
{"id":35109,"date":"2022-10-14T16:20:29","date_gmt":"2022-10-14T14:20:29","guid":{"rendered":"http:\/\/polifonia.blog.polityka.pl\/?p=35109"},"modified":"2022-10-14T16:20:38","modified_gmt":"2022-10-14T14:20:38","slug":"papryki-metryki","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/2022\/10\/14\/papryki-metryki\/","title":{"rendered":"Metryki papryki"},"content":{"rendered":"<p>Z punktu widzenia poszukiwaczy nowego naj\u015bwie\u017csza p\u0142yta <strong>Red Hot Chili Peppers<\/strong> mo\u017ce si\u0119 wyda\u0107 kompletnie nieprzydatna. Trudno tu znale\u017a\u0107 moment, kt\u00f3ry &#8211; odpowiednio przemontowany &#8211; nie m\u00f3g\u0142by trafi\u0107 na kt\u00f3r\u0105\u015b z poprzednich p\u0142yt kalifornijskiego zespo\u0142u. No, mo\u017ce <em>La La La&#8230;<\/em> i <em>In the Snow<\/em>, ale te robi\u0105 akurat wra\u017cenie doczepki, a nie g\u0142\u00f3wnego nurtu. Dlaczego w takim razie <em>Return of the Dream Canteen<\/em> wywo\u0142a\u0142o u mnie mimo wszystko raczej pozytywne reakcje? Z powodu czysto dziaderskiej emocji, jak\u0105 jest odkrycie, \u017ce kto\u015b tylko odrobin\u0119 od was starszy w\u0142a\u015bnie zaakceptowa\u0142 fakt, \u017ce si\u0119 starzeje i postanowi\u0142 dalej to robi\u0107, ale ju\u017c bez nerwowych ruch\u00f3w, tylko z pewn\u0105 godno\u015bci\u0105.\u00a0 \u00a0<\/p>\n\n\n<!--more-->\n\n\n\n<iframe loading=\"lazy\" width=\"560\" height=\"315\" src=\"https:\/\/www.youtube.com\/embed\/pXMEXCT5ohY\" title=\"YouTube video player\" frameborder=\"0\" allow=\"accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture\" allowfullscreen><\/iframe>\n\n\n<p>Dla takich przypadk\u00f3w wymy\u015blono mem z serialu <em>Czarnobyl<\/em>: <em>not great, not terrible<\/em>. Nie jest to album, kt\u00f3ry doprowadzi do ekstazy nawet najwierniejszych fan\u00f3w &#8211; jest na to zbyt rozlaz\u0142y i na poziomie kompozycji za s\u0142aby. Ma za to co\u015b rzadkiego w dyskografii Red Hot Chili Peppers, przynajmniej tej najnowszej: s\u0142yszaln\u0105 prawie w ka\u017cdym momencie rado\u015b\u0107 wsp\u00f3lnego grania. Do tego jeszcze sk\u0142onno\u015b\u0107 do popis\u00f3w instrumentalnych &#8211; szczeg\u00f3lnie powitanego ju\u017c z powrotem w zespole na <em>Unlimited Love<\/em> (<a href=\"https:\/\/polifonia.blog.polityka.pl\/2022\/04\/01\/rhchp-znow-da-sie-sluchac\/\">opisywa\u0142em je<\/a> ledwie p\u00f3\u0142 roku wcze\u015bniej!) Johna Frusciante i basisty grupy Flei. Wiem, w tym przypadku polskiej odmiany pseudonim artystyczny \u015bwietnego (tutaj zdecydowanie w formie) muzyka wygl\u0105da najgorzej, ale jego linie s\u0105 za to wyj\u0105tkowo czyste i eleganckie. Mo\u017ce bardziej sterylne ni\u017c kiedy\u015b, ale to raczej wyraz technicznego poziomu przy nieco mniejszym ni\u017c wtedy emocjonalnym \u0142adunku.\u00a0 \u00a0<\/p>\n<p>Nowy album ma &#8211; nawet w wy\u017cszym stopniu &#8211; t\u0119 zalet\u0119, kt\u00f3r\u0105 nios\u0142o <em>Unlimited&#8230;<\/em>: to mianowicie, \u017ce nie jest skompresowana dynamicznie do poziomu as\u0142uchalno\u015bci. Nie a\u017c tak m\u0119cz\u0105ca jak te albumy z przesz\u0142o\u015bci, kt\u00f3re nierzadko dzi\u015b powszechnie uznaje si\u0119 bardziej wybitne. Poza tym nie liftinguje ju\u017c ca\u0142ej estetyki &#8211; czego zesp\u00f3\u0142 parokrotnie pr\u00f3bowa\u0142 &#8211; tylko bardziej podej\u015bcie. W wi\u0119kszo\u015bci nagra\u0144 z nowej p\u0142yty s\u0142ycha\u0107 spory luz, a nawet pewne odniesienia do swobody rodem z jam-session czy grania w ma\u0142ych klubach &#8211; chyba najmocniej w jednym z lepszych, a zarazem bardziej dziaderskich nagra\u0144 na tej p\u0142ycie, <em>Carry Me Home<\/em>. Ale te\u017c cho\u0107by w <em>Afterlife<\/em>. To podej\u015bcie niesie za sob\u0105 rzecz jasna nieuchronn\u0105 doz\u0119 instrumentalnego &#8222;gadulstwa&#8221;. I znowu: dla jednych b\u0119dzie to<em> not great<\/em>, dla innych &#8211; <em>not terrible<\/em>. Par\u0119 rzeczy da\u0142oby si\u0119 tu opisa\u0107 tym ostatnim przymiotnikiem &#8211; jednych wyprowadzi z r\u00f3wnowagi <em>La La La La La La La La<\/em>, mnie bardziej <em>My Cigarette,<\/em> utw\u00f3r o wyj\u0105tkowo denerwuj\u0105cym i powtarzanym nieustannie refrenie, za to trzymaj\u0105cy si\u0119 na sol\u00f3wce&#8230; saksofonu. No dobra, to jednak pewna nowo\u015b\u0107.\u00a0<\/p>\n<p>Musz\u0119 jednak przyzna\u0107, \u017ce zupe\u0142nie co innego zmieni\u0142o m\u00f3j odbi\u00f3r nowego albumu RHChP. By\u0142 to mianowicie ju\u017c singlowy <em>Eddie<\/em> \u2013 ho\u0142d dla postaci zmar\u0142ego w 2020 r. Eddiego Van Halena (w tek\u015bcie pojawia si\u0119 zreszt\u0105 data za\u0142o\u017cenia RHChP \u2013 rok 1983 r.) przynosi\u0142 w\u0105tki otwarcie sentymentalne. Je\u015bli dodamy kilka innych odniesie\u0144 do w\u0142asnej starej tw\u00f3rczo\u015bci tudzie\u017c \u015bwiatowej popkultury, zauwa\u017cymy, \u017ce <em>Return&#8230;<\/em> to rodzaj poczt\u00f3wki z historii zespo\u0142u, kt\u00f3ry pogodzi\u0142 si\u0119 z w\u0142asn\u0105 metryk\u0105. A nier\u00f3wne repertuarowo, wspomnieniowe gadulstwo wydaje mi si\u0119 bardziej szczere ni\u017c natr\u0119tne pr\u00f3by liftingu funkowo-rockowej estetyki grupy. Cho\u0107 nierzadko prowadzi ich w rejony zadziwiaj\u0105ce &#8211; takie <em>Fake As Fuck<\/em> (ko\u0144cz\u0105ce si\u0119 Hendrixowskimi partiami Frusciante) mo\u017cna by zamiast w stron\u0119 funku rozwin\u0105\u0107 w kierunku ballady grupy&#8230; Jethro Tull. Stworzona pod okiem Ricka Rubina p\u0142yta przenosi dawnych stra\u017cnik\u00f3w witalno\u015bci i wiecznych ch\u0142opc\u00f3w na star\u0105 stron\u0119 mocy. A nieko\u0144cz\u0105ce si\u0119 sesje obu wydanych w tym roku album\u00f3w by\u0142y najwyra\u017aniej momentem przyjemnego zapomnienia &#8211; oczywi\u015bcie, du\u017co bym da\u0142, \u017ceby ten materia\u0142 doczeka\u0142 si\u0119 lepszej selekcji, ale Rubin te\u017c ma sw\u00f3j wiek i najwyra\u017aniej mi\u0119knie na staro\u015b\u0107. Wi\u0119cej by\u0142o wi\u0119c nagrywania ni\u017c refleksji. Co nie by\u0142o w tym wypadku idealnym rozwi\u0105zaniem, ale te\u017c straszne nie jest.\u00a0 \u00a0\u00a0<\/p>\n<p><strong>RED HOT CHILI PEPPERS <em>Return of the Dream Canteen<\/em>,<\/strong> Warner 2022<\/p>\n\n\n<iframe style=\"border-radius:12px\" src=\"https:\/\/open.spotify.com\/embed\/album\/0KJc9ksnoJJsdpQxV3z5i1?utm_source=generator\" width=\"100%\" height=\"380\" frameBorder=\"0\" allowfullscreen=\"\" allow=\"autoplay; clipboard-write; encrypted-media; fullscreen; picture-in-picture\" loading=\"lazy\"><\/iframe>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Z punktu widzenia poszukiwaczy nowego naj\u015bwie\u017csza p\u0142yta Red Hot Chili Peppers mo\u017ce si\u0119 wyda\u0107 kompletnie nieprzydatna. Trudno tu znale\u017a\u0107 moment, kt\u00f3ry &#8211; odpowiednio przemontowany &#8211; nie m\u00f3g\u0142by trafi\u0107 na kt\u00f3r\u0105\u015b z poprzednich p\u0142yt kalifornijskiego zespo\u0142u. No, mo\u017ce La La La&#8230; i In the Snow, ale te robi\u0105 akurat wra\u017cenie doczepki, a nie g\u0142\u00f3wnego nurtu. Dlaczego [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":1,"featured_media":35115,"comment_status":"open","ping_status":"closed","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[3319,444,3309,5177,106],"tags":[710],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/35109"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/users\/1"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=35109"}],"version-history":[{"count":7,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/35109\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":35117,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/35109\/revisions\/35117"}],"wp:featuredmedia":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/media\/35115"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=35109"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=35109"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=35109"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}