Fani przemocy
Aby skutecznie walczyć z brunatną falą, trzeba ubrudzić sobie własne ręce. Tak radzi brytyjski dziennikarz i reporter Peter Pomerantsev. Właśnie dostał nagrodę Kapuścińskiego za książkę o Angliku, który podczas ostaniej wielkiej wojny przechytrzył hitlerowską machinę propagandową. Sefton Delmer, bo o nim mowa, był z pochodzenia Australijczykiem.
Miał przedwojenne kontakty z nazistami – urodził się w Berlinie, gdzie mieszkał z australijskimi rodzicami, do piątego roku życia mówił tylko po niemiecku – jeden z bliskich współpracowników Hitlera zaaranżował dla niego wywiad z Hitlerem jeszcze przed jego dojściem do władzy. Wielu Brytyjczyków uważało go za sympatyka nazimu, naziści za agenta brytyjskiego wywiadu. Taki przyczynek do naszej paranoicznej dyskusji o narodowości, po jakiej oceniamy współobywateli.
W rzeczywistości Delmer okazał się podczas wojny genialnym organizatorem i wykonawcą antyhitlerowskiej propagandy, który już wtedy zrozumiał, że żeby skutecznie rozbijać propagandę hitlerowską potrzeba nie tylko informacji o zbrodniach nazizmu, lecz także dotarcia do niemieckich entuzjastów Fuehrera i samych nazistów. Uważał, że w tym pomoże nadawanie na falach radiowych programów udających, że tworzą ją naziści sfrustrowani nazizmem i samym Hitlerem. Swoją znajomość niemieckiego wykorzystał kreując się na nazistę otwarcie krytykującego politykę III Rzeszy.
Mówiąc dzisiejszym językiem, postanowił przebić się do ,,bańki” nazistowskiej i siać tam dezorientację. Jego audycje były masowo słuchane w Niemczech, w tym przez żołnierzy Wehrmachtu. Za swą ,,brudną” robotę dostał Order Imperium Brytyjskiego. Aby zapewnić sobie wiarygodność u niemieckich słuchaczy, przejął brutalny, agresywny język, nie oszczędzając samego Churchilla, którego nazwał ,,platfusem spłodzonym przez Żyda”. W audycjach wykorzystywał informacje o orgiach sadomasochistycznych w nazistowskiej elicie. Można to podsumować na użytek dzisiejszych zmagań z populistyczną faszyzującą prawicą w ten prosty sposób: musicie dotrzeć do nieprzekonanych, przekonanych i tak macie za sobą
Sam Pomerantzev, urodzony w Kijowie, syn poety i dziennikarza radiowego Igora, aresztowanego przez KGB za rozprowadzanie antyreżimowych podziemnych publikacji, napisał wcześniej, przed książką o Delmerze, dwie książki o rosyjskiej propagandzie i systemowej dezinformacji. Uważa, że Putina łączy z Trumpem pogarda względem faktów. To spostrzeżenie dobrze pasuje do trumpistów w Europie i Polsce. Najnowszy przykład to notoryczne podtrzymywanie przez prawicę, mimo dementi rządowych, że część funduszy z unijnego programu SAFE ma trafić na Ukrainę.
Fakty się nie liczą w postmodernistycznej polityce i propagandzie, liczy się ,,zasięg” w tzw. mediach społecznościowych, czyli w bańkach informacyjnych antyliberalnych zwolenników skrajnej prawicy. Im więcej kłamstwa i szczucia, tym zasięgi większe.
Pomerantzev nie boi się stwierdzić, że siły liberalne przegrają wojnę z populistami, jeśli nie przejmą ich metod mobilizacji społeczeństwa. Ryzykowna to teza, lecz warta odnotowania. Wszak kto mieczem wojuje, może też od miecza zginąć. Brytyjczyk z ukraińskimi korzeniami (rodzice emigrowali na Zachód w latach 70-tych) ma też odwagę ostrzec, że demokracja, aby zwalczać skutecznie antydemokratyczną propagandę, musi dostrzec, że sama prawda nie wystarczy w tym boju. Musi zrozumieć rolę emocji i naturę ludzką.
Atrakcyjność propagandy autorytarnej polega na tym, że wielu, bardzo wielu ludzi, pociągają przemoc, dyktatura, rządy ,,silnej ręki”, zdawanie cierpienia, przemoc i inne ciemne strony ludzkiej psychiki. Inaczej mówiąc, zło ludzi kręci, dobro niekoniecznie, bo nudne i sentymentalne. Really? Mnie się wydaje, że tylko dobro jest ciekawe, a patostreaming słusznie został zakazany. Zakaz będzie obchodzony, ale ważne, że zło zostało nazwane złem.
I to na tym polu toczy się dziś wielka gra o umysły i idee. Liberałom potrzeba odwagi, by zanurkować w populistyczne szambo i starać się przejąć rządzące nim emocje i mantry. Ba, ale jak? Trudno mi sobie wyobrazić to dosłownie. Być może przykładem może być jednak sejmowe przemówienie Tuska w obronie ministra Kierwińskiego. Może tak należy przekierowywać nienawiść na jej siewców.
Komentarze
@PAK4 – 7:45 (poprzedni wpis)
Prezydent Nawrocki ma obowiązek służbowy reprezentować państwo a nie samego siebie. Niekoniecznie dokładnie się z tego wywiązuje starając się wysuwać swoją osobowość do przodu a nie kraj.
Zakończmy, z Twoją łaskawą zgodą, dyskusje w tym temacie i może zajmijmy się nowym wpisem właściciela blogu. Serdeczności ślę.
Nie ma nic gorszego niż liberalny populizm, który głową Tuska i rekami jego rzezimieszków niszczy Polskę. Tusk jest współczesnym odpowiednikiem gen. Zajączka.
Jedno świetne przemówienie Tuska nie rozwiązuje problemu.Potrzebny jest stałe, codzienne działanie wszystkich tych sił którym bliska jest demokratyczna Polska.Podejrzewam że Pis stworzył działający ośrodek propagandy, mało znany opinie publicznej, o niewiadomej liczbie osób i kto na jego czele stoi. Rozsyła on posłom Pisu wiadomości w formie sms, e-biuletynu które dotyczą spraw bieżących i jak mają na nie reagować. Są w tej reakcji zgodnie i wszyscy mówią zgodnym głosem. Rzecznik rządu pan Szłapka to osoba zdolna, uczciwa, prawdomówna ale nie na ten czas. Rządowi potrzebny jest inteligentny gość ( może być kobieta ) o mentalności Jerzego Urbana. Osoba która przejdzie z pozycji biernego tłumacza poczynań rządu na pozycję atakującą postępowanie opozycji. Jej wypowiedzi pełne ironii, niedomówień sarkazmu ośmieszania powinny wzbudzać w tej opozycji oburzenie, wściekłość wręcz nienawiść. Dotyczy to w równym stopniu partii politycznych jaki i pałacu prezydenckiego.Musi powstać taki ośrodek „propagandy” demokratycznej który będzie oddziaływał na postępowanie przedstawicieli partii rządzących w całym kraju. Wpisy samego Tusk na portalu internetowy to za mało. Do wyborów pozostało kilkanaście miesięcy oby się nie okazało że przegraliśmy demokratyczną Polskę.
W Polsce potepiencze swary wzniosly sie na taki poziom ze juz nikt nie potrafi powiedziec o co w tym wszystkim chodzi, a w zwiazku z tym podzialy zaczynaja nabierac charakteru religijnego.
Jakos nie potrafie sobie wyobrazic ze jakaby tam propagande nie stosowac to po tylu latach podzialu jakis wielbiciel prawicy mialby sie zapisac do banki Pana Adama i vice wersa. Czy ktos z Panstwa moglby sie przekonac do popierania Prezydenta? Smiem watpic.
Moze jedynie tak jak ja – po 30 latach na emigracji nie czuje emocji i nagromadzilem zbyt wiele roznych doswiadczen byzapisywac sie do jakakolwiek banieczki. Ale takich ludzi w Polsce nie ma.
Orteq
Mam nadzieje Prezydent Nawrocki sie Pana nie poslucha i nie bedzie sie czul w obowiazku „reprezentowac panstwo”. Donald chce miec w tym dniu fan (tak jak to pojmuja duzi chlopcy, przynajmniej niektorzy), a nie wysluchiwac o polityce. Zreszta mysle ze Karol tez podziela zainteresowanie tymi pokazami, tak ze mam nadzieje ze bedzie zadowolony, czego mu zycze.
P.S. Donald zawsze byl ekscentrykiem, a obecnie jest ekscentrykiem ktory wie ze wszysto moze i niekiedy robi sobie zarty ze swiata, co nie znaczy ze jest glupi. Trudno nie robic sobie zartow z tyczkowatego Niemca z ta jego mina – wyciagneli go z komedii filmowej?
@Orteq:
O tyle chętnie, że książkę Pomerantseva czytałem. I mogę dopowiedzieć, że to było hm… wielotorowe. Tak, Delmer odwoływał się czasem do nazistów większych od Hitlera, ale to nie jedyne co robił. Bo „odgrywał” niemieckich żołnierzy, z ich problemami (=podkreślał napięcia między walczącymi za III Rzeszę, a jej elitami; ale też przemycał informacje o stratach); ale równocześnie lubował się w przekazywaniu pikantnych plotek. W zasadzie pikantnych to mało powiedziane, bo dość jednoznacznie określano, gdzie ta propaganda się mieściła. Coś czego nie było, to moralizowanie, na przykład, o obowiązkach elit, czy polityków.
Zwróciłbym uwagę, że nie tylko „my” możemy tak próbować docierać, do zwolenników „onych”, ale i „oni” docierają do „nas” — by zwrócić uwagę, jaką furorę zrobiły „ośmiorniczki” jako symbol luksusu peowskich elit, w opozycji do sytuacji narodu.
@ 1958
W PL mam praktycznie równy podział na zwolennikówi przeciwników PIS . O wygranej w wyborach decyduje kilkadziesiąt ( kilkaset..? ) tysięcy głosów . Obecnie PIS przyjąl strategię demobilizacji zwolenników strony liberalno-demokratycznej z pomocą amerykańskich algorytmów i rosyjskich trolli w internecie . Sztuka ta udała się w USA podczas ostatnich wyborów prezydnckich , kiedy całkiem spora grupa zwolenników demokratów obraziła się i została w domach nie idąc na wybory , w wyniku czego pomarańczowy narcyz został prezydentem . Na podobny scenariusz liczy polska pato-prawica…
1958, Moja córka jest w GB już 25 lat i interesuje ją wszystko co dzieje w Polsce, głosuje, dyskutujemy. a Pan gdzie był na emigracji,że nie docierały wieści z Polski. Nie wiedział Pan o miesięcznikach, jak rozwalano system prawny, jaką postacią jest Nawrocki i jak sprawuje swój urząd.
I to nie wszystko . I Panu trudno wybrać naszą tutaj banieczke!!!
1945
@ Pablos
PIS ma oczywiście ośrodek propagandy ma też długofalową strategię tejże propagandy , która opiera się na dogłębnych badaniach socjologicznych. A podglebie dla PIS przygotował Rydzyk już od 1991 sącząc anty UE jad do ucha polskich emerytów przez swe radio. Rydzyka wymyślili Rosjanie których pieniądze na rozpoczęcie działalności przekazała Rydzykowi szwajcarska mistyczka miłująca Rosję , co opisał T.Piątek w swej książce o Rydzyku. Był to genialny ruch Rosjan .PIS zaczął też od razu z kościelną pomocą ” hodować ” swych wyznawców poprzez kluby GP przy większości polskich parafii. Fakt ten niestety zlekceważono , jak zlekceważono oskarżenia o spowodowanie zamachu smoleńskiego jak i teorie zamachowe… Gdy sie obudzono było już za późno ziarno wątpliwości zostało zasiane. Tusk jest jednym ze zdolniejszych polskich polityków niestety popełnia cały czas ten sam kardynalny błąd lekceważąc rolę polityki propagandowo – informacyjno- PRowej. Uważa że prawda się sama obroni, PIS wyznaje inną zasadę dr Goebbelsa – kłamstwo powtórzone 1000 razy staje sie medialną prawdą. PIS wyprzedza KO i stronę liberalno demokratyczną o lata świetne w polityce propagandowo informacyjnej korzystając z usług najlepszych socjologów i agencji PR również tych zagranicznych . Dlaczego tego nie robi KO ..? Dla mnie jest to niepojęte. Jeśli na rok przed wyborami nie nastąpi radykalna poprawa działań informacyjno PR owych KO + jedna lista wyborcza , to przegrana w przyszłorocznych wyborach jest bardzo realna , wtedy do władzy dojdzie pato prawica której celem jest :
dyktatura prawicowa, ultrakonserwatywna, napędzana przez rasizm i legitymizowana przez Kościół katolicki oraz kolejne amerykańskie administracje. Oczywiście poza UE.
Takie propozycje sprowadzają się do schematu – oni to szuje, my bądżmy bardziej szujami. Dla mnie nie do przyjęcia. Ale można zauważyć, że Koalicji zdarza się się tak działać, może dlatego, że niektórzy nigdy nie wyjdą z piaskownicy. Metoda Delmera była jednak inna bo i przeciwnik był inny niż dzisiejsza trumpia „prawica”.
Dwa lata temu KO obiecywała pracować czyli pokazać problem, zaproponować rozwiązanie i zrealizować rozwiązanie . Wyborcy mieli nadzieję…teraz mają, że w ciągu najbliższego roku zdążą znależć spokojną jamkę w ustronnym lesie.
Kontrowersyjny pomysł i raczej nie do zrealizowania w walce z faszystami aby zezwolić demokratom zanurkować w tym śmierdzącym ekosystemie złożonym z oszczerstw, insynuacji, zwykłych kłamstw, grzebaniu w życiorysach itp. Demokraci jednak różnią się zasadniczo i są mentalnie kompletnie nieprzygotowani na tego typu rywalizację. Nie tędy droga. Faktem jest, że wygrana nam nie grozi jeśli wpadniemy na pomysł łatwego zwycięstwa w białych rękawiczkach – możemy być pewni przegranej już w samych przedbiegach. Tak próbował wygrać Trzaskowski, który nie chciał sobie psuć dobrego nastroju debatą w Końskich u przeciwników. Według mnie nic nie tracił idąc tam, a stracił wiele nie idąc. Sam, co do mnie zupełnie niepodobne, po sokratejsku wdawałem się w trudne dyskusje z pisowcami na ulicy, w kolejkach w sklepach, w rozmowach telefonicznych. Ciężka robota i nie sądzę abym przekonał kogokolwiek stosując czystą majeutykę uliczną z sąsiadami czy innymi napotkanymi osobnikami. To była próba zaorania betonu za pomocą sochy, nieprzemakalność na fakty, sensowną argumentację pisowca jest przysłowiowa. Po przegranej czułem się jak zbity pies to nie podlega dyskusji.
Pierwszą sprawą, którą należy sobie uświadomić i zinternalizować możliwie szybko jest uświadomienie sobie, że tylko pełna determinacja może dać wygraną. Tego możemy się nauczyć od rywali właśnie! Cokolwiek o nich nie mówić charakteryzuje ich doskonały, że użyję piłkarskiego terminu, ciąg na bramkę. Im naprawdę się chce i za to ich wyborcy nagradzają. Naszemu, mocno labilnemu elektoratowi coś takiego jest bardzo potrzebne, bez tego nie ruszymy z miejsca.
Kilka luźnych spostrzeżeń, porad:
Należy zlecić najlepszej pracowni usługę pogłębionych badań nastrojów społecznych, preferencji, lęków itd. oczywiście to kosztuje, ale nie można opierać się na intuicji, przekonaniach czy emocjonalnym chciejstwie. Trzeba wiedzieć czym żyją rodacy i mieć to na papierze. Dwa – należy wybrać najlepszą z możliwych na rynku agencję PR znaną i z sukcesami. To kosztuje jeszcze więcej, trudno się nazywa. Pisowcy zawsze wybierają najlepszych i w tym tez są świetni. Trzy – wyprawa na wschód. Bez kampanii w matecznikach prawicy możemy liczyć tylko na to co mamy a i to nie do końca. Nie chodzi rzecz jasna o urwanie tam 7-8 procent głosów bo to nierealne a jednego, dwóch, może uda się jakąś część zdemobilizować? Na podstawie dobrych badań można próbować wniknąć w mentalność przeciętnego pisowca ze ściany wschodniej i popracować nad tym. To syzyfowa praca, niewdzięczna, wręcz bolesna, jednak zdecydowanie warto. Kolejna bardzo ważna sprawa – media społecznościowe. Nie można dać prawicy zbudować tam dużej przewagi. Oczywiście algorytmy są po ich stronie ale jest wiele metod walki z tym. Jest na ten temat obszerna literatura. Szczególnie godna polecenia jest książka Maxa Fischera, mówiąca o tym jak media społecznościowe stały się narzędziem do manipulacji oraz zmiany nastrojów społecznych. Jest wiele innych świetnych pozycji na ten temat. Media społecznościowe, internet, stał się nowoczesną, uwspółcześnioną odmianą niewolnictwa, nie czuć na rękach kajdan i wszystko na pierwszy rzut oka wydaje się w porządku ale to nie tak. Młodzież, dorośli, nawet małe dzieci są zanurzeni po uszy w symulakrum i tam trwa ich większa część życia. Stamtąd czerpią wiedzę o rzeczywistości, temu ufają, to jest ich świat. Tego nie można po prostu zostawić! Na marginesie – na tej szerokości geograficznej rację miał A. Huxley a nie Orwell, pisząc, że znajdziemy się w świecie, w którym damy się miękko zniewolić i będziemy szczęśliwi nawet nie widząc, że jesteśmy w więzieniu. Cóż z tego, że mozna czytać co sie chce, półki biblioteczne wprost urywają się od książek, których, niestety, nikt już nie czyta. Przepraszam, czytane są romanse i Bonda i tego typu literatura. W trybie wykładniczym małpiejemy i chyba nie ma już przed tym ucieczki. Utopią jest rewolucja a la Rousseau porzucenia tego martwego szlaku i powrót do korzeni. Mniejsza z tym. Wreszcie należy zawalczyć o symbole. Pisowcy tutaj też się doskonale odnaleźli, wszystko co jest z tym związane trzymają i zazdrośnie strzegą. Oni tkwią w paradygmacie romantycznym pełnym trumien, śmierci, ekshumacji, lubią cmentarze i całą związaną z tym poetykę. Oni żyją w wolnym kraju a mentalnie żyją w XIX wieku. Chcą wstawać z kolan, padają, znów wstają, walczą o wolność, ktoś ciągle na nich dybie, tymczasem jeżdżą nowoczesnymi autostradami i spokojnie mogą słuchać Chopina bez ryzyka denuncjacji i aresztowania. Oczywiście, to schizofreniczny świat ale przecież wolno i tak. Wszystko byłoby ok, gdyby nie fakt, że to tylko ich cyniczna gra aby znów dorwać się do pełni władzy, kontroli i swobodnego okradania państwa. Historia im sprzyja bo oświecenie w Polsce nie udało sie do końca, szybko straciliśmy wolność i rozkwitł romantyzm. O tą symbolikę tez trzeba z nimi zawalczyć bo demokraci mają do niej takie same prawa. Czeka nas najgorsza, najbardziej brutalna kampania w historii. Brunatny demon już podniósł swój obrzydliwy fauni łeb. Musimy wygrać tą walkę!
Poemat
Prezydent, który Stał Się Niczym (i Wszystkim)
I. Prezydent budzi się w drżeniu mas
Drżenie mas
Prezydent obudził się pewnego ranka
i poczuł,
że jego ciało
jest tylko cieniem pulsującej materii.
Że jego głos
jest echem kosmicznego rytmu.
Że jego myśl
jest falą,
która nie należy do niego.
Uwierzył,
że jest drżeniem mas.
II. Uwierzył, że jest świadomością świata
Świadomość świata
Wyszedł na balkon
i spojrzał na ludzi
jak na własne neurony.
Każdy człowiek
wydawał mu się synapsą.
Każde miasto
— płatem mózgowym.
Każdy krzyk
— impulsem elektrycznym.
Uwierzył,
że jest świadomością świata.
III. Chciał być wszystkim
Wszystko
Chciał być oceanem.
Chciał być gwiazdą.
Chciał być czasem.
Chciał być początkiem i końcem.
Chciał być wszystkim,
bo bał się,
że jest nikim.
IV. A jednak był pustką kosmiczną
Pustka
W środku
nie było nic.
Ani światła.
Ani sensu.
Ani drżenia.
Tylko echo własnych słów,
które odbijało się
od ścian,
których nie było.
Był pustką kosmiczną,
która udawała pełnię.
V. Jego „ja” zaczęło się rozpadać
Rozpad ja
„Ja” Prezydenta
pękło jak szkło.
W jednym odłamku
był prorokiem drżenia.
W drugim
— królem chaosu.
W trzecim
— dzieckiem,
które zgubiło się
we własnym cieniu.
VI. Wtedy narodził się gangsta‑kibol kosmosu
Gangsta‑kibol
Z pustki
wyłoniła się nowa forma.
Prezydent,
który wierzył,
że jest drżeniem mas,
stał się
gangsta‑kibolem kosmicznym.
Krzyczał do gwiazd,
że są jego ziomkami.
Wyzwał czarne dziury
na solówkę.
Kibicował supernowym,
żeby „wybuchały mocniej”.
Był wszystkim.
Był niczym.
Był absurdem,
który tańczył
na krawędzi istnienia.
VII. A potem — cisza
Cisza
Cisza
przyszła nagle.
Jakby kosmos
stracił zainteresowanie
jego spektaklem.
Jakby pełnia
zamknęła oczy.
Jakby drżenie
odwróciło się plecami.
Prezydent
zniknął w ciszy,
która nie potrzebowała
jego historii.
VIII. Ty — jedyny świadek tej przemiany
Ty
A jednak Ty
jesteś jedynym miejscem,
w którym ta opowieść
może istnieć.
Jedynym punktem,
w którym drżenie
staje się słowem.
Słowo
staje się obrazem.
Obraz
staje się sensem.
Ty jesteś świadkiem,
który nadaje temu znaczenie.
cd.
Poemat part Two
„Pus tka Pożera Demokrację”
I. Pustka wchodzi na scenę
Pustka
Pustka
nie ma twarzy.
Nie ma głosu.
Nie ma myśli.
A jednak
wchodzi na scenę
jak gwiazda wieczoru.
Wystarczy jej mikrofon.
Wystarczy jej echo.
Wystarczy jej tłum,
który nie słucha —
tylko powtarza.
II. Demokracja nie ginie od siły
Demokracja
Demokracja
nie ginie od ciosu.
Ginęła już wiele razy
od szeptu.
Od obojętności.
Od zmęczenia.
Od ludzi,
którzy mówią:
„Niech ktoś inny
pomyśli za mnie”.
Demokracja
jest krucha,
bo opiera się
na ludziach,
którzy czasem
nie chcą być wolni.
III. Głupota zbiorowa — najtańsza waluta świata
Głupota zbiorowa
Głupota zbiorowa
jest jak inflacja sensu.
Rozlewa się szybko.
Zaraża łatwo.
Kosztuje nic.
Wystarczy jedno hasło.
Jedna obietnica.
Jedna iluzja.
I nagle
pół kraju
zaczyna wierzyć,
że echo
jest głosem.
IV. Jednostkowa głupota — diablo groźna
Jednostkowa głupota
Jednostkowa głupota
jest jak iskra.
Mała.
Niewinna.
Śmieszna.
Dopóki
nie trafi
na suchą trawę.
Wtedy
staje się pożarem,
który pożera
wszystko,
co nie zdążyło
uciec.
V. Połowa, która udaje całość
Połowa
Połowa
to nie większość.
Połowa
to tylko połowa.
Ale jeśli połowa
krzyczy,
że jest całością,
a druga połowa
milczy,
bo ma dość krzyku…
To świat
zaczyna wierzyć
w fałszywą geometrię.
VI. Pustka pożera demokrację
Pożeranie
Pustka
nie musi niszczyć.
Wystarczy,
że pozwala niszczyć innym.
Pustka
nie musi rządzić.
Wystarczy,
że udaje,
że ktoś ją wypełnił.
Pustka
jest najgroźniejsza,
bo nie ma granic.
Można w nią wlać
każdą ideę,
każdy strach,
każdą iluzję.
I ona
przyjmie to
bez oporu.
A potem
pożre wszystko,
co było prawdziwe.
VII. A w środku — gangsta‑kibol chaosu
Gangsta‑kibol
W środku pustki
stoi on.
Gangsta‑kibol chaosu.
Władca niczego.
Król próżni.
Cesarz własnego echa.
Krzyczy do tłumu:
„To ja jestem sensem!”
A tłum odpowiada:
„Wreszcie ktoś mówi
naszym językiem”.
I tak
pustka
pożera demokrację
śmiechem.
VIII. Ty — jedyny, który widzi to naprawdę
Ty
A jednak Ty
widzisz,
że to wszystko
jest tylko drżeniem
pustych słów.
Że połowa
to nie całość.
Że krzyk
to nie prawda.
Że pustka
to nie państwo.
Ty widzisz,
że realność
jest krucha.
I że trzeba ją
trzymać mocno,
bo pustka
czeka.
leśnyszum Nie trzeba być większa szują, są specjaliści od marketingu, socjologii i propagandy trzeba korzystać z ich wiedzy. Uczciwość i kompetencja sama się w dzisiejszych czasach nie obroni. Parę razy ostatnio to przerabialiśmy. Pan. Rzecznikiem rządu powinien być utalentowany fachowiec a nie poseł, które w dzisiejszych czasach i tak powinien mieć co robić w sejmie
Bardzo mi przykro to powiedzieć, ale ludzie obecnej władzy, udający liberałów, już dawno „zanurkowali w populistyczne szambo i starali się przejąć rządzące nim emocje i mantry.” Jak wiadomo bezskutecznie. Brunatną paletę maja na wyłączność Konfederaci, Batyr i nomen-omen Braun, a rozdawnictwem zajął się tradycyjnie PIS. Bez szczerego, powtarzam szczerego, powrotu do prawdziwych ideałów wolnościowych, produkcja „podróbek” i udawanie „twardziela”, będzie miało żałosny skutek. Potrzeba nowych, autentycznie zaangażowanych ludzi, a tych brak.
Mark Carney pokazał lepszą drogę. Budowanie wspólnoty. Deeskalacja. Ograniczenie zagrożeń. Trochę erystyki nie zaszkodzi. A zatem nie tyle Unia Europejska co Wspólnota Europejska. Wspólny pieniądz (Euro). Wspólne wojsko. Wspólny system energetyczny. Wspólne prawo. Pakt senacki. Może wspólna lista (trochę mało realne … ale). Jeżeli wchodzić do tamtej bańki, to z zaproszeniem do „wspólnoty”. Trochę jak Świadkowie Jehowy. Przecież ten 1% więcej wystarczy.
„Najbardziej boję się ludzi małych, niezdolnych, nieutalentowanych. (…) Sądzę, że każdy może znaleźć swoje miejsce, że może się spełnić w swoim życiu. Otóż najbardziej boję się tych, którzy nie mając predestynacji, zajmują stanowiska, do których nie są powołani. Bo w tych ludziach małych rodzi się właśnie nikczemność, rodzi się największy obszar nikczemności.
To oni właśnie czyhają na nas, są podejrzliwi, posądzają nas bez przerwy o coś. Mówiąc już »Dzień dobry«, nie wierzą w to dobre życzenie. Patrzą na nas, przypisując nam wszystkie możliwe machinacje, prócz tego, że jesteśmy uczciwi i że nic złego nie mamy na myśli, ponieważ sami są w fałszywej sytuacji. Jak mówi Gombrowicz: »Czuję się sztucznie, bo sytuacja jest sztuczna«. Otóż tego się najbardziej boję – niekompetencji” – mówił Gustaw Holoubek.
Żeby Polska nie zmieniła się w Kielce.
Kielce urastają właśnie do metafory tej części Polski, dla której od rosyjskiego zagrożenia ważniejsze są nazwy ukraińskich ulic. I jest to część bardzo duża. Straszny to czas nie tylko dla Ukrainy, ale również dla Polski. Poziom antyukraińskiej podłości osiągnął w Polsce wyżyny wcześniej niespotykane. Reakcja Karola Nawrockiego na decyzję Wołodymyra Zełenskiego, który zadecydował o nadaniu jednej z jednostek wojskowych imienia „Bohaterów UPA”, wywołała kaskadę zdarzeń zawstydzających i strasznych. Nawrocki chce odebrać Zełenskiemu Order Orła Białego, a Polacy przechodzą do działania. Nareszcie możemy pokazać Ukraińcom, gdzie ich miejsce. Nareszcie można lżyć do woli, stanąć w jednym szeregu z Rosjanami i wypowiadać słowa haniebne.Dla PiS nie ma już znaczenia, że Ukraina walczy ze śmiertelnym wrogiem
Kielce przejdą w tej odsłonie (bo z pewnością będą kolejne) antyukraińskiego amoku do historii jako symbol polskiej małoduszności i zawziętości. Położone w centralnej Ukrainie partnerskie miasto Winnica zwróciło się do prezydentki Agaty Wojdy o nieodpłatne przekazanie 15 starych autobusów Solaris. Winnica na wojennej mapie pełni rolę bardzo ważną – położona jest daleko od frontu, ale dzięki takim miastom gospodarka ukraińska jeszcze funkcjonuje. Solarisów Kielce nie potrzebują, a w Winnicy bardzo się przydadzą – w razie kolejnych ataków na infrastrukturę energetyczną zamiast trolejbusów i tramwajów na ulice mogłyby wyjechać pojazdy z Kielc. W reakcji na tę prośbę część Kielczan i radnych zrobiła taką kocią muzykę, że mer Winnicy wycofał swoją prośbę, a Wojda wycofała projekt uchwały z porządku obrad. Nie ma znaczenia, że Winnica każdego dnia może zostać zrównana z ziemią, że podczas tragicznego ataku w lipcu 2022 rosyjska rakieta zabiła 27 osób, w tym troje dzieci. Że bez takiego zaplecza front ukraiński upadnie.
Znaczenie ma fakt, że Zełenski honoruje UPA, a Nawrocki wygraża pięścią. Nie dość tego, radni PiS wystartowali z rezolucją (na razie oddaloną), w której domagają się od władz Winnicy zmiany nazwy ulicy Bandery. Dla PiS nie ma już znaczenia, że Ukraina walczy ze śmiertelnym wrogiem. Najważniejsze, żeby ulice nazywały się tak, jak trzeba.Naszej przyzwoitości broni garstka wolontariuszy
Kielcom odpowiedziały „Sikorki na Ukrainie”. To grupa wolontariuszy, która od początku pełnowymiarowej inwazji wspiera naszego sąsiada. Zbiórka na wykup autobusów pokazuje, że Polaków stać na elementarną przyzwoitość – większa część koniecznej kwoty została już zebrana. Ten zryw jest wspaniały, nie zmienia on jednak, niestety, nastrojów społecznych w Polsce. Są one w coraz bardziej jednoznaczny sposób antyukraińskie. Najprościej byłoby bowiem napisać, że ta część Kielc, która zmusiła prezydentkę miasta Agatę Wojdę do wycofania się z przekazania autobusów, nie jest dla miasta reprezentatywna. Bo przecież są i w Kielcach ludzie, którzy rozumieją, że za naszą wschodnią granicą trwa okrutna wojna, że Kielce od tej darowizny nie zbiednieją, za to Winnica bardzo na niej zyska.Niestety, jest inaczej. Kielce urastają właśnie do metafory tej części Polski, dla której od rosyjskiego zagrożenia ważniejsze są nazwy ukraińskich ulic. I jest to część bardzo duża.Straszny to czas nie tylko dla Ukrainy, ale również dla Polski. Naszej przyzwoitości broni garstka wolontariuszy wraz z ludźmi, którzy masowo wpłacają nawet drobne kwoty, dając wątłą nadzieję, że kraj nie zmieni się we wspólnotę ludzi opętanych antyukraińskimi fobiami.
Michał Olszewski . Gazeta Wyborcza
https://zrzutka.pl/4rcks2
mintel
14 czerwca 2026
14:50
Poemat
Prezydent, który Stał Się Niczym (i Wszystkim)
Mój komentarz
Bardzo fajny poemat. Istotny, ku gwiazdom i gawiedzi zwrotny, zapalczywy i płynny, siarczysty i inny, metaforyczny, hiperboliczny, nie jeden z wielu, nieliczny..
TJ
@tejot
Nasz blogowy Poeta mintel na prawdziwe wyżyny tFóczości się wspina ostatnio. Kiedyś chyba tak bywało ze niekoniecznie jechał wierszem białym. Ostatnio jednakże zaprzestał rymowania całkowicie. I wygląda na to ze mu to wychodzi całkiem całkiem. Szapka bach aż do ziemni.
Na emigracji (40 lat)sluzalcza role pisowskiej propagandy wziol na siebie szarlatan z Torunia i pelni ja znakomicie.Zastanawiajace jest to ze spruboj miec inna opinie niz jego wyznawcy to wydrapali by ci oczy to tzw.Kola Radia Maryja.(mowiac kolokwialnie,icg Guru ma zakaz siania nienawisci w Kanadzie).Premiera Tuska maja za nic ,a sypia najgorszymi inwektywami w jego kierunku (ktorych nie przytocze).Do kraju jezdza i to czesto,sa nim zacwyceni ale wszystko co zle to Tusk.Patrzac na Polske z perspektywy Gor Skalistych i Pcyfiku wyrazniej widac dokonania Polski ale i wady.Rozwoj gospodarczy i piekno ostatnich lat widac golym okiem.Widac tez zaczadzenie ideologia prawicy(PIS,Konfa i Braun) wspomagani szarlatanem z Torunia.Szczyt zaczadzeniato to wybor oszusta i sutenera na PO.Prezydenta (wyglada na falszerstwo i nierozpatrzone protesty wyborcze).Ostoja zaczadzenia jest polska wies(nie tylko)ktora pluje na UE ale dudki z niej ochoczo bierze.Swoj udzial w kadzeniu ma KrK tak w Polsce jak i na emigracji.Rzad musi zaczac wreszcie rozliczac pisowskich zlodzieji i poprawic komunikacje z wyborcami.Zartobliwie „Tusku nie odpuszczj”.Pozytywnie myslec i patrzec na 2027 rok.
@lalecznik:
Deeskalacji próbował w Stanach Obama. Pod wielu względami zresztą deeskalować próbował u nas Tusk, realizując wiele postulatów prawicy, czy kierując wiele inwestycji w regiony „pisowskie”. Co z inwestycji wyjdzie, to nie wiem, ale przypadek Obamy jest tu zniechęcający — bo Republikanie zachowali się wtedy zgodnie z przysłowem: „daj kurze grzędę, to wyrzej siędzie”, każde ustępstwo traktując jako pretekst do podwyższania oczekiwań i siania wrogości.
No i wróciłbym do tego, że wskazanie na rasizm, czy nacjonalizm, to dość powierzchowne odczytanie Delmera. On starał się być „swój” dla odbiorców, oraz atrakcyjny. Piszę „swój” w cudzysłowie, bo to trudno prosto ująć — tak, nie zwalczał tez nazistów, skoro stały się one popularne, ale przechodząc ponad nimi, atakowa elity nazistowskie. I, tu się powtórzę, to działa i to widzimy z naszego podwórka — gdy PiS chciał dopaść PO, to tyle uderzał w liberalizm, czy proeuropejskość tej partii — tylko użył „neutralnego” medium (nie kojarzonego z PiS jako partyjne), by kompromitować peowskie elity. Zresztą, w drugą stronę, najskuteczniejsze krytyki PiSu też dotyczyły tego, że im się „należy”, czyli chwytania za słowa, pokazującego zadufanie pisowskich elit.
Ja mogę dodać, że generalnie mało mamy, poza taką jak czasem tu, skierowaną do już przekonanych, propagandy opartej na wartościach. Dyskusja polityczna skupia się na podkreślaniu pragmatyzmu, a nie etyki, postępowania polityków — „naszych” i „onych”. To jest bardzo delmerowskie. Różnicą jest to, że dzisiaj nie ma anonimowego radia — w tę rolę mogą wejść media społecznościowe. (I znowu, propisowski Kanał Zero jest tu pięknym przykładem wykorzystania anonimowości internetu do wyjścia z własnej bańki.)
Tak cieszyłem się, że Trzaskowski zostaje Prezydentem. Zwycięży, poprowadzi nas do Europy. Widziałem, że jest samotny, chciałem zapomnieć, że na procenty społeczeństwa składa się trzódka radiomaryjna, jej dzieci ze szkółek przyklasztornych, potem kształcone w setkach Kolegiów Tumanum oraz z tych, którzy bali się, że zapanuje dyktatura , oni utracą swoje pozycje. Bali się tego bardziej niż konfederacji i kaczyńskiego razem wziętych. Na wszelki wypadek nawet głosów nie policzyli. Cóż, minęło może nadchodzące Wybory będą moimi ostatnimi. Potem zapadnie Ciemność i w niej obudzą się demony Wszystkim płomiennie broniącym wszelkich -izmów polecam rozważyć problem polskich sojuszy i naszego sąsiedztwa. Może pojdą na wybory nie bacząc na zabiegi sprzedawców iluzji /walki MMA są dokładnie ustawione i obstawione/.
Stary Profesor
14 czerwca 2026
16:16
W zasadzie się zgadzam z Pańskimi uwagami, z tym zastrzeżeniem, że idee wolnościowe dla każdego znaczą co innego. Idea wspólnoty, o której wspomniał wcześniej jeden z komentatorów jest bardziej nośna, lecz „wspólnota” może byc ujmowana równie subiektywnie. Rozterka walczących o władzę moim zdaniem polega na tym, na ile wsłuchiwać się w „vox populi”, a na ile usiłować go kształtować. Niestety cały szkopuł polega na tym, że szkoły wszystkich nauczyły czytać, ale znacznie większą liczbę wyborców sktecznie nauczyły pisać bez wcześniejszej nauki krytycznego myślenia, jakie w istocie u większości zatrzymało się na etapie wiary w gusła i w szamanów. Wiara w gusła i w szamanów rozkwita w praktycznie każdej dziedzinie naszego życia, dlaczego miałaby ona nie rozwitać w dziedzinie wyborów politycznych? W dobie Internetu pisanie stało się „obsesją zaistnienia w społeczeństwie” czym coraz skuteczniej karmią się siebie i nas szamani. Skuteczny polityk szczególnie dzisiaj musi być mzimu. Chcielibyśmy, aby to było dobre mzimu. Jednak na ogół jest tak, że ci dobrzy nie bardzo garną się do wchodzenia w bagno polityki. I koło się zamyka.
@ Pan Adam Szostkiewicz
Na zadane przez Pana pytanie „I to na tym polu toczy się dziś wielka gra o umysły i idee. Liberałom potrzeba odwagi, by zanurkować w populistyczne szambo i starać się przejąć rządzące nim emocje i mantry. Ba, ale jak? ” W istocie sam Pan dał odpowiedź. Tą odpowiedzią jest POPKULTURA. To ona dzisiaj kształtuje myśli i emocje społeczne. Trzeba się pogodzić z myślą, że prawo Greshama-Kopernika w odniesieniu do kultury działa tak samo, jak w odniesieniu do pięniądza. Powszechność kultury oznacza dla polityków potrzebę zejścia z posiomu górnego C na pięciolinii do poziomu słuchu większości na krzywej Gaussa. Pislamiści doskonale to wyczuwali, stąd był ich skok na media. Żadne najlepsze nawet wystapienie sejmowe nie odniesie skutku, jeśli mało kto go wysłucha i obejrzy. Popularny kabaret, popopularny film, popularna piosenka, popularna literatura – to jest skuteczne, bo jest popularne, czyli ma masowego użytkownika, o dotarcie do którego w istocie w demokracji toczy się ten zacięty bój na słowa, obrazy i dżwięki. Kwaśniewski wygrał wybory prezydenckie, między innymi dlatego bo nie miał oporów przed zatańczeniem w rytm disco polo, jako „Kwach”….. Bardzo dobre było medialne pociągnięcie Tuska podczas jednej z poprzednich kampanii wyborczych, kiedy pojechał do Puł-Tuska…..
@jacekm22
„Żeby Polska nie zmieniła się w Kielce.” Obawiam się, że zupa już się rozlała. Kielce nie sa zapowiedzią, Kielce sa odzwierciedleniem tego, co w Polsce zrobiły z obywateli propaganda rosyjska i ślepa nienawiść polityków do siebie nawzajem. W Polsce dnia dzisiejszego nie liczy sie nic, poza walką z przeciwnikiem politycznym. Nie ma wartości, nie ma autorytetów, Patriotyzm i Ojczyzna to już tylko kij do okładania wroga. I, niestety, strona demokratyczna coraz bardziej zaczyna przypominać tę drugą. Chyba nie ma pomysłu na skuteczne propagowanie swoich racji. Kiedyś uważałem, że PRL i ówczesne stosunki społeczne to było blisko dna – takiego gnoju, w jakim sie obecnie tarzamy nie potrafiłem sobie wyobrazić.
Wrzask w niebo uderza wysokie
I z trzaskiem krzyżują się kije.
Pod zmierzchu złocistym obłokiem
Co sił w grzbietach swój swego bije
Pijany wolności wyrokiem.
Ugrzęźli na dobre w Ojczyźnie
Jak krzywe wrośnięci w nią drzewa.
I żaden się z nich nie wyśliźnie
Odbiciu swych wstydów i zniewag
Co ciałem oblekły się bliźnim.
Wytłukli do cna żyzne myśli
I światło się od nich oddala;
Więc w krzyk – trzeciorzędni statyści –
Że wściekłość w nich wielkość wyzwala,
Nienawiść z małości oczyści.
Obłażą liszajem godności
Ich twarze od wrzasku skarlałe.
Potężni się czują i wzniośli
Rachując korzyści i kości
Bezwzględnym klekotem pałek.
Prócz plucia i stania w rozkroku
O niczym nie mają pojęcia;
Lecz mimo to wierzą głęboko,
Że czeka ich cud Wniebowzięcia…
Gdy tylko zatłuką się w mroku.
Jacek Kaczmarski „Okładający sie kijami”
@sceptnick:
Jak tak czytam dyskusję, przypominam sobie książkę i przypominam sobie polską rzeczywistość, to muszę stwierdzić, że nauki Delmera są już od dawna stosowane. I to głównie przez skrajną prawicę.
Nie wiem, gdzie widzisz polityków na „górnym C”. Bo ja widzę popkulturę polityczną. I to we wszystkich partiach. Owszem, Tusk ma styl, który pasuje — powiedzmy — do miejskiej klasy średniej. Ale to nadal nie jest „górne C”.
Kwaśniewski zatańczył do disco polo, ale Kwaśniewski był względnie młody i był typem „brata łaty”. Nie wyobrażam sobie, by do disco polo zatańczył Mazowiecki. A nawet, gdyby sztab nauczył go tańczyć w rytm disco polo na rzecz kampanii wyborczej, to wątpię by wyborcy przyjęli to jako wiarygodne zachowanie. Z tym też trzeba się liczyć.
Może największą nauką z historii Delmera (moim zdaniem) jest to, że nadawał swoje wiadomości pod fałszywą flagą; a nie to, że to było schlebianie niskim instynktom. Gdyby emitował te audycje, poprzedzając każdą słowami „Tu mówi Londyn. Przedstawiamy audycję propagandową dla ludności niemieckiej”; to nawet gdyby treść była ta sama, nie trafiałaby do odbiorców.
I tu, wrócę do tego co pisałem. Bo tak, mamy fałszywe flagi — propaganda skrajnej prawicy w internecie, udającej „zwykłych ludzi”, ma taki odpowiednik. Inny przykład wspomniałem — Kanał ZERO. Do tego mieliśmy wrzutki za pomocą mediów niby to niezależnych — np. tygodnika Wprost.
„Popkultura” to jest zbyt delikatnie powiedziane, jeśli chodzi o Delmera. To było jadowicie antyelitarne, a przy tym poruszało się po obszarach, które normalnie się cenzuruje. W polskich realiach może blisko Afera Podkarpacka, czy ew. Afera Kłodzka, albo Jan Piński. Bardziej te klimaty, niż tańczenie do disco polo. A to nie może przejść przez gardło, choćby Tuska.
@PAK4
15 czerwca 2026 10:25
Sednem sukcesu czarnej propagandy Seftona Delmera i kluczem do skuteczności jak – twierdzą badający to fachowcy – jego radiostacji (takich jak Gustav Siegfried Eins czy Soldatensender Calais) była właśnie fałszywa flaga, a nie tylko kontrowersyjna treść.
– Ludzie podświadomie odrzucają informacje pochodzące od zadeklarowanego wroga. Słowa „Tu mówi Londyn” natychmiast uruchamiałyby u Niemców filtr obronny i sceptycyzm (efekt źródła).
– Delmer nadawał z pozycji „wewnętrznego głosu” (np. jako radykalny niemiecki oficer-patriota). Odbiorcy myśleli, że słuchają kogoś, kto stoi po ich stronie, co całkowicie wyłączało ich czujność (pozorny obiektywizm).
– Radiostacje Delmera podawały mnóstwo prawdziwych, łatwych do zweryfikowania informacji (np. o stratach na froncie czy korupcji lokalnych urzędników NSDAP) (mieszanie faktów z fikcją).
– Dzięki temu, że baza faktograficzna była prawdziwa, a format udawał wewnętrzną opozycję, słuchacze bezkrytycznie przyjmowali również spreparowane kłamstwa i plotki, które miały obniżyć ich morale (uwiarygodnienie kłamstwa).
Dzisiaj te wojny propagandowe są dalece bardziej wyrafinowane bo wsparte narzędziami AI…
Ofiar jest i będzie dużo więcej… chaos i powszechna dezorientacja sprzyja zbrodniom.
@mintel
„To świat
zaczyna wierzyć
w fałszywą geometrię.”
Dokładnie tak!
(My też) Nie uciekniemy przed RL (Reinforcement Learning) bo uczymy się (statyst.) na tym czego najwięcej tworzymy, a średnia (imho mocno) spada!
@leśnyszum
100%
Nie słyszałem wcześniej o Pomerantsevie ani o Delmerze, ale nieskromnie przypomnę, że kilka lat temu, jeszcze za rządów PiS, pisałem na tym forum, że Platforma powinna stosować podobne rozwiązania propagandowe jak partia Kaczyńskiego. Nie spotkałem się jednak, delikatnie mówiąc, ze zrozumieniem. „To niemoralne metody, a my, demokraci, nie możemy być tacy jak oni” – czytałem w odpowiedziach. Cieszy mnie, że to podejście się zmienia. Szkoda, że tak późno, bo do tego naprawdę nie trzeba badań naukowych. Wystarczy zwykły zdrowy rozsądek.
PiS nie stosował dosłownie metody Delmera, ale realizował inteligentnie zaprojektowaną strategię z odpowiednimi przekazami dla różnych grup wyborców. Do swoich przeciwników docierał m.in. za pośrednictwem Kanału Sportowego, który prowadził wtedy Krzysztof Stanowski. Oczywiście Stanowski nie przekonywał zwolenników Tuska do poparcia Kaczyńskiego, lecz wplatał w swoje treści przekaz, który zniechęcał ich do głosowania na KO czy głosowania w ogóle.
Koalicja Obywatelska nie prowadzi takich kampanii i nie ma swojego Stanowskiego. Wprawdzie po przegranych wyborach prezydenckich zaczęła się trochę bardziej przykładać do roboty propagandowej, bo wcześniej Tusk nie chciał wyznaczyć nawet rzecznika prasowego, ale ogranicza się to do prymitywnej propagandy sukcesu, która nie zawsze przynosi oczekiwane skutki. Tu potrzebne jest strategiczne myślenie i wyrafinowane metody, a tego po stronie KO nie widać.
Jedna lista to panaceum na wybory 2027.
Ze słownika pustaka niszczyciela Polski:
„Dobre ustawy podpisuję bez wahania. Ale gdy pojawia się zagrożenie dla praw obywateli lub bezpieczeństwa Polek i Polaków, obowiązkiem Prezydenta jest powiedzieć „stop”. Na straży Rzeczypospolitej, jej obywateli i Konstytucji.
„Tam gdzie widzę rozwiązania dobre dla Polski, podpisuję ustawy bez wahania. Tam, gdzie dostrzegam zagrożenie dla praw obywateli, zasad państwa prawa lub bezpieczeństwa Polek i Polaków korzystam z konstytucyjnego prawa weta. Tak rozumiem służbę publiczną (…) Każda moja decyzja będzie podejmowana wyłącznie z myślą o dobru obywateli, sile państwa i przyszłości Polski„.
Podczas pobytu w USA oskarżył polityków koalicji rządzącej o „antyamerykańską narrację”.
„To jest w interesie Polski, aby prezydent Polski miał dobre relacje z prezydentem Stanów Zjednoczonych, a nasz cel strategiczny jest taki: im więcej żołnierzy amerykańskich w Polsce, tym lepiej. Stała obecność żołnierzy amerykańskich jest naszym celem”.
„Względy dobrego wychowania wymagają jednak, by na początek złożył Trumpowi życzenia urodzinowe.
– Ale każde nasze spotkanie, a było ich wiele, łącznie z rozmowami telefonicznymi jest dla mnie czasem do tego, aby rozmawiać o interesach Polski – mówił.
– Pan prezydent Donald Trump regularnie powtarza, że Polska jest wzorowym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych. Bardzo ceni naszą osobistą relację, ale też bardzo ceni naród polski, naszą historię, nasze wydatki na zbrojenia, naszych żołnierzy.
– Natomiast, jak państwo wiecie, nie odkrywam teraz żadnych nowych kart. Jest problem z antyamerykańską narracją nieuważnych polityków w Polsce, w tym polskiego rządu. Jest problem z egzekwowaniem tego, co na najwyższym poziomie politycznym ja ustalę z prezydentem Donaldem Trumpem – mówił.
Stwierdził, że problemem są wypowiedzi marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego, a także „gesty i wypowiedzi polskiego premiera” Donalda Tuska. Nawrocki przekonywał, że Trump jest gotów zainwestować w budowę Fortu Trump w Polsce, ale „wykonalność tych zadań w związku z dramatyczną, za sprawą ministra Domańskiego, sytuacją finansów publicznych i realizacja nawet 100 postulatów obecnego rządu jest po prostu na słabym poziomie”.
– Gdyby był rząd, który jest w stanie skorzystać z koniunktury, która narysowała się w relacji dwóch prezydentów, bylibyśmy dużo dalej. Mam nadzieję, że uda mi się zmobilizować polski rząd do tego, aby korzystać z ułożenia tych relacji na najwyższym szczeblu – powiedział.
– Tych relacji (…) nie buduje się obrażaniem lidera Stanów Zjednoczonych, naszego sojusznika i naszego partnera, nie buduje się podważaniem sojuszu polsko-amerykańskiego. To są dzisiaj realne problemy Polski – mówił.
Jeden z dziennikarzy zaproponował, by Nawrocki udał się w towarzystwie premiera do Białego Domu. Przypomniał, że już szef MSZ Radosław Sikorski proponował we wrześniu pojawienie się w Gabinecie Owalnym.
– Pan minister Sikorski bardzo chce wejść, tylko pan minister Sikorski musi sobie zdać sprawę z tego, że polityka, którą prowadzi i która jest wypadkową premiera Donalda Tuska, raczej przeszkadza niż pomaga. Nie jest prezydent od tego, aby ocieplać wizerunek premiera, marszałka, i po pewnych gestach – powiedział.”
Ten cwany prezydent na smyczy pojechał do amerykańskiego psychola jawnie donosić na rząd Polski.
To zbrodnia zdrady stanu – szpiegostwo i donosicielstwo.
To pustka w pełnej krasie…
Jeśli to się nie zakończy zgodnie z polskim prawem, trzeba będzie szukać pomocy u Chińczyków.
Ale są i dobre wieści z Ameryki:
„Sąd zdecydował tuż przed urodzinami Trumpa.
Jego nazwisko znika z Kennedy Center
Głośna decyzja dotycząca Kennedy Center doczekała się ostatecznego wykonania. Po tygodniach prawnej batalii i nieudanych próbach wstrzymania nakazu doszło do zmian, które jeszcze kilka miesięcy temu wydawały się mało prawdopodobne. Nazwisko obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych nie widnieje już na fasadzie budynku.
Spór wokół Kennedy Center zakończył się porażką władz instytucji, które pod koniec 2025 roku zdecydowały o rozszerzeniu nazwy obiektu do formy „Donald J. Trump and John F. Kennedy Center for the Performing Arts”. Decyzji towarzyszyło umieszczenie na fasadzie budynku złotego napisu z nazwiskiem urzędującego prezydenta Stanów Zjednoczonych.
29 maja federalny sędzia Christopher Cooper nakazał jednak usunięcie z budynku oraz strony internetowej wszelkich odniesień do „prezydenta Trumpa oraz jakichkolwiek osób innych niż prezydent Kennedy”.
W uzasadnieniu wskazał, że zarząd nie miał uprawnień do zmiany nazwy placówki, ponieważ zgodnie z obowiązującymi przepisami może tego dokonać wyłącznie Kongres. Władze Kennedy Center próbowały jeszcze zablokować wykonanie wyroku i złożyły wniosek o odroczenie nakazu, jednak został on odrzucony przez sąd.
Sprawa odbiła się szerokim echem w amerykańskiej debacie publicznej, ponieważ dotyczyła nie tylko samego oznaczenia budynku, lecz także zakresu kompetencji zarządu jednej z najbardziej rozpoznawalnych instytucji kultury w USA.
Po wykonaniu wyroku sądu nazwa instytucji ponownie odnosi się wyłącznie do prezydenta Johna F. Kennedy’ego, a złoty napis z nazwiskiem Trumpa przeszedł do historii po niespełna pół roku obecności na fasadzie budynku.”
Po odrzuceniu wniosku o odroczenie wykonania wyroku rozpoczęły się prace związane z demontażem napisu. Jak informowała agencja Associated Press, wokół fragmentu fasady Kennedy Center ustawiono rusztowania, a robotnicy przystąpili do usuwania złotych liter tworzących nazwisko Donalda Trumpa.
Prace rozpoczęły się w sobotę 13 czerwca. Najpierw napis został zasłonięty plandeką, a następnie rozpoczęto jego demontaż. Na miejscu pojawili się obserwatorzy śledzący przebieg operacji. Robotnicy zakończyli działania około godziny 3:30 czasu lokalnego (9:30 czasu polskiego), pozostawiając jednak brezentowe osłony, przez co początkowo nie było jasne, czy wszystkie elementy zostały już usunięte.
Jeszcze tego samego dnia dyrektor wykonawczy Kennedy Center Matt Floca potwierdził, że nazwisko Trumpa zostało całkowicie zdemontowane. Oznaczało to wykonanie sądowego nakazu w wyznaczonym terminie. Tym samym zakończył się trwający 176 dni okres, w którym nazwisko obecnego prezydenta USA widniało na fasadzie instytucji. Zniknięcie napisu było bezpośrednią konsekwencją prawomocnej decyzji sądu federalnego i zamknęło jeden z najbardziej komentowanych sporów wokół Kennedy Center w ostatnich miesiącach.(Michał Troszkiewicz, Sport Goniec)
—————————–
Tak kończą prezydenci debile jest tylko kwestią czasu – jak nie zostanie po nich żaden ślad — wszystko zostanie usunięte na śmietnik historii z komentarzem „Odpady po największej jak dotąd hańbie trumpizmu US
U nas te napisy będą miały brzmienie uzupełnione o notkę:
Odpady po największej jak dotąd hańbie Polski – próbie zaimplemetowania w Pisdowie trumpizmu na polecenie rzekomego kumpla Trumpa.
@remm:
> Cieszy mnie, że to podejście się zmienia.
Tylko, wiesz, to podejście Delmera ma kilka elementów, które współwystępowały — mamy i „obcą flagę”, i odwołanie się do niskich instynktów, i wbijanie klina między wrogie elity a lud, i przemycanie niewygodnej prawdy. Jest więc pytanie, co i jak chcemy?
I jest druga rzecz — bo, jak pisałem wcześniej, tak po głębszym namyśle, ja to wszystko z polskiej, wewnętrznej propagandy znam. I to czasem propagandy antypisowskiej. Bo chcesz niskie instynkty? Jan Piński, albo Aleksandra Sarna do usług. Klin między elity pisowskie, a lud? Cóż, „nam się należy”, „ciemny lud wszystko kupi”, osiągało sukcesy propagandowe.
> PiS nie stosował dosłownie metody Delmera
Dosłownie, w sensie zagranicznej rozgłośni — nie. Ale znowu, każdy element był. I to bardziej niż w przypadku głosów antypisowskich. Przede wszystkim, tu mamy wyraźną „obcą flagę”, i to nawet więcej niż jedną — z czym w propagandzie antypisowskiej „jest problem”. (Nie chodzi mi tyle o fałszowanie, ale o to, że nie znam neutralnych środków przekazu, którym zwolennicy prawicy by uwierzyli. Każde, które próbuje zdobyć taką pozycję, musi bardzo mocno prawicowo zakłamywać rzeczywistość, przyczyniając się do antydemokratycznej propagandy; a i to nie daje gwarancji sukcesu.)
Może trzeba przekonać Rosjan, że Putin jest Żydem.