
{"id":7658,"date":"2015-03-27T09:49:46","date_gmt":"2015-03-27T08:49:46","guid":{"rendered":"http:\/\/polifonia.blog.polityka.pl\/?p=7658"},"modified":"2015-03-29T18:33:15","modified_gmt":"2015-03-29T16:33:15","slug":"gdy-czarni-ukradli-bialym-koncept","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/2015\/03\/27\/gdy-czarni-ukradli-bialym-koncept\/","title":{"rendered":"Gdy Czarni ukradli Bia\u0142ym koncept&#8230;*"},"content":{"rendered":"<p>Je\u015bli nie pami\u0119tacie dobrze historii concept albumu, to ch\u0119tnie pomog\u0119, cho\u0107by jako wieloletni fan rocka progresywnego. Chodzi o tak\u0105 p\u0142yt\u0119, na kt\u00f3rej poszczeg\u00f3lne utwory opowiadaj\u0105 w miar\u0119 sp\u00f3jn\u0105 histori\u0119 b\u0105d\u017a uk\u0142adaj\u0105 si\u0119 w tematyczny cykl. Czasem &#8211; jak u klasyk\u00f3w z The Moody Blues (&#8222;Days of Future Passed&#8221; opowiadaj\u0105cy zwyk\u0142y dzie\u0144 zwyk\u0142ego wsp\u00f3\u0142czesnego cz\u0142owieka) &#8211; bywaj\u0105 do\u015b\u0107 prost\u0105 opowie\u015bci\u0105 o linearnym charakterze. Bardzo cz\u0119sto &#8211; jak w wypadku r\u00f3\u017cnych klasyk\u00f3w gatunku (&#8222;Sgt. Pepper&#8230;&#8221;, &#8222;Dark Side of the Moon&#8221;) dzia\u0142aj\u0105 na kilku poziomach &#8211; mo\u017cna czyta\u0107 na wyrywki, mo\u017cna doszukiwa\u0107 si\u0119 w ca\u0142o\u015bci drugiego dna. Bywaj\u0105 jednocze\u015bnie wystaw\u0105 r\u00f3\u017cnych technik, kt\u00f3re dany gatunek ma do dyspozycji. Popisem. Zazwyczaj najambitniejszym osi\u0105gni\u0119ciem. Odpowiednio niedopowiedziane, mog\u0105 si\u0119 sta\u0107 \u017ar\u00f3d\u0142em interpretacji na lata. Concept album, czy to si\u0119 komu\u015b podoba, czy nie, by\u0142 szczytem mo\u017cliwo\u015bci kultury muzyki rozrywkowej w dziedzinie formy. I podobno \u017cyjemy ju\u017c po czasach p\u0142yty d\u0142ugograj\u0105cej, w epoce streamingu, wi\u0119c album koncepcyjny powinien by\u0107 zarazem anachronizmem. Tymczasem \u015bwie\u017ca zdobywczyni streamowego rekordu (9,6 mln ods\u0142uch\u00f3w w ci\u0105gu jednej doby) p\u0142yta <strong>Kendricka Lamara<\/strong> kompletnie tej (czarnej) wizji przeczy. Pewnie du\u017co dobrego o tym albumie ju\u017c czytali\u015bcie. Dodam tylko, \u017ce to, bez wielkiej przesady, afroameryka\u0144ski &#8222;Sgt. Pepper&#8221;. <!--more--><\/p>\n<p>27-letni Lamar, chwalony ju\u017c za poprzednie nagrania, na \u017cywo na Open&#8217;erze wydawa\u0142 mi si\u0119 typowym m\u0142odym raperem, rozdartym mi\u0119dzy pretensj\u0105 do s\u0142awy a wizerunkiem zwyk\u0142ego go\u015bcia. W studiu za ka\u017cdym razem wzbudza jednak wi\u0119kszy respekt, bo okazuje si\u0119, \u017ce o takim wizerunku potrafi opowiada\u0107. Stworzy\u0142 histori\u0119 z\u0142o\u017con\u0105, opowiadan\u0105 na kilku planach. Po pierwsze o sobie, po drugie &#8211; wprowadzaj\u0105c do historii (zabieg dla hip-hopu naturalny) r\u00f3\u017cnych bohater\u00f3w i wcielaj\u0105c si\u0119 w nich samemu, albo rozdaj\u0105c role go\u015bciom &#8211; po trzecie wreszcie &#8211; snuj\u0105c opowie\u015b\u0107 o czarnej rasie. Spina j\u0105 klamr\u0105 z jednej strony dialog z &#8222;For Free?&#8221; &#8211; &#8222;This dick ain&#8217;t free&#8221; &#8211; gdzie Lamar prezentuje, do\u015b\u0107 stereotypowo, ale dobitnie, stosunek Bia\u0142ych i Czarnych jak transakcj\u0119 seksualn\u0105, w kt\u00f3rej Czarni (m\u0119\u017cczyzna) musz\u0105 p\u0142aci\u0107 za seks, a Biali (kobieta) maj\u0105 go za darmo. A ko\u0144czy monolog z fina\u0142u, gdzie Lamar, niczym nowy Malcolm X, twierdzi: &#8222;I freed you from being a slave in your own mind&#8221;. Beatlesowski &#8222;Sier\u017cant Pieprz&#8221; piecz\u0119towa\u0142 rewolucj\u0119 psychodeliczn\u0105, mo\u017ce &#8222;To Pimp a Butterfly&#8221; niejako piecz\u0119tuje stan rasowej r\u00f3wnowagi w USA? <\/p>\n<p>Instytucj\u0119 &#8222;czarnego mesjasza&#8221;, kt\u00f3r\u0105 pr\u00f3bowali namaca\u0107 ostatnio Kanye West na niezno\u015bnej p\u0142ycie &#8222;Yeezus&#8221;, a potem D&#8217;Angelo na du\u017co bardziej udanym &#8222;Black Messiah&#8221;, Lamar przedstawia &#8211; wcieleniowo &#8211; w spos\u00f3b najbardziej klarowny i mocny zarazem. Mo\u017cna raz przes\u0142ucha\u0107 p\u0142yt\u0119 i wyj\u015b\u0107 z podstawowym zestawem informacji, mo\u017cna te\u017c nurkowa\u0107 w znaczeniach, pocz\u0105wszy od portretu zbiorowego na ok\u0142adce (mnie skojarzy\u0142 si\u0119 natychmiast ze zbiorowym portretem z &#8222;Sier\u017canta Pieprza&#8221;, tyle \u017ce z\u0142o\u017cony jest z os\u00f3b zwi\u0105zanych z wytw\u00f3rni\u0105 Top Dawg, zamiast wielkich i s\u0142awnych, dobrych i z\u0142ych bohater\u00f3w Lennona i sp\u00f3\u0142ki), a ko\u0144cz\u0105c na symbolice postaci &#8211; powracaj\u0105cych tu Uncle Sama i Lucy &#8211; kobiety, w kt\u00f3rej cz\u0119\u015b\u0107 s\u0142uchaczy snuj\u0105cych swoje interpretacje ju\u017c teraz chce s\u0142ysze\u0107 Lucyfera. Sk\u0105din\u0105d &#8211; jest tu niejeden mizoginiczny gest (cho\u0107 KL znany jest z liberalnej jak na hip-hop postawy i w miar\u0119 \u015bmia\u0142ych wypowiedzi, cho\u0107by zasygnalizowanej tolerancji dla gejowskich ma\u0142\u017ce\u0144stw), ale na poziomie j\u0119zyka to album do\u015b\u0107 grzeczny, dost\u0119pny tej cz\u0119\u015bci publiczno\u015bci, kt\u00f3ra nie chce si\u0119 przebija\u0107 przez zau\u0142ki raperskich beef\u00f3w. Je\u015bli ju\u017c Lamar rzuca mi\u0119sem, robi to z lekko\u015bci\u0105 tytu\u0142owego motyla. I wierz\u0119 w tym momencie, \u017ce to licentia poetica. W kilku momentach ods\u0142ania emocjonalne podbrzusze. No i wreszcie wydaje si\u0119 w tekstach &#8211; cho\u0107by i nieco pogmatwanych &#8211; otwarty na poza\u015brodowiskowego odbiorc\u0119. <\/p>\n<p>Kalifornijskie Compton &#8211; wa\u017cne miejsce dla ameryka\u0144skiego hip-hopu, zmitologizowane w r\u00f3\u017cnych tekstach i przez samego KL &#8211; pojawia si\u0119 tu jako metaforyczny kokon, niczym &#8222;Cuckoo Cocoon&#8221; w wypadku bohatera &#8222;The Lamb Lies Down on a Broadway&#8221; Genesis. Figura samego Lamara, kuszonego s\u0142aw\u0105, wyprowadzanego na manowce, doprowadzonego na skraj samob\u00f3jstwa, to z kolei posta\u0107 rodem z Floydowskiego &#8222;The Wall&#8221; (zreszt\u0105 przez ca\u0142y album przewija si\u0119 w\u0105tek str\u0119czenia czarnych gwiazd przez show biznes &#8211; robienia z nich nowych Wesley\u00f3w Snipes\u00f3w). Smutny &#8222;How Much a Dollar Cost&#8221; gra fraz\u0105 jak z &#8222;Kid A&#8221; [<strong>UPDATE:<\/strong> Fejsbuk zwraca uwag\u0119, \u017ce bardziej &#8222;Pyramid Song&#8221;, zatem &#8211; przyznaj\u0119 &#8211; &#8222;Amnesiac&#8221;]. Mo\u017cna tak snu\u0107 dalsze skojarzenia &#8211; jak\u0105kolwiek miark\u0119 przy\u0142o\u017cymy do tego albumu, wychodzi wielki concept album czarnej Ameryki. Ju\u017c nie &#8222;Space is the Place&#8221; ani &#8222;Mothership Connection&#8221;, jeste\u015bmy daleko od mitologii Sun Ra czy kosmicznego i superbohaterskiego P-funku. Cho\u0107 muzycznie oba te motywy okazuj\u0105 si\u0119 bardzo istotne. Nie tylko za spraw\u0105 go\u015bcinnego udzia\u0142u George&#8217;a Clintona, na ca\u0142ym albumie &#8211; bardzo r\u00f3\u017cnorodnym muzycznie (od Flying Lotusa po Dr. Dre) &#8211; cz\u0119sto pojawia si\u0119 lekka, funkowa rytmika. Wa\u017cne s\u0105 te\u017c nalecia\u0142o\u015bci jazzowe. Ju\u017c &#8222;For Free?&#8221; przynosi wej\u015bcie saksofonu kojarz\u0105ce si\u0119 wr\u0119cz z muzyk\u0105 Matany Roberts. To z\u0142udzenie, przypominaj\u0105ce na moment, jak blisko siebie s\u0105 te dwa \u015bwiaty. Na saksofonie gra tu znakomicie Kamasi Washington, a jazzow\u0105 praktyk\u0119 &#8211; niesamplow\u0105, precyzyjn\u0105, \u017cyw\u0105 &#8211; wnosz\u0105 dodatkowo basista Thundercat, jak i tr\u0119bacz Ambrose Akinmusire. Ta transformacja, kt\u00f3r\u0105 przechodzi Kendrick Lamar na &#8222;To Pimp a Butterfly&#8221; &#8211; od mocnych, tradycyjnie hiphopowych beat\u00f3w do a\u017curowej konstrukcji czerpi\u0105cej z r\u00f3\u017cnych nurt\u00f3w &#8211; by\u0107 mo\u017ce zawiedzie cz\u0119\u015b\u0107 jego s\u0142uchaczy. Mnie oczarowa\u0142a i usatysfakcjonowa\u0142a bardziej jeszcze ni\u017c aran\u017cacje na p\u0142ycie D&#8217;Angelo. Owszem, s\u0105 sample &#8211; najwi\u0119cej cytat\u00f3w bodaj w &#8222;King Kunta&#8221;. Przywo\u0142any zostaje James Brown, jest te\u017c Fela Kuti w fina\u0142owym &#8222;Mortal Man&#8221;, ale to nie te urywki decyduj\u0105 o sile albumu. Kendrick ma totalne panowanie nad du\u017c\u0105 form\u0105 i bardzo &#8222;bia\u0142\u0105&#8221; niegdy\u015b muzyczn\u0105 tradycj\u0119 concept albumu (podchwytywan\u0105 ostatnio co i rusz w udany spos\u00f3b &#8211; cho\u0107by przez Janelle Monae) doprowadzi\u0142 tu do perfekcji.<\/p>\n<p>Wygl\u0105da na to, \u017ce tegorocznym Swans &#8211; p\u0142yt\u0105 powszechnej zgody krytyki muzycznej &#8211; w tym roku sta\u0142 si\u0119 album Lamara. Inaczej ni\u017c w tamtym wypadku, b\u0119dzie to r\u00f3wnie\u017c zapewne p\u0142yta do\u015b\u0107 powszechnej zgody s\u0142uchaczy. To d\u0142ugi album, kt\u00f3ry wymaga czasu, ale nie mam najmniejszych w\u0105tpliwo\u015bci, \u017ce z perspektywy lat b\u0119dzie oceniany jako jeden z najwybitniejszych, jaki afroameryka\u0144ska muzyka mia\u0142a do zaoferowania. A by\u0107 mo\u017ce jeden z tych, kt\u00f3re podzia\u0142 na czarn\u0105 i bia\u0142\u0105 kultur\u0119 uczyni\u0105 bezsensownym. W ka\u017cdym razie przyk\u0142adanie do niego hiphopowej miarki to absurd, w ca\u0142ej swoje z\u0142o\u017cono\u015bci album Lamara jest natchnion\u0105 ca\u0142o\u015bci\u0105 nale\u017c\u0105c\u0105 do kr\u00f3lestwa wielkich album\u00f3w, kt\u00f3re nie potrzebuj\u0105 etykietek. Nie wiem, czy moim ulubionym, bo cz\u0119\u015b\u0107 fina\u0142owego monologu do mnie ju\u017c nie przemawia, ale nie bardzo widz\u0119 sens innej oceny. Zreszt\u0105 kilka powy\u017cszych akapit\u00f3w na jego temat to dopiero prolog do wst\u0119pu do za\u0142o\u017ce\u0144. <\/p>\n<p><strong>KENDRICK LAMAR<em> To Pimp a Butterfly<\/em><\/strong>, Top Dawg 2015, <strong>10\/10<\/strong><\/p>\n<p><a href=\"\/wp-content\/uploads\/2015\/03\/kendrick_lamar_big.png\"><img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" src=\"\/wp-content\/uploads\/2015\/03\/kendrick_lamar_big.png\" alt=\"kendrick_lamar_big\" width=\"500\" height=\"500\" class=\"aligncenter size-full wp-image-7676\" srcset=\"\/polifonia\/wp-content\/uploads\/2015\/03\/kendrick_lamar_big.png 768w, \/polifonia\/wp-content\/uploads\/2015\/03\/kendrick_lamar_big-150x150.png 150w, \/polifonia\/wp-content\/uploads\/2015\/03\/kendrick_lamar_big-300x300.png 300w\" sizes=\"(max-width: 500px) 100vw, 500px\" \/><\/a><\/p>\n<p>* Poniewa\u017c sam fakt kradzie\u017cy konceptu wywo\u0142a\u0142 komentarze w\u015br\u00f3d moich znajomych, kt\u00f3rzy dobrze histori\u0119 muzyki znaj\u0105, dodam tylko, \u017ce nie u\u017cywam tego w znaczeniu &#8222;Sta\u015b ukrad\u0142 resoraka&#8221;, tylko bardziej &#8222;Sta\u015b przej\u0105\u0142 kontrol\u0119 nad koncepcj\u0105 zabawy w resoraki i o\u015bmieszy\u0142 tym samym szkoln\u0105 konkurencj\u0119&#8221;. Tak jak pisz\u0119 w tek\u015bcie: czarne concept albumy by\u0142y, ale g\u0142o\u015bniejsze &#8211; cho\u0107by i u nas &#8211; by\u0142y te klasyczno-rockowe. Teraz te pierwsze nie maj\u0105 konkurencji.<\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Je\u015bli nie pami\u0119tacie dobrze historii concept albumu, to ch\u0119tnie pomog\u0119, cho\u0107by jako wieloletni fan rocka progresywnego. Chodzi o tak\u0105 p\u0142yt\u0119, na kt\u00f3rej poszczeg\u00f3lne utwory opowiadaj\u0105 w miar\u0119 sp\u00f3jn\u0105 histori\u0119 b\u0105d\u017a uk\u0142adaj\u0105 si\u0119 w tematyczny cykl. Czasem &#8211; jak u klasyk\u00f3w z The Moody Blues (&#8222;Days of Future Passed&#8221; opowiadaj\u0105cy zwyk\u0142y dzie\u0144 zwyk\u0142ego wsp\u00f3\u0142czesnego cz\u0142owieka) &#8211; [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":1,"featured_media":7667,"comment_status":"open","ping_status":"closed","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[22,1,1923],"tags":[1219],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/7658"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/users\/1"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=7658"}],"version-history":[{"count":23,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/7658\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":7684,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/7658\/revisions\/7684"}],"wp:featuredmedia":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/media\/7667"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=7658"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=7658"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=7658"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}