
{"id":7185,"date":"2014-12-09T09:15:32","date_gmt":"2014-12-09T08:15:32","guid":{"rendered":"http:\/\/polifonia.blog.polityka.pl\/?p=7185"},"modified":"2014-12-09T10:54:42","modified_gmt":"2014-12-09T09:54:42","slug":"prawie-cala-chwala-na-rece-boga","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/2014\/12\/09\/prawie-cala-chwala-na-rece-boga\/","title":{"rendered":"Prawie ca\u0142a chwa\u0142a dla Boga"},"content":{"rendered":"<p>&#8222;Ca\u0142a chwa\u0142a dla Boga, kt\u00f3remu nale\u017cna jest ca\u0142a chwa\u0142a&#8221;. Ca\u0142a reszta zapisuje si\u0119 na konto <strong>Johna Coltrane&#8217;a<\/strong>, kt\u00f3ry tymi s\u0142owami postanowi\u0142 si\u0119 przywita\u0107 z publiczno\u015bci\u0105. Oraz jego dru\u017cynie, kt\u00f3ra wraz z nim zamkn\u0119\u0142a si\u0119 9 grudnia 1964 roku &#8211; dok\u0142adnie 50 lat temu &#8211; w studiu Rudy&#8217;ego Van Geldera i nagra\u0142a nied\u0142ugi (33 minuty) zestaw czterech utwor\u00f3w tworz\u0105cy rodzaj suity znanej p\u00f3\u017aniej jako album &#8222;A Love Supreme&#8221;, uznawany w rankingach za jedn\u0105 z najwa\u017cniejszych jazzowych p\u0142yt wszech czas\u00f3w. A czasem za jedn\u0105 z najwa\u017cniejszych p\u0142yt w og\u00f3le. Je\u015bli s\u0105 takie chwile, gdy nawet ateista by\u0142by got\u00f3w pomodli\u0107 si\u0119 przed i po, a mo\u017ce i w trakcie, to jest z pewno\u015bci\u0105 jedna z nich. Uniwersalnie pi\u0119kny album, sygnalizuj\u0105cy zarazem pocz\u0105tek wielkiego awangardowego ruchu w jazzie. Zreszt\u0105 &#8222;B\u00f3g&#8221; w rozumieniu Coltrane&#8217;a wydaje si\u0119 oznacza\u0107 uniwersalny byt, Absolut, albo po prostu tytu\u0142ow\u0105 Mi\u0142o\u015b\u0107. <!--more--><\/p>\n<p>Nie by\u0142oby pewnie tej ca\u0142ej dedykacji, gdyby \u017carliwa wiara nie pozwoli\u0142a siedem lat wcze\u015bniej saksofoni\u015bcie wydoby\u0107 si\u0119 z heroinowego na\u0142ogu, w kt\u00f3rym pogr\u0105\u017cy\u0142 si\u0119, graj\u0105c regularnie w zespo\u0142ach r\u00f3\u017cnych lider\u00f3w, m.in. Dizzy Gillespy&#8217;ego, a potem Milesa Davisa. Nie by\u0142oby te\u017c tak pracowitego okresu w dzia\u0142aniach Coltrane&#8217;a jako lidera w\u0142asnych formacji, z kt\u00f3rych w ci\u0105gu kilku zbudowa\u0142 kwartet odpowiedzialny za &#8222;A Love Supreme&#8221; &#8211; sw\u00f3j najwa\u017cniejszy zesp\u00f3\u0142. I w og\u00f3le: zesp\u00f3\u0142, bo jak wspominaj\u0105 obserwatorzy \u00f3wczesnych wydarze\u0144 kwartet Coltrane&#8217;a by\u0142 monolitem w wi\u0119kszym stopniu ni\u017c jakikolwiek inny \u00f3wczesny zesp\u00f3\u0142 jazzowy, muzycy rozumieli si\u0119 w lot. Co wi\u0119cej, wchodzili do studia z ogranym, przygotowanym materia\u0142em, kt\u00f3ry mo\u017cna traktowa\u0107 bardziej jak czterocz\u0119\u015bciowy utw\u00f3r muzyczny w klasycznym uj\u0119ciu ni\u017c typowy zestaw jazzowy. Wskazuje na to og\u00f3lna koncepcja, ale te\u017c detale &#8211; np. spos\u00f3b po\u0142\u0105czenia dw\u00f3ch pierwszych cz\u0119\u015bci poprzez parti\u0119 solow\u0105 kontrabasu. <\/p>\n<p>Energia wynikaj\u0105ca z zespo\u0142owego grania mia\u0142a by\u0107 wizyt\u00f3wk\u0105 stylu Coltrane&#8217;a. O ile poj\u0119cie &#8222;awangardy&#8221; w jazzie rezerwowano dla Mingusa, a s\u0142owo &#8222;free&#8221; dla Colemana (kt\u00f3ry by\u0142 drugim, obok Davisa, mentorem Coltrane&#8217;a), to Coltrane mia\u0142 dla siebie &#8222;New Thing&#8221;, czyli &#8222;now\u0105 rzecz&#8221; &#8211; zauwa\u017ca Ashley Kahn, autor ksi\u0105\u017cki o sesjach &#8222;A Love Supreme&#8221;. Kahn cytuje te\u017c Steve&#8217;a Reicha, kt\u00f3ry o fenomenie gry Coltrane&#8217;a &#8211; zarazem prostej, bluesowej, i skomplikowanej, opowiada\u0142 tak: &#8222;To, co uderza mnie u niego, to fakt, \u017ce jednocze\u015bnie jest najbardziej statycznym w dziedzinie harmonii muzykiem, a jednocze\u015bnie najbardziej harmonicznie eksperymentuj\u0105cym&#8221;. Reich zada\u0142 sobie mianowicie trud spisania na pi\u0119ciolinii wszystkich wersji g\u0142\u00f3wnego tematu &#8222;Acknowledgement&#8221;, kt\u00f3re &#8211; cho\u0107 ca\u0142y czas trzymaj\u0105ce si\u0119 wyj\u015bciowego E-dur &#8211; okaza\u0142y si\u0119 zape\u0142ni\u0107 pe\u0142n\u0105 dwunastotonow\u0105 skal\u0119. <\/p>\n<p>Niesamowite wra\u017cenie do dzi\u015b robi partia Coltrane&#8217;a w fina\u0142owym utworze &#8222;Psalm&#8221;, gdzie lider de facto odgrywa na saksofonie &#8211; sylaba po sylabie &#8211; sw\u00f3j wiersz, a w\u0142a\u015bciwie tytu\u0142owy psalm &#8222;A Love Supreme&#8221;, z powracaj\u0105c\u0105 fraz\u0105 &#8222;Thank you God&#8221;. Tego zamys\u0142u nie znali nawet graj\u0105cy z nim muzycy.<\/p>\n<p><a href=\"\/wp-content\/uploads\/2014\/12\/coltrane_supreme.jpg\"><img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" src=\"\/wp-content\/uploads\/2014\/12\/coltrane_supreme-1024x794.jpg\" alt=\"coltrane_supreme\" width=\"500\" height=\"400\" class=\"aligncenter size-large wp-image-7187\" \/><\/a><br \/>\n<em>Chuck Stewart Courtesy of the Smithsonian&#8217;s National Museum of American History<br \/>\n<\/em><br \/>\nNie mniejsze wra\u017cenie na p\u0142ycie robi\u0142 Elvin Jones &#8211; perkusista, kt\u00f3ry momentami wychodzi z oryginalnego metrum, graj\u0105c g\u0119st\u0105 parti\u0119 w latynoskim stylu, w kt\u00f3rej oryginalny rytm podtrzymuje nieprzerwanie w\u0142a\u015bciwie tylko talerz. Opozycj\u0119 mi\u0119dzy partiami perkusji i saksofonu lidera podkre\u015bla nagranie Van Geldera, kt\u00f3ry umie\u015bci\u0142 ich w stereofonicznej panoramie skrajnie: po lewej (Coltrane) i prawej (Jones) stronie, \u015brodek rezerwuj\u0105c dla kontrabasisty Jimmy&#8217;ego Garrisona i pianisty McCoya Tynera. Ca\u0142o\u015b\u0107 nagrywa\u0142 tylko na dwa mikrofony, ograniczaj\u0105c p\u00f3\u017aniejsze mo\u017cliwo\u015bci miksowania. Muzycy cenili zreszt\u0105 Van Geldera w\u0142a\u015bnie za koncentracj\u0119 na odtworzeniu naturalnych, &#8222;koncertowych&#8221; warunk\u00f3w, eksponowanie brzmienia muzyk\u00f3w, bez wi\u0119kszych ingerencji. Zrealizowane w tak prosty spos\u00f3b &#8222;A Love Supreme&#8221; zachowa\u0142o sw\u00f3j surowy urok do dzi\u015b. By\u0107 mo\u017ce to surowe podej\u015bcie sprawi\u0142o, \u017ce gdy wiele lat p\u00f3\u017aniej, gdy Japo\u0144czycy poprosili go o remastering dla potrzeb specjalnej serii Rudy Van Gelder Edition p\u0142yt z wytw\u00f3rni Blue Note, przyj\u0119to je z kontrowersjami (krytycy utrzymywali, \u017ce po prostu niewiele w nich zmieni\u0142).<\/p>\n<p>W ka\u017cdym razie Van Gelder do dzi\u015b pozostaje wzorem produkcji muzycznej dla wielu os\u00f3b, m.in. dla Donalda Fagena, kt\u00f3ry uwa\u017ca, \u017ce warunki, jakie oferowa\u0142 &#8211; z bardzo ograniczonym pog\u0142osem i ekspozycj\u0105 &#8222;\u017cywego&#8221; brzmienia &#8211; to wz\u00f3r nagrywania jazzu. Wierno\u015b\u0107 wzorcowi oznacza\u0142a pewn\u0105 dyscyplin\u0119: w studiu nie wolno by\u0142o pi\u0107 ani je\u015b\u0107, w re\u017cyserce pali\u0107, sprz\u0119ty przestawia\u0142 sam in\u017cynier, kt\u00f3ry zak\u0142ada\u0142 r\u0119kawice, by przestawia\u0107 mikrofony &#8211; w czasie sesji &#8222;A Love Supreme&#8221; prawdopodobnie swoje ulubione telefunkeny, cho\u0107 zdejmowa\u0142 lub zdrapywa\u0142 oznaczenia ze sprz\u0119tu, kt\u00f3rego u\u017cywa\u0142, \u017ceby kto\u015b inny nie odtworzy\u0142 za chwil\u0119 Van Gelder Studio 1:1. Uwa\u017cany w latach 50. i 60. za jednego z najlepszych in\u017cynier\u00f3w d\u017awi\u0119ku realizuj\u0105cych nagrania jazzowe Van Gelder przez lata na co dzie\u0144 zajmowa\u0142 si\u0119 optometri\u0105, sesje nagrywa\u0142 wieczorami, przyjmuj\u0105c w swoim studiu najwybitniejszych muzyk\u00f3w epoki. P\u0142yty Coltrane&#8217;a nagrywa\u0142 ju\u017c po rzuceniu dziennej pracy. Podobno przy okazji &#8222;A Love Supreme&#8221; zadba\u0142 o szczeg\u00f3ln\u0105 atmosfer\u0119, przygaszaj\u0105c \u015bwiat\u0142a. Nagrania odbywa\u0142y si\u0119 wieczorem, bo (tu zn\u00f3w powo\u0142am si\u0119 na s\u0142owa Van Geldera u Kahna) z Coltrane&#8217;em zwykle przekracza\u0142o si\u0119 bud\u017cet, wytw\u00f3rnia bywa\u0142a niezadowolona, wi\u0119c lepiej by\u0142o bez d\u0142u\u017cszej zw\u0142oki nagrywa\u0107, a nast\u0119pnego ranka zamkn\u0105\u0107 usta szefom firmy p\u0142ytowej doskona\u0142ym materia\u0142em. 9 grudnia Coltrane wszed\u0142 wi\u0119c do studia Van Geldera o \u00f3smej wieczorem, a sko\u0144czy\u0142 w okolicach p\u00f3\u0142nocy, z czterema utworami na ta\u015bmie (na &#8222;A Love Supreme&#8221; zu\u017cyto \u0142\u0105cznie nieca\u0142\u0105 godzin\u0119 ta\u015bmy, John Coltrane jako lider otrzyma\u0142 za nagranie 284 dolary 66 cent\u00f3w). Mo\u017cna wi\u0119c powiedzie\u0107, \u017ce &#8211; z pomoc\u0105 bosk\u0105, czy nie &#8211; po prostu weszli do studia i zrobili swoje. Gdy album si\u0119 ukaza\u0142, by\u0142 na tyle urokliwy, intryguj\u0105cy i nowatorski, a zarazem przyst\u0119pny, by zas\u0142uchiwali si\u0119 w nim tak\u017ce odbiorcy spoza jazzowego \u015brodowiska, w tym hipisi eksperymentuj\u0105cy z LSD i szukaj\u0105cy mo\u017cliwie uniwersalnego pokojowego i wolno\u015bciowego przes\u0142ania. Moje osobiste do\u015bwiadczenia z t\u0105 p\u0142yt\u0105, kt\u00f3r\u0105 pozna\u0142em jeszcze jako s\u0142uchacz muzyki rockowej, wyra\u017anie \u015bwiadcz\u0105 o tym, \u017ce &#8222;A Love Supreme&#8221; jest takim mi\u0119dzygatunkowym albumem-portalem. <\/p>\n<p>Opisy ta\u015bm studyjnych m\u00f3wi\u0105 z kolei wyra\u017anie: 10 grudnia 1964, gdy b\u00f3g saksofonu wykona\u0142 ju\u017c zasadnicz\u0105 cz\u0119\u015b\u0107 planu i wr\u00f3ci\u0142, by zarejestrowa\u0107 sekstetow\u0105 (z udzia\u0142em Archiego Sheppa &#8211; jest na wsp\u00f3\u0142czesnej wersji deluxe) wersj\u0119 &#8222;Acknowledgement&#8221;, dogrywa\u0142 tak\u017ce dodatkowe partie wokalne, najwyra\u017aniej swoje w\u0142asne. To charakterystyczne, zwielokrotnione &#8222;A Love Supreme&#8221;. Potem twierdzi\u0142, \u017ce ca\u0142o\u015b\u0107 nagrywana by\u0142a na setk\u0119. Tak\u017ce realizuj\u0105cy sesje Rudy Van Gelder utrzymywa\u0142, \u017ce nie przypomina sobie, by dogrywali jakie\u015b g\u0142osy. Wi\u0119c jednak ma\u0142y grzeszek podczas wykonywania boskiego planu? Pewnie odpu\u015bci\u0142bym i wi\u0119cej, gdybym by\u0142 panem Bogiem. Ale nie trzeba by\u0107 panem Bogiem, \u017ceby cieszy\u0107 si\u0119 z tego, co wysz\u0142o z ca\u0142ej tej dedykacji. <\/p>\n<p><a href=\"\/wp-content\/uploads\/2014\/12\/john_coltrane_a_love_supreme.jpg\"><img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" src=\"\/wp-content\/uploads\/2014\/12\/john_coltrane_a_love_supreme-150x150.jpg\" alt=\"john_coltrane_a_love_supreme\" width=\"150\" height=\"150\" class=\"alignleft size-thumbnail wp-image-7189\" \/><\/a><strong>JOHN COLTRANE &#8222;A Love Supreme&#8221;<\/strong><br \/>\nImpulse! 1964<br \/>\n<strong>10\/10<\/strong><\/p>\n<p><iframe loading=\"lazy\" width=\"500\" height=\"280\" src=\"\/\/www.youtube.com\/embed\/_qt435yF2Qg\" frameborder=\"0\" allowfullscreen><\/iframe><\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>&#8222;Ca\u0142a chwa\u0142a dla Boga, kt\u00f3remu nale\u017cna jest ca\u0142a chwa\u0142a&#8221;. Ca\u0142a reszta zapisuje si\u0119 na konto Johna Coltrane&#8217;a, kt\u00f3ry tymi s\u0142owami postanowi\u0142 si\u0119 przywita\u0107 z publiczno\u015bci\u0105. Oraz jego dru\u017cynie, kt\u00f3ra wraz z nim zamkn\u0119\u0142a si\u0119 9 grudnia 1964 roku &#8211; dok\u0142adnie 50 lat temu &#8211; w studiu Rudy&#8217;ego Van Geldera i nagra\u0142a nied\u0142ugi (33 minuty) zestaw [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":1,"featured_media":7189,"comment_status":"open","ping_status":"closed","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[22,3,312,120,7,1660],"tags":[1904,1903,1901,1902,1905],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/7185"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/users\/1"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=7185"}],"version-history":[{"count":9,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/7185\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":7196,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/7185\/revisions\/7196"}],"wp:featuredmedia":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/media\/7189"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=7185"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=7185"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=7185"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}