
{"id":7994,"date":"2015-06-03T09:24:23","date_gmt":"2015-06-03T07:24:23","guid":{"rendered":"http:\/\/polifonia.blog.polityka.pl\/?p=7994"},"modified":"2015-06-03T10:08:30","modified_gmt":"2015-06-03T08:08:30","slug":"skoro-mowia-i-pisza-epickie-oto-definicja","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/2015\/06\/03\/skoro-mowia-i-pisza-epickie-oto-definicja\/","title":{"rendered":"Skoro m\u00f3wi\u0105 i pisz\u0105 \u201eepickie&#8221;, oto definicja"},"content":{"rendered":"<p>Gdyby <strong>Kamasi Washington<\/strong> grywa\u0142 po ko\u015bcio\u0142ach, cz\u0119\u015bciej bym tam zagl\u0105da\u0142. To ten rodzaj jazzowego uduchowienia, rodem z ko\u0144c\u00f3wki lat 60., po kt\u00f3ry poszed\u0142bym zreszt\u0105 w ogie\u0144. Gdybym dzi\u015b us\u0142ysza\u0142, \u017ce ten pot\u0119\u017cny, trzyp\u0142ytowy album z momentami nawet 30-osobowym sk\u0142adem i &#8211; jak s\u0105dz\u0119 &#8211; wysokim bud\u017cetem sfinansowali scjentolodzy albo iluminaci, te\u017c nie przesta\u0142by mnie fascynowa\u0107. Bo niesie oczywiste nawi\u0105zania do z\u0142otej ery spiritual jazzu, czyli post-coltrane&#8217;owskiego gatunku stworzonego w Ameryce na gruncie hipisowskiej, ale te\u017c politycznej\/rasowej rewolucji, a przy okazji pr\u00f3b splecenia w jednym wielu afroameryka\u0144skich nurt\u00f3w, z bluesem i gospel na czele. Czyli Alice Coltrane, Phaorah Sanders, Philip Cohran&#8230; tyle \u017ce s\u0142uchani z perspektywy XXI wieku i \u015brodowiska, kt\u00f3re spotyka si\u0119 na przyk\u0142ad na albumach Flying Lotusa. Oto 34-letni saksofonista z Los Angeles, ten sam, kt\u00f3rego niedawno oklaskiwa\u0142em jako sidemana na p\u0142ycie Kendricka Lamara, zrobi\u0142 nie lada niespodziank\u0119: jako solowy debiut przygotowa\u0142 zestaw &#8211; bagatelka &#8211; 180-minutowy. W podr\u00f3\u017c po afro-tradycji Washington wyp\u0142yn\u0105\u0142 nie skromn\u0105 autorsk\u0105 \u0142ajb\u0105, jak Matana Roberts, ale ca\u0142\u0105 flotyll\u0105 okr\u0119t\u00f3w, zabieraj\u0105c przy okazji na pok\u0142ad pewnie z po\u0142ow\u0119 najmocniejszych kalifornijskich instrumentalist\u00f3w swojego pokolenia dorastaj\u0105cych tu na po\u017cywce z hipisowskich legend rodzic\u00f3w, hiphopowych marze\u0144 koleg\u00f3w i dora\u017anych fuch w \u015bwiatowym centrum przemys\u0142u rozrywkowego.<!--more--><\/p>\n<p>Otworzy\u0142em ksi\u0105\u017ceczk\u0119: o, teksty! Ale nie, to nie by\u0142y teksty wokalnych utwor\u00f3w z &#8222;The Epic&#8221;. To by\u0142y sk\u0142ady graj\u0105ce w poszczeg\u00f3lnych utworach. Zreszt\u0105 \u017cartuj\u0119 &#8211; nim zd\u0105\u017cy\u0142em zajrze\u0107, s\u0142ysza\u0142em ju\u017c przecie\u017c pot\u0119\u017cn\u0105 orkiestr\u0119 z sekcj\u0105 d\u0119t\u0105, smyczkow\u0105 i ch\u00f3rem. I temat kapitalnej, otwieraj\u0105cej ca\u0142o\u015b\u0107 kompozycji &#8222;Change of the Guard&#8221; samego lidera, kt\u00f3ry na ca\u0142ej pierwszej p\u0142ycie zestawu szczeg\u00f3lnie mocno b\u0142yszczy w\u0142a\u015bnie jako autor repertuaru. Tu dominuj\u0105 w\u0142a\u015bnie owe masywne formy, uderzaj\u0105ce si\u0142\u0105 bigbandowego grania i pozytywn\u0105 energi\u0105, cho\u0107 na ca\u0142ym albumie znajdziemy te\u017c utwory o du\u017co l\u017cejszym charakterze (cho\u0107by &#8222;Leroy and Lanisha&#8221; na drugiej p\u0142ycie zestawu). Nie wystarczy\u0142oby do ich kr\u00f3tkiego streszczenia miejsca w ksi\u0105\u017ceczce, charakterystyka zaj\u0119\u0142aby opas\u0142y tom. Ale nie by\u0142aby to kr\u00f3tka historia awangardy, tylko prostej, przyst\u0119pnej muzyki czarnych korzeni, kt\u00f3ra w chwilach instrumentalnego chaosu widzi nie destrukcj\u0119, tylko uwznio\u015blenie.  <\/p>\n<p>Oddzielny tom mo\u017cna by napisa\u0107 o samych sekcjach rytmicznych na albumie &#8222;The Epic&#8221;. A jest tu kilka ich kombinacji &#8211; od czysto akustycznej, poprzez mieszan\u0105\/\u0142\u0105czon\u0105, po elektryczn\u0105. Fenomenalnie, bardzo agresywnie, ekspresyjnie gra na kontrabasie Miles Mosley w duecie z kre\u015bl\u0105cym precyzyjne, nieco latynoskie groove&#8217;y Tonym Austinem. Dublerami s\u0105 graj\u0105cy na elektrycznym basie Stephen Bruner (fanom wytw\u00f3rni Brainfeeder znany lepiej jako Thundercat) z charakterystycznymi funkowymi przyspieszeniami oraz szalony &#8222;popisuj\u0119 si\u0119 nawet w balladach&#8221; Ronald &#8222;nie wiedzia\u0142em, \u017ce Thundercat ma brata&#8221; Bruner. Ten ostatni muzyk, &#8222;gra\u0142em ze wszystkim od Wayne&#8217;a Shortera po Suicidal Tendencies&#8221;, u\u015bwiadomi\u0142 mi, jak wielu instrumentalist\u00f3w z tej generacji nie zauwa\u017ca\u0142em przez lata, nies\u0142usznie traktuj\u0105c ich jako postacie drugiego planu. Ten oddzielny tom o sekcji rytmicznej opowiada\u0142by wi\u0119c o grupie \u015bwietnych sideman\u00f3w z Zachodniego Wybrze\u017ca, muzyk\u00f3w m\u0142odszej generacji, kt\u00f3rzy zd\u0105\u017cyli zagra\u0107 setki sesji z najwi\u0119kszymi nazwiskami ameryka\u0144skiego popu, zanim wybili si\u0119 na niepodleg\u0142o\u015b\u0107. Zreszt\u0105 pod tym wzgl\u0119dem najlepszym bohaterem by\u0142by sam g\u0142\u00f3wny bohater tej historii. <\/p>\n<p>Ten ostatni bryluje tu nie tylko jako wszechstronny saksofonista, prowadz\u0105c zesp\u00f3\u0142 w przyst\u0119pnych tematach, ale gra pi\u0119kne sola w stylu Coltrane&#8217;a i Colemana. Ale to nie jest ani najbardziej rewolucyjna, ani najbardziej ol\u015bniewaj\u0105ca strona jego pracy nad &#8222;The Epic&#8221;. Kamasi Washington popisuje si\u0119 tu w pierwszej kolejno\u015bci jako aran\u017cer smyczkowych partii, kt\u00f3re &#8211; zn\u00f3w bardzo retro w duchu &#8211; uskrzydlaj\u0105 te saksofonowe sola, wpadaj\u0105c momentami w stylistyk\u0119 symfoniki z funkowych soundtrack\u00f3w filmowych. A w po\u0142\u0105czeniu z harmonicznymi modulacjami ch\u00f3ru (z utytu\u0142owanym Dwightem Trible, wsp\u00f3\u0142pracownikiem Pharoah Sandersa na czele) daj\u0105 to orkiestrow\u0105 \u015bcian\u0119 d\u017awi\u0119ku, kt\u00f3ra zabrzmi jak \u015bwi\u0119ty Graal nie tylko wielbicieli spiritual jazzu Alice Coltrane, ale te\u017c na przyk\u0142ad fan\u00f3w eksperymentuj\u0105cej na obrze\u017cach jazzowej wokalistyki grupy Magma. Poza tym utwory na &#8222;The Epic&#8221; to d\u0142ugie formy, nad kt\u00f3rymi Washington panuje pod wzgl\u0119dem dramaturgii. Prawd\u0119 m\u00f3wi\u0105c, robi to troch\u0119 po Hitchcockowsku &#8211; rzuca si\u0119 z miejsca w \u015bcian\u0119 orkiestrowego d\u017awi\u0119ku, albo od razu idzie w wysokie tempo, utrzymuj\u0105c jednak w wi\u0119kszo\u015bci fragment\u00f3w uwag\u0119 s\u0142uchacza do samego ko\u0144ca. Karmi\u0105c j\u0105 po drodze niczym dobrzy scenarzy\u015bci z Fabryki Sn\u00f3w &#8211; zawsze co\u015b si\u0119 dzieje, przyci\u0105gnie nasz\u0105 uwag\u0119 kt\u00f3ry\u015b z w\u0105tk\u00f3w, albo jaki\u015b szczeg\u00f3\u0142. Zesp\u00f3\u0142 nie wchodzi na taki pu\u0142ap nat\u0119\u017cenia, z jakim mamy do czynienia przy okazji nagra\u0144 Fire! Orchestra, ale z drugiej strony &#8211; prezentuje o wiele szersz\u0105 palet\u0119 tego, co jeszcze si\u0119 w jazzie liczy.<\/p>\n<p><iframe loading=\"lazy\" width=\"100%\" height=\"450\" scrolling=\"no\" frameborder=\"no\" src=\"https:\/\/w.soundcloud.com\/player\/?url=https%3A\/\/api.soundcloud.com\/tracks\/199843476&amp;auto_play=false&amp;hide_related=false&amp;show_comments=true&amp;show_user=true&amp;show_reposts=false&amp;visual=true\"><\/iframe><\/p>\n<p>S\u0142abe punkty? To za d\u0142uga p\u0142yta, by ich nie mie\u0107. Samych przestoj\u00f3w nie da si\u0119 unikn\u0105\u0107 przy tak bezczelnie dobranych gabarytach debiutu. Pewnie by\u0142bym w stanie zaproponowa\u0107 Washingtonowi paru lepszych pianist\u00f3w ni\u017c Cameron Graves (przy okazji: mamy tu kolejnych braci &#8211; Taylor Graves \u015bpiewa w ch\u00f3rze). Przyk\u0142ad? Najbli\u017cszy mi to grywaj\u0105cy z Wac\u0142awem Zimplem weteran Boby Few. Z kolei sam Kamasi jest rewelacyjny technicznie, ale nie jest geniuszem pod ka\u017cdym wzgl\u0119dem &#8211; nie ma tak oryginalnego brzmienia jak na przyk\u0142ad Matana Roberts. Tyle \u017ce w wielu momentach ratuje go tutaj elastyczno\u015b\u0107 i zgrabne przeskakiwanie z tradycji jazzowej do funkowej, soulowej, albo nawet mruganie okiem do hiphopowej braci. No i ca\u0142kowity brak pretensji s\u0142yszalny w si\u0119ganiu do bardziej tradycyjnych odmian jazzu &#8211; czy to bebopu, czy przyjemnej, wirtuozerskiej estetyki George&#8217;a Duke&#8217;a (a nawet Franka Zappy!), czy wreszcie subtelnej swingowej wokalistyki w standardzie z lat 30. &#8222;Cherokee&#8221;. Zreszt\u0105 ostatnia p\u0142yta zestawu po dw\u00f3ch autorskich przynosi kilka kompozycji innych tw\u00f3rc\u00f3w. Jest tu politycznie nacechowany &#8222;Malcolm&#8217;s Theme&#8221; Terrence&#8217;a Blancharda, jest wreszcie &#8222;Claire de lune&#8221; Debussy&#8217;ego, delikatna trzecia cz\u0119\u015b\u0107 &#8222;Suite bergamesque&#8221;, przedstawiona tu w swingowo-bluesowej, mocniejszej wersji. Na zamkni\u0119cie mamy &#8222;The Message&#8221; Washingtona, kolejny popis 10-osobowego (bagatelka) trzonu jego zespo\u0142u z radosnymi popisami jego najwa\u017cniejszych graczy. <\/p>\n<p>Zatem epickie? Niech b\u0119dzie. Niech ju\u017c nie opisuje tylko rozmachu i nie zamyka si\u0119 w czterech \u015bcianach literatury. Przymiotnik &#8222;epicki&#8221; b\u0142\u0119dnie u\u017cywany w ostatnich latach jako &#8222;wielki, \u015bwietny, imponuj\u0105cy&#8221; przez proste przeniesienie angielskiego znaczenia by\u0142bym sk\u0142onny zaaprobowa\u0107 w tej definicji tylko teraz i tylko z czystej sympatii dla p\u0142yty Kamasiego Washingtona, kt\u00f3ra pr\u00f3cz tego, \u017ce pot\u0119\u017cna, pe\u0142na rozmachu, jest pod ka\u017cdym wzgl\u0119dem albumem osza\u0142amiaj\u0105cym. Nawet onie\u015bmielaj\u0105cym &#8211; niczym p\u0142yty Swans w ostatnich latach, przy zachowaniu wszelkich proporcji rzecz jasna. Skrzywdzi\u0142bym jednak album &#8222;The Epic&#8221;, gdybym proponowa\u0142 jego s\u0142uchanie jako now\u0105 ewangeli\u0119 jazzu. Nic z tych rzeczy. Klasa tego gargantuicznego albumu tkwi, tak jak u Giry, w ka\u017cdej minucie, w szczeg\u00f3\u0142ach, a s\u0142uchanie go (szczeg\u00f3lnie pierwszej p\u0142yty zestawu) przynosi nie jedno doznanie, a potem opiecz\u0119towanie jak\u0105\u015b zgrabn\u0105 now\u0105 etykietk\u0105 i odstawienie na p\u00f3\u0142k\u0119, tylko potrzeb\u0119 nieustannego odkrywania kawa\u0142ek po kawa\u0142ku.<\/p>\n<p>A dla tych czytaj\u0105cych zawsze tylko ostatnie zdanie dodam na wszelki wypadek, \u017ce warto to sobie kupi\u0107, bo je\u015bli m\u00f3wimy o ekonomii, to inwestycja w p\u0142yt\u0119 w tych czasach rzadko bywa tak op\u0142acalna.<\/p>\n<p><strong>KAMASI WASHINGTON<em> The Epic<\/em><\/strong>, Brainfeeder 2015, <strong>9\/10<\/strong><\/p>\n<p><iframe loading=\"lazy\" width=\"100%\" height=\"450\" scrolling=\"no\" frameborder=\"no\" src=\"https:\/\/w.soundcloud.com\/player\/?url=https%3A\/\/api.soundcloud.com\/tracks\/195187920&amp;auto_play=false&amp;hide_related=false&amp;show_comments=true&amp;show_user=true&amp;show_reposts=false&amp;visual=true\"><\/iframe><\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Gdyby Kamasi Washington grywa\u0142 po ko\u015bcio\u0142ach, cz\u0119\u015bciej bym tam zagl\u0105da\u0142. To ten rodzaj jazzowego uduchowienia, rodem z ko\u0144c\u00f3wki lat 60., po kt\u00f3ry poszed\u0142bym zreszt\u0105 w ogie\u0144. Gdybym dzi\u015b us\u0142ysza\u0142, \u017ce ten pot\u0119\u017cny, trzyp\u0142ytowy album z momentami nawet 30-osobowym sk\u0142adem i &#8211; jak s\u0105dz\u0119 &#8211; wysokim bud\u017cetem sfinansowali scjentolodzy albo iluminaci, te\u017c nie przesta\u0142by mnie fascynowa\u0107. [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":1,"featured_media":7997,"comment_status":"open","ping_status":"closed","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[31,3,372,312,120,7,1923,4],"tags":[2052],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/7994"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/users\/1"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=7994"}],"version-history":[{"count":7,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/7994\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":8002,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/7994\/revisions\/8002"}],"wp:featuredmedia":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/media\/7997"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=7994"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=7994"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=7994"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}