
{"id":8575,"date":"2015-08-19T09:42:45","date_gmt":"2015-08-19T07:42:45","guid":{"rendered":"http:\/\/polifonia.blog.polityka.pl\/?p=8575"},"modified":"2015-08-19T21:48:57","modified_gmt":"2015-08-19T19:48:57","slug":"kazdy-przyzna-ze-slabizna","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/2015\/08\/19\/kazdy-przyzna-ze-slabizna\/","title":{"rendered":"Ka\u017cdy przyzna, \u017ce s\u0142abizna?"},"content":{"rendered":"<p>Nawet najgorsze p\u0142yty wielkich zespo\u0142\u00f3w sprzed lat to klasyki. I nawet te kiedy\u015b gorzej oceniane, po latach zyskuj\u0105 zamiast traci\u0107. Perspektywa ka\u017ce zapomnie\u0107 o ma\u0142ych, za to powi\u0119ksza wielkich. Prawda? Nie, s\u0105 to rzecz jasna same bzdury. O tym, dlaczego takie twierdzenia s\u0105 bezsensowne, najlepiej si\u0119 przekona\u0107, s\u0142uchaj\u0105c ostatnich p\u0142yt z serii (og\u00f3lnie ca\u0142kiem udanej jako seria) reedycji dyskografii grupy <strong>Led Zeppelin<\/strong>. Dla potrzeb tego wpisu wys\u0142ucha\u0142em <em>Presence<\/em>, <em>In Through the Out Door<\/em> oraz <em>Cody<\/em>. I teraz zamierzam opublikowa\u0107 tych kilka s\u0142\u00f3w, by czasu po\u015bwi\u0119conego na s\u0142uchanie nie uzna\u0107 za ca\u0142kiem stracony. Dodatkowo sprowokowa\u0142a mnie jaka\u015b poranna tr\u00f3jkowa audycja, w kt\u00f3rej fragmenty p\u0142yty <em>Presence <\/em>ogrywa\u0142 Marek Nied\u017awiecki.<!--more--><\/p>\n<p>Przy okazji jeszcze jedna refleksja dotycz\u0105ca trybu s\u0142uchania dzi\u015b i w przesz\u0142o\u015bci. Ot\u00f3\u017c przez wiele lat w\u0142a\u015bciwie nie odrabia\u0142em lekcji z p\u00f3\u017anego dorobku Zeppelin\u00f3w. Czemu? Bo chyba ka\u017cdy zbi\u00f3r wiedzy na temat muzyki rockowej uznawa\u0142 t\u0119 ko\u0144c\u00f3wk\u0119 za s\u0142absz\u0105, a inwestowanie czasu, energii i pieni\u0119dzy w czasach przed internetem i streamingiem w kompletowanie, a potem wielokrotne ods\u0142uchy, wydawa\u0142o si\u0119 bezsensowne. Z przyjemno\u015bci\u0105 (<a href=\"https:\/\/trzaski.wordpress.com\/2015\/04\/13\/led-zeppelin-opus\/\">szczeg\u00f3lnie przy okazji niekt\u00f3rych odcink\u00f3w serii<\/a>) powtarza\u0142em sobie wi\u0119c ostatnio stare p\u0142yty w \u015bwie\u017co zmasterowanych wersjach. <\/p>\n<p>Wbrew tytu\u0142owemu has\u0142u (ukutemu kiedy\u015b bodaj przez samego Nied\u017awieckiego zreszt\u0105!) pojawiaj\u0105 si\u0119 tu i \u00f3wdzie laurki dla fina\u0142owych album\u00f3w Led Zep. Ostatnio w <a href=\"http:\/\/pitchfork.com\/reviews\/albums\/20668-presence-in-through-the-out-door-coda\/\">Pitchforku<\/a>, kt\u00f3ry postanowi\u0142 za wszelk\u0105 cen\u0119 dostrzec co\u015b tam, gdzie wielbiciele<em> IV<\/em> czy <em>Physical Graffiti<\/em> niewiele widzieli. Czyli na jednej z najbardziej rozje\u017cd\u017conych dr\u00f3g w historii rockowej \u017curnalistyki. Na drodze powolnego rozpadu zespo\u0142u i tw\u00f3rczej drodze donik\u0105d. Zamiast najgorszych moment\u00f3w Mark Richardson stara si\u0119 wi\u0119c eufemistycznie odnale\u017a\u0107 tu momenty &#8222;najdziwniejsze&#8221;. Nie czarujmy si\u0119: mo\u017ce i oryginalnie wychodzi\u0142y w wielkich czasach, ale \u017cadna z tych trzech p\u0142yt &#8211; gdyby ukaza\u0142a si\u0119 dzi\u015b &#8211; nie mia\u0142aby szansy na tytu\u0142 albumu miesi\u0105ca w najbardziej zapyzia\u0142ym rockandrollowym magazynie, jaki jeste\u015bcie sobie w stanie wyobrazi\u0107. <\/p>\n<p>Najlepszy numer na wszystkich trzech p\u0142ytach to ten, kt\u00f3ry rozpoczyna pierwsz\u0105 z nich, <em>Presence<\/em>, czyli <em>Achilles Last Stand<\/em>. Progresywno-rockowy charakter to czysta koniunktura w roku 1976, gdy album wychodzi. Ale broni tego 10-minutowego fragmentu \u017cywio\u0142owy pocz\u0105tek, dramatyczne solo Page&#8217;a i porz\u0105dna struktura. Na tym jednak atuty albumu w\u0142a\u015bciwie si\u0119 ko\u0144cz\u0105. Oci\u0119\u017ca\u0142y <em>For Your Life<\/em> proponuje atrakcyjny riff, za kt\u00f3rym jednak nie idzie \u017cadne sensowne rozwini\u0119cie. Oci\u0119\u017ca\u0142e i bez wizji jest te\u017c <em>Nobody&#8217;s Fault But Mine<\/em>, w kt\u00f3rym Zeppelini brzmi\u0105 troch\u0119 jak w\u0142asny cover band. Jest to z pewno\u015bci\u0105 wina nie najlepszej formy Roberta Planta, kt\u00f3ry &#8211; nied\u0142ugo po wypadku samochodowym &#8211; nagrywa wokale na w\u00f3zku. <\/p>\n<p><em>Candy Store Rock<\/em> z odniesieniami do Presleya to jaka\u015b paniczna wyprzeda\u017c rockandrollowej symboliki. Nieco lepiej wypadaj\u0105 <em>Hots on for Nowhere<\/em> &#8211; o tyle, \u017ce tu gdzie\u015b lekkiego blues-metalowego grania mogli si\u0119 uczy\u0107 od Page&#8217;a hair-metalowcy z lat 80., z Van Halenem na czele (to odniesienie jeszcze wr\u00f3ci). <em>Tea for One<\/em> to ledwie Page z akompaniamentem, bo raczej nie zesp\u00f3\u0142 i nie utw\u00f3r o dopracowanej formie. Nie zmienia tego obrazu Companion Disc zawieraj\u0105cy inne wersje utwor\u00f3w nagranych podczas monachijskich sesji. Chocia\u017c nieobecny na oryginalnej p\u0142ycie instrumentalny <em>10 Ribs &#038; All \/ Carrot Pod Pod (Pod)<\/em> z d\u0142ugim fortepianowym intro przynajmniej wyra\u017anie odstaje od niej klimatem.<\/p>\n<p>Gdzie <em>Presence<\/em> razi bole\u015bnie przeci\u0119tno\u015bci\u0105 i zm\u0119czeniem, tam <em>In Through the Out Door<\/em> dokumentuje rozpad i kompletn\u0105 niemoc, pokazuj\u0105c zarazem, \u017ce alkohol (Bonham) i heroina (Page) nie s\u0105 dobrym \u017ar\u00f3d\u0142em natchnienia. A przynajmniej nie na dalsz\u0105 met\u0119. Wytrzyma\u0107 mo\u017cna jeszcze lekkie beatlesowskie nalecia\u0142o\u015bci, kt\u00f3re wprowadzi\u0142 tutaj bodaj John Paul Jones jako g\u0142\u00f3wna si\u0142a sprawcza (<em>South Bound Saurez<\/em>). Nawet kolejne odniesienia do Presleya (<em>Hot Dog<\/em>) nie s\u0105 na tej p\u0142ycie najgorsze. Przygn\u0119biaj\u0105ce jest to, \u017ce za wielomilionow\u0105 sprzeda\u017c\u0105 albumu nie stoi ju\u017c ani \u017cadna mistyczna otoczka, ani nie broni\u0105 go wielkie formy. A z piekielnych odniesie\u0144 zosta\u0142o jedno: piekielnie si\u0119 to wszystko d\u0142u\u017cy.<\/p>\n<p><em>Fool in the Rain<\/em> chwalony przez Richardsona za latynosk\u0105 rytmik\u0119 jest w gruncie rzeczy dramatem perkusisty, kt\u00f3ry tej rytmiki nie czuje. Dodatkowo to na partii Bonhama wszystko si\u0119 tu trzyma. Zosta\u0142a opakowana w szkic piosenki i &#8211; jak na wszystkich ostatnich albumach LZ &#8211; frustruj\u0105co zap\u0119tla motywy, nie rozwijaj\u0105c formy ca\u0142o\u015bci. Wokal Planta nawet najbardziej zagorza\u0142ego po\u0142udniowca przyprawi\u0142by o depresj\u0119. Lecz pretendentk\u0105 do tytu\u0142u najgorszej kompozycji Zeppelin\u00f3w w og\u00f3le jest <em>Carouselambra<\/em>, kt\u00f3ra brzmi jakby Marillion upi\u0107 do nieprzytomno\u015bci i kaza\u0107 im gra\u0107 w knajpie do ta\u0144ca. Owszem, pasja Jonesa do syntezator\u00f3w mog\u0142aby si\u0119 przerodzi\u0107 w co\u015b takiego jak pr\u00f3by Van Halena na <em>1984<\/em>, lecz zabrak\u0142o pomys\u0142u na podobny motyw co ten z <em>Jump<\/em>. <\/p>\n<p>S\u0142abe wydaje mi si\u0119 to, \u017ce przynajmniej dwa momenty na tej p\u0142ycie (<em>In the Evening<\/em> oraz w sumie i tak wybijaj\u0105cy si\u0119 melodi\u0105 <em>All My Love<\/em>) przesz\u0142yby bez wi\u0119kszych zmian na p\u0142ycie takiej cho\u0107by Budki Suflera z wokalami Cugowskiego. <em>I&#8217;m Gonna Crawl<\/em> wyrzuci\u0142by z takiej p\u0142yty sam Lipko, o ile w og\u00f3le co\u015b tak bezp\u0142ciowego zdarzy\u0142o mu si\u0119 skomponowa\u0107. Mo\u017cna si\u0119 tym pr\u00f3bowa\u0107 zachwyca\u0107, ale w d\u0142u\u017cszym okresie mo\u017ce si\u0119 to okaza\u0107 niezdrowe. Tutaj i Companion Disc nic nie wnosi. W nowym wydaniu deluxe nic si\u0119 nie sk\u0142ada &#8211; nawet ok\u0142adka projektu Hipgnosis, kt\u00f3ra niby zewn\u0119trzn\u0105 obwolut\u0105 przypomina orygina\u0142, ale brak sze\u015bciu kadr\u00f3w pokazuj\u0105cych siedz\u0105cego przy barze bohatera zdj\u0119cia z r\u00f3\u017cnej perspektywy (mam pewne podejrzenia, \u017ce w <a href=\"https:\/\/www.google.pl\/search?q=in+through+the+out+door+super+deluxe&#038;espv=2&#038;biw=1920&#038;bih=1042&#038;tbm=isch&#038;imgil=nG-ave0dvydV6M%253A%253BQLM-wYX15iocrM%253Bhttp%25253A%25252F%25252Fwww.empik.com%25252Fin-through-the-out-door-super-deluxe-boxed-set-2cd-2an-led-zeppelin%25252Cp1110092486%25252Cmuzyka-p&#038;source=iu&#038;pf=m&#038;fir=nG-ave0dvydV6M%253A%252CQLM-wYX15iocrM%252C_&#038;usg=__seu8ZED7fmKMc4AT4CS_ueGF9h0%3D&#038;ved=0CDEQyjdqFQoTCKCF-4PStMcCFYv-cgodON8JEA&#038;ei=jzLUVeCBIYv9ywO4vqeAAQ#imgrc=nG-ave0dvydV6M%3A&#038;usg=__seu8ZED7fmKMc4AT4CS_ueGF9h0%3D\">wersji super deluxe<\/a> bym je znalaz\u0142).<\/p>\n<p><em>Coda<\/em> &#8211; jako po\u017cegnalny zestaw odrzut\u00f3w &#8211; \u0142\u0105czy w pewnym sensie wady obu wy\u017cej wymienionych p\u0142yt. Potwierdza, \u017ce wybiera\u0107 po prostu nie by\u0142o z czego, \u017ce zesp\u00f3\u0142 umrze\u0107 musia\u0142 &#8211; jakkolwiek oczywi\u015bcie sam genialny Bonham m\u00f3g\u0142 si\u0119 jednak wstrzyma\u0107 od tego, co zrobi\u0142. <em>Bonzo&#8217;s Montreux<\/em> i ewentualnie ko\u0144cowy <em>Wearing and Tearing<\/em> to dwa fragmenty tej kompilacji, kt\u00f3rymi warto si\u0119 zainteresowa\u0107, chocia\u017c dzi\u015b takie rzeczy umieszcza si\u0119 w ramach promocji za darmo na YouTubie. Tyle \u017ce akurat warto\u015b\u0107 tego nowego wydania <em>Cody<\/em>, z dwiema dodatkowymi p\u0142ytami, dla kolekcjoner\u00f3w dorobku LZ b\u0119dzie wy\u017csza ni\u017c w wypadku obu pozosta\u0142ych p\u0142yt.<\/p>\n<p>Szanujmy wielkie zespo\u0142y za wielkie p\u0142yty. Nie wszystko, co stare, musi si\u0119 od razu \u015bwieci\u0107. I nie wszystkie p\u0142yty z kolekcji trzeba mie\u0107 (tym bardziej, je\u015bli wcze\u015bniej by\u0142o sze\u015b\u0107 lepszych). Nie wszystkie grupy musz\u0105 przetrwa\u0107 i nie za wszelk\u0105 cen\u0119. Je\u015bli ju\u017c s\u0142ucha\u0107 tych trzech album\u00f3w, to po to, by zrozumie\u0107, \u017ce brak reaktywacji Led Zeppelin to w sumie dobre rozwi\u0105zanie, bo gdyby mieli zacz\u0105\u0107 w tym miejscu, w kt\u00f3rym przerwali, to ja zdecydowanie wol\u0119 kolejne solowe p\u0142yty Planta. I je\u015bli przez 30 z g\u00f3r\u0105 lat przez dyskografi\u0119 takiego zespo\u0142u chodzimy na skr\u00f3ty, obchodz\u0105c \u0142ukiem p\u0142yty ewidentnie gorsze, to nie znaczy, \u017ce wszyscy mamy teraz dokona\u0107 odkrycia Ameryki i biczowa\u0107 si\u0119, s\u0142uchaj\u0105c tych s\u0142abych p\u0142yt, podczas gdy nagrania debiutant\u00f3w bywaj\u0105 dzi\u015b lepsze. <\/p>\n<p><strong>LED ZEPPELIN <em>Presence (Deluxe Edition)<\/em><\/strong>, Swan Song 1976\/2015, <strong>6\/10<\/strong><br \/>\n<strong>LED ZEPPELIN <em>In Through the Out Door (Deluxe Edition)<\/em><\/strong>, Swan Song 1979\/2015, <strong>3\/10<\/strong><br \/>\n<strong>LED ZEPPELIN <em>Coda (Deluxe Edition)<\/em><\/strong>, Swan Song 1982\/2015, <strong>4\/10<\/strong><\/p>\n<p><iframe loading=\"lazy\" width=\"560\" height=\"315\" src=\"https:\/\/www.youtube.com\/embed\/mqGHk-9HdyE\" frameborder=\"0\" allowfullscreen><\/iframe><\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Nawet najgorsze p\u0142yty wielkich zespo\u0142\u00f3w sprzed lat to klasyki. I nawet te kiedy\u015b gorzej oceniane, po latach zyskuj\u0105 zamiast traci\u0107. Perspektywa ka\u017ce zapomnie\u0107 o ma\u0142ych, za to powi\u0119ksza wielkich. Prawda? Nie, s\u0105 to rzecz jasna same bzdury. O tym, dlaczego takie twierdzenia s\u0105 bezsensowne, najlepiej si\u0119 przekona\u0107, s\u0142uchaj\u0105c ostatnich p\u0142yt z serii (og\u00f3lnie ca\u0142kiem udanej [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":1,"featured_media":8582,"comment_status":"open","ping_status":"closed","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[97,29,48,312,120,132,1,7,766,1763,149,1923],"tags":[1400],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/8575"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/users\/1"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=8575"}],"version-history":[{"count":11,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/8575\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":8587,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/8575\/revisions\/8587"}],"wp:featuredmedia":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/media\/8582"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=8575"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=8575"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=8575"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}