcia spotka\u0142y tym razem wyznawc\u00f3w teorii, \u017ce mo\u017cna podsumowywa\u0107 rok w listopadzie, bo nic si\u0119 ju\u017c nie zdarzy. Takie podej\u015bcie nie ma sensu ju\u017c od dawna, odk\u0105d z konieczno\u015bci du\u017ce premiery rozsmarowywane s\u0105 stopniowo po ca\u0142ym roku, w\u0142\u0105cznie z sezonem og\u00f3rkowym. Trzy klapsy, kt\u00f3re wyznawcy taktyki &#8222;grudnia nie liczymy&#8221; dostaj\u0105 w tym roku, s\u0105 wi\u0119c nie do\u015b\u0107, \u017ce mocne, to jeszcze zas\u0142u\u017cone. A mowa rzecz jasna o kolejnym albumie The Avalanches, <a href=\"https:\/\/polifonia.blog.polityka.pl\/2020\/12\/14\/lawiny-milosci\/\">o kt\u00f3rym pisa\u0142em w poniedzia\u0142ek<\/a>, drugiej w tym samym roku p\u0142ycie-niespodziance Taylor Swift (kt\u00f3ra moim zdaniem tej pierwszej nie dor\u00f3wnuje), no a wreszcie albumie <strong>Paula McCartneya.<\/strong> Ten ostatni jak gdyby nigdy nic wydaje nowy zestaw piosenek 18 grudnia, witaj\u0105c si\u0119 ca\u0142kiem misternym gitarowym intro, a potem na tle ch\u0142odnego, fla\u017coletowego riffu pyta <em>Do you miss me?<\/em>, \u015bpiewaj\u0105c i graj\u0105c samotnie w domu. No ale nawet je\u015bli nawet domowa, to przecie\u017c p\u0142yta McCartneya, kt\u00f3ry zreszt\u0105 uprawia\u0142 domowo\u015b\u0107, gdy wi\u0119kszo\u015b\u0107 z dzisiejszych gwiazd home recordingu nie trafi\u0142a jeszcze z porod\u00f3wki do domu.<\/p>\n\n\n<!--more-->\n\n\n\n<iframe loading=\"lazy\" width=\"560\" height=\"315\" src=\"https:\/\/www.youtube.com\/embed\/tMtFqPRdj7o\" frameborder=\"0\" allow=\"accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture\" allowfullscreen=\"\"><\/iframe>\n\n\n<p>Tr\u00f3jka w tytule nie jest oczywi\u015bcie przypadkowa. Nowa p\u0142yta s\u0142ynnego Beatlesa nale\u017cy do podserii tych album\u00f3w z jego dyskografii, kt\u00f3re rejestrowa\u0142 samodzielnie i na w\u0142asn\u0105 r\u0119k\u0119. W warunkach domowego studia. Poprzednie ukazywa\u0142y si\u0119 w 1970 (<em>McCartney<\/em>) i w 1980 roku (<em>McCartney II<\/em>).<\/p>\n<p>John Robinson na \u0142amach &#8222;Uncuta&#8221; wysnu\u0142 wniosek, \u017ce to seria album\u00f3w kryzysowych, powstaj\u0105cych, gdy co\u015b dramatycznego si\u0119 dzieje w \u017cyciu artysty. Pierwszy ukaza\u0142 si\u0119 w roku zamkni\u0119cia dzia\u0142alno\u015bci przez The Beatles, a drugi &#8211; gdy tras\u0119 McCartneya z Wings odwo\u0142ano po aresztowaniu lidera za przewo\u017cenie do Japonii niema\u0142ej sk\u0105din\u0105d (219 g) ilo\u015bci marihuany. Macca zawiesi\u0142 wtedy dzia\u0142ania zespo\u0142u i zaszy\u0142 si\u0119 w swoim domowym studiu w Szkocji, by w kr\u00f3tkim czasie wyj\u015b\u0107 z niego z nowym materia\u0142em.<\/p>\n<p>&#8222;Rolling Stone&#8221; &#8211; skoro ju\u017c pozwalam sobie tu na ma\u0142y przegl\u0105d prasy &#8211; przytomnie zauwa\u017cy\u0142, \u017ce ka\u017cda dekada powinna si\u0119 zaczyna\u0107 od solowego McCartneya. Niestety, wcze\u015bniej artysta opu\u015bci\u0142 dwa oczka. I to mnie z kolei daje do my\u015blenia. Ot\u00f3\u017c nie ma si\u0119 co czarowa\u0107 &#8211; p\u0142yta <em>McCartney III<\/em> nie jest brzmieniowo albumem z trzeciej dekady XXI wieku. Nie to, \u017cebym co\u015b jej wyrzuca\u0142, zaraz wjad\u0105 i komplementy, ale nie oczekuje si\u0119 po 78-latku rewolucji. Natomiast z ca\u0142\u0105 pewno\u015bci\u0105 jest to znakomita kontynuacja serii. I potrafi\u0142bym sobie j\u0105 wyobrazi\u0107 jako album rozpoczynaj\u0105cy lata 90. Takie <em>Lavatory Lil<\/em> by\u0142oby na pocz\u0105tku tamtej dekady na miejscu &#8211; przypomina\u0142oby o znaczeniu The Beatles dla \u00f3wczesnej brytyjskiej sceny, bo to zasadniczo kr\u00f3tkie repetytorium z p\u00f3\u017anej, rockowej estetyki Czw\u00f3rki. Z kolei<em> Slidin\u2019<\/em> (jeden z najlepszych utwor\u00f3w na p\u0142ycie) &#8211; o, tak przecie\u017c mogliby brzmie\u0107 Beatlesi, gdyby dotrwali do lat 90.!\u00a0<\/p>\n<p>\u015awiatowe media zgodzi\u0142y si\u0119, \u017ce bardzo dobry, cho\u0107 mo\u017ce niewybitny. A to ju\u017c co\u015b. Alexis Petridis przypomina w &#8222;Guardianie&#8221;, \u017ce p\u0142yty <em>McCartney<\/em> i <em>McCartney II<\/em> przyjmowane by\u0142y w swoim czasie \u017ale i doceniane po latach. W jednym si\u0119 z r\u00f3\u017cnymi werdyktami nie mog\u0119 zgodzi\u0107 &#8211; \u017ce to album prosty, o czym tu i \u00f3wdzie (w &#8222;Mojo&#8221; na przyk\u0142ad) pisz\u0105. To, \u017ce jest oszcz\u0119dny, nie oznacza jeszcze prostoty. Ograniczona liczba instrument\u00f3w nie przeszkadza, by pod wzgl\u0119dem urozmaicenia partii gitarowych by\u0142 to album zaskakuj\u0105cy wr\u0119cz. <em>The Kiss of Venus<\/em> proste? Ha, to znajd\u017acie, poza scen\u0105 ameryka\u0144skich folkowc\u00f3w, kogo\u015b, kto z tak\u0105 finezj\u0105 pisze ballady na wokal i gitar\u0119, tak prowadzi zmiany akordowe. Stara sztuka. Mo\u017ce tylko fajnemu<em> Deep Down<\/em> przyda\u0142oby si\u0119 troch\u0119 aran\u017cacyjnego rozmachu.\u00a0\u00a0<\/p>\n<p>Na pewno trudno si\u0119 tu doszukiwa\u0107 domowo\u015bci w tym wymiarze bardziej kojarz\u0105cym si\u0119 z dem\u00f3wk\u0105. Ani te\u017c takiej, jak\u0105 na swoim ostatnim albumie prezentowa\u0142a Fiona Apple. To bardzo porz\u0105dnie sklejona i dobrze brzmi\u0105ca p\u0142yta. Co mnie specjalnie nie dziwi. A i wy, gdyby\u015bcie mieli 800 mln funt\u00f3w, czego \u017cycz\u0119 moim czytelnikom z ca\u0142ego serca, to niewykluczone, \u017ce w\u015br\u00f3d r\u00f3\u017cnych sprz\u0119t\u00f3w domowych znalaz\u0142oby si\u0119 i u was miejsce dla przyzwoicie wyposa\u017conego studia nagraniowego. Zreszt\u0105 lista p\u0142ac na nazwisku McCartneya si\u0119 nie ko\u0144czy i mia\u0142 realizatorsk\u0105 pomoc. Czepia\u0107 si\u0119 mo\u017cna ju\u017c pr\u0119dzej McCartneya-instrumentalisty. Ale i tu raczej jako b\u0119bniarza, bo jako gitarzysta &#8211; wspomnia\u0142em ju\u017c o tym &#8211; wypada \u015bwietnie.\u00a0\u00a0<\/p>\n<p>Na pewno nie mo\u017cna jednak tej p\u0142ycie zarzuci\u0107, \u017ce nie odr\u00f3\u017cnia si\u0119 od pozosta\u0142ych. Trudno te\u017c o nud\u0119 przy s\u0142uchaniu tak r\u00f3\u017cnorodnego zestawu. Od strony kompozycji dostajemy przegl\u0105d r\u00f3\u017cnych konwencji. Ciekawe jest <em>Women and Wives<\/em>, w kt\u00f3rym McCartney brzmi najbli\u017cej Johnny&#8217;ego Casha, jak tylko mo\u017cna to sobie wyobrazi\u0107 (w samej sferze instrumentalnej blisko znalaz\u0142 si\u0119 jeszcze w ko\u0144cz\u0105cym album <em>Winter Bird &#8211; When Winter Comes<\/em>, napisanym jeszcze w 1992 r.). W <em>Seize the Day<\/em> mamy glamrockowego McCartneya, mocno zanurzonego w latach 70.\u00a0<em> Find My Way<\/em> brzmi troch\u0119 jak Traveling Wilburys, cho\u0107 wiem, nie ten Beatles. Og\u00f3lnie imponuje mi ta wola do zmieniania konwencji. Mo\u017ce to pandemiczna nuda, a mo\u017ce jeszcze ochota pobawienia si\u0119 tym, co si\u0119 przez dziesi\u0119ciolecia robi\u0142o. Fajni s\u0105 ludzie doci\u0105gaj\u0105cy z takim oddaniem dla swojej pasji do tak s\u0119dziwego wieku. Warte jest to du\u017cych pieni\u0119dzy, dlatego wola\u0142bym te miliony odebra\u0107 rodzinie kr\u00f3lewskiej (w tej sprawie mam du\u017co przemy\u015ble\u0144 po zaskakuj\u0105co udanym moim zdaniem IV sezonie <em>The Crown<\/em>) ni\u017c pracuj\u0105cemu mo\u017ce powoli &#8211; jak mu przy tej okazji wyliczali z\u0142o\u015bliwi &#8211; ale uczciwie McCartneyowi.<\/p>\n<p>Najbli\u017cej szeroko rozumianej &#8222;wsp\u00f3\u0142czesno\u015bci&#8221; jest w <em>Deep Deep Feeling<\/em> &#8211; drugim najlepszym w zestawie utworze. Nie porzucajcie s\u0142uchania albumu, zanim do tego nie doczekacie, potem ju\u017c nie przestaniecie. Zreszt\u0105 w og\u00f3le odrobina szacunku si\u0119 temu autorowi nale\u017cy. Trudno oczekiwa\u0107 wa\u017cniejszych premier na tydzie\u0144 przed Gwiazdk\u0105.\u00a0 \u00a0<\/p>\n<p><strong>PAUL McCARTNEY <em>McCartney III<\/em><\/strong>, Capitol 2020,<strong> 7\/10 <\/strong><\/p>\n\n\n<iframe loading=\"lazy\" width=\"560\" height=\"315\" src=\"https:\/\/www.youtube.com\/embed\/ApwK9fdxMf0\" frameborder=\"0\" allow=\"accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture\" allowfullscreen=\"\"><\/iframe>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Ci\u0119\u017ckie przej\u015bcia spotka\u0142y tym razem wyznawc\u00f3w teorii, \u017ce mo\u017cna podsumowywa\u0107 rok w listopadzie, bo nic si\u0119 ju\u017c nie zdarzy. Takie podej\u015bcie nie ma sensu ju\u017c od dawna, odk\u0105d z konieczno\u015bci du\u017ce premiery rozsmarowywane s\u0105 stopniowo po ca\u0142ym roku, w\u0142\u0105cznie z sezonem og\u00f3rkowym. Trzy klapsy, kt\u00f3re wyznawcy taktyki &#8222;grudnia nie liczymy&#8221; dostaj\u0105 w tym roku, s\u0105 [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":1,"featured_media":27703,"comment_status":"open","ping_status":"closed","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[18,3,312,120,3319,444,1,3309,526,7,4197,106],"tags":[1443],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/27700"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/users\/1"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=27700"}],"version-history":[{"count":8,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/27700\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":27712,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/27700\/revisions\/27712"}],"wp:featuredmedia":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/media\/27703"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=27700"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=27700"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=27700"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}