
{"id":6708,"date":"2014-09-18T14:40:16","date_gmt":"2014-09-18T12:40:16","guid":{"rendered":"http:\/\/polifonia.blog.polityka.pl\/?p=6708"},"modified":"2014-09-18T14:45:46","modified_gmt":"2014-09-18T12:45:46","slug":"co-jeszcze-moze-orkiestra","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/2014\/09\/18\/co-jeszcze-moze-orkiestra\/","title":{"rendered":"Co jeszcze mo\u017ce orkiestra?"},"content":{"rendered":"<p>W praktyce mo\u017ce oczywi\u015bcie mn\u00f3stwo zepsu\u0107. Prosz\u0119 sobie przypomnie\u0107 s\u0142owa Charlesa Hazlewooda ze wst\u0119pu do koncertu Sinfonietty Cracovii ze Squarepusherem: w wydaniu fusion mo\u017ce po prostu s\u0142u\u017cy\u0107 do  grania tych d\u0142ugich d\u017awi\u0119k\u00f3w w tle, mo\u017ce si\u0119 prze\u0142\u0105czy\u0107 w tryb &#8222;tata w dyskotece&#8221;, albo wype\u0142ni\u0107 smyczkami cz\u0119\u015b\u0107 intro lub outro, gdy zesp\u00f3\u0142 rockowy wychodzi na papierosa. To wszystko znamy z historii romans\u00f3w sk\u0142ad\u00f3w orkiestrowych z muzyk\u0105 popularn\u0105. A jednak si\u0119 kr\u0119ci. <a href=\"http:\/\/polifonia.blog.polityka.pl\/2013\/10\/28\/mrok-and-roll\/\">&#8222;Najgorsza p\u0142yta \u015bwiata&#8221;<\/a> za spraw\u0105 orkiestry sta\u0142a si\u0119 w\u0142a\u015bnie du\u017co, du\u017co lepsza. Momentami po prostu \u0142adna, dzi\u0119ki barwom (o kt\u00f3rej te\u017c m\u00f3wi\u0142 Hazlewood) tradycyjnych instrument\u00f3w orkiestry. A przy okazji &#8211; tak\u017ce na festiwalu Sacrum Profanum czego\u015b si\u0119 dowiedzieli\u015bmy.<!--more--><\/p>\n<p>Jutro i pojutrze fina\u0142owa cz\u0119\u015b\u0107 Sacrum, w trakcie kt\u00f3rej us\u0142yszymy najpierw w\u0142a\u015bnie orkiestrowe opracowania klasyk\u00f3w z Warpa (zagra je w pi\u0105tek w krakowskiej \u0141a\u017ani Nowej London Sinfonietta), a potem sety live i did\u017cejskie wybranych artyst\u00f3w z tej wa\u017cnej wytw\u00f3rni (to w sobot\u0119 w Hotelu Forum). Koncert Squarepushera pokaza\u0142 jednoznacznie, \u017ce w po\u0142\u0105czeniu wsp\u00f3\u0142czesnej muzyki klubowej z orkiestrow\u0105 dzia\u0142a przede wszystkim pokora obu stron. Owszem, wype\u0142niony by\u0142 patentami przetrenowanymi w takich fuzjach muzycznych od lat (g\u0119sto poprowadzone motywy sekcji d\u0119tej jak u Zappy, zawsze \u0142atwo wychodz\u0105ce z miksu dzwony rurowe jak u Oldfielda itd.), ale z drugiej strony pokazywa\u0142 na r\u00f3wni poc\u0105cych si\u0119 artyst\u00f3w po obu stronach i uszanowa\u0142 to, co w muzyce techno i okolic najcz\u0119\u015bciej bywa krytykowane przez zwolennik\u00f3w orkiestrowego wyrafinowania: mocn\u0105, zautomatyzowan\u0105 sfer\u0119 rytmiczn\u0105. Bez niej &#8211; mimo najlepszych intencji &#8211; tego typu fuzje trac\u0105 w stosunku do orygina\u0142\u00f3w (czego przyk\u0142adem s\u0142uchany po latach zestaw &#8222;Warp Classics&#8221; London Sinfonietty &#8211; cho\u0107 ciekaw jestem, jak zabrzmi jutro). Repertuar Squarepushera w niedziel\u0119 zyska\u0142.<\/p>\n<p>Wi\u0119ksze ol\u015bnienie przynosi p\u0142yta z programem zaaran\u017cowanego na orkiestr\u0119 &#8222;Metal Machine Music&#8221; Lou Reeda, kt\u00f3r\u0105 wyda\u0142 w ko\u0144cu niemiecki zesp\u00f3\u0142 <strong>Zeitkratzer<\/strong>. Nie jest to ol\u015bnienie \u0142atwe &#8211; niech nikt nie oczekuje, \u017ce wrzuc\u0105 mu to darmowo do iTunesa. Trzeba si\u0119 postara\u0107, sprowadzi\u0107 poczt\u0105 fizyczny no\u015bnik, zmiksowany i zmasterowany przez b\u0142yskotliwego Rashada Beckera. Ale nie jest to ol\u015bnienie trudne dla tych wszystkich, kt\u00f3rzy znaj\u0105 orygina\u0142 Lou Reeda. Dla wi\u0119kszo\u015bci z nich kontakt z albumem niemieckich kameralist\u00f3w b\u0119dzie do\u015bwiadczeniem zaskakuj\u0105co przyjemnym.<\/p>\n<p><em>Zakocha\u0142em si\u0119 w &#8222;Metal Machine Music&#8221; jako utworze na ta\u015bm\u0119, podobnie jak w utworach Xenakisa czy Stockhausena<\/em> &#8211; pisze Reinhold Friedl, pianista Zeitkratzera, w kr\u00f3tkim wst\u0119pie do\u0142\u0105czonym do p\u0142yty. A potem zaskakuje:<em> Praca nad transkrypcj\u0105 by\u0142a \u0142atwa<\/em>. Po pierwsze, mieli do\u015bwiadczenia zwi\u0105zane ze wsp\u00f3\u0142prac\u0105 z Merzbowem (potem tak\u017ce m.in. Whitehouse i Zbigniew Karkowski, ostatnio grali utwory ze Studia Eksperymentalnego Polskiego Radia), po drugie &#8211; ich \u00f3wczesny akordeonista obdarzony by\u0142 tak dobrym s\u0142uchem, \u017ce wy\u0142apywa\u0142 nie tylko d\u017awi\u0119ki, kt\u00f3re Reed gra\u0142 na oryginalnej p\u0142ycie, ale nawet spos\u00f3b strojenia gitary. Kiedy przysz\u0142o do rozmowy z autorem albumu, powiedzia\u0142 im: &#8222;Zagrajcie tak, jak to napisa\u0142em&#8221;. Z\u0142o\u015bliwiec &#8211; w ko\u0144cu nigdy tego nie napisa\u0142. Ale tu podej\u015bcie orkiestrowe ma sens: z pokor\u0105, tak jakby to by\u0142 klasyczny utw\u00f3r filharmoniczny, \u017ceby rzeczywi\u015bcie odda\u0107 intencje kompozytora. Po pierwszej prezentacji scenicznej Lou podobno pop\u0142aka\u0142 si\u0119 ze wzruszenia w garderobie.   <\/p>\n<p>\u0141\u0105cznie historia pracy zespo\u0142u nad materia\u0142em Reeda to dziesi\u0119\u0107 lat. W roku 2007 ukaza\u0142a si\u0119 wersja p\u0142ytowa wsp\u00f3lnego koncertu formacji z Lou Reedem w Berlinie (ju\u017c wyprzedana), ale dopiero ta tegoroczna zawiera czyste odegranie partytury na orkiestr\u0119. To 64 minuty podzielone na cztery niemal r\u00f3wne cz\u0119\u015bci czego\u015b, co wydaje si\u0119 koszmarem szczeg\u00f3lnie dla graj\u0105cych na instrumentach smyczkowych Antona Lukoszevieze i Burkharda Schlothauera, imituj\u0105cych sprz\u0119\u017cenia g\u0119st\u0105 gr\u0105 w zwalnianym lub przyspieszanym rytmie przez wi\u0119ksz\u0105 cz\u0119\u015b\u0107 utworu. To, co dla Lou Reeda, oryginalnie pos\u0142uguj\u0105cego si\u0119 gitar\u0105 elektryczn\u0105, mog\u0142o by\u0107 niedba\u0142ym gestem, tutaj jest niebywale forsownym przedsi\u0119wzi\u0119ciem. Cho\u0107by ta forsowna i monotonna praca wymagana do zbudowania \u015bciany ha\u0142asu, na kt\u00f3rej inne instrumenty (cz\u0119sto waltornia lub puzon) b\u0119d\u0105 mog\u0142y gra\u0107 partie , nazwijmy to, &#8222;prowadz\u0105ce&#8221;, jest ju\u017c pewnym sygna\u0142em, gdzie t\u0119 muzyk\u0119 sklasyfikowa\u0107. Pod tym wzgl\u0119dem blisko &#8222;MMM&#8221; do minimalizmu, cho\u0107 momentami wydaje si\u0119 jego zaprzeczeniem. Przez d\u0142ugie chwile de facto ka\u017cdy instrument w orkiestrze gra parti\u0119 solow\u0105, brzmi to jak wzajemne przekrzykiwanie si\u0119 na konkursie talent\u00f3w, pr\u00f3ba pogodzenia r\u00f3\u017cnych chaotycznych partii w jeden utw\u00f3r, kt\u00f3ra znajduje kulminacj\u0119 w fina\u0142owej cz\u0119\u015bci. Tu nieprzerwany dron smyczk\u00f3w przenosi si\u0119 na ni\u017csze cz\u0119stotliwo\u015bci, a popisowe, niebywale g\u0119ste partie gra perkusista Maurice de Martin. W istocie przecie\u017c Zeitkratzer JEST kompani\u0105 powo\u0142an\u0105 do \u017cycia przez grup\u0119 wirtuoz\u00f3w. Ich wersja &#8222;Metal Machine Music&#8221; jest z ca\u0142\u0105 pewno\u015bci\u0105 bardziej subtelna i dopracowana technicznie, ale te\u017c atrakcyjniejsza ni\u017c orygina\u0142.<\/p>\n<p>Czy Lou Reed nie do\u015b\u0107 dobrze zrealizowa\u0142 w\u0142asn\u0105 koncepcj\u0119? To sprawa drugorz\u0119dna &#8211; nie wiemy do ko\u0144ca, czy j\u0105 mia\u0142, z jakim nastawieniem wchodzi\u0142 do studia. Wa\u017cne, \u017ce orkiestra &#8211; jako grupa do\u015bwiadczonych muzyk\u00f3w, wykszta\u0142conych do wsp\u00f3\u0142pracy na polu pewnych wsp\u00f3lnych warto\u015bci, potrafi czasem zademonstrowa\u0107 rzeczywist\u0105 monumentalno\u015b\u0107 i prawdziw\u0105 wag\u0119 utworu. A w tym wypadku Zeitkratzer &#8211; buduj\u0105c &#8222;Metal Machine Music&#8221; od pocz\u0105tku &#8211; dostrzeg\u0142 w tym programie znacznie wi\u0119cej ni\u017c tylko pojedynczy gest. I pokaza\u0142, \u017ce o ile Metallica nagrywaj\u0105c z orkiestr\u0105 przechodzi w\u0142a\u015bnie do obozu &#8222;tatusia w dyskotece&#8221;, &#8222;MMM&#8221; powinno si\u0119 w tym roku gra\u0107 w ten weekend, gdy ko\u0144czy si\u0119 Sacrum Profanum, a zaczyna Warszawska Jesie\u0144 &#8211; na ca\u0142y regulator.       <\/p>\n<p><a href=\"\/wp-content\/uploads\/2014\/09\/zetkratzer_mmm.jpeg\"><img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" src=\"\/wp-content\/uploads\/2014\/09\/zetkratzer_mmm-150x150.jpeg\" alt=\"zetkratzer_mmm\" width=\"150\" height=\"150\" class=\"alignleft size-thumbnail wp-image-6711\" srcset=\"\/polifonia\/wp-content\/uploads\/2014\/09\/zetkratzer_mmm-150x150.jpeg 150w, \/polifonia\/wp-content\/uploads\/2014\/09\/zetkratzer_mmm-300x297.jpeg 300w, \/polifonia\/wp-content\/uploads\/2014\/09\/zetkratzer_mmm.jpeg 600w\" sizes=\"(max-width: 150px) 100vw, 150px\" \/><\/a><strong>ZEITKRATZER &#8222;Metal Machine Music&#8221;<\/strong><br \/>\nAperto 2014<br \/>\n<strong>Trzeba pos\u0142ucha\u0107:<\/strong> od pocz\u0105tku do ko\u0144ca.   <\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>W praktyce mo\u017ce oczywi\u015bcie mn\u00f3stwo zepsu\u0107. Prosz\u0119 sobie przypomnie\u0107 s\u0142owa Charlesa Hazlewooda ze wst\u0119pu do koncertu Sinfonietty Cracovii ze Squarepusherem: w wydaniu fusion mo\u017ce po prostu s\u0142u\u017cy\u0107 do grania tych d\u0142ugich d\u017awi\u0119k\u00f3w w tle, mo\u017ce si\u0119 prze\u0142\u0105czy\u0107 w tryb &#8222;tata w dyskotece&#8221;, albo wype\u0142ni\u0107 smyczkami cz\u0119\u015b\u0107 intro lub outro, gdy zesp\u00f3\u0142 rockowy wychodzi na papierosa. [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":1,"featured_media":6711,"comment_status":"open","ping_status":"closed","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[12,312,120,7,1660],"tags":[798,511],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/6708"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/users\/1"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=6708"}],"version-history":[{"count":7,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/6708\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":6716,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/6708\/revisions\/6716"}],"wp:featuredmedia":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/media\/6711"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=6708"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=6708"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=6708"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}