
{"id":30715,"date":"2021-10-27T08:30:48","date_gmt":"2021-10-27T06:30:48","guid":{"rendered":"http:\/\/polifonia.blog.polityka.pl\/?p=30715"},"modified":"2021-10-27T14:08:38","modified_gmt":"2021-10-27T12:08:38","slug":"giganci-mecza","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/2021\/10\/27\/giganci-mecza\/","title":{"rendered":"Giganci m\u0119cz\u0105"},"content":{"rendered":"<p>Dzi\u015b w cyklu <em>Czym \u017cyje m\u0142odzie\u017c<\/em> prezentujemy ostateczne starcie Eltona Johna z Simonem Le Bonem. W 1981 r. na brytyjskie listy bestseller\u00f3w pi\u0105\u0142 si\u0119 szybko debiut<strong> Duran Duran<\/strong>, wspierany singlem <em>Girls on Film<\/em>. <strong>Elton John<\/strong> pauzowa\u0142 przed trumfalnym powrotem z <em>Too Low for Zero<\/em>, zapowiadanym przez przeb\u00f3j <em>I&#8217;m Still Standing<\/em>, czyli, hm, &#8222;Ci\u0105gle trzymam si\u0119 na nogach&#8221;. O dziwo, na listach bestseller\u00f3w z roku 1981, kt\u00f3re ju\u017c jak przez mg\u0142\u0119 pami\u0119tam &#8211; zaczyna\u0142em swoj\u0105 przygod\u0119 z k\u0105cikiem muzycznym w &#8222;Na Prze\u0142aj&#8221; i z radiow\u0105 Tr\u00f3jk\u0105 &#8211; wyra\u017anie brakowa\u0142o Louisa Armstronga i Judy Garland, kt\u00f3rzy dominowali w latach 40. Kr\u00f3tkotrwa\u0142y powr\u00f3t na listy Armstrongowi zapewni\u0142 dopiero pod koniec lat 80. film <em>Good Morning Vietnam<\/em>. Reedycja singla <em>Somewhere Over the Rainbow<\/em> Garland opublikowana w roku 1981 nie mia\u0142a szans ani z The Human League, ani z Ultravox, ani nawet z Shakin\u2019 Stevensem. Bo prosz\u0119 sobie wyobrazi\u0107, \u017ce ludzie w latach 80. nie chcieli s\u0142ucha\u0107 gwiazd sprzed 40 lat! Teraz jest nieco inaczej &#8211; wczorajsze wydanie &#8222;Billboardu&#8221; krzycza\u0142o do mnie na temat pojedynku mi\u0119dzy Eltonem Johnem a Duran Duran o pierwsze miejsce na brytyjskiej li\u015bcie bestseller\u00f3w. I rzeczywi\u015bcie &#8211; w tej kolejno\u015bci bryluj\u0105 na topie, zostawiaj\u0105c Lan\u0119 Del Rey i Biffy Clyro &#8211; inne nowo\u015bci &#8211; z ty\u0142u. Nie powiem, \u017cebym si\u0119 przesadnie z tego faktu cieszy\u0142.&nbsp;<\/p>\n\n\n<!--more-->\n\n\n\n<iframe loading=\"lazy\" src=\"https:\/\/open.spotify.com\/embed\/album\/7wHczdY0ek3FHnfVhk10om\" width=\"100%\" height=\"250\" frameBorder=\"0\" allowfullscreen=\"\" allow=\"autoplay; clipboard-write; encrypted-media; fullscreen; picture-in-picture\"><\/iframe>\n\n\n<p>Zar\u00f3wno Elton, jak i Duran Duran, nie przespali ostatniego sezonu. Pierwszy nagrywa\u0142, z kim popad\u0142o &#8211; wysz\u0142a z tego mo\u017ce s\u0142aba p\u0142yta, ale za to imponuj\u0105ca playlista z piosenkami, par\u0119 ewidentnych wzlot\u00f3w (w tym utw\u00f3r z Lil Nas X-em, jeden z lepszych na p\u0142ycie m\u0142odego rapera), ale sumarycznie straszny groch z kapust\u0105. Bo tym &#8211; playlist\u0105, troch\u0119 b\u0142yskotliw\u0105, troch\u0119 chaotyczn\u0105, mocno odgrzewan\u0105 &#8211; jest wydane w\u0142a\u015bnie <em>The Lockdown Sessions<\/em>. Odgrzewane jest cho\u0107by <em>Cold Heart<\/em>, b\u0119d\u0105ce rodzajem auto-mashupu <em>Sacrifice<\/em> i <em>Rocket Mana &#8211; <\/em>sprowadza Eltona do\u015b\u0107 brutalnie do roli szansonisty wy\u015bpiewuj\u0105cego po raz enty sw\u00f3j refren, tym razem na prostszym beacie. Ale oczywi\u015bcie duet z Dua Lip\u0105 to by\u0142 sukces murowany. Podobnie jak wi\u0119kszo\u015b\u0107 pozosta\u0142ych spotka\u0144, kt\u00f3re ta p\u0142yta dokumentuje. Bo nie odnajduj\u0119 wielkiej przyjemno\u015bci w s\u0142uchaniu tego ponadgodzinnego zestawu, ale nie dziwi\u0119 si\u0119 jego popularno\u015bci. Sufitu sprzeda\u017cowego mo\u017cna dzi\u015b dotkn\u0105\u0107 poprzez umiej\u0119tne krzy\u017cowanie ze sob\u0105 zasi\u0119g\u00f3w &#8211; jaki\u015b matematyk ju\u017c dawno powinien opracowa\u0107 na ten temat jaki\u015b wz\u00f3r, na podstawie kt\u00f3rego mo\u017cna by by\u0142o wyliczy\u0107, czy zasi\u0119gi Eltona z Eddiem Vedderem b\u0119d\u0105 wy\u017csze ni\u017c Eltona ze Steviem Wonderem (jeden z lepszych fragment\u00f3w sk\u0105din\u0105d) &#8211; i kiedy si\u0119 zsumuj\u0105, kiedy odejm\u0105, a kiedy pomno\u017c\u0105. Troch\u0119 o tym jest ta p\u0142yta, cho\u0107 single i form\u0119 wykonawcz\u0105 g\u0142\u00f3wnego bohatera &#8211; podkre\u015blam &#8211; ze wszech miar szanuj\u0119.&nbsp;&nbsp;<\/p>\n<p>Grupa Simona Le Bona odwali\u0142a z kolei kawa\u0142 solidnej i nawet do\u015b\u0107 sp\u00f3jnej studyjnej roboty. Bardzo po staremu. Na pewno w najlepszej formie od dekad. Oczywi\u015bcie, przyjemnym zrz\u0105dzeniem losu brzmienia kojarzone z latami 80. i elementy \u00f3wczesnego rzemios\u0142a &#8211; basowy styl Johna Taylora z wracaj\u0105cym ju\u017c parokrotnie klangiem czy aran\u017cacje na p\u00f3\u017ane analogowe syntezatory Nicka Rhodesa &#8211; nale\u017c\u0105 do element\u00f3w zn\u00f3w po\u017c\u0105danych przez audytorium. Charakterystyczne jest to w przypadku wokalisty. Ju\u017c <em>Invisible<\/em> brzmi, jak gdyby Simon Le Bon odkry\u0142, \u017ce ma w komputerze plugin z symulacj\u0105 efekt\u00f3w wokalnych&#8230; Simona Le Bona z lat 80. To wra\u017cenie cofni\u0119cia si\u0119 do czas\u00f3w <em>The Wild Boys<\/em> pog\u0142\u0119bia <em>Anniversary<\/em>. Z tym pluginem \u017cartowa\u0142em, ale id\u0119 o zak\u0142ad, \u017ce panowie mieli jeszcze w studiu s\u0142ynny harmonizer firmy Eventide, kt\u00f3ry da\u0142 nam Le Bona po pierwsze zno\u015bnego &#8211; nie jest to bowiem naturalnie wybitny wokalista &#8211; po drugie charakterystycznego i wyr\u00f3\u017cniaj\u0105cego si\u0119 nawet na tle dzisiejszych, przetwarzanych g\u0142\u00f3wnie przez Auto-Tune.&nbsp;<\/p>\n\n\n<iframe loading=\"lazy\" src=\"https:\/\/open.spotify.com\/embed\/album\/7GyGHJ1jv0v2Sa0pcgs4fD\" width=\"100%\" height=\"250\" frameBorder=\"0\" allowfullscreen=\"\" allow=\"autoplay; clipboard-write; encrypted-media; fullscreen; picture-in-picture\"><\/iframe>\n\n\n<p>Te misterne do\u015b\u0107 aran\u017cacje na dalsz\u0105 met\u0119 troch\u0119 m\u0119cz\u0105 &#8211; dynamika jest ograniczona w stosunku do nagra\u0144 z pierwszych lat dzia\u0142alno\u015bci, a inflacja \u015bcie\u017cek przypomina raczej wersj\u0119 zespo\u0142u z prze\u0142omu lat 80. i 90. ni\u017c z leciutkich prapocz\u0105tk\u00f3w. Decyduje te\u017c o tym w pewnym stopniu nieobecno\u015b\u0107 gitarzysty Andy&#8217;ego Taylora, jedynego brakuj\u0105cego muzyka ze &#8222;z\u0142otego&#8221; sk\u0142adu DD, kt\u00f3rego zast\u0119puje tu w du\u017cej mierze Graham Coxon z Blur, po trosze za\u015b Mark Ronson. W muzyce s\u0142ycha\u0107 inne, zebrane niby mimochodem strz\u0119pki starego stylu &#8211; w utw\u00f3r tytu\u0142owy wszyte jest na przyk\u0142ad basisko niczym z <em>Take Your Breath Away<\/em> Berlin. Brzmi to troch\u0119 desperacko &#8211; ale nie tak bardzo jak Elton John chwytaj\u0105cy za szlagier dawnej konkurencji, czyli <em>It&#8217;s a Sin<\/em>. Duran Duran tocz\u0105 z kolei sw\u00f3j korespondencyjny pojedynek z Pet Shop Boys ponad dekadami w <em>Beautiful Lies<\/em>. Czy kogo\u015b jednak w og\u00f3le obchodz\u0105 te skojarzenia?\u00a0 \u00a0 \u00a0<\/p>\n<p>My\u015blenie Duran\u00f3w na <em>Future Past<\/em> &#8211; p\u0142ycie, kt\u00f3rej tytu\u0142 sygnalizuje, \u017ce zdaj\u0105 sobie spraw\u0119 ze z\u0142otej klatki retromanii &#8211; wydaje si\u0119 z pocz\u0105tku odwrotno\u015bci\u0105 tego, kt\u00f3re przyj\u0105\u0142 Elton. W rzeczywisto\u015bci jednak na ko\u0144cu tego procesu i tak mamy nadurodzaj r\u00f3\u017cnych wsp\u00f3\u0142pracownik\u00f3w oraz go\u015bci specjalnych, z Giorgio Moroderem i jeszcze kilkorgiem wokalist\u00f3w. Mnie jednak daje do my\u015blenia fakt, \u017ce najlepsze s\u0105 nagrania z m\u0142odsz\u0105 (w wieku dzieci muzyk\u00f3w DD) Tove Lo i z japo\u0144sk\u0105 formacj\u0105 Chai. Tu bym si\u0119 zatrzyma\u0142 na d\u0142u\u017cej. Tak\u017ce <em>Falling<\/em> z udzia\u0142em pianisty studyjnego o jazzowym backgroundzie Mike&#8217;a Garsona (<em>Outside<\/em> Bowiego &#8211; pami\u0119tamy) co\u015b dodaje do naszej dotychczasowej wiedzy o Duran Duran. I zostawia niez\u0142e na koniec wra\u017cenie bardzo przyzwoitej, ale nieszczeg\u00f3lnie wa\u017cnej p\u0142yty.\u00a0<\/p>\n<p>Dlaczego niewa\u017cnej? I dlaczego nie maj\u0105 nas dzi\u015b obchodzi\u0107 zabawy ejtisowymi skojarzeniami? Bo muzyk\u0119 rozrywkow\u0105 nie tylko tworz\u0105, ale te\u017c opowiadaj\u0105 o niej nieco starsi ludzie ni\u017c w latach 80. A dla 47-letniego dziennikarza, kt\u00f3rym przypadkiem jestem, taki Elton czy Duran Duran oznaczaj\u0105 jedno: bezpiecze\u0144stwo. Niech rozmiary tego wpisu za\u015bwiadcz\u0105, \u017ce \u0142atwiej mi wyg\u0142osi\u0107 kilka zda\u0144 na temat gwiazd, kt\u00f3rych poczynania \u015bledz\u0119 od dzieci\u0144stwa, ni\u017c jakiejkolwiek m\u0142odej postaci, kt\u00f3ra tworzy muzyk\u0119 wychodz\u0105c\u0105 z zupe\u0142nie innych za\u0142o\u017ce\u0144 stylistycznych i brzmieniowych. Nie wiem, czy kto\u015b inny wam o tym szczerze napisze, wi\u0119c &#8211; je\u015bli w og\u00f3le kogo\u015b z m\u0142odszych czytelniczek lub czytelnik\u00f3w mam dzi\u015b tu przyjemno\u015b\u0107 go\u015bci\u0107 &#8211; pami\u0119tajcie o tym.<\/p>\n<p>Zako\u0144cz\u0119 odwo\u0142aniem do zako\u0144czonego niedawno Konkursu Chopinowskiego. Jego poziom by\u0142 do\u015b\u0107 kosmiczny, w pierwszych etapach odpadali perfekcyjni technicznie i dobrze ukszta\u0142towani piani\u015bci. Kandydaci z lat poprzednich, cho\u0107by i pracowali pomi\u0119dzy edycjami, w wi\u0119kszo\u015bci odpadli przed fina\u0142em. Imprezy tego typu s\u0105 z za\u0142o\u017cenia do\u015b\u0107 brutalne, ale nie mniej brutalne ni\u017c sam rynek p\u0142ytowy i koncertowy &#8211; nie potrzebujemy pewnie kolejnych 87 m\u0142odych pianist\u00f3w, \u017ceby opowiedzie\u0107 o Chopinie w roku 2021. Tuzin nazwisk zasadniczo by pewnie wystarczy\u0142. Podobnie jest z bohaterami dzisiejszego wpisu na tle tegorocznej oferty p\u0142ytowej &#8211; ukazuj\u0105 si\u0119 p\u0142yty na tyle dobre, \u017ceby nie zawraca\u0107 sobie g\u0142owy wszystkimi wyczynami gigant\u00f3w. Wystarczy par\u0119 singli. Kiedy\u015b albumy oldboy\u00f3w na godnym poziomie robi\u0142y wra\u017cenie, ale dzi\u015b fakt, \u017ce porz\u0105dnie popracowali podczas pandemii nie wystarczy &#8211; to nie jest taki sezon.\u00a0<\/p>\n<p><strong>ELTON JOHN <em>The Lockdown Sessions<\/em><\/strong>, HST\/Mercury 2021\u00a0<br \/><strong>DURAN DURAN <em>Future Past<\/em><\/strong>, Tape Modern 2021\u00a0<\/p>\n\n\n<iframe loading=\"lazy\" width=\"560\" height=\"315\" src=\"https:\/\/www.youtube.com\/embed\/bBQEji4_SIg\" title=\"YouTube video player\" frameborder=\"0\" allow=\"accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture\" allowfullscreen=\"\"><\/iframe>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Dzi\u015b w cyklu Czym \u017cyje m\u0142odzie\u017c prezentujemy ostateczne starcie Eltona Johna z Simonem Le Bonem. W 1981 r. na brytyjskie listy bestseller\u00f3w pi\u0105\u0142 si\u0119 szybko debiut Duran Duran, wspierany singlem Girls on Film. Elton John pauzowa\u0142 przed trumfalnym powrotem z Too Low for Zero, zapowiadanym przez przeb\u00f3j I&#8217;m Still Standing, czyli, hm, &#8222;Ci\u0105gle trzymam si\u0119 [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":1,"featured_media":30716,"comment_status":"open","ping_status":"closed","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[582,3,4996,312,120,3666,4541],"tags":[2128,322],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/30715"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/users\/1"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=30715"}],"version-history":[{"count":27,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/30715\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":30746,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/30715\/revisions\/30746"}],"wp:featuredmedia":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/media\/30716"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=30715"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=30715"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=30715"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}