
{"id":39374,"date":"2023-08-10T11:07:33","date_gmt":"2023-08-10T09:07:33","guid":{"rendered":"http:\/\/polifonia.blog.polityka.pl\/?p=39374"},"modified":"2023-08-10T16:50:09","modified_gmt":"2023-08-10T14:50:09","slug":"najlepszy-rok-w-historii-muzyki","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/2023\/08\/10\/najlepszy-rok-w-historii-muzyki\/","title":{"rendered":"Najlepszy rok w historii muzyki"},"content":{"rendered":"<p>To pewnie wypadkowa ma\u0142ego do\u015bwiadczenia, skromnej wiedzy i dzieci\u0119cego entuzjazmu, ale rok 1987 wydawa\u0142 mi si\u0119 (jako\u015b pod koniec roku 1987) najlepszy w historii ludzko\u015bci. Co w znacznej mierze sprowadza\u0142o si\u0119 jednak do muzyki, bo z r\u00f3\u017cnych aspekt\u00f3w ludzkich dzia\u0142a\u0144 w wieku 13 lat wydawa\u0142a mi si\u0119 jednak najciekawsza. Dlaczego przysz\u0142o mi to do g\u0142owy przy smutnej okazji \u015bmierci (w wieku 80 lat) <strong>Robbiego Robertsona<\/strong>? Prawdopodobnie dlatego, \u017ce my\u015bl o prymacie roku 1987 nad innymi i w og\u00f3le przebudzenie w kwestii refleksji, czy rok w muzyce by\u0142 lepszy ni\u017c inne, przysz\u0142o mi w\u0142a\u015bnie jesieni\u0105 1987 r., w okolicach premiery tej p\u0142yty. I by\u0142a to my\u015bl tak mocna, \u017ce cho\u0107 pami\u0119\u0107 do szczeg\u00f3\u0142\u00f3w mam og\u00f3lnie do\u015b\u0107 s\u0142ab\u0105, tamten moment pami\u0119tam. Po Sin\u00e9ad O&#8217;Connor, U2, The Sisters of Mercy, The Cult, Marillion, Fleetwood Mac, The Cure, Marcu Almondzie, INXS, Death Angel, Anthraxie, Guns N&#8217;Roses, p\u0142ytach Kultu, Prince&#8217;a, Suzanne Vegi, Depeche Mode, Voivoda, Swans, The Jesus And Mary Chain i jeszcze ukochanej (m.in. dlatego, \u017ce wydanej na licencji w Polsce, reszt\u0119 mo\u017cna by\u0142o na bie\u017c\u0105co us\u0142ysze\u0107 w radiu) sk\u0142adance 4AD <em>Lonely Is an Eyesore,<\/em> po tym wszystkim ukazuje si\u0119 jeszcze ten nieznany mi w\u00f3wczas z wybitnych dzia\u0142a\u0144 w The Band Robbie Robertson. Przyt\u0142aczaj\u0105ca wi\u0119kszo\u015b\u0107 z wymienionych to najlepsze albumy (moj\u0105 ulubiona p\u0142yt\u0119 Sonic Youth, te\u017c z tego roku, pozna\u0142em chyba ze dwa lata p\u00f3\u017aniej, podobnie z Dinosaur jr.) w dyskografiach powy\u017cszych artyst\u00f3w. Brzmi to wszystko, jak gdyby w 1987 r. niebo by\u0142o bardziej b\u0142\u0119kitne, a woda w Ba\u0142tyku cieplejsza, ale fakt jest faktem &#8211; muzycznie nawet Sting wydawa\u0142 si\u0119 wtedy jeszcze du\u017co fajniejszym go\u015bciem.\u00a0\u00a0<\/p>\n\n\n<!--more-->\n\n\n\n<iframe loading=\"lazy\" width=\"560\" height=\"315\" src=\"https:\/\/www.youtube.com\/embed\/3u7UZPxu7H0\" title=\"YouTube video player\" frameborder=\"0\" allow=\"accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture; web-share\" allowfullscreen=\"\"><\/iframe>\n\n\n<p>Album Robertsona nie wszed\u0142by dzi\u015b (ani nawet wtedy!) pewnie nawet do dziesi\u0105tki moich ukochanych p\u0142yt z roku 1987. Ale robi\u0142 wra\u017cenie w pierwszym momencie w \u017cyciu, kiedy zwraca si\u0119 uwag\u0119 na produkcj\u0119, zaczyna si\u0119 por\u00f3wnywa\u0107 jednego artyst\u0119 do drugiego i nagle &#8211; jak si\u0119 ju\u017c doda dwa do dw\u00f3ch &#8211; okazuje si\u0119, \u017ce to dzia\u0142a. \u017be jest co\u015b takiego, jak mocny brzmieniowy &#8222;znak wodny&#8221; Petera Gabriela, kt\u00f3rego oczywi\u015bcie b\u0142yskawicznie znajdziecie ju\u017c w <em>Fallen Angel<\/em>. Dzi\u015b ju\u017c wiem, \u017ce to charakterystyczne klawisze, kt\u00f3re wykorzystywa\u0142 wcze\u015bniej regularnie, \u017ce to perkusja Manu Katch\u00e9, \u017ce podobna do tych znanych z <em>So<\/em> partia basu (co prawda nie Tony Levin, cho\u0107 i jego znajdziemy w dalszej cz\u0119\u015bci p\u0142yty), ale wtedy? Pozostawa\u0142o rozpozna\u0107 drugi g\u0142os i jak\u0105\u015b og\u00f3ln\u0105 atmosfer\u0119 nowoczesnej superprodukcji pop.<\/p>\n<p>Co do U2, sytuacja by\u0142a jasna &#8211; dokonali na p\u0142ycie <em>Robbie Robertson<\/em> grupowego przej\u0119cia dw\u00f3ch utwor\u00f3w (<em>Sweet Fire of Love<\/em> i <em>Testimony, <\/em>ten drugi zreszt\u0105 nie brzmi jak U2, tylko bardziej krzy\u017c\u00f3wka Rolling Stones i INXS), a \u0142\u0105cznikiem by\u0142 producent ca\u0142o\u015bci Daniel Lanois, kt\u00f3ry po\u0142ow\u0119 atmosfery <em>The Joshua Tree<\/em> (realizowanej prawie jednocze\u015bnie) przytaszczy\u0142 na sesje ju\u017c w samych tylko ustawieniach pokr\u0119te\u0142 i suwak\u00f3w w konsolecie. To wszystko zreszt\u0105 w roku 1987 wydawa\u0142o si\u0119 gwarancj\u0105 zwr\u00f3cenia uwagi na debiutancki (nie licz\u0105c muzyki filmowej) solowy album dawnego wsp\u00f3\u0142za\u0142o\u017cyciela i wieloletniego gitarzysty The Band. Swoj\u0105 drog\u0105, partie gitarowe na tym albumie to jest co\u015b, co doceniam dopiero dzi\u015b &#8211; swego czasu zagorza\u0142ym fanem by\u0142 m\u00f3j cioteczny brat, kt\u00f3ry p\u00f3\u017aniej zosta\u0142 gitarzyst\u0105 w amatorskich zespo\u0142ach rockowych, wi\u0119c pewnie jest co\u015b na rzeczy.\u00a0 \u00a0<\/p>\n<p>P\u0142yta przynios\u0142a te\u017c przeboje &#8211; w tym jeden wi\u0119kszego kalibru: <em>Somewhere Down the Crazy River<\/em> &#8211; ale wyniki sprzeda\u017cy jako\u015b nie powala\u0142y. Troch\u0119 wtedy chwalono i cmokano nad produkcj\u0105, brzmieniem, wokalami itd., ale troch\u0119 te\u017c krytykowano za dalekie odej\u015bcie od folkowo-rockowego idiomu The Band. No i za to, \u017ce cie\u0144 Petera Gabriela unosz\u0105cy si\u0119 nad t\u0105 p\u0142yt\u0105, bywa\u0142 przyt\u0142aczaj\u0105cy. Fakt jest faktem, \u017ce g\u0142\u00f3wnego bohatera co rusz zas\u0142aniaj\u0105 tu jakie\u015b elementy i postaci teoretycznie z drugiego planu. Nawet w <em>Somewhere&#8230;<\/em> jest ten kapitalnym drugi g\u0142os (Sammy BoDean), kt\u00f3ry robi klimat, do\u015bpiewuj\u0105c linijk\u0119 refrenu. Tu Terry Bozzio, tam Larry Klein czy wspomniany Levin &#8211; to si\u0119 nie mog\u0142o sko\u0144czy\u0107 \u017ale. Cho\u0107 z drugiej strony &#8211; pozostaje ten w\u0105tek rdzennych Amerykan\u00f3w, obecny w \u017cyciorysie Robertsona (Kanadyjczyka, kt\u00f3rego matka pochodzi\u0142a z plemienia Mohawk\u00f3w), opowie\u015bci o naturze, z\u0142amane strza\u0142y, puste przestrzenie &#8211; co\u015b, czego U2 bardziej chcia\u0142o dotkn\u0105\u0107 w czasach swojej fascynacji Ameryk\u0105 ni\u017c naprawd\u0119 dotkn\u0119\u0142o. Poza tym Robertson, dodajmy, pracowa\u0142 nad tymi piosenkami przez lata, powoli, no i by\u0142 wsp\u00f3\u0142producentem p\u0142yty.\u00a0 \u00a0 \u00a0<\/p>\n<p>\u017bal kolejnego odchodz\u0105cego muzyka z wielkiej generacji, kt\u00f3ra du\u017co w\u0105tk\u00f3w we wsp\u00f3\u0142czesnej muzyce rozrywkowej zaczyna\u0142a. Cho\u0107 przyznam, \u017ce nieplanowany wcze\u015bniej powr\u00f3t do tej p\u0142yty okaza\u0142 si\u0119 dla mnie do\u015b\u0107 mi\u0142y. Tylko przy <em>Fallen Angel<\/em> mia\u0142em dziwne uczucie: sami zreszt\u0105 pos\u0142uchajcie frazy <em>You gotta play the hand that&#8217;s dealt ya<\/em> i powiedzcie, \u017ce nie s\u0142yszycie tam <em>nostalgia<\/em>. Tak, wiem, to te\u017c tylko subiektywne wra\u017cenie. Tylko pewnie minie szybciej ni\u017c tamto z\u0142udzenie zwi\u0105zane z najlepszym rokiem w historii.\u00a0<\/p>\n<p><strong>ROBBIE ROBERTSON <em>Robbie Robertson<\/em><\/strong>, Geffen 1987\u00a0 \u00a0 \u00a0<\/p>\n\n\n<iframe style=\"border-radius:12px\" src=\"https:\/\/open.spotify.com\/embed\/album\/7uQeo4W4xhKTUtN8Tmo31J?utm_source=generator\" width=\"100%\" height=\"352\" frameBorder=\"0\" allowfullscreen=\"\" allow=\"autoplay; clipboard-write; encrypted-media; fullscreen; picture-in-picture\" loading=\"lazy\"><\/iframe>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>To pewnie wypadkowa ma\u0142ego do\u015bwiadczenia, skromnej wiedzy i dzieci\u0119cego entuzjazmu, ale rok 1987 wydawa\u0142 mi si\u0119 (jako\u015b pod koniec roku 1987) najlepszy w historii ludzko\u015bci. Co w znacznej mierze sprowadza\u0142o si\u0119 jednak do muzyki, bo z r\u00f3\u017cnych aspekt\u00f3w ludzkich dzia\u0142a\u0144 w wieku 13 lat wydawa\u0142a mi si\u0119 jednak najciekawsza. Dlaczego przysz\u0142o mi to do g\u0142owy [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":1,"featured_media":39382,"comment_status":"open","ping_status":"closed","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[3,595,312,120,1,7,634],"tags":[5734],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/39374"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/users\/1"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=39374"}],"version-history":[{"count":16,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/39374\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":39391,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/39374\/revisions\/39391"}],"wp:featuredmedia":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/media\/39382"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=39374"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=39374"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=39374"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}