Fani przemocy

Aby skutecznie walczyć z brunatną falą, trzeba ubrudzić sobie własne ręce. Tak radzi brytyjski dziennikarz i reporter Peter Pomerantsev. Właśnie dostał nagrodę Kapuścińskiego za książkę o Angliku, który podczas ostaniej wielkiej wojny przechytrzył hitlerowską machinę propagandową. Sefton Delmer, bo o nim mowa, był z pochodzenia Australijczykiem.

Miał przedwojenne kontakty z nazistami – urodził się w Berlinie, gdzie mieszkał z australijskimi rodzicami, do piątego roku życia mówił tylko po niemiecku – jeden z bliskich współpracowników Hitlera zaaranżował dla niego wywiad z Hitlerem jeszcze przed jego dojściem do władzy. Wielu Brytyjczyków uważało go za sympatyka nazimu, naziści za agenta brytyjskiego wywiadu. Taki przyczynek do naszej paranoicznej dyskusji o narodowości, po jakiej oceniamy współobywateli.

W rzeczywistości Delmer okazał się podczas wojny genialnym organizatorem i wykonawcą antyhitlerowskiej propagandy, który już wtedy zrozumiał, że żeby skutecznie rozbijać propagandę hitlerowską potrzeba nie tylko informacji o zbrodniach nazizmu, lecz także dotarcia do niemieckich entuzjastów Fuehrera i samych nazistów. Uważał, że w tym pomoże nadawanie na falach radiowych programów udających, że tworzą ją naziści sfrustrowani nazizmem i samym Hitlerem. Swoją znajomość niemieckiego wykorzystał kreując się na nazistę otwarcie krytykującego politykę III Rzeszy.

Mówiąc dzisiejszym językiem, postanowił przebić się do ,,bańki” nazistowskiej i siać tam dezorientację. Jego audycje były masowo słuchane w Niemczech, w tym przez żołnierzy Wehrmachtu. Za swą ,,brudną” robotę dostał Order Imperium Brytyjskiego. Aby zapewnić sobie wiarygodność u niemieckich słuchaczy, przejął brutalny, agresywny język, nie oszczędzając samego Churchilla, którego nazwał ,,platfusem spłodzonym przez Żyda”. W audycjach wykorzystywał informacje o orgiach sadomasochistycznych w nazistowskiej elicie. Można to podsumować na użytek dzisiejszych zmagań z populistyczną faszyzującą prawicą w ten prosty sposób: musicie dotrzeć do nieprzekonanych, przekonanych i tak macie za sobą

Sam Pomerantzev, urodzony w Kijowie, syn poety i dziennikarza radiowego Igora, aresztowanego przez KGB za rozprowadzanie antyreżimowych podziemnych publikacji, napisał wcześniej, przed książką o Delmerze, dwie książki o rosyjskiej propagandzie i systemowej dezinformacji. Uważa, że Putina łączy z Trumpem pogarda względem faktów. To spostrzeżenie dobrze pasuje do trumpistów w Europie i Polsce. Najnowszy przykład to notoryczne podtrzymywanie przez prawicę, mimo dementi rządowych, że część funduszy z unijnego programu SAFE ma trafić na Ukrainę.

Fakty się nie liczą w postmodernistycznej polityce i propagandzie, liczy się ,,zasięg” w tzw. mediach społecznościowych, czyli w bańkach informacyjnych antyliberalnych zwolenników skrajnej prawicy. Im więcej kłamstwa i szczucia, tym zasięgi większe.

Pomerantzev nie boi się stwierdzić, że siły liberalne przegrają wojnę z populistami, jeśli nie przejmą ich metod mobilizacji społeczeństwa. Ryzykowna to teza, lecz warta odnotowania. Wszak kto mieczem wojuje, może też od miecza zginąć. Brytyjczyk z ukraińskimi korzeniami (rodzice emigrowali na Zachód w latach 70-tych) ma też odwagę ostrzec, że demokracja, aby zwalczać skutecznie antydemokratyczną propagandę, musi dostrzec, że sama prawda nie wystarczy w tym boju. Musi zrozumieć rolę emocji i naturę ludzką.

Atrakcyjność propagandy autorytarnej polega na tym, że wielu, bardzo wielu ludzi, pociągają przemoc, dyktatura, rządy ,,silnej ręki”, zdawanie cierpienia, przemoc i inne ciemne strony ludzkiej psychiki. Inaczej mówiąc, zło ludzi kręci, dobro niekoniecznie, bo nudne i sentymentalne. Really? Mnie się wydaje, że tylko dobro jest ciekawe, a patostreaming słusznie został zakazany. Zakaz będzie obchodzony, ale ważne, że zło zostało nazwane złem.

I to na tym polu toczy się dziś wielka gra o umysły i idee. Liberałom potrzeba odwagi, by zanurkować w populistyczne szambo i starać się przejąć rządzące nim emocje i mantry. Ba, ale jak? Trudno mi sobie wyobrazić to dosłownie. Być może przykładem może być jednak sejmowe przemówienie Tuska w obronie ministra Kierwińskiego. Może tak należy przekierowywać nienawiść na jej siewców.

Reklama