
{"id":8705,"date":"2015-09-08T13:17:04","date_gmt":"2015-09-08T11:17:04","guid":{"rendered":"http:\/\/polifonia.blog.polityka.pl\/?p=8705"},"modified":"2015-09-08T13:34:46","modified_gmt":"2015-09-08T11:34:46","slug":"50-twarzy-tesfayea","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/2015\/09\/08\/50-twarzy-tesfayea\/","title":{"rendered":"50 twarzy Tesfaye&#8217;a"},"content":{"rendered":"<p>Cztery lata po tym, jak sta\u0142 si\u0119 przyk\u0142adem szybkiej internetowej kariery i nadziej\u0105 na nowe R&#038;B, <strong>The Weeknd<\/strong> &#8211; czyli Abel Tesfaye &#8211; jest idealnym przyk\u0142adem nowego kiczu. Nast\u0119pc\u0105 Celine Dion na nowe czasy. I te\u017c z Kanady! Przebrn\u0105\u0142em przez p\u0142yt\u0119 <em>Beauty Behind the Madness<\/em> z narastaj\u0105c\u0105 fascynacj\u0105, jak\u0105 wzbudza we mnie kultura naprawd\u0119 z\u0142a. I us\u0142ysza\u0142em 25-letniego soulmana epoki internetowego porno, kt\u00f3ry na tle przyspieszonych sampli z tureck\u0105 poezj\u0105 mi\u0142osn\u0105 (w ge\u015bcie przypominaj\u0105cym stawanie na dziobie Titanica) s\u0142odkim g\u0142osem przekonuje, \u017ce jest w stanie swojej partnerce zapewni\u0107 wielokrotne orgazmy (<em>ride the wave<\/em>), efekty d\u017awi\u0119kowe (<em>make that pussy pop<\/em>) i inne takie (<em>baby I can make that pussy rain<\/em>). Tytu\u0142owe <em>Often<\/em> znaczy, \u017ce cz\u0119sto.<!--more--><\/p>\n<p>Jako cz\u0142owiek stosunkowo s\u0142abo znaj\u0105cy \u015bwiat <em>50 twarzy Greya<\/em> my\u015bla\u0142em sobie, \u017ce \u015bci\u0105gni\u0119cie The Weeknd na \u015bcie\u017ck\u0119 d\u017awi\u0119kow\u0105 tego filmu &#8211; kt\u00f3re Tesfaye&#8217;owi mocno podnios\u0142o sprzeda\u017c i chyba jednak obni\u017cy\u0142o nieco notowania w\u015br\u00f3d krytyk\u00f3w &#8211; by\u0142o ruchem czysto marketingowym. Nie zdawa\u0142em sobie sprawy, \u017ce Tesfaye naprawd\u0119 si\u0119 wczu\u0142, co wi\u0119cej: pasuje do tego \u015bwiata i sam gra takiego Greya na co dzie\u0144 w swoich kawa\u0142kach, w kt\u00f3rych wyg\u0142asza tanie wyk\u0142ady motywacyjne adresowane do kobiet z Toronto i okolic. Zauwa\u017cy\u0142em, \u017ce wypracowa\u0142 nawet dwa typy takich wyk\u0142ad\u00f3w. Poranny, w my\u015bl kt\u00f3rego <em>Dziewczyno, jeste\u015b doskona\u0142a, zaopiekuj\u0119 si\u0119 tob\u0105<\/em> itd. (<em>Earned It<\/em>) i <em>Przyjmij mnie z moimi wadami, takim, jakim jestem<\/em> (<em>As You Are<\/em>). I wieczorny, wed\u0142ug kt\u00f3rego podmiot liryczny musi wci\u0105gn\u0105\u0107 torb\u0119 kokainy, ewentualnie napi\u0107 si\u0119, po\u015bwintuszy\u0107 i przepracowa\u0107 z dziewczyn\u0105 wszystkie pozycje kamasutry (jak w przyk\u0142adzie na pocz\u0105tku), by p\u00f3\u017aniej popa\u015b\u0107 w mroczny nastr\u00f3j, pr\u00f3bowa\u0107 nawet odstrasza\u0107 nadci\u0105gaj\u0105ce tabunami i zakochuj\u0105ce si\u0119 w nim dziewcz\u0119ta (<em>Tell Your Friends<\/em>), a na koniec znale\u017a\u0107 oparcie w Edzie Sheeranie i od\u015bpiewa\u0107 wsp\u00f3lnie z nim hymn maminsynk\u00f3w: <em>Tylko matka potrafi mnie kocha\u0107 w moich mrocznych chwilach<\/em> (<em>Dark Times<\/em>). Smutne to istotnie \u017cycie, w kt\u00f3rym na bohatera za drzwiami czeka tylko groupie, diler albo w\u0142asna matka. Nie licz\u0105c oczywi\u015bcie Eda Sheerana. <\/p>\n<p>Tyle tylko \u017ce ten ostatni to raczej przyja\u017a\u0144 za pieni\u0105dze. Go\u015bcie zostali tu, jak mi si\u0119 zdaje, dobrani kluczem potencjalnej synergii rynkowej: pr\u00f3cz Sheerana jest Lana Del Rey, jest te\u017c Kanye West, w dawce co prawda homeopatycznej, ale przek\u0142adaj\u0105cej si\u0119 na internetowe has\u0142o do poszukiwa\u0144 \u015blad\u00f3w Westa niczym \u015blad\u00f3w z\u0142otego poci\u0105gu (no i jedno z lepszych nagra\u0144 na p\u0142ycie). Charakter featuring\u00f3w nie\u017ale podsumowuje fakt, \u017ce nieznana mi zupe\u0142nie Maty Noyes, wokalistka, kt\u00f3ra gra niema\u0142\u0105 rol\u0119 w finale (wr\u00f3c\u0119 do tego) nie zosta\u0142a tu nawet przedstawiona. Muzycznie Tesfaye pr\u00f3buje w spos\u00f3b bardziej jeszcze popowy spojrze\u0107 na swoje internetowe R&#038;B, podnosz\u0105c je zarazem do rangi superprodukcji, na ile tylko by\u0142o mo\u017cna (jest nawet etatowy autor gwiazd Max Martin). Rytmy s\u0105 przekompresowane, ale co kto lubi: skrzypce brzmi\u0105 jak syntezator, gitara akustyczna nie brzmi jak gitara &#8211; chyba \u017ce gra sol\u00f3wki w stylu Van Halena, tylko ta\u0144sze. Bo te\u017c ca\u0142a produkcja aspiruje momentami do produkcji Michaela Jacksona, tylko do niej pod \u017cadnym wzgl\u0119dem nie dorasta, a Tesfaye co jaki\u015b czas wraca do swego trybu wokalnego na\u015bladowania MJ (<em>Can&#8217;t Feel My Face<\/em>, <em>As You Are<\/em>), co zasadniczo robi nawet spore wra\u017cenie &#8211; z tym zastrze\u017ceniem, \u017ce z Jacksona The Weeknd wyci\u0105ga to, co najgorsze, ze wskazaniem na co bardziej pretensjonalne melizmaty i przydechy. Zaczyna wi\u0119c z grubsza tam, gdzie Jackson ko\u0144czy\u0142. A kiedy us\u0142ysza\u0142em fajn\u0105 piosenk\u0119, okaza\u0142o si\u0119, \u017ce to sko\u0144czy\u0142 si\u0119 album i dalej na playli\u015bcie by\u0142 debiut Tesfaye&#8217;a, <em>House of Balloons<\/em>. Zderzenie estetyk by\u0142o do\u015b\u0107 bolesne.<\/p>\n<p>W pewnym sensie jest w tym oczywi\u015bcie jaka\u015b prawda czas\u00f3w. Tylko s\u0105 to czasy do\u015b\u0107 tragikomiczne, gdy dziennikarz Pitchforka rzuca termin PBR&#038;B (PBR od piwa Pabst Blue Ribbon popularnego w\u015br\u00f3d modnej m\u0142odzie\u017cy) w \u017cartobliwym tweecie, podchwytuj\u0105 to dziennikarze, a na koniec Wikipedia sankcjonuje jako powa\u017cny gatunek. Czasy pewnych siebie artyst\u00f3w pop, kt\u00f3rzy dorastali w \u015brodowisku ska\u017conym piosenkami Bryana Adamsa i Celine Dion do tego stopnia, \u017ce z mieszanki jednego i drugiego robi\u0105 pe\u0142en egzaltacji fina\u0142 p\u0142yty, \u015bpiewaj\u0105c <em>I hope you find somebody to love<\/em> (<em>Angel<\/em>) i wyznaczaj\u0105c wspomniany na wst\u0119pie nowy standard kiczu. Ale parcie na nowe twarze i serwisy spo\u0142eczno\u015bciowe wykarmi\u0142y ich tani\u0105 motywacj\u0105 i zrobi\u0142y z nich monstra. To nie tacy tw\u00f3rcy powinni rozdawa\u0107 \u015brodki antykoncepcyjne (przy poprzedniej p\u0142ycie <em>Kiss Land<\/em> kto\u015b tak\u0105 akcj\u0119 promocyjn\u0105 w imieniu Tesfaye&#8217;a prowadzi\u0142), to takim tw\u00f3rcom powinno si\u0119 rozdawa\u0107 \u015brodki antykoncepcyjne. Cho\u0107 z drugiej strony &#8211; przyda\u0142oby si\u0119, \u017ceby Weeknd nie rzuca\u0142 tak tymi \u201abitchami\u2019 na o\u015blep, \u017ceby zamiast widma Greya stan\u0105\u0142 za jego drzwiami jaki\u015b wsp\u00f3\u0142czesny Charles Bukowski i \u017ceby autora zap\u0142odni\u0142 &#8211; intelektualnie. <\/p>\n<p><strong>THE WEEKND <em>Beauty Behind the Madness<\/em><\/strong>, XO 2015, <strong>3\/10<\/strong><\/p>\n<p><iframe loading=\"lazy\" width=\"100%\" height=\"450\" scrolling=\"no\" frameborder=\"no\" src=\"https:\/\/w.soundcloud.com\/player\/?url=https%3A\/\/api.soundcloud.com\/playlists\/80669549&amp;auto_play=false&amp;hide_related=false&amp;show_comments=true&amp;show_user=true&amp;show_reposts=false&amp;visual=true\"><\/iframe><\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Cztery lata po tym, jak sta\u0142 si\u0119 przyk\u0142adem szybkiej internetowej kariery i nadziej\u0105 na nowe R&#038;B, The Weeknd &#8211; czyli Abel Tesfaye &#8211; jest idealnym przyk\u0142adem nowego kiczu. Nast\u0119pc\u0105 Celine Dion na nowe czasy. I te\u017c z Kanady! Przebrn\u0105\u0142em przez p\u0142yt\u0119 Beauty Behind the Madness z narastaj\u0105c\u0105 fascynacj\u0105, jak\u0105 wzbudza we mnie kultura naprawd\u0119 z\u0142a. [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":1,"featured_media":8711,"comment_status":"open","ping_status":"closed","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[163,3,312,7,1923,4],"tags":[1944,2162,876],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/8705"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/users\/1"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=8705"}],"version-history":[{"count":10,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/8705\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":8716,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/8705\/revisions\/8716"}],"wp:featuredmedia":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/media\/8711"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=8705"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=8705"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/polifonia\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=8705"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}