
{"id":8134,"date":"2015-06-16T10:36:30","date_gmt":"2015-06-16T08:36:30","guid":{"rendered":"http:\/\/polifonia.blog.polityka.pl\/?p=8134"},"modified":"2015-06-16T11:02:11","modified_gmt":"2015-06-16T09:02:11","slug":"intensywna-lecz-krotka-milosc-do-muse","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/2015\/06\/16\/intensywna-lecz-krotka-milosc-do-muse\/","title":{"rendered":"Skojarzenia to przekle\u0144stwo"},"content":{"rendered":"<p>Odk\u0105d organizatorom koncert\u00f3w przesta\u0142o zale\u017ce\u0107 na relacjach po fakcie (bo relacje po fakcie nie sprzedaj\u0105 bilet\u00f3w), coraz trudniej przeczyta\u0107, jak by\u0142o naprawd\u0119. Z ciekawo\u015bci, jak wypad\u0142a grupa <strong>Muse <\/strong>na Orange Warsaw Festivalu, zajrza\u0142em wi\u0119c na Twittera w poszukiwaniu jakich\u015b link\u00f3w. Znalaz\u0142em od razu dwie recenzje. Pierwsz\u0105 (<em>#muse pokaza\u0142 jak si\u0119 robi dobre koncerty! #Orangestage rozniesiona! #missioncomplete #OWF2015<\/em>) umie\u015bcili organizatorzy imprezy, druga brzmia\u0142a<em> #MUSE wczoraj skopa\u0142 nam ty\u0142ki Wandzie ostatni raz tak sponiewiera\u0142o wino jab\u0142kowe z dorsza. Pi\u0119kny koncert #OWF2015<\/em> i podpisa\u0142 j\u0105 Kabaret Neo-N\u00f3wka. My\u015bla\u0142em, \u017ce w ten weekend wszystkie kabarety by\u0142y w Opolu, a tu takie zaskoczenie. Kabaret chwali jeden z najbardziej egzaltowanych i patetycznych zespo\u0142\u00f3w wsp\u00f3\u0142czesnego \u015bwiata. Je\u015bli to by\u0142 dowcip, to nie wiem, czy fani Muse b\u0119d\u0105 si\u0119 niego cieszy\u0107. Ale wiem na pewno, \u017ce z p\u0142yty <em>Drones<\/em> cieszy\u0107 si\u0119 nie powinni.<!--more--><\/p>\n<p>Zesp\u00f3\u0142 Muse to bezwzgl\u0119dnie rewelacja koncertowa. Przynajmniej kiedy\u015b. Mia\u0142em okazj\u0119 ich widzie\u0107 po raz pierwszy w sierpniu 1999 roku, w czasie jednej z d\u0142ugich festiwalowych wypraw po Europie. Grali we francuskim Saint-Malo i w doborowym sk\u0142adzie tamtej imprezy b\u0142ysn\u0119li na tyle, \u017ce jako kompletnie nieznany zesp\u00f3\u0142 bez p\u0142yty (<em>Showbiz <\/em>ukaza\u0142 si\u0119 miesi\u0105c p\u00f3\u017aniej) wydali si\u0119 nam (mnie i przysz\u0142ej ma\u0142\u017conce) objawieniem. Wprawdzie brzmieli dok\u0142adnie jak Radiohead, ale wyda\u0142o nam si\u0119 to u m\u0142odych muzyk\u00f3w stosunkowo ma\u0142\u0105 przywar\u0105. Uznali\u015bmy, \u017ce b\u0119d\u0105 z nich ludzie. Tydzie\u0144 p\u00f3\u017aniej widzieli\u015bmy ich po raz drugi, bo program trasy przygna\u0142 ich na kolo\u0144ski festiwal Bizarre. Grali to samo, byli r\u00f3wnie pewni siebie, technicznie znakomici. Potem wysz\u0142a p\u0142yta, na kt\u00f3rej wszystko brzmia\u0142o ju\u017c jakby gorzej &#8211; i na tym sko\u0144czy\u0142a si\u0119 moja kr\u00f3tka przygoda jako mi\u0142o\u015bnika grupy Muse.<\/p>\n<p>Ka\u017cdy ma jak\u0105\u015b p\u0142yt\u0119, kt\u00f3ra odbiera mu cierpliwo\u015b\u0107 do tego zespo\u0142u &#8211; niegdy\u015b si\u0119gaj\u0105cego po schematy z Radiohead, potem ogrywaj\u0105cego Queen, a dzi\u015b ju\u017c bardziej Bon Jovi i U2, zawsze \u015bwietnego technicznie, ale konsekwentnie pozbawionego twarzy, a przynajmniej zszywaj\u0105cego j\u0105 z r\u00f3\u017cnych fascynacji. <a href=\"http:\/\/www.porcys.com\/review\/muse-origin-of-symmetry\/\">Borys Dejnarowicz brawurowo opisa\u0142<\/a>, co mu odebra\u0142o cierpliwo\u015b\u0107, przy okazji chyba najlepiej ocenianej p\u0142yty<em> Origin of Symmetry<\/em>, z okresu, gdy &#8211; jak si\u0119 wydaje z dzisiejszej perspektywy &#8211; formacja i tak najmocniej wybija\u0142a si\u0119 na w\u0142asny styl. Dzi\u015b, po przes\u0142uchaniu p\u0142yty <em>Drones<\/em>, przygoda ta sko\u0144czy si\u0119 zapewne dla wielu os\u00f3b. Widzia\u0142em ju\u017c r\u00f3\u017cne zespo\u0142y obni\u017caj\u0105ce loty, ale rzadko robi\u0142y to tak konsekwentnie.<\/p>\n<p>Jedno, co nadaje powa\u017cny sens <em>Dronom<\/em>, to pr\u00f3ba wej\u015bcia na szczyt ameryka\u0144skiej listy bestseller\u00f3w. Jak wiadomo, Muse s\u0105 wielcy w Wielkiej Brytanii, gdzie regularnie maj\u0105 numery jeden. W Ameryce sz\u0142o im coraz lepiej, ale stan\u0119\u0142o bodaj na drugim miejscu przy okazji poprzedniego albumu. Nowy, wypolerowany w studiu przez producenta Roberta Johna Lange&#8217;a, znanego przede wszystkim za prac\u0119 nad p\u0142ytami Def Leppard i AC\/DC (ostatnio odpowiedzialnego przede wszystkim za albumu Shanii Twain), i to tymi z najlepszych czas\u00f3w. Lange doskonale potrafi nagrywa\u0107 chwytliwe gitarowe riffy &#8211; i te w\u0142a\u015bnie, w najprostszej postaci, bardzo czyste, rock&#8217;n&#8217;rollowe i zwierz\u0119ce, stanowi\u0105 muzycznie najwi\u0119ksz\u0105 si\u0142\u0119 na p\u0142ycie. W oderwaniu od reszty mog\u0142yby si\u0119 podoba\u0107. Skonfrontowane z bardzo g\u0119stym, mechanicznym, kwadratowym i pozbawionym bluesowego groove&#8217;u graniem sekcji rytmicznej oraz s\u0142abo\u015bci\u0105 Matta Bellamy&#8217;ego do wszelkiego rodzaju efekt\u00f3w typu chorus (gitary, wokale) daj\u0105 jednak rezultat bli\u017cszy w\u0142a\u015bnie Bon Jovi ni\u017c AC\/DC. A czasem id\u0105 w kierunku Dream Theater, grupy, kt\u00f3r\u0105 &#8211; o ile pami\u0119tam &#8211; oskar\u017cano kiedy\u015b o kopiowanie stylu Muse, mimo \u017ce podobn\u0105 ci\u0119\u017ck\u0105 muzyk\u0119 rockow\u0105 o ocieraj\u0105cym si\u0119 o kicz stopniu g\u0119sto\u015bci i technologicznej ekstazy grywa\u0142a wcze\u015bniej. To zreszt\u0105 ten w\u0105tek p\u0142yty, za spraw\u0105 kt\u00f3rego niekt\u00f3rzy pr\u00f3buj\u0105 j\u0105 klasyfikowa\u0107 jako prog-metal. <\/p>\n<p>Ta pogo\u0144 za Ameryk\u0105 przypomina niegdysiejsze (spe\u0142nione p\u00f3\u017aniej) fantazje U2. I prawd\u0119 m\u00f3wi\u0105c najwi\u0119kszym zaskoczeniem jest dla mnie poch\u00f3d Muse w kierunku tej grupy w pocz\u0105tkowej (<em>Dead Inside<\/em>), a szczeg\u00f3lnie mocno ko\u0144cowej cz\u0119\u015bci p\u0142yty. W refrenie <em>Revolt <\/em>brzmi\u0105 jak Queen wykonuj\u0105ce cover <em>With Or Without You<\/em> &#8211; i to jest ten moment, gdy jako recenzent zaczynam odczuwa\u0107 naprawd\u0119 du\u017cy ci\u0119\u017car obowi\u0105zku zwi\u0105zanego z ods\u0142uchiwaniem p\u0142yty. Znacznie gorzej jest z <em>Aftermath<\/em>, z kt\u00f3rego po gitarowym intro do\u015b\u0107 bezczelnie ogrywaj\u0105cym <em>One<\/em> U2 (zanucicie sobie pod nosem <em>Is it getting better?<\/em>) idzie w kierunku Bryana Adamsa (i tego Lange produkowa\u0142), by na koniec przej\u015b\u0107 do sol\u00f3wki gitarowej w stylu Coldplay. To jest ten moment, gdy wyjmujecie p\u0142yt\u0119, o ile wcze\u015bniej tego nie zrobili\u015bcie. Ten zesp\u00f3\u0142 zrobi\u0142 gigantyczn\u0105 karier\u0119, nauczy\u0142 si\u0119 mn\u00f3stwo na temat grania, produkcji, jego cz\u0142onkowie to zdolni i pracowici muzycy, a jednak niczego si\u0119 przez tych wiele lat nie nauczyli i pozostaj\u0105 g\u0142usi na to, co im si\u0119 przykleja do uszu i wychodzi w ich muzyce. <em>Aftermath <\/em>brzmi jak kabaretowa parodia rockowych gatunk\u00f3w kilku ostatnich dekad. I jest to fascynuj\u0105ce, ale to ju\u017c ten rodzaj fascynacji, kt\u00f3ry sprawia, \u017ce wielcy my\u015bliciele XX wieku po\u015bwi\u0119cali lata na pisanie rozpraw na temat kiczu. <\/p>\n<p>\u017bycz\u0119 Muse, \u017ceby si\u0119 na co\u015b to wieloletnie romansowanie z kiczem przyda\u0142o, niech zdob\u0119d\u0105 wreszcie ten numer jeden w &#8222;Billboardzie&#8221;. Obiecuj\u0119, \u017ce nie b\u0119d\u0119 do tego wraca\u0107, bo niezale\u017cnie od wa\u017ckiego tematu p\u0142yty (opowie\u015b\u0107 o wojnie, kontroli i &#8222;ludzkich dronach&#8221; &#8211; zaprezentowana w niezbyt odkrywczy spos\u00f3b i zilustrowana paroma s\u0142ownymi przerywnikami) odebra\u0142em ju\u017c swoj\u0105 lekcj\u0119 ze s\u0142uchania ich nowych piosenek. I wiem ju\u017c, na czym polega ten paradoks dramatycznego rozjazdu mi\u0119dzy Muse w studiu i na koncercie. R\u00f3\u017cnica ta jest z grubsza taka jak mi\u0119dzy wypraw\u0105 na koncert cover-bandu ukochanej kapeli a kupieniem sobie tego cover-bandu na p\u0142ycie. To by zreszt\u0105 t\u0142umaczy\u0142o te\u017c \u017cywotno\u015b\u0107 tej formu\u0142y, jaka zesp\u00f3\u0142 proponuje: to w\u0142a\u015bciwie multi-cover-band kilku rockowych dekad w jednym.<\/p>\n<p><strong>MUSE <em>Drones<\/em><\/strong>, Warner 2015, <strong>3\/10<\/strong><\/p>\n<p><iframe loading=\"lazy\" width=\"560\" height=\"315\" src=\"https:\/\/www.youtube.com\/embed\/zFjhC0T7jXE\" frameborder=\"0\" allowfullscreen><\/iframe><\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Odk\u0105d organizatorom koncert\u00f3w przesta\u0142o zale\u017ce\u0107 na relacjach po fakcie (bo relacje po fakcie nie sprzedaj\u0105 bilet\u00f3w), coraz trudniej przeczyta\u0107, jak by\u0142o naprawd\u0119. Z ciekawo\u015bci, jak wypad\u0142a grupa Muse na Orange Warsaw Festivalu, zajrza\u0142em wi\u0119c na Twittera w poszukiwaniu jakich\u015b link\u00f3w. Znalaz\u0142em od razu dwie recenzje. Pierwsz\u0105 (#muse pokaza\u0142 jak si\u0119 robi dobre koncerty! #Orangestage rozniesiona! [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":1,"featured_media":8137,"comment_status":"open","ping_status":"closed","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[97,312,120,7,1923],"tags":[2091],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/8134"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/users\/1"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=8134"}],"version-history":[{"count":8,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/8134\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":8143,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/8134\/revisions\/8143"}],"wp:featuredmedia":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/media\/8137"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=8134"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=8134"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=8134"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}